Co robiło dzikie zwierzę w polskim parlamencie?

Polska dzika
Przywieźli do Sejmu dzika, teraz grozi im sześć lat więzienia.
Kiepsko musiał się czuć porzucony za szlabanem, a potem szarpnięty w górę, przeniesiony pod świerczek niedaleko wejścia do Sejmu, oślepiany fleszami aparatów i kamer.
Jakub Kamiński/PAP

Kiepsko musiał się czuć porzucony za szlabanem, a potem szarpnięty w górę, przeniesiony pod świerczek niedaleko wejścia do Sejmu, oślepiany fleszami aparatów i kamer.

Dzik (5 miesięcy, 20 kilo, czarna sierść) wsiadł do bmw combi w zatoczce, 30 km za Białymstokiem. Wykorzystał moment, w którym przewodniczący i działacze Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej Solidarni poszli do lasu na siusiu. Przysiadł z tyłu, koło skrzynki po częściach do ciągnika model Mamut, i mimo ponagleń nie chciał wyjść.

– Negocjowaliśmy kwadrans – opowiada przewodniczący Marian Zagórny (16 wyroków m.in. za wysypywanie zboża na tory, łącznie skazany na ponad 10 lat więzienia).

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj