Dlaczego Polacy tak bardzo pragną posiadać broń

Polska zbrojna
Cezary Grabarczyk nie jest wyjątkiem. Pistolet to pożądany prestiżowy gadżet. Także obawa przed Rosją sprawiła, że Polacy znów zapragnęli broni. Mogą ją mieć, ale w szafie. Lub pokątnym sposobem.
Szkolenie trwa ok. 3 miesięcy, kosztuje do 1 tys. zł, po tym czasie otrzymuje się patent strzelecki, zdaje się egzamin i można występować do policji o pozwolenie na broń sportową.
Rich Legg/Getty Images

Szkolenie trwa ok. 3 miesięcy, kosztuje do 1 tys. zł, po tym czasie otrzymuje się patent strzelecki, zdaje się egzamin i można występować do policji o pozwolenie na broń sportową.

W 2011 r. posłowie wprowadzili zapis, by starający się o broń wykazywał „istnienie ponadprzeciętnego realnego zagrożenia życia, zdrowia lub mienia”, co praktycznie zamknęło dostęp obywateli do broni do ochrony osobistej.
Getty Images

W 2011 r. posłowie wprowadzili zapis, by starający się o broń wykazywał „istnienie ponadprzeciętnego realnego zagrożenia życia, zdrowia lub mienia”, co praktycznie zamknęło dostęp obywateli do broni do ochrony osobistej.

Cezary Grabarczyk nie jest pierwszy politykiem, który chęć noszenia przy pasku broni krótkiej przypłacił kłopotami. O tym, że zaraz gdy został wicemarszałkiem Sejmu, załatwił sobie pozwolenie na broń do ochrony osobistej, nie podchodząc do wymaganego egzaminu praktycznego, wyszło na jaw teraz, po trzech latach od zdarzenia, i to przypadkiem. Fakt wykryło Biuro Spraw Wewnętrznych tropiące łapówkarstwo w łódzkiej drogówce. Okazało się, że w czasie, kiedy miał być na egzaminie, siedział w komendzie policji w Łodzi, trzy kilometry od strzelnicy, u zaprzyjaźnionego ze sobą naczelnika Wydziału Postępowań Administracyjnych Komendy Wojewódzkiej.

Naczelnik, u różnych polityków, w tym u marszałka, zabiegał o etat w jakimś państwowym koncernie. Inny poseł z Łodzi, Dariusz Seliga z PiS, który w tym samym czasie też starał się o broń, zeznał, omawiając z naczelnikiem tę kwestię, usłyszał: „będzie pan miał załatwione tak jak marszałek”. Co do egzaminu praktycznego poseł Seliga mówi enigmatycznie, że był na kilku strzelaniach, ale nie wie, które związane było z egzaminem. Przyznaje, że pozwolenie na broń do ochrony osobistej dostał, ale broni do dziś nie nabył.

Jeszcze inny poseł, też z PiS, Max Kraczkowski osobiście odwiedził w tej sprawie ówczesnego komendanta stołecznego policji i przedłożył mu swój wniosek umotywowany ogólnikowo częstymi jazdami po Polsce, także po nocy – a komendant z miejsca podpisał zgodę, dopisując obok odręcznie „po spełnieniu wymogów”. Niecodzienność tej sytuacji polegała m.in. na tym, że decyzja komendanta zgodnie z procedurami ma zamykać cały, kilkumiesięczny, rozbudowany proces weryfikacji takiego wniosku, a nie go otwierać. Poseł Kraczkowski zgodę dostał, kupił sobie pistolet Berettę, ale nie chce nawet odpowiedzieć, czy ćwiczy na bieżąco swoją sprawność strzelecką i czy znalazł się kiedykolwiek w sytuacji, w której musiał sięgnąć po broń do ochrony. – Proszę porozmawiać z kimś innym, na przykład z marszałkiem Sikorskim, on paradował z bronią w kaburze po Sejmie – mówi.

Marszałek Radosław Sikorski też ma broń do ochrony osobistej. On swój wniosek o jej przyznanie uzasadniał z kolei bliskością, w odległości 3 km od domu, więzienia. Marszałek ćwiczy na strzelnicy. Choćby wczoraj w Szkole Wywiadu w Starych Kiejkutach – informuje w mailu. Tak, zdarzyło mu się w życiu być w sytuacji zagrożenia i użyć broni – odpisuje, nie chcąc jednak zdradzić szczegółów.

Broń krótką, do ochrony osobistej, ten bodaj najbardziej reglamentowany towar w Polsce, mają też inni posłowie i politycy: Artur Dębski, Łukasz Gibała, Jacek Kurski (po włamaniu do domu), Jarosław Kaczyński, Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Eugeniusz Grzeszczak, Tomasz Kaczmarek (agent Tomek), Bogdan Pęk. I inni.

Dla polityka lub do szafy

Politycy są wyraźnie nadreprezentowani wśród ludzi chodzących z bronią. Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji na koniec 2014 r., pozwolenie na broń do ochrony osobistej ma niespełna 63 tys. osób (cywili) w całej Polsce, czyli zaledwie 0,16 proc. obywateli. Znaczną ich część stanowią, prócz polityków, ludzie będący blisko władzy – np. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (czasem mający z tego powodu kłopoty, jak pewien wiceminister, który strzelał po alkoholu w powietrze, żeby zatrzymać przejeżdżający samochód). Dość licznie reprezentowani są sędziowie (niektórzy zabierają broń na salę rozpraw), prokuratorzy, z racji wykonywanej pracy.

Ponad 15 tys. osób ma broń z racji przynależności do Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego – średnio po dwie sztuki na głowę. Może to być taka sama broń krótka jak do ochrony osobistej – z tą jednak różnicą, że legalnie można ją trzymać jedynie w domu w sejfie, a jeśli poza domem – to tylko w drodze na strzelnicę czy zawody. W innych okolicznościach posiadanie takiej broni jest traktowane przez prawo jako posiadanie nielegalne z wszystkimi tego konsekwencjami.

W godzinach pracy dostęp do broni mają też pracownicy strzelnic – w 41 działających w Polsce jest prawie 2 tys. sztuk broni, ale nie można wynieść jej poza obiekt.

Najliczniejsza grupa mających pozwolenie na broń to myśliwi – 116 tys. osób. Mają w swoim arsenale (dane na koniec 2014 r.) łącznie 272 tys. 313 sztuk broni, także krótkiej. Podobnie jak sportowiec, myśliwy, który ma broń w domowym sejfie, nie może zagrozić nią włamywaczom, którzy pojawili się w ogródku. Tak jak strzelcy sportowi, tak myśliwi w 2011 r. uwolnili się za to od uznaniowości policji przy wydawaniu im pozwoleń na broń. Nowelizacja ustawy o broni wprowadziła proste zasady – przynależysz do Polskiego Związku Łowieckiego – dostajesz pozwolenie. Przy okazji zmian w prawie myśliwi dostali też niespodziewany prezent – ważność straciło rozporządzenie wyłączające prawo do używania przez nich broni krótkiej, a w mocy pozostało to, które określało w dżulach (energię pocisku), jakiej broni mają używać na polowaniach, by zwierzę nie cierpiało, a zostało zabite od razu. Okazało się, że do tej grupy należą niektóre pistolety i rewolwery. Od razu skoczyła sprzedaż broni krótkiej w tej grupie. W kilka miesięcy 2011 r. sprzedano 1,4 tys. sztuk – tyle co w całym wcześniejszym roku i więcej niż wśród sportowców. Wówczas sprawę w pośpiechu łatano. Komenda Główna Policji rozsyłała do komend pisma, by wnioskom o wydanie takiej broni odmawiać, nawet bez podawania przyczyny. A teraz wróciła. Myśliwi, w myśl po raz kolejny nowelizowanej ustawy o broni, chcą dostać uprawnienia do posiadania broni krótkiej w celu dobijania upolowanych zwierząt.

W godzinach pracy z bronią chodzą ochroniarze i detektywi – 90 tys. ludzi ma pozwolenie na broń do takich celów – ale nie mogliby jej użyć do obrony osobistej poza pracą. Tylko w godzinach pracy i tylko w przypadku obrony osób czy mienia, do ochrony których zostali wynajęci. Po zmianie zdają broń do firmowego sejfu lub pobierają ją tylko na czas konwoju, za każdym razem spisując także stan amunicji.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną