Społeczeństwo

Mamusie mężów

Powrót teściowych

Skomplikowane i szkodliwe mechanizmy związane z nadmiernym poświęceniem przechodzą w Polsce z pokolenia na pokolenie. Skomplikowane i szkodliwe mechanizmy związane z nadmiernym poświęceniem przechodzą w Polsce z pokolenia na pokolenie. Cheryl Maeder / Getty Images
Na dorobku, przed trzydziestką, coraz trudniej o samodzielne mieszkanie. Więc trzeba z teściową. Powstają napięcia, których nie da się rozładować za pomocą starych dowcipów.
Dwie kobiety plus jeden mężczyzna. Pytanie, która ważniejsza? Która rządzi?Rubberball/Mike Kemp/Getty Images Dwie kobiety plus jeden mężczyzna. Pytanie, która ważniejsza? Która rządzi?

Artykuł w wersji audio

Tekst został opublikowany w POLITYCE w listopadzie 2014 roku.

Liczba rodzin przed trzydziestką mieszkających na swoim przez 10 lat spadła o 200 tys., wynika z ostatniego spisu powszechnego. Rodzin mniej, ale grupa dysponujących lokum kurczy się jeszcze szybciej. Zdecydowały: kryzys, bezlitosny dla młodych rynek pracy oraz europejskie wręcz ceny mieszkań w dużych miastach w Polsce. Plus te detale: nawet dom, dobudowany do rodziców metodą gospodarczą, siłami bliższych i dalszych kuzynów, trzeba przecież utrzymać. Dlatego rośnie zjawisko zwane po włosku bamboccioni, czyli zamieszkiwanie bardzo dorosłych już dzieci w domach swoich rodziców.

Ale nawet ci, co żyją na swoim, częściej niż kiedyś korzystają ze wsparcia finansowego rodziców, chociaż liczba tych po trzydziestce, którym udaje się zdobyć własne mieszkanie, powoli, ale rośnie. Nie maleje odsetek korzystających z pomocy babć (rzadziej dziadków) przy wychowaniu dzieci – a korzystać trzeba może nawet częściej, bo z pokolenia na pokolenie przybywa kobiet pracujących na więcej niż etat. A że sytuacja w Polsce mało sprzyjała dotąd karierom zawodowym kobiet (z danych Eurostatu wynika, że mamy jeden z najniższych odsetków zatrudnionych), te starsze mają czas, by pomóc przy wnukach.

Także to własne wyczekane mieszkanie – jak wynika z badań prof. Piotra Szukalskiego – w Polsce kupuje się zwykle tylko dzięki temu, że rodzice coś dołożyli – albo sfinansowali całość.

Wraca więc stara jak świat kwestia: jak się dogadać z teściami? I nawet jeśli modele życia się zmieniają – z rodzicami mieszka się patchworkowo, na zasadach partnerskich, w nowych wariantach typu: ona starsza czy więcej pracująca zawodowo, on młodszy czy zarabiający mniej – to sedno konfliktów wciąż pozostaje to samo. Fronty – kto z kim – przebiegają jak dawniej. Nowa jest tylko lista powodów.

Ona kontra teściowa

Konfliktów motyw pierwszy, wręcz atawistyczny: dwie kobiety plus jeden mężczyzna. Pytanie, która ważniejsza? Która rządzi?

Starsze czują się mocne. Może nawet – jeśli są już około sześćdziesiątki albo po – walczyły w kolejkach PRL, załatwiały i kombinowały. To one w domu wiązały koniec z końcem. W młodości raczej nie zaznały dobrobytu, na co nie lubią się skarżyć – ale można ponarzekać na najbliższych. Tak się w Polsce robiło i robi. A lęków nie brakuje, frustracji też. Starzejąc się, stają się przezroczyste, niepotrzebne – bo i do nas dotarły trendy z Zachodu, wedle których miernikiem wartości człowieka jest stan i atrakcyjność jego ciała. Z ambicjami zawodowymi jest słabo – pracuje mniej niż połowa. Z otwartością na zmieniający się z prędkością światła świat też nie najlepiej. Z raportu Desk Research wynika, że niechętnie podróżują, korzystają z internetu, mają niską świadomość prawną, niechętnie korzystają z pomocy instytucji – za to oczekują pomocy ze strony rodziny.

Aż ponad połowa polskich teściowych nie jest zadowolona z synowych, uważając je za mało kompetentne w roli gospodyń domowych i matek. Za nie dość poświęcające się dla „królewicza”, nie dość gospodarne, zaradne, opiekuńcze – takie, co to bez pomocy nie poradzą sobie z ogarnięciem mężczyzny. Starszym trudno jest zrozumieć, że czasy, które one pamiętają, minęły bezpowrotnie. Że młode nie chcą już „ogarniać”.

Współczesne synowe zaczynają swój staż często w okolicy trzydziestki, nawet później. Zatem dzieci też mają jako dojrzałe kobiety, nie 20-letnie młódki, którymi łatwiej jest dyrygować. Dla współczesnej młodszej Polki tak samo ważna jak rodzina jest też praca – samodzielność. Własne pieniądze na koncie. Od partnera raczej oczekują wsparcia, niż chcą go hołubić – jak dziecko. Kiedy więc teściowa mówi: „Chodźmy zrobić obiad naszym panom”, albo nie może wyjść z oburzenia, że „mężczyźnie się w jej domu nie podało herbaty”, młodsza uważa to wręcz za atak na siebie.

Co czwarta Polka, wynika z badań OnePoll, nie akceptuje teściowej, w przypadku co piętnastej pary cyklicznie wręcz – na tym tle – wraca motyw rozwodu. Kłopoty mieszkaniowe są na czwartym miejscu wśród podawanych jako przyczyna rozwodu, przed problemami finansowymi i słynną niezgodnością charakterów („Rozwód, refleksje prawno-społeczne”).

W warunkach polskich o kompromis jest szczególnie trudno, bo w kulturę i mentalność wyjątkowo mocno wrośnięta jest rola poświęcającej się. Ona – Mamusia – chce być ofiarna, bo taki jest przepis na akceptację społeczną. Poświęcanie się jest zawsze moralnie słuszne, poświęcający się jest lepszym człowiekiem. Poświęcenie proponuje kobietom Kościół katolicki.

Od poświęcenia jednak tylko krok do żonglowania rolą ofiary. Jak u Małgorzaty. To stary numer teściowej: wejść pod nieobecność do mieszkania syna (ma klucze) i poukładać w szafach wszystko, łącznie z jej koronkowymi majtkami. Wykraść rzeczy do prania. – Przyczynę zniknięcia koszul z łazienki zaczynam rozumieć dopiero widząc teściów przez okno podczas kolejnej wizyty, gdy jak szczęśliwi myśliwi paradują przez parking – opowiada Małgorzata. – Niosą pręt, a na nim wyprasowane koszule. Raz w tygodniu teściowie wpadają jawnie, na obiad, z wielkimi torbami jedzenia, za które nie chcą pieniędzy. Gdy Małgorzata prosi, żeby tyle nie robili, słyszy, że można przecież taką jedną pyzę, zrobioną przez mamę, przed snem zjeść, a potem wziąć Raphacholin, jeśli wątroba szwankuje. Hurtowe ilości jedzenia dojadają potem sąsiedzi, przyjaciółki Małgorzaty z pracy, jej brat z narzeczoną, a nawet pies.

Małgorzata jest 43-letnią kobietą, która radzi sobie z życiem i dobrze zarabia, więc czuje się podle, gdy skarży się przyjaciółkom na teściową. Wigilie, wspólne rzecz jasna, upływają w napiętej atmosferze – ale to przecież Małgorzata jest winna, że nie potrafi docenić. Wstyd jej, ma poczucie winy, że do teściowej czuje wyłącznie agresję. Spirala się nakręca. Tyle że złość jest w tej sytuacji reakcją naturalną. To prosty schemat: ktoś (w tym wypadku starsza kobieta), kto notorycznie pozwala przekraczać własne granice, w praktyce łatwo łamie granice bliskich, bo ich nie czuje, nie widzi, nie rozumie. Rewersem „ofiary” jest „kat”. Który niewyrażoną złość manifestuje np. nadopiekuńczością, obrażaniem się, szantażem emocjonalnym, zawłaszczaniem. To z kolei prowokuje złość obdarowanych, którzy czują się jak kaci, choć są ofiarami.

Skomplikowane i szkodliwe mechanizmy związane z nadmiernym poświęceniem przechodzą w Polsce z pokolenia na pokolenie. Opisuje je w swoich książkach m.in. Wojciech Eichelberger. A więc: synowa, zaduszona wyręczaniem i pseudotroską, czemu nie potrafi się przeciwstawić, pozbawiona oparcia w mężu, który nie widzi nic złego w przyjmowaniu pomocy, czuje się kozłem ofiarnym. Syn „uwiedziony” (to stosowane w psychologii słowo) przez matkę czuje się zobowiązany zatroszczyć bardziej o nią niż partnerkę, jakby był jej coś winny. Słowa: „tak się dla ciebie poświęciłam”, „życie ci oddałam” działają jak zaklęcie – syn zrobi, co mamusia sobie życzy. A ta jak najdłużej chce mieć wpływ na wszystko.

On kontra teściowa

Front drugi tych konfliktów coraz częściej przebiega pomiędzy młodym ojcem a jej mamą – w sprawie dziecka. On wścieka się, że ona ma dziecko z mamusią, nie z nim. Bo z nią konsultuje ważne decyzje, odstawiając jego, partnera, na boczny tor. To mama przewinie, wykąpie, zdecyduje, co dziecko może jeść i kiedy.

Jej mama jest zwykle zdania, że mężczyzna nie zajmie się dzieckiem tak dobrze jak kobieta – no więc nie rozumie, o co ta sprawa? A on czuje się jak bankomat, ale zostaje po godzinach w pracy. Bo czego ma szukać w domu?

Z najnowszych badań, choćby dr Małgorzaty Sikorskiej z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, wynika jednak, że młodzi Polacy bardzo chcą uniknąć tego, o co sami mają żal do ojców – o ich nieobecność w dzieciństwie. Sami więc nie chcą być „niedzielni” i „od płacenia rachunków – jeśli w ogóle”. Większość młodych polskich ojców uważa, że zajmują się wychowaniem dzieci na równi z matką. Deklarują, że w podobnym stopniu co matki bawią się z dzieckiem (86 proc.), opiekują się nim w trakcie choroby (68 proc.), pielęgnują niemowlę (53 proc.) czy przygotowują posiłki dla dziecka (55 proc.). Co więcej, ojcowie uważają, że w rodzicielstwie powinno być jeszcze więcej partnerstwa. Ponad 90 proc. ojców uważa, że w przypadku starszych dzieci powyżej 1 roku życia opieka i wychowanie powinny być dzielone pomiędzy mamę i tatę.

Marcin, który sporo czyta o ojcostwie, mówi, że zdaje sobie sprawę, jak istotna jest rola ojca w życiu dziewczynki. To, o co walczy z teściową, to autorytet. A teściowa regularnie – w jego poczuciu – go podkopuje. On zabrania telewizji, ona włącza, on nie je mięsa, ona mówi, że to fanaberie. I tak dalej. Autorytet – rzecz ważna. Tylko trochę ponad 60 proc. dzieci wskazuje dziś ojca jako ważną postać w swoim życiu – wynika z badań przeprowadzonych dla Kancelarii Senatu – a jednocześnie trzykrotnie maleje ryzyko zachowań ryzykownych u polskich nastolatków, dla których ojciec jednak autorytetem jest. Więc o ile kulinarne poświęcenia teściów i rodziców Marcin raczej doceniał (inaczej niż żona), teraz czuje się osaczany.

O ile „babka gastronomiczna” to domena jego matki, o tyle „ekspertka od dzieci” jest domeną jej mamy. Nadjeżdża zwykle jeszcze przed porodem – bo trzeba wspomóc położnicę. A potem orbituje wokół dziecka z tą samą energią, z jaką „gastronomiczna” orbituje wokół syna. Nie przypadkiem mówi się o takim modelu wychowania: helicopter parenting.

W polskiej wersji babka nie dość, że wciąż wyręcza, to jeszcze przekarmia wnuka. Nasze dzieci w wieku 10–12 lat tyją na potęgę. Nie wszystko można zwalić na konsumpcjonizm i śmieciowe jedzenie. Z badań wynika, że dzieci zadręczane nadopiekuńczością (to też rodzaj agresji) później się usamodzielniają, nie mają poczucia własnego sprawstwa, boją się życia i świata, bo jest dla nich zagrażający – ale babcia nie wierzy w kompetencje wychowawcze rodziców.

On kontra ona

Gra się komplikuje, gdy mężczyzna swoją złość, którą chciałby skierować do matki, ale nie ma odwagi, kieruje na żonę. Albo wciąż funkcjonuje w roli dziecka. Z jednej strony Polki deklarują w badaniach, że oczekują, by mężczyźni pomagali, z drugiej mają problem z delegowaniem obowiązków. Dr Małgorzata Sikorska, która kilka lat temu opracowała raport „Ciemna strona macierzyństwa” na zlecenie firmy AXA dodaje, że kobiety owszem, twierdzą, że najbardziej wspiera je partner, po czym okazuje się, że jest jedynie wykonawcą poleceń, które im wydają i z których ich potem rozliczają – jak dziecko.

Jednocześnie te same kobiety zarzucają swoim partnerom, że w relacji on-matka-żona stają po stronie matki. Zwykle panowie mówią wtedy: „Skoro mama zajmuje się od czasu do czasu dzieckiem, nie możemy jej krytykować”. – Kobieta nie może zostać sama w potyczce z teściową. Para musi mieć wspólny front. Oboje muszą się postawić: to nasze życie, nasze dzieci, nasze zasady. Jeśli mama jest zbyt zagarniająca, to przytomna kobieta powinna porozmawiać z mężem, żeby coś z tym zrobił, a nie mierzyć się z tym sama – podsumowuje Jacek Masłowski, terapeuta i założyciel fundacji Masculinum.

Niestety, wzorców brakuje. Magda, którą co prawda od teściów dzieli 270 km, nie ma złudzeń – dla teściowej nie ma ciekawszego tematu niż życie jej syna i jego rodziny. Kwestionuje każdą ich decyzję: że młodzi kupili nowe audi, nie starego volkswagena, który jest tańszy, że co z niej za matka, skoro pracuje do godz. 19? Że przekabaciła syna, żeby nie chodził do kościoła i nawet wałka do ciasta nie ma porządnego, bo plastikowy, a w oknach zamiast firanek wiszą jakieś szmaty. Temu wszystkiemu zwykle po cichu przysłuchuje się teść, który przez 45 lat małżeństwa wypracował już sobie swoje strategie: działka, majsterkowanie w garażu, spacery z psem. Poproszony przez synową o pomoc, powiedział: „Madziunia, lepiej dać jej, co chce, bo wścieku dostanie, a potem zrobić swoje”, albo: „Nie może być po mojemu, bo życia potem nie mam”.

Panowie zwykle siedzą cicho. Mówią: „kobiety już tak mają”, i nie można na nich liczyć. Bezradnie chowają głowę w piasek, tak jak robili to całe życie – jak często robili to ich ojcowie i ojcowie ojców. Niby funkcjonują jeszcze jako głowy rodziny – ale nowe wyłapali już ankieterzy przy okazji przeprowadzania spisu powszechnego: jeśli gospodarstwa były dwurodzinne, młodzi plus starsi, w dużej liczbie przypadków to mamy/teściowe występowały w kwestionariuszu jako „głowa domu”.

Z tych frustracji rodzą się dowcipy o teściowych. Na przykład: o pacjencie, który odmawia rzucenia palenia, bo „ilekroć zapala, to teściowa wychodzi z pokoju”. O trumnach, które są za drogie, by je kupować teściowym – wyjąwszy uchwyty, które się dokręci. Łatwo jest je opowiadać – rzecz w tym, że na złe teściowe pracuje cały rodzinny system. I ten wycofany mężczyzna, który wybiera wędkowanie. I syn, który się od mamy mentalnie nie wyprowadził, i córka, która idzie w ślady swojej matki – Polki, dążąc do perfekcji we wszystkim oraz kontrolowania wszystkich i wszystkiego.

Tylko jak rozmawiać z dziadkami? Patrycja Rzepecka z Akademickiego Centrum Psychoterapii i Rozwoju SWPS przekonuje, że to dziś jeden z najważniejszych małżeńskich problemów i najtrudniejsze zadanie dla par: ustalenie z dziadkami, nawet tymi mało obecnymi, wspólnych zasad. Dziadkom często trudno zrozumieć, że straszenie, klaps, przekarmianie, orbitowanie dookoła to nie są najlepsze strategie wychowawcze. Rzepecka instruuje, że czasem trzeba na ostro: „W moim domu panują takie zasady i już”. Jest też wariant na miękko, czyli: „Rozumiem, że myślisz inaczej, ale ja wybieram inne rozwiązanie”. A dziecku należy wytłumaczyć, że u dziadków panują jedne zasady, a w domu inne, jeśli komunikatów nie da się uspójnić. Jacek Masłowski jest wręcz zdania, że czasami trzeba po prostu wymienić zamki. O ile tylko uda się wyprowadzić na swoje.

A jeśli nie – to może trzeba zdobyć się na inne rozwiązanie ekstremalne? Ze spisu powszechnego wynika, że w dużych miastach najszybciej rosnącą grupą są ci, co mieszkają wspólnie (także w parach i małżeństwach) z osobami, z którymi nie są spokrewnieni. W 10 lat przybyło kilkaset tysięcy takich domostw. Szybko rośnie liczba młodych rodzin mieszkających wspólnie z prababką (o jedną trzecią w 10 lat). To efekt uboczny wydłużenia życia, nowe strategie mieszkaniowe – ale też statystyczny efekt wyborów zdroworozsądkowych. Z prababcią to jednak inaczej niż z teściową – nawet jeśli tak nie pomoże przy dzieciach.

Polityka 48.2014 (2986) z dnia 25.11.2014; Społeczeństwo; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Mamusie mężów"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama