Politycy głodzą dzieci

Czy mamy w Polsce głodne dzieci?
Awantura o głodne dzieci trwa w Polsce już od lat. Problem w tym, że nawet nie wiemy, ile dzieci cierpi na niedożywienie.
Anders Sellin/Getty Images

Awantura o głodne dzieci trwa w Polsce już od lat. Problem w tym, że nawet nie wiemy, ile dzieci cierpi na niedożywienie.

Rokrocznie na dożywianie państwo przeznacza z budżetu ok. 550 mln zł. Gminy dokładają ok. 280 mln zł rocznie, zaś ok. 70 mln euro pochodzi ze środków unijnych.
Dimitriy Shirinosov/PantherMedia

Rokrocznie na dożywianie państwo przeznacza z budżetu ok. 550 mln zł. Gminy dokładają ok. 280 mln zł rocznie, zaś ok. 70 mln euro pochodzi ze środków unijnych.

Padły zarzuty bezwstydnej manipulacji – wszystko po to, by zrobić odpowiednio mocne wrażenie, co miało przełożyć się na wysokość datków dla organizacji. Głos zabrał w końcu sam Dom Badawczy Maison, realizator ankiety, stwierdzając, że jej wyniki nie pozwalają na stawianie tez, jakie wysunięto na konferencji Maciusia.

Tymczasem historia z danymi wziętymi z sufitu skierowała na fundację uwagę dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, którzy dopatrzyli się w niej dziwnych transferów finansowych. Okazało się, że w 2009 r. 5,1 mln zł z darowizn uzyskanych przez fundację zostało przesłane do firmy szwajcarskiej, w 2010 r. podobnie: 343 tys. zł przeznaczono na dożywianie dzieci, a 3,8 mln zł poszło do spółki w Szwajcarii. I podobnie w 2011 r. Prezes fundacji tłumaczył, że szwajcarska spółka prowadzi „kampanię komunikacyjną z darczyńcami”, dzięki czemu fundacja ma pieniądze. Sprawą zainteresowała się gdyńska Prokuratura Rejonowa, która wszczęła śledztwo z art. 296 par. 3 Kodeksu karnego, czyli nadużycia zaufania i wyrządzenia szkody wielkich rozmiarów (do 10 lat więzienia). Śledztwo, jak to u nas, jest nadal w toku. Jak wyjaśnia prokurator rejonowa, materiały ze Szwajcarii w trybie pomocy prawnej już do prokuratury wpłynęły, trwają obecnie prace nad przygotowaniem analiz finansowych i opinii biegłych.

Raz rzucone liczby żyją jednak własnym życiem. Informację o „800 tys. dzieci, które głodują w naszym kraju”, z powołaniem się na wspomniane badania Domu Badawczego Maison, do dziś powiela na swoich stronach wiele organizacji (w tym nawet tak szacowna jak Caritas).

Patrzy z zazdrością

Problemy pojawiają się również przy interpretacji przywoływanych także danych GUS, według których skrajne ubóstwo dotyczy prawie 10 proc. dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia – co daje znów ok. 800–900 tys. dzieci. I znów robi wrażenie. Prof. Tarkowska tłumaczy jednak, że ubóstwo nie oznacza od razu głodu dziecka. Wspomina swoje badania, które przeprowadzała pod kątem sposobów zaspokajania potrzeb w ramach rodziny. – W najbiedniejszych rodzinach zawsze potrzeby dzieci były na pierwszym miejscu, o ile nie była to rodzina z jakąś dysfunkcją czy patologią, np. alkoholizmem – mówi. Pamięta kobietę, matkę ośmiorga dzieci, z byłego PGR, która powiedziała, że nie mogłaby pójść spać, gdyby uważała, że jej dzieci są głodne. Zresztą rzecznik GUS od razu zaznaczył, że te dane w żadnym razie nie mówią o głodzie ani nawet o niedożywieniu, bo obu pojęć żadna statystyka nie ujmuje.

Z problemami ze statystyką zderzyła się też swego czasu Polska Akcja Humanitarna, gdy chciała oszacować skalę problemu niedożywienia dzieci. Już sam termin „niedożywione dziecko” okazał się kłopotliwy. 44 proc. respondentów – nauczycieli i pedagogów szkolnych – mówiło, że „to dziecko głodne, przychodzi głodne z domu”, nieco mniej, bo 36 proc., że to dziecko, które nie je odpowiedniej liczby posiłków, ale dla 22 proc. badanych było to też dziecko, które przychodzi do szkoły bez swojego jedzenia. Na dalszych miejscach jako „niedożywione dziecko” wymieniano dzieci pochodzące z biednych rodzin, mające bóle brzucha, z zawrotami głowy, niemogące się skupić na lekcji. Ale dla zaledwie 6 proc. badanych niedożywionym dzieckiem było „to, które patrzy z zazdrością na jedzenie innych dzieci, dopytuje się od rana, co będzie do jedzenia”.

Zjawisko niedożywienia okazało się na tyle trudne do uchwycenia, że zaprzestaliśmy prób i polegamy przede wszystkim na danych, które do nas spływają ze szkół bądź organizacji pozarządowych – mówi Magdalena Szymczak. Rocznie do PAH wpływa ok. 200 wniosków ze szkół i różnych organizacji o pieniądze na posiłki dla dzieci. – Skoro wpływają wnioski, znaczy jest potrzeba – kwituje dopytywania o korelację pomocy organizacji pozarządowych z pomocą państwową.

Dożywiają wszyscy

Tylko jedno jest więc pewne: rokrocznie na dożywianie państwo przeznacza z budżetu ok. 550 mln zł. Gminy dokładają ok. 280 mln zł rocznie, zaś ok. 70 mln euro pochodzi ze środków unijnych. W styczniu tego roku Sejm głosami wszystkich partii przyjął sprawozdanie z realizacji programu wieloletniego „Pomoc państwa w zakresie dożywiania” za okres styczeń 2010 r. – grudzień 2013 r. – Trzeba stwierdzić, że uchwalony w 2005 r. przez ówczesny Sejm program, przedłużony na lata 201015, na pewno złagodził w sposób wyraźny problem niedożywienia dzieci i ułatwił gminom, szczególnie ubogim, realizację ich dożywiania. Mam nadzieję, że także program realizowany w następnych latach będzie mógł być podobnie oceniany – mówił wtedy podczas oceny programu poseł PiS Krzysztof Michalkiewicz. Chwalili zresztą wszyscy.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną