Społeczeństwo

Cnota faceta

Parytety dla mężczyzn

Mężczyźni częściej niż kobiety cierpią na samotność, dlatego że nie potrafią budować bliższych relacji. Mężczyźni częściej niż kobiety cierpią na samotność, dlatego że nie potrafią budować bliższych relacji. bowie15 / PantherMedia
Wiem, że to politycznie niepoprawne, ale pod wieloma względami to mężczyźni są dziś płcią dyskryminowaną. Osiągnęliśmy równowagę w nierówności płci?
W obecnych realiach największy potencjał, by w większym stopniu zwrócić uwagę na kształtowanie męskości, tkwi w lekcjach wuefu.Andrew Rich/Getty Images W obecnych realiach największy potencjał, by w większym stopniu zwrócić uwagę na kształtowanie męskości, tkwi w lekcjach wuefu.
Rodzin, w których dzieci wychowują się bez ojca, jest coraz więcej – dziś co czwarta.Semen Maltsev/PantherMedia Rodzin, w których dzieci wychowują się bez ojca, jest coraz więcej – dziś co czwarta.

Żyją średnio o prawie 9 lat krócej niż kobiety – i o 5 lat krócej niż mężczyźni z Europy Zachodniej. Nie dbają o siebie tak jak Polki. Grzechy główne oprócz nałogów to nadwaga i brak aktywności fizycznej, unikanie lekarzy, tuszowanie chorób i oddawanie w ręce partnerek obowiązku dbania o własne zdrowie. „Paradoks tradycyjnego wzorca męskości polega na tym, że mężczyzna nie może chorować, ale nie może też dbać o zdrowie” – twierdzą autorzy Raportu Siemensa, który powstał przy współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego.

Mężczyźni oddają kobietom pola w sporcie: dziś garną się one coraz śmielej do zawodów triathlonowych, zapasów, boksu czy sportów motorowych. I w wykształceniu. Mężczyźni rzadziej niż kobiety robią wyższe studia, proporcje płci nawet na politechnikach są coraz bardziej wyrównane. Oddają władzę – przynajmniej tę lokalną i mniej eksponowaną. W ostatnich wyborach kobiety wzięły już 35 proc. posad sołtysów – dwa pokolenia temu, w latach 50., była jedna na kilkuset.

Mężczyźni za to wciąż znacznie częściej się zaharowują, podejmując nadmiernie obciążającą pracę. A jeśli mają rodziny – są pierwsi na liście, gdy trzeba wyjechać za pracą – ok. 700 tys. mężczyzn opuszcza dom w takich okolicznościach na dłużej niż 3 miesiące.

Częściej niż kobiety cierpią na samotność, dlatego że nie potrafią budować bliższych relacji. „Mężczyźni żyją w tym samym społeczeństwie co kobiety, ale nie tworzą takich samych więzi. Przyjaźnie mężczyzn i chłopców, jeśli w ogóle uda się je nawiązać, przeważnie są krępujące i bezpostaciowe, pozbawione szczerości i krótkotrwałe” – pisze Steve Biddulph w książce „Męskość”. W efekcie również bezdomność w Polsce jest domeną mężczyzn. Według ostatnich dostępnych danych GUS za 2011 r. stanowili ponad 77 proc. populacji wszystkich bezdomnych.

W kłopotach jest już nawet męska sperma. – Płodność męska się zmniejsza, ulega zaburzeniom, drastycznie obniżane są normy aktywności plemników. To już jest kryzys i jeśli tak dalej pójdzie, można mieć katastroficzne wizje – twierdzi prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Ale najbardziej wymowna jest tragiczna statystyka samobójstw. Bycie mężczyzną wiąże się ewidentnie z podwyższonym ryzykiem. Na jedną kobietę ginącą z własnej ręki przypada aż 6 mężczyzn. Prof. Maria Jarosz, socjolożka PAN, w swojej ostatniej publikacji poświęconej samobójstwom przeanalizowała przypadki z ostatnich 60 lat i stwierdziła 400-proc. wzrost liczby męskich samobójstw. – Tak dużych dysproporcji między mężczyznami i kobietami nie ma nigdzie na świecie – podkreśla prof. Jarosz. Giną z własnych rąk głównie mężczyźni w średnim wieku, z najniższym wykształceniem, na wsi i w małych miastach.

Ciała bez ducha

Tymczasem tam, dokąd mężczyźni wstępu nie mieli, ciągle go nie mają. Z oczywistych powodów to kobiety mają monopol na rodzenie dzieci, ale także w wychowaniu dzieci mężczyźni są mało obecni. Aż 1,6 mln dzieci wychowuje się tylko z matkami. Rodzin, w których dzieci wychowują się bez ojca, jest coraz więcej – dziś co czwarta.

Ale i wtedy, gdy ojcowie są w domu ciałem, raczej nie nawiązują bliskich relacji z dziećmi – nawet jeśli coraz częściej chcą, to nie potrafią, tak jak i ich ojcowie nie umieli. Problem jest nie tylko polski. Niedawno na szczególną rolę mężczyzny w rodzinie zwrócił uwagę papież Franciszek, podkreślając, że jego obecność jest nieodzowna dla dobrego wychowania dzieci. Mówił o cierpliwości i miłosierdziu, które powinny cechować dobrego ojca. O tym, że ojciec powinien być także wymagający i w razie potrzeby surowy, ale jednocześnie ostrożny w stosowaniu środków przymusu – których papież całkowicie nie wykluczył, co wzbudziło kontrowersje i przesłoniło istotę jego wypowiedzi.

Tymczasem „bez porządnego treningu do męskości, ciała chłopców wprawdzie zmieniają się w ciała mężczyzn, ale w ślad za tym nie idą umiejętności i wiedza niezbędne do życia w męskim ciele, z jego wyjątkowymi cechami hormonalnymi i neurologicznymi” – stwierdza w książce „Męskość” prof. Steve Biddulph. I dodaje, że w rezultacie mamy plagę niebezpiecznych, niedostosowanych, niedojrzałych mężczyzn.

A przecież ze świata chłopców znikają nie tylko ojcowie, ale też wszyscy inni mężczyźni. Nauczycielami są dziś głównie kobiety – to jeden z najbardziej sfeminizowanych zawodów: na prawie 600 tys. kobiet przypada trochę ponad 100 tys. mężczyzn, na 13 tys. szkół podstawowych w prawie 1 tys. obowiązków nie pełni żaden mężczyzna, a w wielu innych jedynym mężczyzną jest ksiądz. Coraz częściej zdarza się, zwłaszcza w szkołach podstawowych, że nawet ćwiczenia fizyczne chłopcy wykonują pod okiem nauczycielek. A już wyjątkową rzadkością jest mężczyzna na etapie wychowania przedszkolnego. W przedszkolach odsetek zatrudnionych wychowawców mężczyzn wynosi jedynie 3 proc.

Poza szkołą też nie jest lepiej. Jeśli chłopiec należy do harcerstwa, odnosi sukcesy w sporcie, w miasteczku są jakieś dostępne zajęcia dżudo czy karate – pół biedy. Jednak z badań wiadomo, że matki wychowujące chłopców samotnie wcale się nie garną, by wyprowadzać ich z kobiecego świata. Zdominowane przez nie rodzicielstwo szczególnie łatwo idzie w parze z nadopiekuńczością, niewypuszczaniem synów spod skrzydeł.

Co więcej, 5 lat temu zwolniono młodych mężczyzn z wojskowej służby zasadniczej, a reforma cieszyła się wielkim poparciem społecznym. Zarówno wśród samych młodych mężczyzn, którym wojsko kojarzyło się jedynie z ordynarną falą, jak i ich matek, które wolały mieć chłopaków w domu. Dziś chłopcy odbywają więc służbę wojskową przed komputerem lub telewizorem, grając w gry wojenne.

Na wychowanie setek tysięcy chłopców nie ma wpływu ani jeden wychowawca mężczyzna. Relacja uczeń–mistrz to już zupełna rzadkość. – Przez cały proces edukacyjny chłopcom dostarcza się wiele wzorców kobiecego myślenia i zachowania. Są oni nagradzani za rozumienie i okazywanie bliskości światu kobiecemu – dodaje prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Parytety na ratunek

W królestwie kobiet również dziewczęta nie znają mężczyzn i nie rozumieją. A młodzi mężczyźni coraz częściej sprawiają wrażenie, że są w dzisiejszym świecie ogromnych możliwości jak dzieci we mgle. Być może więc, szukając sposobów na równość kobiet, zabrnęliśmy w ślepą uliczkę?

Wierząc, że równe znaczy takie samo, zostawiliśmy całe pokolenia chłopców bez męskiego wzorca i męskiego wsparcia, a chłopcom (tak jak kobietom) potrzebna jest wspólnota, grupa. Powinni mieć szansę, by uczyć się zdrowego stosunku do siebie, do swojego ciała, wzorując się na mężczyznach.

Na etapie 9–13 lat w górę idzie u nich testosteron, pojawia się agresja. Sposobem na jej dobre ukierunkowanie jest uprawianie sportów zapewniających bezpieczny fizyczny kontakt z ciałem, wspólne przygody i wyzwania, które mają hartować. Z braku ojców i mądrych mentorów posłuch znajdują różni prowodyrzy, wciągający chłopaków w gangi, środowiska przestępcze i agresywne akcje – jak choćby coroczne zamieszki na 11 listopada w Warszawie.

Wielu młodych mężczyzn nie widzi innych opcji na przeżywanie własnej męskości niż subkultury kibicowskie czy odradzające się ugrupowania skrajne, gdzie męskość może znaleźć jeszcze wsparcie, a męska energia ujście. Inna rzecz, że nawet w te rejony dziewczyny zapuszczają się coraz śmielej, nie stroniąc od przekleństw i rękoczynów.

Być może więc, jak najbardziej serio, czas rozważyć wprowadzenie parytetów – tym razem dla mężczyzn? Najłatwiej zacząć od szkoły. Może mężczyźni powinni dostawać dodatkowe punkty w trakcie rekrutacji do zawodu nauczyciela czy też wewnętrznej weryfikacji. Badanie przeprowadzone przez London School of Economics dowodzi, że uczniowie wkładają więcej wysiłku i osiągają lepsze efekty, gdy nauczani są przez mężczyzn. Rezultaty przeprowadzonego eksperymentu pokazały, że chłopcy obniżali swoje oczekiwania, gdy egzamin oceniały nauczycielki, a te faktycznie wystawiały gorsze oceny uczniom niż zewnętrzny egzaminator. Jeszcze ważniejszy jest jednak – i trudniej mierzalny niż osiągnięcia w nauce – aspekt wychowawczy. Światle zapisała to Komisja Edukacji Narodowej w 1783 r.: „Ucznia sposobnym ze wszystkich miar uczynić do tego, żeby jemu było dobrze i z nim było dobrze”. Bez mężczyzn w szkołach to się nie uda.

W obecnych realiach największy potencjał, by w większym stopniu zwrócić uwagę na kształtowanie męskości, tkwi w lekcjach wuefu. To jedyne zajęcia w polskiej szkole, gdzie dziewczęta i chłopcy ćwiczą osobno przez cały okres edukacji, nie licząc epizodu z wychowaniem do życia w rodzinie. Być może więc na AWF, kształcących przyszłych nauczycieli wuefu, powinny być prowadzone pogłębione zajęcia z psychologii męskości, procesów dojrzewania, różnych aspektów wchodzenia w dorosłość – dla studentów płci męskiej? Takie podejście wymaga jednak zmiany myślenia. Pójścia pod prąd, w niepoprawność polityczną. Dania chłopcom szansy na zajęcia we własnym gronie.

Zasoby są. W najbliższych latach z wojska odchodzić też będą dziesiątki tysięcy szeregowych. Nie mogą służyć dłużej niż 12 lat. Może więc – w ramach ogromnych jak na polskie możliwości wydatków na obronność – nie marnować potencjału i zainwestować go w męskość, wykorzystując ich umiejętności w obronie cywilnej, zajęciach z przysposobienia obronnego, centrach techniki, harcerstwie?

Przydałyby się też parytety w domach. Trochę więcej odpowiedzialności sądów za egzekwowanie kontaktu z ojcami po rozwodach. Więcej męskiej uwagi dla synów.

Ciężkie łapy potwora

W praktyce jednak cały niepokój o kondycję męskości zafiksował się na gender. Do walki z tym „szalejącym potworem” ruszył specjalny parlamentarny zespół pod kierunkiem posłanki Beaty Kempy, korzystającej w pełni z tego, że już od ponad 100 lat Polki mogą być w Sejmie. Ruszyli też np. radni z podlaskich Łap – gdzie nie tak dawno upadły cukrownia i zakłady naprawcze taboru kolejowego – i zadekretowali w ponadpartyjnej zgodzie uchwałę „Gender precz od Łap”. Podobnie zachodzącym zmianom chce zaradzić powiat wołomiński, inicjując pod patronatem abp. Henryka Hosera akcję wydawania certyfikatów „Szkoła przyjazna rodzinie” – aby w szkołach „nie propagować treści szkodliwych dla dzieci, kwestionujących biologiczną oraz kulturową stabilność ról płciowych kobiet i mężczyzn”.

Na przeciwnym biegunie lęgną się pomysły, by z mężczyzn zrobić kobietę dwa. Skoro one lepiej adaptują się do zmian, życia bez dotychczasowych wzorców, mężczyźni powinni iść w ich ślady. A więc: tata jako mama dwa do małego dziecka, po równo dzielący te same obowiązki domowe, wyrabiający się komunikacyjnie, otwarty na zwierzenia. Zwolennikom tej idei umyka jednak ryzykowny fakt zaniku namiętności i pożądania, gdy ludzie się do siebie upodabniają. Umyka im też, że dziewczynki mają swoje grona, w których mogą uczyć się kobiecości – wszystko jedno, co później zrobią z tymi wzorcami. A chłopcy ich nie mają. Dziewczynkom też jest potrzebny męski tata – to pierwszy mężczyzna, który buduje w nich poczucie wartości, bezpieczeństwa itd.

W samych kobietach mężczyźni nie mają stronniczek. Psycholog Jacek Santorski mówi wręcz o kastrujących kobietach z pokolenia księżniczek tatusia, odrzuconych potem przez tych samych ojców przestraszonych ich budzącą się seksualnością. Potem to one kastrują – tę seksualność, siłę, odbierając jako groźną.

Trzecia ślepa uliczka to mężczyźni budujący tożsamość na swojej cielesności – psychologowie zdiagnozowali już jako odrębną jednostkę uzależnienie od siłowni. Chorobliwą dbałość o muskuły coraz więcej łączy z innymi reksjami – tanoreksją, anoreksją itd.

Prawdziwi jak telewizor

Zawrócić się nie da. Walka z procesami zmian w kulturowych skryptach, opisujących, co jest właściwe dla danej płci – to kopanie się z koniem. Zachowania, aktywności, atrybuty, jakie nasze społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet i mężczyzn, zmieniają się nieuchronnie i od dawna. Bardzo tradycyjne pojmowanie męskości – jako przeciwieństwo kobiecości – jest nie do obrony choćby dlatego, że dzisiaj także zdefiniowanie kobiecości to nie lada wyzwanie.

Jednak gdy dla jednych świat się kończy, bo „prawdziwych mężczyzn” ze świecą szukać, inni zżymają się już na samo to określenie, bo mówienie o „prawdziwym mężczyźnie” jest ich zdaniem tak samo mądre jak o „prawdziwym telewizorze”. – Nie ma dzisiaj kryterium męskości, są różni mężczyźni – przekonuje prof. Lew-Starowicz, a filozof Jacek Masłowski dodaje, że choć mężczyźni kiedyś nie musieli zastanawiać się nad swoją rolą, bo ta była z góry jasno określona, to dziś można męskość realizować bardziej twórczo, z nowego rozdania. – Jeśli tylko rozumie się ją jako wartość – dodaje Jacek Masłowski. – Czy nawet, mówiąc po staremu – cnotę. Męskość to bardziej droga niż stan i składa się z różnych etapów. Jednak w społecznym przekazie, z braku rytuałów przejścia, pytanie o męskość to wciąż pytanie o znalezienie jednej roli.

Jakkolwiek definiować męskość – jako odpowiedzialność (w tym za dzieci, ale też własne zdrowie i kondycję kobiety, z którą mężczyzna się wiąże), testosteronowy wariant działania, witalność – każdy sam będzie musiał znaleźć własny model. Tym ważniejsze jest, by było się do czego odnieść. By wyrwać młodych mężczyzn z kobiecego świata. I nie zostawiać ich na wyłączność krzykliwym prowodyrom.

***

Autor, dr ekonomii, współpracuje z Fundacją Masculinum. Interesuje się tematyką z pogranicza ekonomii, socjologii i psychologii. Zawodowo związany z biznesem.

Polityka 14.2015 (3003) z dnia 30.03.2015; Społeczeństwo; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Cnota faceta"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną