6 stycznia: nowa odsłona starego święta

Zabawa w Trzech Króli
Rzecz się stała niebywała: kiedy w listopadzie 2010 r. przywracano święto Trzech Króli, trudno się było spodziewać, że wkrótce stanie się ono wielkim festynem religijno-rodzinnym, w którym weźmie udział milion ludzi. Z niczego zrobiło się coś.
Trzej Królowie w interpretacji gdańskiej
Karolina Misztal/Reporter

Trzej Królowie w interpretacji gdańskiej

Warszawa. Każde miasto chce mieć swojego wielbłąda.
Michał Dyjuk/Reporter

Warszawa. Każde miasto chce mieć swojego wielbłąda.

Dlaczego ludzie w papierowych koronach chodzą ulicami za wielbłądem, śpiewając? To pytanie zadał Koreańczyk, młody inżynier na kontrakcie w Polsce. Inżynier wrasta w kraj od prawie roku, polubił już tutejsze ekstrawagancje, takie jak kiszone warzywa i długie weekendy świąteczne, a nagle 6 stycznia wyłonił się dylemat kulturowy koron i wielbłąda w centrum Warszawy. W grę wchodziły także diabły i anioły. Dla Polaków wydarzenie było na tyle ważne, że transmitowały je telewizje.

Krótka historia zapominania tradycji obchodów

Nie ma się co dziwić inżynierowi z Korei, ponieważ święto Trzech Króli jest zaskakującą nowością także dla wielu Polaków, włączając katolików. Święto obecne w liturgicznym kalendarzu od 15 wieków w Polsce nabrało niezwykłej formy i rozmiaru. Najwyraźniej trafiło w dzisiejszą potrzebę festynu, wspólnej zabawy, wypierającą uczestnictwo w bardziej wyrafinowanych wydarzeniach kulturalnych. A może to próba bardziej religijnej, bardziej uduchowionej odpowiedzi na skomercjalizowane i „kulturowo obce” Halloween czy dzień św. Walentego? Święto było przecież trochę zapomniane.

Wszystko przez komunistów – w 1960 r. ustawą sejmową znieśli święto, które w polskiej tradycji jakby domykało Boże Narodzenie. Kolejne pokolenia chodziły więc 6 stycznia do pracy, odzwyczajając się od Trzech Króli tak dalece, że gdy po równo półwieczu ustawowo przywrócono ich do kalendarza, ludzie nie wiedzieli, jakie formy nadać świętowaniu wolnego dnia. Trzem Królom – obecnym w coraz bardziej tajemniczych kredowych napisach K+M+B na drzwiach domów (które zresztą ewoluowały z oryginalnego „Christus mansionem benedicat”, czyli „Niech Chrystus błogosławi temu domowi”) – groziło zrytualizowanie na sposoby świeckie, takie jak picie piwa i mięsopust przed telewizorem.

Byli jednak ludzie, którzy o przywrócenie święta do kalendarza walczyli przez lata – wśród nich Jerzy Kropiwnicki, były prezydent Łodzi. Nieobowiązywanie Trzech Króli przez 30 lat komuny dało się wytłumaczyć totalitarną władzą, ale na nieprzywracanie ich przez 20 lat wolnej Polski Kropiwnicki argumentów nie znajdował. Dlatego dwa razy zbierał podpisy pod obywatelskim projektem o świętowaniu Trzech Króli – Sejm odrzucał w 2008 i 2009 r., czym tylko zagrzewał prezydenta do dalszej walki. W 2009 r. prezydent Łodzi osobiście zdecydował, że 6 stycznia będzie dniem wolnym od pracy w jego magistracie.

W 2010 r. Sejm wreszcie zachował się w sprawie króli tak, jak prezydent Kropiwnicki tego chciał, chociaż bez jego udziału.

Krótka historia rozrastających się jasełek szkolnych

W 2004 r. pierwsze własne jasełka wystawili uczniowie podwarszawskiej szkoły dla chłopców Żagle – to dziś opowieść założycielska trzejkrólowych parad ulicznych w całej Polsce. W sprawie Żagli skrzyknęli się rodzice, wśród nich supernumerariusze Opus Dei – jako stowarzyszenie rodziców Sternik założyli prywatną szkołę świecką z chrześcijańskim i prorodzinnym programem wychowawczym.

W tych pierwszych jasełkach zagrało kilkudziesięciu uczniów, bo więcej nie było. Ale pomysł Sternika chwycił, szkół i uczniów przybywało, w kolejnych latach obsadzano nawet role krzewów. W 2008 r. Janusz Stokłosa, pianista i kompozytor, ojciec ucznia Żagli, dyrektor teatru Buffo, gościł szkolne jasełka w teatrze – specjalnie dla rodzin. Grano dwa razy, bo sala nie pomieściła wszystkich widzów.

Na spotkaniach rodziców padały pomysły wynajęcia Teatru Narodowego, ale byłoby za drogo. Wreszcie ktoś zaproponował, by z braku miejsca wyjść z jasełkami na ulice stolicy, a scenariusz pochodu wziąć z mateuszowej historii Trzech Króli składających pokłony Jezusowi. I tak narodziła się nowa tradycja, która rozkwitła i dlatego, że to dzień znowu wolny, przedłużający ogólną świąteczną i noworoczną kanikułę. A od kilku już lat daje się zauważyć wielką chęć Polaków do wychodzenia z domu (wraz z dziećmi) i uczestniczenia w rozmaitych festynach, imprezach, zwłaszcza historycznych rekonstrukcjach, które są prawdziwym polskim fenomenem.

Krótka historia wielkiego zdumienia organizacyjnego

W 2009 r. pierwsza parada Trzech Króli przeszła przez Warszawę i Toruń. Piotr Wysocki, którego dzieci uczą się w szkole Żagle, współtwórca i rzecznik prasowy Orszaku Trzech Króli, opowiada, że orszak szedł przez Starówkę na Nowe Miasto – dzieci w strojach uszytych specjalnie na tę okazję, rodzice, dziadkowie. Miało być skromnie i szkolnie, a wciąż przyłączali się ludzie.

Rozpropagowanie było raczej nieśmiałe – rodzice pracujący na co dzień w public relations, wykorzystując pustkę informacyjną niedzieli, zawiadomili media katolickie i, za pośrednictwem biskupa Kazimierza Nycza, parafie. Ale zjawiły się także świeckie media. Na rynku Nowego Miasta trzej królowie pokłonili się przed nowo narodzonym Jezusem i ogłoszono, że to wszystko na dziś, dziękujemy za udział. Jednak ludzie nie poszli do domów, zaczęli śpiewać kolędy.

Krótka historia powstania osobowości prawnej orszaku

Fundacja Orszak Trzech Króli powstała w 2010 r. – jeśli się wymyśliło wielką imprezę uliczną, trzeba mieć osobowość prawną, by zawierać umowy. Okazało się bowiem, że niechcący wymyśliło się fenomen – o licencję na organizacje orszaku prosiły inne polskie miasta, z czasem także miasteczka i wsie oraz zagranica. Polska prowincja prosiła o podpowiedź, skąd wziąć czarnoskórego króla i wielbłąda. Skąd papierowe korony. Gdzie zgłosić marsz. Gdzie szukać sponsora. Frekwencja maszerujących z roku na rok wzrastała geometrycznie.

W swój statut fundacja wpisała: promocja tradycji kulturalnych i religijnych, szerzenie zdrowych wzorców wychowawczych, szerzenie dobroczynności. Jako cel orszaków fundacja podawała: przywrócenie radosnej tradycji kolędowania, promocja wartości prorodzinnych i wspólnotowych. A w prostszych słowach: żadnej nachalności; kto chce, ten maszeruje; nie pytamy o wyznanie. W scenariusze wpisano jeszcze jasełka w odcinkach – ale z odpowiednim rozmachem. Maryja, Dzieciątko i Józef, plus poparte pirotechniką diabły walczące z aniołami, plus żołnierzy, przeglądy wojsk, chóry, lud, tańce dworskie. Plus możliwość finalnego sfotografowania się ze Świętą Rodziną.

W 2011 r. orszaki Trzech Króli przeszły ulicami sześciu polskich miast. Rok później szły 24 miasta. W 2013 r. 92 miejscowości. W tym samym roku po scenariusz zgłosiły się do fundacji orszaku Republika Środkowej Afryki i Ukraina – Afryka za sprawą polskich misjonarzy.

W 2014 r. za swoimi królami i wielbłądami przeszło 177 miejscowości w Polsce. Za granicą dołączyły Włochy, Niemcy, Anglia i Stany Zjednoczone – głównie staraniem Polonii, ale podobno rodowici mieszkańcy chętnie się przyłączali.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną