Społeczeństwo

Zawiśliśmy w zawiści

Zazdrość, niechęć, wrogość: polskie wady narodowe

Zdaniem socjologów powszechność zawiści, zwłaszcza z jej polskim rysem, jest raczej zgubna. Zdaniem socjologów powszechność zawiści, zwłaszcza z jej polskim rysem, jest raczej zgubna. Diego Cervo / PantherMedia
Polacy uważają zawiść za wadę narodową, truciznę w życiu społecznym. Ale skoro ją już mamy, to może da się ją obrócić na korzyść?
O ile zazdrość wydaje się mało wstydliwa, o tyle do zawiści raczej nikt się nie przyzna.Lev Dolgachov/PantherMedia O ile zazdrość wydaje się mało wstydliwa, o tyle do zawiści raczej nikt się nie przyzna.
Jacopo Tintoretto „Kain i Abel”, 1550-1553 r.Mauro Magliani/Corbis Jacopo Tintoretto „Kain i Abel”, 1550-1553 r.

Artykuł w wersji audio

Do oddziału ZUS w Białymstoku: „Moja sąsiadka bierze dużą rentę, ale chodzi uśmiechnięta. Uśmiechnięta, a chora?”.

Do Izby Skarbowej w Kielcach: „Uprzejmie informuję, że pan … jest posiadaczem mieszkań, stać go na wystawne przyjęcia dla znajomych i duże wydatki”.

Z forum internetowego (wątek: zawiść): „Mam konflikt z sąsiadem względem prowadzenia przeze mnie działalności gospodarczej a dokładnie jestem elektrykiem samochodowym człowiek ten nasyła na mnie wszystkie urzędy jakie są pisze na mnie donosy gdzie tylko może zaznaczam iż wszelkie jego donosy i oszczerstwa są nieprawdziwe a także mam z nim sprawę w sądzie ponieważ stwierdził iż policja nie reaguje na jego pisma ponieważ jest skorumpowana (…) napisał donos do izby skarbowej iż ja handluję odzieżą używaną a podobno nawet robił zdjęcia jak znajomy przywozi do mnie worki a także jak je ładuje (…) nie wiem co robić i co urząd może na takie donosy”.

Z dyskusji na portalu plotkarskim: „Najbrzydsza baba w polskiej telewizji myśli że ubierając się w drogie lumpy będzie ładniejsza a to działa odwrotnie bo ludzie pękają ze śmiechu i z żalu że to takie głupkowate”.

Szczerzy do cudzego bólu

Leszek Kołakowski w „Mini wykładach o maxi sprawach” pisał: „Ze wszystkich siedmiu grzechów głównych najłatwiej można wybaczyć lenistwo i obżarstwo, a najwięcej szkód i nieszczęść, zbrodni i wojen powoduje zawiść”. Polacy ten pogląd podzielają, bo pytani przez CBOS o największe grzechy, zawiść (63 proc. wskazań) wymieniają zaraz po zdradzie (84 proc.) i kłamstwie (73 proc.); obżarstwo jako grzech potępia mniej niż połowa.

Jednocześnie we wszelkich badaniach zawiść pojawia się jako jedna z największych tzw. wad narodowych. Socjolożki Maria Rogaczewska i Aleksandra Gołdys w opracowaniu „Polacy w pułapce autostereotypów” zauważają przy tym, że polski autoportret zbiorowy jest pełen sprzeczności: uwierzyliśmy, że jesteśmy społeczeństwem przesyconym nieufnością, zawiścią i wzajemnym obgadywaniem, ale jednocześnie postrzegamy się jako wyjątkowo szczerzy i otwarci. Może ma rację prof. Krystyna Skarżyńska, psycholog polityki, utrzymując, że Polak jest szczery do bólu – do cudzego bólu.

Ze stereotypem Polaka zawistnika łatwo spotkać się za granicą. Z badań Agencji MANDS na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych (2013 r.; respondentami byli Polacy, zagraniczni turyści, obcokrajowcy mieszkający w naszym kraju) wynika, że negatywne przekonania – iż np. Polacy są niekompetentni, leniwi, złodzieje z natury, agresywni, pijacy – słabną, bo nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Ale trzy – zdaniem zwłaszcza tych badanych, którzy zetknęli się z polskimi emigrantami – pozostają aktualne: nietolerancyjni, zawistni i cwaniakują.

Ja nie mam, niech nie ma on

Kolejny paradoks polskiej zawiści polega na tym, że panuje u nas spory zamęt słownikowo-pojęciowy. Czasownika zawiścić w ogóle nie ma, a w powszechnym mniemaniu to taka trochę intensywniejsza zazdrość. O ile zazdrość wydaje się mało wstydliwa (któż – powiadamy – czegoś tam bliźniemu nie zazdrości), o tyle do zawiści raczej nikt się nie przyzna. Zawiść to dziś wielkie tabu, większe niż pieniądze i seks – powiada prof. Zbigniew Zaleski, dziekan Wydziału Nauk Społecznych KUL, autor książki „Od zawiści do zemsty”. Psychologia bardzo wyraźnie te dwie emocje rozgranicza. Zazdrość sprowadza się zazwyczaj do sytuacji, w której człowiek coś ma i boi się to stracić. Można być zazdrosnym o uczucia partnerki (gdy pojawia się rywal), matki (gdy faworyzuje brata), o względy szefa (bo przyjmuje młodszą podwładną). „Zawiści się” natomiast tego, co ma ktoś inny, a ja nie: urody, pozycji, pieniędzy. Nawet niekoniecznie dlatego, że człowiek może albo chce mieć to samo. Raczej po to, „by ten drugi nie miał”. Jak w porzekadle autorstwa Melchiora Wańkowicza: szewc zazdrości kanonikowi, że prałatem został. Albo jak w okrutnym dowcipie, który prof. Zaleski przytacza, ilekroć chce wyraziście zilustrować naturę zawiści: ukazuje się Pan Bóg chłopu Maćkowi i powiada, że na każde wezwanie spełni jego najbardziej wyszukane życzenie. Pod jednym wszakże warunkiem: sąsiad Maćka dostanie za każdym razem dwa razy więcej. Myśli Maciek długo, aż powiada: zgoda, Panie Boże, wykol mi jedno oko.

Zawiść to zdaniem psychologii jedna z najbardziej dewastujących emocji, jak mówi prof. Zaleski – pod nią jest już tylko nienawiść. I najtrudniej wytłumaczalna. Zazdrość – choć może być chora w swych rozmiarach i bezpodstawna, jest adaptacyjna – ewolucja wymyśliła ją pewnie, by człowieka zmobilizować do obrony swych szans reprodukcyjnych.

Zawiść jest dla tego, kto ją odczuwa, kosztowna i bezproduktywna. Rzadko się zdarza, by ta wściekła energia owocowała dla zawistnika czymś dobrym. Zwykle zawiść wypełnia po prostu człowieka, trawi go. Towarzyszą jej gniew, złość, poczucie krzywdy. Bo ona rani ego: nie jestem gorszy, a mam gorzej. Jest nieusuwalna, chyba że poprzez zemstę (porysowanie sąsiadowi samochodu może przynieść ulgę). Zawiść dotyka nawet tych, którzy – jak się potocznie powiada – mają wszystko, bo zawsze jest ktoś, kto jednak ma więcej. Najchętniej kierowana jest do kogoś podobnego: sąsiada, współpracownika, brata. Billowi Gates’owi raczej się nie „zawiści”.

Zawiść lubi cieszyć się z nieszczęścia. Nawet nie chce, żeby mi było lepiej, woli – żeby drugiemu było gorzej. Badań nad nią jest niewiele (tabu), ale te nieliczne prowadzą do druzgocących odkryć. Oto kobieta, trawiona wieloletnią skrywaną zawiścią wobec przyjaciółki, ujawnia badaczom, że cieszyła się, gdy przyjaciółka zachorowała na raka…

Na portalu wiecjestem opublikowano wyniki ankiety na próbie polskich studentów. Respondenci przyznają, że najczęściej „zazdroszczą” (w istocie chodzi o zawiść): pieniędzy, udanego związku i popularności. Jak sądzą, największą zawiść wzbudzają dziś „ludzie z pierwszych stron gazet”.

Nagle równi i nierówni

Czy polska zawiść ma jakiś rys charakterystyczny? Pewnie tak, skoro utrwalił się w polszczyźnie (głównie za przyczyną wiersza Konstantego I. Gałczyńskiego pod tym tytułem) frazeologizm: polskie piekło. Dość zgrany dowcip tak je wizualizuje: nad kotłami ze smołą, gdzie gotują się potępieńcy poszczególnych narodów, stoją strażnicy. Polskiego gara nikt nie pilnuje, bo kto się wychyli, zaraz go pobratymcy z powrotem wtopią.

Przede wszystkim polska zawiść różni się od tej standardowo występującej w świecie – jak to nazywa prof. Zaleski – atrybucją. Każda bowiem zawiść próbuje przypisać przyczyny tej nieznośnej sytuacji, że „on ma”. I ta polska znajduje je zazwyczaj tak: nakradł się, wszedł w układy, zrobiła karierę przez łóżko, wycwaniaczył, oszukuje. Nie da się zwieść podszeptom, że może to ciężka praca, talent, okoliczności, łut szczęścia. Amerykańska zawiść zazwyczaj tak właśnie kombinuje, polska swoje wie.

Z całą pewnością nie jest to wada genetyczna, w sensie jakiegoś dziedzicznego mikrouszkodzenia w mózgu. Ale tkwi głęboko w polskim szlachecko-chłopskim rodowodzie, pełnym wojen o mury i miedze, a potem tego wielkiego pomieszania heroizmu (którym się szczycimy) z oportunizmem (o którym milczymy) podczas zaborów, okupacji, cudzych i własnych reżimów. Przez stulecia jedni bezpodstawnie tracili dorobek pokoleń, inni doznawali wywyższenia (choćby peerelowska nomenklatura). Wszystko to złożyło się na „dziedziczne” przekonanie, że w tym kraju do niczego nie dojdziesz uczciwą pracą, wszędzie rządzą układy, nikomu nie wolno ufać.

Wraz z transformacją trzeba było zaakceptować dwie prawdy naraz: że jesteśmy równi (bo demokracja) i nierówni (bo kapitalizm). Z tym pozornym paradoksem jako społeczeństwo stopniowo zaczynamy sobie dawać radę, ale nie jest to łatwe. Transformacja oznaczała – mówi socjolog, prof. Ireneusz Krzemiński – wykształcanie się nowych kryteriów różnic społecznych, płynność struktury społecznej i niejasność procesów w jej obrębie. Innymi słowy: „tacy sami” szybko okazywali się albo nową biznesokracją (bo wchodzili w posiadanie akcji prywatyzowanego zakładu), albo wypadali z gry (bo zakład bankrutował). Jedni nabywali mieszkania od państwa za grosze, innych eksmitowano z powodu dziejowej sprawiedliwości, np. reprywatyzacji mienia kościelnego. Jednych odsyłano z pracy przedwcześnie, kusząc wysokimi (po paru latach głodowymi) emeryturami, drugich obejmowały jakieś stare, np. mundurowe, przywileje. Jednych wykończyła nadgorliwość skarbówki, inni porejestrowali interesy w rajach podatkowych.

To wszystko stanowi część prawdy o transformacji. Dla obecnej opozycji – zwłaszcza tej, która mit założycielski zbudowała na walce z „układem” – prawdę jedyną. Rozbudzanie zawiści jest fundamentem każdego populizmu. W Polsce można odnieść wrażenie, że ta metoda króluje w życiu politycznym. Nieważne, kto i po co podsłuchiwał polityków, ważne, że jedli ośmiorniczki. Poziom kompetencji ministra nie wzbudza debaty, tylko cena jego zegarka. Nie porusza kryzys górnictwa, wścieka to, że górnicy mają czternastki. Osobliwe napuszczanie nie tylko publiczności na rywali politycznych, ale jednych grup społecznych czy zawodowych na drugie, stało się nieomal nawykiem polityków i mediów.

Stara zawiść w ostatnich latach doznała licznych wzmocnień. Przede wszystkim poprzez natłok dóbr i żądzę posiadania (prof. Zaleski twierdzi, że wspólna bieda w PRL ją jednak trochę hamowała). Popkultura sprawiła, że popularność utożsamiana jest z wysokim statusem społecznym. Ważny jest ten, kto jest znany. Nakręcił się diabelski mechanizm: to, że cię będą jedli na forach internetowych i w tabloidach, należy wkalkulować w sukces. Jakby trzeba było złożyć z siebie ofiarę bogu oglądalności. Internet stał się pastwiskiem zawiści. Wiele osób uważa, że to w gruncie rzeczy całkiem społecznie pożyteczny wentyl, przez który zawiść uchodzi. Prof. Zaleski jest innego zdania: wypisywanie po nocach potoków obelg, udział w tych forach-sforach, które pastwią się nad zmarszczkami celebrytki – kto dosadniej, kto wulgarniej – żadnej ulgi nie przynosi, ponieważ ego zawistnika i tak pozostaje zranione. W internecie zawiść wręcz się pasie, doznaje legitymizacji.

Zawiść wdarła się do edukacji wraz z testomanią i obsesyjnym rankingowaniem wszystkiego – uczniów, nauczycieli, szkół. Kiedyś dziwiono się, że polscy uczniowie dają ściągnąć. Dziś też czasem podpowiadają na egzaminach – celowo fałszywie.

Donoszę, że nóż się w kieszeni otwiera

Swoistym kanałem ujścia zawiści stała się instytucja obywatelskiego donosu. Do wielu instytucji – ZUS, izb skarbowych, policji i prokuratury, inspekcji pracy, sanepidu, służb celnych – obywatele mają prawo zasygnalizować swe podejrzenia o nieprawości, a instytucje te anonimowe donosy rozpatrzeć. Anna Krysiewicz z białostockiego ZUS czasem w myślach wzdycha: kobieto, nie chciałabyś mieć tej choroby. – Pan zgłasza, że znajoma zarabiała mniej od niego, a teraz ma wyższą emeryturę, więc jak nic naciąga. Pan wie, jaka jest emerytura pani co do grosza, i nóż mu się w kieszeni otwiera. Piszą niemal zawsze anonimowo. – Wiarygodność podobnych informacji z zasady sprawdzamy, ale potwierdzają się sporadycznie. W ubiegłym roku – ani razu. W Bielsku-Białej doniesień obywatelskich do ZUS było 89, rozpatrzono 60. Zarzuty potwierdziły się w czterech przypadkach. – U nas doniesień, że sąsiad albo biznesowy konkurent postawił duży dom, więc na pewno nie płaci podatków, jest dużo – opowiada Konrad Zawada, rzecznik krakowskiej IS. – Zwykle mają niewielką wartość. Przekazujemy je do działów, w których typowane są podmioty do kontroli, ale głównym kryterium decyzji, kogo sprawdzić, pozostają analizy statystyczne.

Jak egzekwować choć minimum odpowiedzialności za słowo, nie odstraszając od zgłaszania rzeczywistych przestępstw? Wprowadzić wymóg podania imienia i nazwiska donoszącego? Do prokuratur, fakt, motywowane zawiścią pomówienia trafiają niezwykle rzadko, bo za fałszywe zeznania grożą konsekwencje karne. Ale straż miejska, prokuratura czy policja działają głównie na podstawie anonimowych zawiadomień. Choć np. straż w Poznaniu otrzymuje 50 tys. zgłoszeń rocznie i tylko połowa okazuje się zasadna, to funkcjonariusze nie chcieliby z tej możliwości rezygnować.

W komplecie: kłótliwość, wredność, zagniewanie

Więc może ta wylewająca się zewsząd zawiść jest w ostatecznym rachunku zjawiskiem niegroźnym? Nieuniknionym skutkiem ubocznym budowy społeczeństwa obywatelskiego? Można przyjąć, że objawia się tą emocją charakterystyczna dla Polaków alergia na niesprawiedliwość w rozdziale dochodów, na nieuzasadnione przywileje, nieprawości. Taka powszechna nadwrażliwość może nas nawet strzec przed poważniejszymi chorobami. Energia uwolniona z zawiści napędzać aspiracje. Owszem, mogłoby tak być, gdyby wołanie o równość i sprawiedliwość nie szło pod rękę z takim oto dość powszechnym tokiem rozumowania: skoro on nakradł, skoro chapią wszyscy, to dlaczego ja mam być tym jedynym uczciwym? Zawiść łatwo rozgrzesza z naruszania reguł, z egoizmu.

Zdaniem socjologów powszechność zawiści, zwłaszcza z jej polskim rysem, jest raczej zgubna. Prof. Ireneusz Krzemiński twierdzi: „W Polsce mamy do czynienia z nieustannym i ukrytym konfliktem, wynikającym z ciągłego porównywania się ludzi co do pozycji i miejsc, jakie zajmują. Tutaj być może tkwi fundament owych agresywnych »małych konfliktów« rozrywających tkankę wspólnego życia”. Owe drobne wrogości, powiada Krzemiński, składają się na klimat emocjonalny kraju – klimat złości, zagniewania, niezadowolenia. W cytowanych już badaniach na zlecenie MSZ respondenci na pytanie, co Polaków wyróżnia na tle innych nacji, wymieniają razem z zawiścią chamstwo, kłótliwość, podłość, wredność. Widzą nas jako smutnych i zdystansowanych w pierwszym kontakcie, unikających mówienia o sobie (strach przed zawiścią) i skłonnych do narzekania. Jeśli dostrzegają coś, czego nam brakuje, to umiejętności budowania wspólnoty, wzajemnego szacunku i zaufania.

Autorki wspomnianego opracowania „Pułapki autostereotypów” konstatują, że wszyscy chcielibyśmy przestrzegać zasad i liczyć, że inni będą postępować tak samo. Ale jednocześnie większość Polaków fatalistycznie uważa, że wspólnota dobrowolnego podporządkowania się regułom jest w Polsce niemożliwa.

Żeby oko mniej bielało

Czy mamy więc szanse na ocieplenie polskiego klimatu społecznego? Można by np. postulować (ale bez wielkiej wiary) bojkot ścieków, jakimi są liczne anonimowe fora dyskusyjne. Jest coś zgoła perwersyjnego w tym, że utrzymują je poważne instytucje i media, ciesząc się z klikalności, która często w istocie oznacza zmasowany hejt.

Zdaniem prof. Zaleskiego jedyna prawdziwie skuteczna droga do zneutralizowania polskiej zawiści prowadzi przez dom i szkołę, bo tylko w młodości można budować ego człowieka, któremu wystarczyć będzie to, kim jest. Da się i należy właśnie wtedy kształtować tzw. adekwatną samoocenę. I świadomość, że za swoje życie, decyzje, wybory człowiek sam jest odpowiedzialny. Potem na takie przewartościowania jest już zwykle za późno. A incydentalna zawiść może dać człowiekowi dobrą energię tylko wtedy, gdy jego ego jest odporne na infantylne, narcystyczne poczucie ustawicznej krzywdy i przekonanie, że „wszystko mi się należy”.

Wydaje się, że podobny mechanizm dotyczy życia społecznego. Przebieg polskiego schorzenia narodowego będzie łagodnieć tym szybciej, im mniej powszechne stanie się poczucie, że mojej sytuacji winni są jacyś oni. Im mniej będzie dowodów na to, że rządzą układy, a więcej – że pracą do czegoś się jednak dochodzi. Im czytelniejsze będzie źródło awansu i życiowego powodzenia. Z początkiem transformacji było takie słowo klucz, którego używano w tytułach czasopism, książek. Sukces. Dziś trzeba by jakoś odratować to pojęcie, bo nawet ten uczciwy i zasłużony, będący udziałem jakże wielu Polaków, stał się czymś wstydliwym. Człowiek sukcesu przestało brzmieć dumnie.

Choć ma to i swoją dobrą stronę: stopniowo wychodzi z mody ostentacyjne obnoszenie się z zamożnością, nawykowe kłucie w oczy jeszcze lepszym autem, jeszcze większym domem. Bo ostatni już paradoks zawiści polega na tym, że zawistnik uwielbia ją wzbudzać u innych. Tak się wystroić, tak się napuszyć, tak rozłożyć swój pawi ogon z dóbr doczesnych, żeby oko sąsiadowi zbielało. Jakie to polskie było od zawsze, nieprawdaż?

Polityka 8.2015 (2997) z dnia 17.02.2015; Społeczeństwo; s. 20
Oryginalny tytuł tekstu: "Zawiśliśmy w zawiści"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Prezydent Wojciechowski i premier Grabski – życiorysy równoległe

Dobrą okazją do przypomnienia ludzi i dokonań, z których II Rzeczpospolita naprawdę może być dumna, jest ogłoszenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, prawnuczki prezydenta Wojciechowskiego i premiera Grabskiego, kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera.

Tomasz Nałęcz
14.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną