Myśliwi polują na prawo

Ołowiane głowy
W Sejmie nowelizowane jest prawo łowieckie. Zajmują się tym głównie myśliwi. Przepadły wszystkie propozycje, które mogłyby ucywilizować polowania. Między innymi ta, by nie uczestniczyły w nich dzieci.
Myśliwi przekonują, że ich działalność to forma ochrony przyrody, bo w momencie, gdy z lasów zniknęły duże drapieżniki, oni muszą prowadzić selekcję i ograniczać populację.
Tomasz Adamowicz/Forum

Myśliwi przekonują, że ich działalność to forma ochrony przyrody, bo w momencie, gdy z lasów zniknęły duże drapieżniki, oni muszą prowadzić selekcję i ograniczać populację.

Płacz po pokocie. Zdjęcie wykonał w Spale Tomasz Zdrojewski, przebywający tam incognito aktywista z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Płacz po pokocie. Zdjęcie wykonał w Spale Tomasz Zdrojewski, przebywający tam incognito aktywista z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Polowania można było organizować na czyimś terenie nie tylko nie pytając właściciela o zgodę, ale nawet go o tym nie informując. Trybunał Konstytucyjny uznał, że narusza to prawo własności. Obecne przepisy stracą moc w styczniu 2016 r., dlatego konieczna jest nowelizacja prawa łowieckiego. Myśliwi mają świadomość, że jeśli właściciele wielkoobszarowych posiadłości zyskają możliwość wyrażania sprzeciwu wobec polowań, może to poważnie zakłócić uprawianie myślistwa. Dlatego lobbują, by nowe przepisy maksymalnie to skomplikowały; praktycznie rzecz biorąc, uniemożliwiły. Jak na razie skutecznie.

Projekt rządowy, jaki trafił już do komisji sejmowej, idzie wbrew nie tylko duchowi, ale i literze wyroku Trybunału. Po pierwsze, uznano, że wyłączeniu mogą podlegać tylko tereny zabudowane. Po drugie, właściciel musi na nich przebywać stale lub czasowo. Po trzecie – i jest to prawdziwe legislacyjne kuriozum – właściciel może wystąpić do sądu z wnioskiem o ustanowienie zakazu polowania na swoim terenie, uzasadniając to przekonaniami religijnymi lub wyznawanymi zasadami moralnymi. Przy czym musi wykazać rzeczywiste związki z wyznawaną doktryną oraz wskazać w wyznawanej religii zasady uznające za niedopuszczalne polowanie na zwierzęta.

Na konsultacje społeczne wyznaczono termin siedmiodniowy i to w okresie świątecznym. Mimo to do Ministerstwa Środowiska wpłynęło ponad 20 pism z uwagami. Oprotestowano zapis, według którego właściciel terenu niezabudowanego nie może sprzeciwić się polowaniom, jako sprzeczny z konstytucyjną zasadą równości; własność to własność, bez względu na to, czy jest zabudowana czy nie. Zwracano uwagę, że zmuszanie obywatela do ujawniania swoich przekonań religijnych także narusza konstytucję. Obie uwagi odrzucono. Pierwszą z tłumaczeniem, że takie rozwiązanie to kompromis pomiędzy prawami właściciela nieruchomości, który jest przeciwny idei polowania, a koniecznością utrzymania racjonalnej gospodarki łowieckiej. Drugą, bo projekt nie zmusza każdego do ujawniania światopoglądu ani przekonań religijnych, ale ogranicza to do osób, które chcą skorzystać z pewnych przywilejów; a przecież nie muszą – przekonują ministerialni urzędnicy.

Większość uwzględnionych przez ministerstwo uwag było autorstwa Polskiego Związku Łowieckiego. Uwagi organizacji pozarządowych gremialnie zlekceważono. Przepadły m.in. propozycje Komisji Łowieckiej Polskiego Towarzystwa Leśnego, by, ze względu na negatywny odbiór społeczny, zakazać polowania przy nęciskach i zrezygnować ze strzelania do zwierzyny wypuszczanej z klatek w czasie polowania. Chodzi przede wszystkim o ptaki, które uwalniane z wolier są tak otumanione, że nawet nie chcą latać, i myśliwi rzucają w nie patykami, by wzbiły się w powietrze. Polskie Towarzystwo Leśne proponowało także, by ze względu na spadek poziomu wykształcenia polskich myśliwych zweryfikować system szkoleń i egzaminów.

Nie ma zgody ministerstwa, by strzały do zwierzyny były dopuszczalne z odległości większej niż 500 m, a nie jak obecnie 100 m od zabudowań mieszkalnych. Mimo że współczesna broń łowiecka razi na duże odległości. Odrzucono także propozycję zakazu nocnych polowań, zwłaszcza na kaczki, choć odróżnienie po ciemku gatunków łownych od chronionych jest praktycznie niemożliwe. Wszystko kwitowano „Poza zakresem nowelizacji”.

Tucz

Myśliwi przekonują, że ich działalność to forma ochrony przyrody, bo w momencie, gdy z lasów zniknęły duże drapieżniki, oni muszą prowadzić selekcję i ograniczać populację. Jednocześnie zgłoszony przez zrzeszającą 22 organizacje koalicję Niech Żyją! postulat, by zaprzestać dokarmiania, budzi ich oburzenie.

A dokarmiają masowo. To, co dzieje się w przypadku dzików, przypomina tucz. Ze względu na lekkie zimy i nadmiar pożywienia ich populacja rośnie w postępie geometrycznym. Rodzą coraz młodsze lochy i to nie jeden, ale nawet trzy mioty rocznie. To pretekst, by do dzików strzelać. Jednocześnie wywalając w lasach i na polach tony zepsutej żywności z supermarketów. Na nęciskach ląduje zapleśniały chleb, ogórki konserwowe, zgniła marchew, owoce cytrusowe, a nawet rybie łby. Powołując się na poważne badania naukowe, koalicja Niech Żyją! argumentuje, że koncentracja dużej liczby zwierząt przy paśnikach czy nęciskach zwiększa ryzyko rozprzestrzeniania się infekcji i sprzyja rozwojowi pasożytów. Naraża też na zniszczenie znajdujące się w pobliżu lęgi ptaków gniazdujących na ziemi, takich jak głuszce czy cietrzewie. Karma przyciąga bowiem także gryzonie, sroki, kruki, lisy czy jenoty. Według badań krakowskiego Instytutu Ochrony Przyrody PAN w promieniu kilometra od miejsc wykładania karmy odsetek zniszczonych lęgów jest dwukrotnie wyższy niż na pozostałym obszarze. Komentarz Ministerstwa Środowiska? „Poza zakresem nowelizacji”.

Podobnie potraktowano postulat koalicji, by zakazać używania ołowianej amunicji, bo to niezwykle toksyczny, groźny dla przyrody i ludzi metal. – Myśliwi wbijają w glebę i wodę około 600 ton ołowiu rocznie. Dla porównania, przemysł i transport emitują 340 ton – mówi Zenon Kruczyński z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, były myśliwy. – Z powodu wchłaniania ołowiu w ciągu roku ginie w Europie około miliona ptaków. Za pośrednictwem wyrobów z dziczyzny dostaje się on także do organizmów ludzi. Dlatego większość krajów europejskich wprowadziła jakąś formę zakazu używania ołowianej amunicji. Ale nie Polska.

Przepadł wniosek, by zakazać polowań zbiorowych. W tym kontekście mówienie o myślistwie jako formie ochrony przyrody brzmi jak ponury żart. „Duży obszar lasu, pola czy siedlisk ptasich po polowaniu zbiorowym jest przez dłuższy czas jak wymarły. Panuje w nim cisza i bezruch, w śniegu tygodniami nie widać śladów. Skrajny niepokój, związany z zagrożeniem życia, wprowadzony jest w całą przyrodę ożywioną na obszarze dotkniętym przez polowanie zbiorowe. Rozbijane są stada rodzinne, zakłócony zimowy behawior wszystkich zwierząt. Przyczyną tego są roznoszące się szeroko odgłosy strzelaniny, ujadanie psów, krzyki nagonki i dobijanie kolejnymi strzałami zwierząt poranionych przez myśliwych. Zjawisko to dotyka wszystkich gatunków bytujących na tym obszarze, oczywiście także objętych ochroną gatunkową” – argumentuje koalicja Niech Żyją!. Bezskutecznie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną