Społeczeństwo

Ani za dużo Niemiec, ani za mało Polski

Muzeum Śląskie: trochę polskie, trochę niemieckie

Budynki Muzeum Śląskiego z szybem „Warszawa” w tle. Budynki Muzeum Śląskiego z szybem „Warszawa” w tle. Michał Legierski / Edytor.net
Jest świadectwem skomplikowanej historii Śląska – i samo ma za sobą trudne dzieje. Otwarty właśnie nowy budynek Muzeum Śląskiego zapowiadano nie tyle od lat, ile od dziesięcioleci.
Muzeum Śląskie z lotu ptaka.Michał Legierski/Edytor.net Muzeum Śląskie z lotu ptaka.
Typowa kopalniana szatnia łańcuszkowa przy wejściu do Muzeum.Michał Legierski/Edytor.net Typowa kopalniana szatnia łańcuszkowa przy wejściu do Muzeum.
Ulica przedwojennych Katowic.Michał Legierski/Edytor.net Ulica przedwojennych Katowic.
Postaci przedwojennych Katowic.Michał Legierski/Edytor.net Postaci przedwojennych Katowic.
Repliki bram triumfalnych, przez które wchodzili do miasta żołnierze w czerwcu 1922 r., po przyłączeniu Górnego Śląska do Polski.Michał Legierski/Edytor.net Repliki bram triumfalnych, przez które wchodzili do miasta żołnierze w czerwcu 1922 r., po przyłączeniu Górnego Śląska do Polski.
Czasy PRL. Typowe mieszkanie w wielkiej płycie.Michał Legierski/Edytor.net Czasy PRL. Typowe mieszkanie w wielkiej płycie.
Wypełniony bagażem maluch.Michał Legierski/Edytor.net Wypełniony bagażem maluch.
Wątek Solidarności w ekspozycji stałej muzeum.Michał Legierski/Edytor.net Wątek Solidarności w ekspozycji stałej muzeum.

Pierwszy gmach Muzeum Śląskiego był gotów wiosną 1939 r., ale wojna przerwała przygotowania do jego uroczystego otwarcia. Wszystkie symbole polskiego dziedzictwa narodowego miały być planowo wypalane do cna. Jak więc mógł uniknąć zagłady najnowocześniejszy wówczas gmach użytku publicznego w Europie? Działając w hitlerowskim amoku, nowe władze Katowic wydały stosowny rozkaz: w drugim roku wojny Muzeum Śląskie – efekt wspólnego zamysłu wojewody Michała Grażyńskiego i Sejmu Śląskiego, powstały „ku krzewieniu polskości” – poszło do rozbiórki.

Przestało istnieć, choć gmach był klimatyzowany, wyposażony w specjalne systemy filtracji powietrza, cicho śmigające windy, ruchome schody pilotowane fotokomórkami i nowoczesne sale audiowizualne. Dlaczego więc tego monumentalnego i ultranowoczesnego cudu architektury i techniki, postawionego w trzy lata, Niemcy nie wykorzystali do własnych celów.

Prof. Małgorzata Omilanowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego, która uroczystość otwarcia nowego Muzeum Śląskiego podniosła do rangi wydarzenia europejskiego – powiedziała tak: – Uczyniono to z pełną świadomością, że rozbierana jest instytucja bardzo ważna dla zrozumienia ludzi ze Śląska, istoty ich przynależności kulturowej. To była symboliczna akcja, symboliczny gest zniszczenia śladu po dumnej przeszłości Ślązaków z czasów II Rzeczpospolitej i z okresu śląskiej autonomii.

Muzeum miało wtedy do spełnienia szczególnie trudną misję – młode polskie państwo, które objęło część Górnego Śląska, próbowało z całych sił zrzucić balast dziedzictwa pruskiego i krzewić symbole polskości. Często czyniono to bezpardonowo, zapominając, że to eksperyment na żywym organizmie. Pamięć historyczną Ślązaków, porozrywaną powstaniami śląskimi i plebiscytem, które raz traktowano jak patriotyczny zryw narodowy, innym razem jak regionalną wojnę domową – dalej szarpano. Ostra rywalizacja pomiędzy polską i niemiecką częścią Górnego Śląska i ich bezkompromisowymi ideologiami – odciskała swoje piętno w każdym możliwym wymiarze. Nasze Muzeum Śląskie było polską odpowiedzią na Muzeum Górnośląskie, otwarte w 1932 r. w niemieckim Bytomiu. To tam w pierwszych tygodniach wojny przywieziono gromadzone w Katowicach zbiory. Tuż po wojnie w Bytomiu mieściło się więc kolejne Muzeum Śląskie, które jednak po pięciu latach wróciło do nazwy Górnośląskie. Natomiast Muzeum Śląskie powstało we Wrocławiu, przekształcając się w 1970 r. w Muzeum Narodowe we Wrocławiu.

Rodem z PRL

Pomysł na rekonstrukcję Muzeum Śląskiego w Katowicach zrodził się dopiero w 1981 r. W tym brzemiennym w skutki czasie powstał Społeczny Komitet Odbudowy. Początkowo w PRL, która miała przecież własną wizję historii umiejscowionej w państwie narodowym – nie było szczególnego entuzjazmu dla tej inicjatywy. Z kolei autorzy stanu wojennego szukali na Śląsku i wśród Ślązaków poklasku, jakby dla zamazania win za tragiczne wydarzenia w katowickim Wujku i Manifeście Lipcowym w Jastrzębiu-Zdroju w pierwszych dniach stanu wojennego. Ten zbieg tragicznych okoliczności doprowadził w 1984 r. do restytucji Muzeum Śląskiego, które dostało piękny, choć ciasny, gmach w centrum miasta. Od tamtego momentu do ostatnich czerwcowych dni funkcjonowało jako „Muzeum w organizacji” – o czym zaświadczają stosowne tablice.

W końcu, po latach zabiegów i propozycjach rozmaitych lokalizacji, Muzeum Śląskie dostało tereny po zlikwidowanej w 1999 r. wysłużonej kopalni Katowice (wcześniej Ferdynand). Pokopalniane budynki i urządzenia z przełomu XIX i XX w. przekazano muzeum, a sąsiednie tereny – Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia i Międzynarodowemu Centrum Kongresowemu. W sąsiedztwie Spodka wyrosła Strefa Kultury.

Nad koncepcją muzeum głowiła się austriacka firma Riegler&Riewe Architekten z Grazu, która zaproponowała, żeby sale wystawiennicze umieścić w podziemiach – tam gdzie niedawno wydobywano węgiel. Zresztą cały wystrój instytucji przypomina, że znajdujemy się w byłej kopalni, która dzisiaj służy kulturze. – Wkopanie budynku w ziemię było naturalnym rozwiązaniem, bo to muzeum zamiast zachwycać estetyką fasady, powinno skupiać się na treści – powiedział Florian Riegler, projektant muzeum.

Ale nie tylko podziemna lokalizacja muzeum czyni nową instytucję wyjątkową. Dyrektor Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie prof. Robert Traba w swoim wykładzie inauguracyjnym punktował jej niezwykłość. Po pierwsze – żadne z nowo otwartych muzeów nie odniosło się tak mocno do spuścizny regionalnej. Po drugie – żadne nie połączyło w sobie w taki sposób autentyczności miejsca z jakością zbiorów. I wreszcie – o wyjątkowości nowego Muzeum Śląskiego świadczą stworzone tam wystawy, których celem jest przywracanie Śląskowi tożsamości. – Z założeniem, że muzeum nie występuje w roli arbitra, lecz partnera dla zwiedzających.

To doskonałe miejsce, aby snuć historię ludzi pogranicza, bo tak naprawdę mamy do czynienia z „muzeum pogranicza” – mówi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, jeden z jurorów konkursu na scenariusz wystawy stałej „Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów”. – Nasuwa się pytanie: czy można bez emocji i z jak największą dozą obiektywizmu opowiedzieć tę historię?

Zbyt wielu przykładów nie ma – najbliższy nam, też pod szyldem Muzeum Śląskie, znajduje się w Goerlitz. Ma blisko 10 lat i powstało z inicjatywy rządu federalnego RFN, Wolnego Państwa Saksonia, miasta Goerlitz i Ziomkostwa Śląskiego: – W ich Muzeum Śląskim jest prosta narracja niemiecka i koniec – mówi Jarosław Racięski, szef naszego muzealnego działu historycznego. – My bardziej świadomie uwzględniamy niemiecką część dziejów Śląska.

Przytacza opinię prof. Edwarda Długajczyka, wybitnego znawcy politycznych i wojskowych dziejów Górnego Śląska XX w., pracownika Uniwersytetu Śląskiego: – Profesor ocenił, że wszystko na tej wystawie jest i nikt z żadnej strony nie może się do niej przyczepić. Za to każdy, kto przez nią przejdzie, wyniesie wrażenie, że ta nasza historia jest piekielnie skomplikowana.

Ale czy historyczna poprawność za wszelką cenę i chęć zachowania parytetu to jest dokładnie to, na co Śląsk czekał? – Ani za dużo tu o Niemcach, ani za mało o Polakach – zauważył Józef Krzyk z „Gazety Wyborczej” po obejrzeniu ekspozycji. Pomyślałem sobie po cichu: „Tylko czy na takich wystawach uchodzi jazda po bandzie?”.

Polskość-śląskość

W 2012 r. o tę polsko-niemiecką pograniczną historię toczyła się wielka, czasami karczemna awantura. Poszło o wytyczne do scenariusza stałej wystawy historycznej. Wicewojewoda Piotr Spyra z PO, przewodniczący stowarzyszenia Polski Śląsk, ocenił, że Muzeum Śląskie „ma wizję regionu w duchu niemieckiego nacjonalizmu”. Nie spodobało się mu też, że historia Śląska zaczyna się pod koniec XVIII w., kiedy to do Tarnowskich Gór sprowadzano z Anglii pierwszą maszynę parową, a jakiś czas później na tym skrawku ziemi postawił swoją stopę sam Johann W. Goethe, poświęcając owemu wydarzeniu stosowny wiersz. Przekaz był czytelny – Górny Śląsk stworzyła industrializacja, tak jakby wcześniej nie istniał i nie miał związków z państwowością polską.

Cały resort kultury, w tym Muzeum Śląskie, reprezentował w zarządzie województwa śląskiego Jerzy Gorzelik, szef Ruchu Autonomii Śląska, który uprzednio dość prowokacyjnie dystansował się wobec polskości. I to on miał firmować wytyczne, w których dostrzeżono pochwałę kulturkampfu jako akcji wpisującej się w niemiecką kreatywną rację stanu. Do ognia swoje dorzucił śląski Kościół, który uznał, że na tej wystawie „Ślązak jest Ślązakiem tylko pod jednym warunkiem, gdy przestaje czuć i myśleć po polsku”. W rezultacie zwolniono Leszka Jodlińskiego, dyrektora muzeum i autora wytycznych, a później RAŚ trzasnął drzwiami i opuścił z wielkim hukiem wojewódzką koalicję.

Scenariusz poszedł do poprawki, a w ostatniej fazie przygotowań do otwarcia wystawy dopieszczany był pod okiem pani dyrektor Alicji Knast, uprzedniego kuratora Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie i pełnomocnika Wystawy Głównej Muzeum Historii Żydów Polskich.

– Poprawki są zarazem kosmetyczne i praktyczne – dorzuca Jarema Szandar z firmy Adventure, współautor scenariusza. Nie ma, jak pierwotnie zakładano, wejścia na wystawę przez maszynę parową, nie będzie huku jej pracy: – Ten kolos nie pasował do tej przestrzeni ani w całości, ani w części. Owszem, jest plansza z maszyną parową, która ma uzmysławiać dylemat wyboru wśród śląskiej arystokracji ziemskiej przełomu XVIII i XIX w.: wchodzimy w takie gadżety, jak maszyna parowa czy zostajemy na roli?

Nie ma też repliki sterowca Grafa Zeppelina, który latem 1931 r. wylądował na gliwickim lotnisku: – Nasza wystawa historyczna ma 1400 m kw. – mówi Szandar – nie da się w tę przestrzeń wkomponować pomniejszonego nawet cygara sterowca o prawie 240 m długości.

Co więc będzie? – Miejsce spotkań Ślązaków z własną historią, a także Polski ze Śląskiem – mówi pani dyrektor Knast. – Nosimy w sobie własne opowieści i dobrze je będzie skonfrontować z przekazem ogólnym, który oddaje obecny stan wiedzy historycznej i nie daje przewagi żadnej ze stron dziejowego sporu.

Zatem zimna poprawność? – Niekoniecznie, każdy przecież przychodzi z własnymi emocjami.

Prof. Szczepański, który niegdyś z Częstochowy przyjechał do tyskich bloków i przemierzał drogi wysłużonym maluchem, mówi, że ze wzruszeniem odnalazł tu kawałek swojej biografii: – Myślę, że w dalszej perspektywie to muzeum, choć z nazwy śląskie, powinno dokumentować więcej światów nieśląskich, stale obecnych w naszej wojewódzkiej przestrzeni.

Sztuka i historia

Muzeum Śląskie prezentuje sześć wystaw stałych: dawnej i najnowszej sztuki śląskiej, plastyki nieprofesjonalnej, scenografii i sztuki sakralnej. No i ekspozycję najważniejszą od lat i także w tych dniach – poświęconą historii Górnego Śląska.

Droga prowadzi od markowni i łaźni łańcuszkowej zlikwidowanej kopalni. W markowni pobierano znaczki identyfikacyjne, w łaźni jechały pod sufit ubrania. Wszystko tak, jakby kolejna zmiana miała zaraz zjechać na dół. Wychodzimy z kopalni i na wyciągnięcie ręki spotykamy replikę XI-wiecznej rotundy w Cieszynie… I dalej krętymi śląskimi drogami trafiamy na salony. Spotykamy arystokrację ziemską, która z biegiem lat przemienia się w bajecznie bogatych baronów przemysłowych, na naszych oczach upływa XIX w. pod hasłami pary, węgla i stali… O kulturkampfie i Bismarcku, autorze tej polityki, przypominają pikielhauby (hełmy zakończone szpikulcem), a zaraz z boku modlitewniki w języku polskim. Z głośników słychać pieśni maryjne. Śpiewane po polsku. Skrót duży, ale czytelny.

Przedmioty i uzbrojenie przenoszą nas w czas pierwszej wojny światowej, później powstań i plebiscytu. „Głosuj na Niemcy” – grzmią plakaty. „Głosuj na Polskę” – odpowiadają z równą siłą inne. Albo: „Od głodu, wojny i przyłączenia do Niemiec – zachowaj nas Panie”. Jest Wojciech Korfanty, stojący murem za Polską. A nieopodal Karl Ulitzka, zwolennik niemieckiego Śląska. Oto czerwiec 1922 r. – triumfalne powitanie Wojska Polskiego wkraczającego do Katowic. I wrzesień 1939 r. – entuzjastyczne powitanie w Katowicach zwycięskiego Wehrmachtu.

Pogranicze w całej swej krasie. Do tego krwawej. Jest i gilotyna. Można spojrzeć na nią gdzieś z wysokości 170 cm – psychologowie radzili, aby była schowana przed dziećmi. Niby jest, ale mężczyzna podnosi swojego kilkuletniego brzdąca i poucza: – Patrz, tym ścinano głowy.

Dr Paweł Ukielski, do niedawna zastępca dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, teraz wiceprezes IPN, przypomina, jak próbowano schować co drastyczniejsze zdjęcia z powstania w niedostępnych dla dzieci świetlikach. – Ale gdzie tam, rodzice wszystko pokażą, jak tę gilotynę! – mówi.

Przestrzeń się zagęszcza. Stoi wagon, którym po 1945 r. wywożono Ślązaków na roboty do ZSRR. Jest mapa obozów i katowni, do których trafili. Z boku walizki repatriantów, którzy tym i podobnymi wagonami przyjeżdżali na Śląsk. A tu wyposażenie mieszkań z czasów PRL i wystrój pokoiku w „wulcu”, czyli w hotelu robotniczym, jakich mnóstwo wyrosło przy kopalniach i hutach.

Możemy dotknąć małego fiata i posłuchać przemówień nadawanych przez słynne kołchoźniki odbierające tylko jeden słuszny program. Stan wojenny i tragedia Wujka – mapa pokazuje rozsiane po całym kraju miejsca pochówków. Strzelano na Śląsku, ale strzelano do Polski. Dochodzimy do 1989 r. i czasu wielkich przemian w Polsce i na Śląsku. Opuszczający kopalnię górnicy gubią się we mgle… Ale jest jeszcze jeden gadżet na końcu tej śląskiej drogi – wtopiony w szkło supermikroprocesor wynaleziony w Bytomiu. Przesłanie proste i czytelne. Przyszłość nie rysuje się w czarnych barwach…

Ktoś narzeka, że na wystawie brakuje indywidualnych losów. – Każdy przychodzi tutaj z własnymi – powtarza dyrektor Alicja Knast, a Jarosław Racięski dodaje: – Ta wystawa nie jest polską komedią romantyczną, ale zimnym przekazem z pogranicza. Nie wszystkim musi się podobać.

Muzeum Śląskie łączy Śląsk z Polską i Europą. Kto nie wierzy, niech przeczyta pięknie wydane „Listy o Śląsku”. Rzucają światło na historię ludzi odwiecznie stąd i tych, co się do tej szorstkiej ziemi przytulili. Tłumaczy, dlaczego jesteśmy ciut inni. Kiedy o zmroku wtapiam się w sznur samochodów – szklana kostka Muzeum na tle nieba lśni pięknie. „Światło historii”.

Zdjęcia: Michał Legierski/Edytor.net

Polityka 27.2015 (3016) z dnia 30.06.2015; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Ani za dużo Niemiec, ani za mało Polski"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną