Społeczeństwo

Dziecko: poradnik dla programistów

Czy twoje dziecko zrobi karierę?

Widoczne w polskiej klasie średniej przeładowanie dzieci zajęciami na konto ich sukcesu w dorosłym życiu służy także poczuciu bezpieczeństwa rodziców. Widoczne w polskiej klasie średniej przeładowanie dzieci zajęciami na konto ich sukcesu w dorosłym życiu służy także poczuciu bezpieczeństwa rodziców. Digital Vision / Getty Images
Czy można wychować dziecko na szczęśliwego dorosłego, który spełnia się w interesującej pracy, dużo zarabia, ładnie mieszka i nie miewa problemów osobistych? Oto kilka uwag – na początek roku szkolnego.
Od 2 do 7 proc. dzieci posiada genialne predyspozycje, tylko trzeba je odnaleźć.bowie15/PantherMedia Od 2 do 7 proc. dzieci posiada genialne predyspozycje, tylko trzeba je odnaleźć.
Żeby pozwolić dziecku poznawać samo siebie, trzeba dać mu na to trochę czasu, luzu i nudy, miejsca na eksperymenty.Angela Waye/PantherMedia Żeby pozwolić dziecku poznawać samo siebie, trzeba dać mu na to trochę czasu, luzu i nudy, miejsca na eksperymenty.

Wrzesień, początek wojny tej co zawsze. W ramach walk o przyszłość własnych dzieci tysiące rodzicielskich aut wyjadą na ulice. Ruszą na zajęcia dodatkowe dla dzieci. Floret, język chiński, tai-chi, joga z elementami medytacji. Byle nie zostać z własnymi dziećmi w tyle za innymi rodzicami. Żeby niczego nie zaniedbać. Nie stracić szans.

Rodzice będą wozić z poświęceniem, bo te kilkulatki i gimnazjaliści są ich centrum świata. Niby – zdobycz cywilizacyjna, dobry kierunek po czasach, gdy dzieci liczyły się niewiele. Ale też: duże ryzyko. Bo w morzu pytań niezwykle łatwo dziś zgubić same dzieci. Czy szkoła prywatna jest lepsza od publicznej? W co właściwie należy dziecko wyposażyć na przyszłość? Jaką wiedzę, jakie kompetencje? Czy powinno mieć przyjaciół i jakich (bo może od doboru dzisiejszych przyjaciół zależą późniejsze znajomości)? I to właściwie ma być ta kariera, której chciałoby się dla nich?

Prócz walki z czasem rusza też we wrześniu rodzicielska walka z samymi sobą.

1. Rys sytuacyjny ze strachem w tle

Troska o przyszłość (karierę, powodzenie) dziecka charakteryzuje zwłaszcza polską klasę średnią, od niedawna nazywaną też nowym mieszczaństwem. Dzieci miewa się niewiele, ostatnio najczęściej jedno, dwoje na rodzinę. Rodzicami zostaje się w późnym wieku, dobrze po trzydziestce, bo wcześniej goni się za własną karierą. Zresztą, kariera rodzica prawie nigdy nie jest w jego przekonaniu pełnym sukcesem.

W ogóle polska klasa średnia to nowa, niepewna siebie i swojego statusu kasta społeczna. Ambicja tej licznej i wpływowej grupy napędzana jest lękiem przed zdeklasowaniem, przed powrotem do punktu wyjścia i w sensie materialnym i społecznym. W warunkach ciągłej walki o utrzymanie się na powierzchni – wobec niepewności, dziś powszechnej, własnej przyszłości i własnych karier – polska klasa średnia inwestuje w dzieci. To się staje misją, obowiązkiem, czasem wręcz obsesją. A nad wszystkim wisi pytanie ciężkie i prawdziwe: co powinien zrobić odpowiedzialny rodzic, żeby dziecko jak najlepiej przygotować do przyszłej rywalizacji, sukcesu, udanego życia?

2. Stanisława: inwestycja życiowa

Stanisława ma 6 lat i będzie znaną prawniczką lub lekarką – sama zdecyduje. To są zawody, o których intuicyjnie wie się, że nie znikną z rynku – mówi mama Stanisławy, kiedyś dziennikarka, obecnie korpopracownica. Mama pochodzi z małego miasta na Mazurach, ale Stasia jest urodzoną warszawianką. Właśnie została dostarczona z jazdy konnej na lekcje baletu, zjadła obiad w samochodzie. Jutro po przedszkolu jedzie na wiolonczelę, tymczasem wśród dzieciatych znajomych rodziców Stanisławy coraz częściej mówi się o sekcji karate dla dzieci. Karate wyrabia motorycznie i daje balans psychiczny do mierzenia się z rzeczywistością. Jest sportem dość urazowym, to prawda, ale czy bycie dziewczynką ma Stanisławę dyskryminować?

Ona jeszcze nie ma zdania, ale przyjdzie czas, że podziękuje za wszystko, co się dla niej teraz robi, mówi mama. Mama kończy w tym roku czterdziestkę, ale wygląda na mniej, bo uprawia jogging. Z dziennikarstwa uciekła, bo to dla niej były nerwy i mało pieniędzy. Jej obecna praca polega na przesypywaniu szeregów cyfr z jednego komputera w drugi w ponadnarodowej firmie, na zarobki już nie narzeka. A jeśli coś się nie powiedzie, puści zajączka do znajomych na Fejsie i znajdą jej lepszą pracę. Mówi się na to networking – ja pomagam komuś, ktoś pomaga mi – wymaga to ciągłego hodowania ważnych znajomości na portalach społecznościowych, by nikt nie poczuł się urażony brakiem zainteresowania.

Networking uprawia również Stanisława. Na przykład teraz zagaduje ją przez Fejsa synek koleżanki mamy. Wiadomość przychodzi na smartfona. Co odpisać Józiowi? – pyta mama. Że jestem na balecie, mówi Stanisława, i pozuje do zdjęcia, które dołączy się do odpowiedzi. Zwrotnie Józio, czyli jego mama, odwdzięcza się lajkiem. Mama Józia jest znaną prawniczką.

3. Chiński: zapraszamy uzdolnionych 2-latków

To prawda: wykształceni i bogatsi z domu mają większe szanse na rynku pracy niż ich koledzy z uboższych grup społecznych. Instytut Badań Edukacyjnych badał „uwarunkowania decyzji edukacyjnej Polaków” w 2013 r. – w grupach uznających się za biedniejsze prawie 22 proc. zakończyło naukę na podstawówce, tylko 5 proc. walczyło o tytuł magistra. Ważne są ambicje i wzorce domu rodzinnego – potwierdziło badanie IBE. Ponad 40 proc. wykształconych podstawowo jako pierwszą podejmuje pracę na czarno. Natomiast 80 proc. młodych ludzi po studiach idzie do pierwszej pracy, mając umowę na etat.

– Świadomość, że należy inwestować w przyszłość dzieci, jest w polskiej klasie średniej wyraźna – przyznaje Agnieszka Chłoń-Domińczak, lider Zespołu Edukacji i Rynku Pracy IBE. – W moim przekonaniu bywają to czasami działania przesadzone. Uważam, że dla dwuletniego dziecka lepszy będzie kontakt z rodzicami niż kurs języka chińskiego.

A takie pomysły krążą na towarzyskiej giełdzie rodzicielskiej – dwulatek powinien już sprawnie pływać w sensie basenowym i życiowym. Im starsze dziecko, tym panika rodziców większa – mały idzie do szkoły, a nie umie jeszcze czytać; pół klasy w prywatnej podstawówce jeździ na koniach, a ta moja pierdoła się boi konia; tyle kasy wydaję na jej lekcje tenisa, ale nie wygrała nawet jednego meczu; mój syn ma już jedne studia, ale idzie na drugie – przedłuży młodość i zwiększy szansę na lepszą pracę. Potem – zdarza się – syn przedłuży sobie młodość o trzecie studia, tenisistce bez sukcesów zmieni się trenera, a pierdołę zmusi się, żeby nie bała się koni. Ważna jest nieustanna rywalizacja na wszystkich polach.

– Zachłyśnięcie się możliwością rywalizacji i samorealizacji to coś, co współczesne pokolenie rodziców zna z własnej młodości – mówi Maria Mach, dyrektor Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci (KFRD). – To przecież ludzie, którzy wchodzili w życie zawodowe w orgii możliwości lat 90. Rywalizacja ich napędzała. System stres-test-dyplom.

 

4. Rodzice: w pogoni za bezpieczeństwem

Tata Ignacego, lat 7, podkreśla, że sam był w tenisa bardzo dobry. Niestety łękotka wyeliminowała go na stałe. Tata, partner w firmie piarowskiej, podkreśla też, że sam sobie opłacał lekcje na Legii, dorabiając po szkole jako kelner. Ignacy przyszedł na gotowe – dom w Konstancinie, nowy samochód terenowy brytyjskiej marki. Tenis jest pasją Ignasia, podobnie jak internet. Ignaś zna na pamięć wysokości himalajskich szczytów, umie sprawdzić kursy walut i przeczytać ojcu przez komórkę nagłówki wiadomości. Ignaś mówi, że gdy będzie duży, chciałby być swoim tatą. Tymczasem tata zapisał go na korepetycje do znajomego informatyka. Przeczytał w gazecie, że od 2 do 7 proc. dzieci posiada genialne predyspozycje, tylko trzeba je odnaleźć. A tu małego ewidentnie ciągnie do tenisa i komputera.

Dr Julita Wojciechowska, psycholog z Instytutu Psychologii UAM w Poznaniu, uważa, że widoczne w polskiej klasie średniej przeładowanie dzieci zajęciami na konto ich sukcesu w dorosłym życiu służy także poczuciu bezpieczeństwa rodziców. Starzy przenoszą ambicje na młodych – dzieci końcowego Peerelu programują dzieci XXI w. na spektakularne kariery. Umierają ze strachu, że mogliby przeoczyć jakiś talent u swego jedynaka. Im więcej zajęć ma młody, tym dalej od wyrzutów sumienia jest stary.

Jednak jest w tym rozumowaniu aspekt hazardowy – nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądał rynek pracy w 2024 r. Czy zawody w dzisiejszym rozumieniu będą w ogóle istnieć? Może nawet prawników i lekarzy zastąpią kompetentne algorytmy? – Już dzisiejszy rynek pracy stawia absurdalne wymagania – mówi dr Wojciechowska. – Z jednej strony naciska na kształcenie bezkonkurencyjnych specjalistów w wąskich dziedzinach, z drugiej do przygotowania na elastyczne zmiany zawodu, nawet kilka razy w ciągu życia.

Tymczasem dobre wykształcenie ogólne, polegające na umiejętności poszukiwania i kojarzenia informacji dla celów zawodowych i życiowych, wciąż odbierane jest raczej jako brak wykształcenia. Na grunt rodzinny coraz częściej przenosi się zachowania znane z korporacyjnego kodu pracowniczego, zauważa dr Wojciechowska, każdy ma być bez przerwy czymś zajęty. Albo przynajmniej dobrze udawać.

5. Syn dozorcy: nie znaleziono obiektu

Psychologowie dziecięcy przyznają – rodzice z klasy średniej, nasza nowa burżuazja, są zdezorientowani. To naturalnie dobry odruch, że dba się o przyszłość dziecka, ale nie da się ukształtować szczęśliwego człowieka przyszłości za pomocą współcześnie dostępnych narzędzi. Tymczasem rodzice bombardowani są przez poradnikowe wzorce wychowania – od prawie anarchii po terror wychowawczy, gdzie każda metoda wychowania brzmi jak sekciarska obietnica szczęścia, za to poparta jest nazwiskami autorytetów.

Dr Monika Zielińska, psycholog dziecięca z Sopotu, opowiada, że przez 17 lat pracy nie zdarzyło jej się, aby ktoś poprosił o diagnozę zainteresowań dziecka.

– Aktywności muszą być zgodne z zainteresowaniami dziecka – mówi dr Zielińska. – Najlepiej jeśli rodzice wspólnie z dzieckiem znajdą pasję, którą będzie chciało się zajmować. Czasem należy dyrektywnie zaproponować dziecku aktywność, jednak koniecznie z możliwością wycofania się z niej.

W zachodniej Europie i Ameryce funkcjonuje już pojęcie ekstremalnego rodzicielstwa. Karierę dziecka ekstremalni rodzice budują na dwa główne sposoby – metodą prób i błędów lub metodą nieprzerwanego marszu na azymut. Na azymut idą z dzieckiem często zawodowi muzycy, przyznaje Maria Mach z KFRD. Już w życiu płodowym dojrzewają więc wiolonczeliści i pianiści. Następnie ćwiczą, od kiedy potrafią utrzymać instrument. Będzie to, charakterystyczny dla klasy średniej, przejaw elitarności, czasem idący w komplecie z nieporadnością życiową.

Nowi mieszczanie coraz częściej zamykają się w luksusowych gettach, tworzą hermetyczne grupy. Ich dzieci odziedziczą te grupy i grono znajomych po rodzicach, mówi dr Julita Wojciechowska. Odziedziczą gotowe miejsca społeczne i zawodowe. Luxgetta nie będą wiedziały nic o życiu poza swoimi granicami – czyli o większości społeczeństwa – bo to według nich informacje niepotrzebne.

Nieuniknione w Peerelu wymieszanie klas społecznych – gdy syn profesora grał pod blokiem w kapsle z synem dozorcy i obaj mogli się czegoś od siebie nauczyć, należy do przeszłości. Klasa średnia porównywać więc będzie jakość swoich samochodów, domów, dzieci i karier we własnym gronie. Będzie ulegać modom i panikom bez odwoływania się do szerszej rzeczywistości społecznej.

6. Indolencja: forma buntu

Badania przeprowadzone w 2011 r. przez Uniwersytet Łódzki pokazały, że aż 85 proc. rodziców podpowiada dzieciom, jakie zawody mają wybrać. Najlepiej jeśli będą (można było wskazać kilka możliwości): lekarzem (15 proc.), informatykiem (13 proc.), prawnikiem (10 proc.), architektem lub inżynierem (8 proc.), przedsiębiorcą (7 proc.), pracownikiem budżetówki – urzędnik/nauczyciel (6 proc.), artystą (4 proc.).

W ekstremalnych przypadkach programowanie dzieci do tych zawodów rozpocznie się wraz z pierwszymi niemowlęcymi odruchami rozumnymi. To jest tendencja całego cywilizowanego świata, ale w Polsce bardziej widoczna – dr Wojciechowska uważa, że wynika to z niskiego poczucia stabilności i zaufania do państwa. W kraju wciąż budującym normalność w zachodnioeuropejskim rozumieniu prawo i procedury zmieniają się często i nieprzewidywalnie. To tylko wzmaga rodzicielski strach. A im go więcej, tym więcej gotowych szablonów edukacyjnych (lekarz, adwokat, informatyk) mających otworzyć przed dziećmi bezpieczną drogę przez życie.

Co roku do Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci spływają zgłoszenia stypendialne od dzieci zdolnych. Bywają sformułowane jak profesjonalne CV od wypalonych zawodowo 30-latków. Bywają także laurki pisane w imieniu dzieci przez rodziców niby-dziecięcym językiem. Coraz mniej dziecka w dziecku. (Rzadkie są listy, jak ten od małej dziewczynki, która zastanawia się nad pochodzeniem człowieka od małpy. Konkluduje po dziecięcemu, że człowiek pochodzi od małpy zmieszanej z kangurem, cały wywód popierając odpowiednimi tabelkami).

– Czasem rodzice poświęcają dziecku zbyt dużo uwagi – mówi Maria Mach. ­– Dzieci bardzo tracą na tym, że nie mogą same zorganizować swojego czasu, a potrzebują swobody, nawet nuda jest fundamentalna, bo bywa inspirująca. Oczywiście to wiąże się z ryzykiem, a rodzice nie są gotowi na poniesienie ryzyka. W ten sposób rodzina nie przygotuje dziecka do samodzielności w życiu. Nie wyrobi w młodym człowieku umiejętności znoszenia niepowodzeń.

Inwestycja Tadeusz ma 19 lat, jest jedynym synem bankowca i lekarki, skończył renomowane liceum prywatne, zna perfekt dwa języki europejskie, gra na klarnecie, wybiera się na rok pożyć w Londynie i poćwiczyć tam język, a następnie na medycynę jak mama. To znaczy miało tak być, ale ostatnio coś w Tadeuszu pękło – w wakacje rodzice po raz pierwszy dali mu zadanie zarobienia własnych pieniędzy. Bardzo był zdziwiony, mówi ojciec Tadka. Poszedł do fastfoodowej sieciówki, sam wybrał. Po tygodniu się zwolnił i zaległ w domu przy komputerze. Co się stało? Otóż koledzy w pracy byli niemili, odzywali się po chamsku.

 

Sam Tadek nie potrafi tego jeszcze zwerbalizować, ale przecież widzi, że jego koledzy – synowie i córki znajomych rodziców – też są w kryzysie egzystencjalnym. Siedzą w domach albo kręcą się po warszawskim placu Zbawiciela, napomykając, że wreszcie zaczną żyć po swojemu. Nowy bunt polega na tumiwisizmie i jeszcze nie wiadomo, czy będzie twórczy. Okazało się za to – wiedzą już rodzice starszych dzieci – że programowanie kariery dziecka od kołyski nie musi się wiązać z posłuszeństwem dorosłego dziecka wobec planów rodziców.

Dzisiejsi rodzice czasem nie dostrzegają nawet, że dziecko urosło. Jak w skeczu Monty Pythona, kiedy starsze panie pytają dorosłego mężczyznę: cy dzidzia umie jus chodzić? Oczywiście, odpowiada zapytany, jestem ministrem spraw zagranicznych.

Być może więc zamiast pytania, w co rodzic może wyposażyć dziecko, ważniejsze jest, by uczyć je wyposażać się samo? By nie popełnić błędów, wychowując z poświęceniem swoim i samego dziecka – ale nie do tego świata, który jest przed nami? Może i dobrze jest wspierać zdolności przywódcze – ale pod warunkiem, że szykuje się dziecko do korporacyjnej kariery. Ale co taka ścieżka warta będzie za 20 lat w świecie, który już zrobił wielki odwrót od schematów opartych na konsumpcji? Czy te ustalone w pokoleniu rodziców hierarchie – prestiżu, władzy i pieniędzy, oznaczających sukces – będą jeszcze liczyć się dla naszych dzieci, które się właśnie przesiadają na rowery i wspólnie ze znajomymi hodują marchew na wspólnej działce wydzielonej na trawniku?

Psychologowie mówią: to, co dziś może zrobić rodzic, to sensownie, bez histerii, towarzyszyć dziecku w rozwoju, pomagać mu zrozumieć samo siebie, poznać własne cechy i możliwości, akceptować je i radzić sobie z nimi. By pomagać rozumieć, trzeba samemu wciąż uważnie patrzeć. Żeby pozwolić dziecku poznawać samo siebie, trzeba dać mu na to trochę czasu, luzu i nudy, miejsca na eksperymenty. To wszystko wymaga jednak odstawienia samochodów, odejścia od stereotypów towarzyszących edukacyjnemu wyścigowi. A więc zejścia ze ścieżek, które wydają się wytyczone, bezpieczne i powszechnie uczęszczane, a dania czegoś więcej: autentycznej uwagi i autorskiego rodzicielstwa. Bo na „życiowy sukces”, niestety, nie ma gotowych przepisów. Ba, nie ma nawet definicji takiego sukcesu.

***

Czy można zbadać zdolności i predyspozycje dziecka?

Psychologowie stworzyli wiele testów pozwalających wykryć i potwierdzić pewne szczególne zdolności i predyspozycje u dzieci. Począwszy od inteligencji (do jej badania służy klasyczna Skala Wechslera WISC-R dla dzieci). Przedstawiamy krótki przewodnik dla ambitnych i dociekliwych rodziców.

• Istnieją testy pozwalające uzyskać np. wiedzę na temat zdolności werbalnych, niewerbalnych (Test Matryc Ravena albo Zestaw Testów Uzdolnień). Na podstawie takich badań można na przykład wyodrębnić grupę uczniów szczególnie zdolnych czy też ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (inteligencja niższa niż przeciętna, podejrzenie dysleksji).

• Diagnozie szczególnych zdolności do nauki języków obcych służyć może Test Zdolności Językowych Wojtowicza, a Test Uzdolnień Muzycznych (TUM) autorstwa Edwina Gordona pozwala na zbadanie predyspozycji muzycznych dziecka i stanowi miarę słuchu muzycznego. W każdym zadaniu dziecko porównuje dwa motywy melodyczne (test Melodii) lub rytmiczne (test Rytmu) i ma zdecydować, czy są one takie same czy różne.

• Na zbadanie uzdolnień ruchowych pozwoli Skala Rozwoju Motorycznego Ozierskiego – dziecko wkłada monety do pudełka, pokonuje labirynt albo w określonej pozycji musi wytrzymać 10 sekund. Analizując wyniki testu, możemy dowiedzieć się więcej na temat koordynacji ruchowej, rytmiczności ruchów oraz ogólnej energii ruchowej dziecka.

• Użyteczną techniką diagnozy zdolności matematycznych młodszych dzieci może być Skala Umiejętności Matematycznych Oszwy. Testy „Zastanów się, zanim odpowiesz” (ZZO) służą do oceny predyspozycji do uczenia się przedmiotów przyrodniczych (np. pytania otwarte w stylu „Zastanów się, gdzie na mapie jest południe”).

• Gra edukacyjno-diagnostyczna TalentGame pomoże natomiast w diagnozie zainteresowań zawodowych uczniów w wieku 7–18 lat. Możemy zdecydować się również na testy projekcyjne – Test Zdań Niedokończonych Rittera (RISB, np. Moje hobby to...), Test Drzewa Kocha (co rysunek drzewa mówi o dziecku) albo test Apercepcji Tematycznej Murraya (TAT, dziecko opowiada historyjkę o niejednoznacznym obrazku). Pozwolą one na ujawnienie nie do końca uświadomionych treści psychicznych, w tym głęboko skrywanych poglądów czy też zainteresowań, o których dziecko ani rodzic mogą nawet nie wiedzieć.

Test psychologiczny dziecka może wykonać i zinterpretować tylko psycholog.

***

Czy talenty i zdolności są najważniejsze?

Dla powodzenia w życiu nie mniej ważne niż predyspozycje czy szczególne zdolności okazują się kreatywność, umiejętność swobodnego puszczania myśli czy też umiejętność nudzenia się. Kreatywność dzieci także można badać, np. Rysunkowym Testem Twórczego Myślenia (TCT-DP) autorstwa Urbana i Jellena. Zadaniem dziecka jest uzupełnienie niekompletnych rysunków. Może rysować, co chce i jak chce, wszystko jest dozwolone i prawidłowe. Szczególnie punktowana jest nietuzinkowość rysunków, ich nieschematyczność. Oceniają to wyszkoleni psychologowie. Z kolei ocenie osobowości twórczej służy Kwestionariusz Twórczego Zachowania (KANH) Stanisława Popka. Badając i oceniając kreatywność dzieci, warto jednak pamiętać, że zależy ona nie tylko od indywidualnych cech dziecka, ale też od tego, czy potrafi oraz ma okazję się nudzić. Badania neuropsychologiczne dowiodły, że szczególnie kreatywne rozwiązania przychodzą do głowy ludziom w stanie odprężenia, relaksu – nudy wręcz – gdy mózg pracuje na falach alfa i theta.

• Dzieci bardzo głęboko wchodzą w zagadnienia, które je zafrapują – o ile im na to pozwolić i stworzyć warunki do rozwijania ich „projektów”, zwłaszcza jeśli mogą się w nie angażować z grupą innych dzieci. Zafrapowane konstrukcją zegara dzieci płynnie przechodzą do pytań o naturę i sens czasu, przemijania itd. Najszybciej rozwijają się i najbardziej kreatywnymi dorosłymi stają się ci, których dzieciństwo upłynęło na angażowaniu się w takie właśnie kolejne projekty.

• Psychologowie zwracają tu uwagę, że w życiu nie mniej istotne niż inteligencja i szczególne talenty okazują się umiejętności społeczne. To, czy dziecko (a potem dorosły) łatwo wchodzi w kontakty z innymi, czy jest komunikatywne. Czy ma obowiązki i czuje się odpowiedzialne za wywiązanie się z nich. Istnieją narzędzia do pomiaru tzw. inteligencji społecznej, jak np. Kwestionariusz Kompetencji Społecznych i Test Rozumienia Emocji Anny Matczak, przeznaczony dla dzieci od gimnazjum wzwyż. Testy te służą jednak głównie zdiagnozowaniu ewentualnych problemów w kontaktach społecznych.

***

Czy można kształtować w dziecku zdolności przywódcze, kompetencje lidera?

• Jeśli dziecko jest szczególnie wrażliwe i emocjonalnie reagujące na świat, lepiej będzie uczyć je rozpoznawać własne emocje, nazywać je, radzić sobie z nimi w sposób społecznie akceptowany.

• Dziecko, które jest bardzo nieśmiałe, należy nagradzać w sytuacjach, gdy udaje mu się tę nieśmiałość przełamać, stawiając przed nim zadania na miarę jego możliwości. Skoro jest zbyt nieśmiałe, by zostać liderem, jego kompetencją, zapewniającą mu lepszą pozycję w grupie rówieśniczej, może być np. rozumienie innych.

• Dziecko, które ma talenty przywódcze, należy w tym wspierać, uwrażliwiając je na innych, nie nagradzając jednocześnie zachowań egoistycznych, samolubnych.

Psychologowie podkreślają jednak, że to, co na pewno może i powinien zrobić rodzic dla dziecka, to pozwolić mu poznawać samo siebie i lepiej radzić sobie ze sobą.

Polityka 35.2014 (2973) z dnia 26.08.2014; Temat tygodnia; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Dziecko: poradnik dla programistów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną