Oszust na salonach

Dobrodziej
Największą kompetencją Marka Szambelana jest wyczucie Polaka. I mediów. Szambelan doskonale wie, czego Polak chce, za czym tęskni i jak najłatwiej go podejść. Pojawia się wszędzie tam, gdzie mowa o dobroczynności, przemocy w rodzinie i biednych dzieciach.
Wszędzie tam, gdzie kręcą się dziennikarze, pojawia się Marek Szambelan, prezes fundacji Razem Lepiej.
Marcin Onufryjuk/Agencja Gazeta

Wszędzie tam, gdzie kręcą się dziennikarze, pojawia się Marek Szambelan, prezes fundacji Razem Lepiej.

Marek Szambelan zbiera podpisy dla swojej fundacji Razem Lepiej na warszawskim Dworcu Centralnym. Ma wielkie długi wobec osób prywatnych i państwa, ale wciąż potrafi przekonać ludzi, że pomaga potrzebującym.
Bartosz Krupa/EAST NEWS

Marek Szambelan zbiera podpisy dla swojej fundacji Razem Lepiej na warszawskim Dworcu Centralnym. Ma wielkie długi wobec osób prywatnych i państwa, ale wciąż potrafi przekonać ludzi, że pomaga potrzebującym.

O Zosi z Łukowa, umazanej odchodami dziewczynce z domu dziecka, traktowanej gorzej od innych pacjentów pediatrii, Polska dowiaduje się w połowie lutego. Filmik nagrany telefonem komórkowym pokazują w czasie najlepszej oglądalności najważniejsze stacje telewizyjne. Wiadomość podchwytują portale informacyjne: „Zostawiano ją samą na wiele godzin! Próbowała dosięgnąć jedzenia, ale nie mogła!”. Wszędzie tam, gdzie kręcą się dziennikarze, pojawia się Marek Szambelan, prezes fundacji Razem Lepiej. Można powiedzieć, medialny ojciec dziewczynki, bo to on sprawę nagłaśnia. A potem, jak wiele innych, wykorzystuje i zostawia własnemu biegowi.

Deweloper

Pani S. (przez moment wspierająca fundację Razem Lepiej), znana bizneswoman, przyznaje, że życiorys Szambelana robi wrażenie. Można powiedzieć: to nasz wzorcowy self made man. Urodzony na wsi pod Nowym Sączem, jeden z siedmiorga dzieci palacza i gospodyni domowej, do wszystkiego dochodzi sam. Wcześnie owdowiały, z małym synem, wyrywa się z biedy najpierw na budowy do Słupska, potem do stolicy. Trafia na dobry moment. Banki chętnie dają kredyty, zaczyna się boom budowlany, a Szambelan idealnie wpisuje się w oczekiwania: bierze niewiele, robi szybko i – bywa – na czarno. Kiedy w 1995 r. zakłada własną firmę budowlaną, takie same rozwiązania proponuje klientom. Jest gotowy (a wszystko – od ostentacyjnej religijności po styl bycia brata łaty – świadczy, że nie oszuka) pracować w barterze. Na przykład wybudować dom w zamian za odstąpienie części lub całej własności gruntu albo nieruchomości.

Jako jedna z pierwszych wchodzi w to pani X. Przenosi na Szambelana własność działki (ponad 1000 m kw., warte około 180 tys., dziś sześć razy tyle). W zamian deweloper ma przenieść na nią własność jednego z budowanych na działce segmentów. Kiedy budynek jest prawie gotowy, przesyła jej (wbrew zapisom umowy) wezwanie do dopłaty 190 tys. zł z uwagi na rzekomy wzrost kosztów budowy. I wyznacza – uwarunkowany przelewem – termin podpisania aktu przeniesienia własności. Niestety, nie pojawia się w umówionym miejscu i przesyła pismo, z którego wynika, że w związku z brakiem wpłaty wcześniejsza umowa o przekazaniu segmentu jest nieważna. Czyli: nie odda ani działki, ani segmentu.

O tym, że lepiej mu nie ufać, przekonuje się również Y., któremu Szambelan buduje pawilon handlowy w zamian za oddanie kawałka piętra. W pewnym sensie wywiązuje się z umowy, tyle że pracuje bez pozwolenia na budowę i odwala fuszerkę, czyli odlewa strop grożący zawaleniem. Inspektor nadzoru budowlanego wstrzymuje prace i nakazuje rozbiórkę. Mniej więcej w tym samym czasie swoją przygodę z deweloperem zaczynają państwo Z., którzy wpłacają na konto jego firmy 50 tys. zł zadatku na budowę mieszkania. Kiedy okazuje się, że mimo wcześniejszych ustaleń Szambelan nie doprowadza do budynku gazu i prądu i nie przyjeżdża podpisać ostatecznej umowy kupna-sprzedaży, do państwa Z. dociera, że właśnie stracili pieniądze i dom.

Polityk

Tymczasem Marek Szambelan, zafascynowany szybką karierą Samoobrony, jak na polskiego self made mana przystało, idzie w politykę. Startuje do Sejmu z partii Leppera, a kiedy mu się nie udaje, zakłada własną partię. Nowa Wizja Polski, bo tak ją nazywa – jak przekonuje w wywiadach – uzdrowi kraj. Wszystko dzięki ekspertom, którzy „przystąpią do pisania ustaw, które można będzie użyć od razu”. Nie zdradza, kim są zachwalani spece, a w składzie partii (wyszczególnionym w sprawozdaniu za 2006 r.) obok niego (ze średnim wykształceniem technika budowlanego) figuruje jego syn (wtedy student prawa) oraz robotnik zatrudniany przez niego w charakterze inspektora budów. Jest gotowy razem z nimi stworzyć nowy rząd, do czego upoważnia go fakt, że – jak mówi w wywiadzie na stronie internetowej partii – żyje w Polsce i jest dobrym obserwatorem. „Jestem również spełniony życiowo” – zapewnia. „W pracy zawodowej zawsze staram się żyć według zasad uczciwości i poszanowania godności ludzi pracy (…). Najbardziej jestem zadowolony, gdy młode małżeństwo w wybudowanym przeze mnie domu widzi swoje szczęście”.

Państwo Z., wtedy z małym dzieckiem, zostają bez mieszkania i pieniędzy. Idą do sądu. Wyrok zapada szybko, dowody wskazują na winę dewelopera. Szambelan musi zwrócić im 50 tys. Idą z wyrokiem do komornika, ale ten rozkłada ręce: na koncie Nowej Wizji Polski figuruje ponad 17 tys. zł, ale Szambelan oficjalnie nie ma nic. Dom, nieruchomości, samochody należą do jego drugiej żony, nauczycielki w szkole podstawowej. Państwo Z. zostają bez dachu nad głową, z kredytem. Wynajmują mieszkanie, oddają obrosłe w odsetki pieniądze bankom, on – zawodowy żołnierz – musi wyjechać na misję do Afganistanu, żeby zarobić na kolejny kredyt mieszkaniowy. Komornik pani X., która usiłuje odzyskać swoje 180 tys. zł, również rozkłada ręce: na pustych kontach, na które wchodzi, zderza się z innymi komornikami.

Pozostawione przez Szambelana ułamkowe części sprzedawanych nieruchomości też obrastają wierzycielami. Wydawałoby się, że to koniec jego kariery, bo w internecie aż huczy od przestróg przed deweloperem, ale obok negatywnych wpisów błyskawicznie pojawiają się pozytywne. Nie wiadomo, komu wierzyć, poza tym jego czar nadal działa: jest tani, obiecuje zająć się wszystkim – od projektu, przez zgodę na budowę, po szybki odbiór. Na zlecenie jednego z warszawskich cechów zaczyna rozbiórkę, a potem rozbudowę stołówki w ośrodku wypoczynkowym. I znów – podobnie jak w przypadku Y. – uprawia samowolę budowlaną, rzuca do pracy ludzi bez uprawnień. Na plac wchodzą inspektorzy, rozbudowany (z błędami, grożący zawaleniem) budynek trzeba rozebrać, na co cech wydaje prawie 60 tys. zł. Sprawa – kolejna w karierze Szambelana dewelopera, ale tym razem karna – trafia do sądu.

Fundator

A w Polsce zaczyna się boom na organizacje pozarządowe prowadzące działalność pożytku publicznego. Są pieniądze z Unii, startuje 1 proc., urzędy mają fundusze na organizację szkoleń dla wykluczonych z rynku pracy. Tylko brać.

Szambelan – jak zdradza w swojej pierwszej ulotce prezesa fundacji Razem Lepiej (oficjalnie bez grosza przy duszy, został jej fundatorem w 2008 r.) – „dostrzegając niedoskonałość prawa skupi się na jego zmianie”. Dobrze wie, na czym polegają te niedoskonałości, bo jego firma deweloperska działa, mimo że już wtedy nie płaci podatków od towarów i usług ani składek ZUS.

W tej samej ulotce Szambelan przekonuje, że „człowiek który niszczy rodzinę nie zasługuje na życie w społeczeństwie”. X., państwo Z., przedstawiciele cechu czy Y., którego Szambelan zaczyna ciągać po sądach (za ponad 200 tys. zł rzekomych kosztów budowy), ze zdumieniem oglądają go w telewizji, gdzie zaczyna występować jako ekspert od przemocy w rodzinie. Nikt nic nie wie na temat jego uprawnień (nadal ma wykształcenie budowlane), wystarcza tytuł prezesa fundacji i nośne medialnie tematy. Bo Marek Szambelan – jak przystało na kogoś, kto żyje w Polsce i jest dobrym obserwatorem – wie, co się w mediach dobrze sprzedaje. Czyli: bite kobiety, głodne dzieci, pijani mężczyźni. Oczywiście pokazywani z nazwiskiem, twarzą. W barterze, za kilka słów w prime time.

Wystawianie ofiar przemocy mediom to fakt. Reszta, czyli rozbudowane struktury i przedstawicielstwa w terenie, to fikcja – przyznaje Grażyna Starzyńska, była dyrektor oddziału małopolskiego fundacji Razem Lepiej. Fikcja to również – jak mówi Starzyńska – wykształcenie i kompetencje dyrektorów oddziałów, którzy mają być wsparciem dla ofiar przemocy. Jedna z dyrektorek dopiero robiła maturę, inna, wyznaczona do pomocy, sama była ofiarą przemocy w rodzinie i – jak przyznała – tytuł kierowniczy w fundacji miał jej pomóc w sprawie o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Ale fundacja, która w barterze za twarze bitych i wykorzystywanych dostaje uwiarygodniającą popularność w mediach, rusza w Polskę. Startuje w konkursach o środki unijne, stara się o gminne fundusze na programy związane z profilaktyką i rozwiązywaniem problemów alkoholowych. Szkolenia dla bezrobotnych i ofiar przemocy często prowadzi sam Szambelan. Porad prawnych udziela Bogdan B., związany z fundacją emerytowany pracownik więziennictwa. Samorządy nie są zadowolone z ich usług: dają pieniądze, a potem nie mogą się doprosić rozliczeń, brakuje obiecywanych śladów działań w mediach.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną