Społeczeństwo

W Zgorzelcu gore

Miasto, które przyzwyczajone jest do krwi

Przyczyna, dla której Tomek i Pascal zostali podpaleni, wydaje się nie mieć dla prokuratora znaczenia. Ma sprawcę i to go całkowicie zadowala. Przyczyna, dla której Tomek i Pascal zostali podpaleni, wydaje się nie mieć dla prokuratora znaczenia. Ma sprawcę i to go całkowicie zadowala. Mirosław Gryń / Polityka
Dwóch młodych mężczyzn oblano paliwem i podpalono w centrum Zgorzelca. Wiadomo, kto to zrobił; nie wiadomo, dlaczego.
Dostał małpiego rozumu i podpalił: tak pewnie tłumaczy sprawę prokurator.Mirosław Gryń/Polityka Dostał małpiego rozumu i podpalił: tak pewnie tłumaczy sprawę prokurator.
Zgorzelec, ten ze slumsów i przedmieść, pije na potęgę i ostro ćpa.guo zhonghua/Polityka Zgorzelec, ten ze slumsów i przedmieść, pije na potęgę i ostro ćpa.

13 kwietnia o 1. w nocy Pascal, 21 lat, student, cichaczem wymknął się z domu przez okno tarasowe. Zabrał z torebki matki kartę bankomatową. Nigdy wcześniej bez jej zgody tego nie robił. Nie wychodził też po kryjomu nocami z domu. Z trzech bankomatów wypłacił w sumie 400 zł. Dlaczego krążył po bankach i pobierał małe kwoty, nie wiadomo. Wiadomo jedynie, że potem, ok. godz. 6. rano, siedział w salonie gry przy Daszyńskiego. Ale nie grał.

Salon to mała klitka na parterze starej kamienicy. Dwa albo trzy automaty do gry. Właściciel, znany w Zgorzelcu jako Iwajło vel Bułgar, dzierżawił w mieście kilka takich lokali. Jest synem obywatela Bułgarii, który ożenił się z Polką, a potem wyjechał w nieznane. O 6. z minutami Iwajły w salonie nie było. Kanciapy z jednorękimi bandytami pilnował Tomek, który wrócił niedawno z Irlandii i dorabiał u Bułgara. Tomek to kolega Pascala. Byli zajęci rozmową, gdy pod salon podjechał biały fiat cinquecento. Wysiadło z niego trzech młodych mężczyzn. Jeden niósł łom, drugi kanister na paliwo. Weszli do lokalu, ale jeden zaraz wyszedł i zajął miejsce za kierownicą fiata. Po kilku minutach przez wąskie okno, jedyne w tym minikasynie, na ulicę wyskoczyli dwaj pozostali mężczyźni (ci od łomu i kanistra), a za nimi Tomek i Pascal. Świadkowie zeznali potem, że wyglądali jak dwie żywe pochodnie. Płonęli. Była 6.25. Zgorzelec właśnie budził się do życia.

Na Daszyńskiego o wczesnej porze kręciło się sporo ludzi. Pod pobliski sklep podjechała dostawcza furgonetka z pieczywem i zaraz druga z mleczarni. Pierwsi klienci zaopatrywali się w piwo. Bo Daszyńskiego to rejon piwno-wódczany. Podobnie jak sąsiednie ulice.

Jeden z przechodniów własną kurtką gasił Pascala, a potem zdzierał z niego ubranie. Z kieszeni wysunął się telefon chłopaka i nagle zaczął dzwonić. Mężczyzna spojrzał na wyświetlacz i powiedział do Pascala, że dzwoni mama, ale reakcji nie było. Pascal stracił przytomność. Po kilku minutach przyjechali strażacy, pogotowie ratunkowe i policja. Policjant podszedł do poparzonego Tomka siedzącego na jezdni. Zapytał: kto wam to zrobił? Padła odpowiedź: Laudyn nas podpalił.

Piotr Laudyn jest osobą dobrze znaną zgorzeleckiej policji. Tacy jak on zwani są w kręgach przestępczych tyfusami. Tyfus to osobnik nieprzewidywalny, konfliktowy i brutalny. Nadużywa alkoholu, wciąga proszek. Działa w sposób nieprzemyślany, często pod wpływem emocji. Tyfusów się unika, bo ściągają kłopoty. Laudyna wielokrotnie karano za pobicia, rabunki i kradzieże. W więzieniu spędził kilka lat, ale większość z dziesięciu wyroków, jakie usłyszał, to były kary w zawieszeniu. Sądy dawały mu szansę poprawy, a potem konstatowały, że znów się nie poprawił.

Laudyna aresztowano w szpitalu, dokąd przewiozła go karetka. Miał poparzenia na rękach i głowie. Pogotowie wezwała jego żona Margareta, bo Laudyn po powrocie do mieszkania przy ulicy Prusa wył z bólu. W tym samym szpitalu policjanci dostrzegli jeszcze jednego lekko poparzonego młodego mężczyznę. Wylegitymowali go i zatrzymali. Był kolegą Laudyna, nazywał się Mateusz Pazub. Zeznał, że grał w salonie przy Daszyńskiego na automacie, kiedy wszedł Laudyn i napastliwie domagał się od ochroniarza Tomka jakichś pieniędzy. Tomek mówił, że już mu je wypłacił, a właściwie przekazał w imieniu szefa Iwajły. Laudyn polał Tomka cieczą z przyniesionej bańki, a przy okazji stojącego obok Pascala. Powiedział, że obiecał komuś, że ich podpali. Wyjął zapalniczkę i zaczął nią pstrykać. Wystarczyła iskra i doszło do wybuchu, zajęły się opary paliwa. Tomek i Pascal stanęli w ogniu. Pazub rzucił się do drzwi, ale ktoś przekręcił klucz, nie dały się otworzyć. Uchylił okno i próbował przez nie wyskoczyć. Laudyn go odepchnął i wydostał się pierwszy. Pazub potem przyznał się do kłamstwa. Nie był przypadkowym świadkiem zbrodni. Przyjechał razem z Laudynem.

Miasto dziwnych imion

Pascal umarł w szpitalu pierwszy. Tomek kilka dni później. Prokurator postawił Laudynowi zarzut: podwójne zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Dla Laudyna to nieuchronna perspektywa dożywocia. Prokurator odnotował sukces. Błyskawicznie ujęto sprawcę, zebrano dowody, postawiono zarzuty. Proces to formalność. Ale matki spalonych chłopaków nie podzielają jego satysfakcji. Twierdzą, że lista podejrzanych powinna być dłuższa. Chcą wiedzieć, dlaczego ich synów zamordowano i jakie było prawdziwe tło zbrodni.

Prokurator nie zbadał billingów i miejsc logowania się telefonów ofiar i sprawcy. Nie odtworzył chronologii zdarzeń poprzedzających tragiczny finał. Nie przesłuchał wszystkich świadków. Dlaczego? Bo – jak informuje rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, jednostki nadzorującej Prokuraturę Rejonową w Zgorzelcu – uznał, że ma już wystarczające dowody.

Z zeznań wynika, że białym cinquecento przyjechało pod salon gier trzech mężczyzn: Laudyn, Pazub i Sielawa. Ten trzeci był kierowcą, ale też wszedł do lokalu, rozejrzał się i wyszedł. Czekał na pozostałych na ulicy. Policjanci w swoich notatkach zapisali jego imię jako Majk. Faktycznie nazywa się Mike Sielawa.

Dziwne imiona w Zgorzelcu nikogo nie dziwią. W mieście na granicy mieszają się różne wpływy i pojawiają różni ludzie. Potem znikają, zostają po nich dzieci o dziwnych imionach i czasem egzotycznych nazwiskach. Dziewczyna Mateusza Pazuba ma dwa imiona Nancy Paula (nazwisko wietnamskie). Policjant w notatce zapisał je jako jedno: Nancypała. I wcale go to brzmienie nie zdziwiło.

Mike Sielawa, Mateusz Pazub i Piotr Laudyn 13 kwietnia wybierali się rankiem na robotę. Chcieli ukraść jakiś złom. Wzięli ze sobą łom, miał się przydać. I z tym łomem oraz kanistrem z paliwem wparowali parę minut po szóstej rano do kasyna. Laudyn, który siedział na tylnym siedzeniu samochodu i pociągał z butelki wódkę, tak sobie zażyczył. Mówił, że ma do załatwienia jedną sprawę.

Przed kasynem stał wujek Laudyna, brat jego matki Hanki Strzelby. Wyszedł na spacer z pieskiem, popijał pierwsze tego dnia piwo. Laudyn podszedł do wujka i mu pogroził: Ty będziesz następny. Następny po kim i do czego, tego już nie powiedział, a wujek nie dopytywał, bo stosunki z siostrzeńcem nie układały mu się najlepiej. Prawdę mówiąc, bał się syna siostry jak ognia.

Król slumsów

Jeden ze świadków opowiedział przesłuchującym go policjantom, że Iwajło vel Bułgar, właściciel salonu gry, miał niedawno scysję z Laudynem. Tamten podjechał pod jeden z lokali Iwajły swoim cinquecento. Iwajło zauważył, że pod autem tworzy się tłusta plama, wyciekał olej. Zażądał, żeby Laudyn odjechał, bo jego samochód brudzi chodnik. Tamten wykonał polecenie, ale coś mruczał pod nosem. Zemsta na Bułgarze to mógł być jeden z motywów. Ale prokurator tego wątku nie podjął.

Zgorzelec przyzwyczajony jest do krwi. Kiedyś toczyła się tutaj i w okolicznych miejscowościach tzw. wojna zgorzelecka – walczyli żołnierze dwóch bossów gangsterskich: Lelka i Carringtona. Padło 13 trupów. Wtedy walczono o władzę nad granicą i wpływy z przemytu. Dzisiaj po starych gangsterach została już tylko legenda, a ich miejsce próbują zająć inni. Nie mają jednak ani charyzmy poprzedników, ani takich pieniędzy, ani też odpowiedniej armii. Jeżdżący zdezelowanym cinquecento Laudyn to też swoisty król, ale zgorzeleckich slumsów, jak nazywane są rozpadające się czynszówki w rejonie ulicy Prusa. Jeżeli ruszał na robotę, to po kawałek złomu po niemieckiej stronie. Atak na kasyno nie mieścił się w jego dotychczasowym sposobie działania. Feralnego dnia rano Laudyn spotkał się z Włodzimierzem Kałasznikiem. To jeden z ostatnich w Zgorzelcu tzw. ludzi z miasta o liczącej się niegdyś pozycji. A Włodzimierz, jak twierdzą niektórzy, miał o coś pretensje do Iwajły. Prokurator tego tropu też nie podjął.

Matka Pascala sprawdziła profil syna na Facebooku. Udało jej się wejść w jego korespondencję z nocy z 12 na 13 kwietnia z Dawidem Papką, od niedawna kolegą Pascala. Ostatnie miesiące życia jej syna były naznaczone dziwnymi znajomościami. W grudniu zakochał się w dziewczynie o kiepskiej opinii. Bywała wśród zgorzeleckich handlarzy narkotykami. Po dwóch miesiącach doszło do rozstania, Pascal mocno to przeżył.

W nocy z 12 na 13 Pascal rozmawiał na Fejsie z Dawidem o proszkach, szkle i ziołach. Tamten namawiał go do spotkania. Pytał, czy Pascal ma forsę. Umówili się, że o 1. w nocy Pascal wymknie się z domu. Co było dalej, już wiemy. Nie wiedzieliśmy jedynie, że Dawid Papka też był w salonie gry na Daszyńskiego. Kiedy weszli tam Laudyn, Sielawa i Pazub, Dawid uznał, że atmosfera jest zbyt gorąca. Wyszedł. Widział palących się ludzi, nie pomógł im. Spanikował i uciekł. Po co wywabił Pascala z domu, prokurator nie pytał.

Piko dopala, aż łeb urywa

Przyczyna, dla której Tomek i Pascal zostali podpaleni, wydaje się nie mieć dla prokuratora znaczenia. Ma sprawcę i to go całkowicie zadowala.

Według mieszkańców ulicy Daszyńskiego malutki salon gry był miejscem spotkań dilerów z klientami. Każdej nocy podjeżdżały tam samochody z całego województwa, hałasowały chwilę i odjeżdżały. Na maszynach prawie nikt nie grał. Pascal chorował na cukrzycę. Był dobrze wychowanym, wrażliwym chłopakiem. Nie pił alkoholu. Ale ostatnio się zmienił. Czy zaczął zażywać narkotyki, tego matka nie wie, ale podejrzewa, że nowi znajomi mogli go do tego namówić.

Zgorzelec, ten ze slumsów i przedmieść, pije na potęgę i ostro ćpa. Młodzi mężczyźni i ich młode żony o imionach jak z romansu, oficjalnie bezrobotni, pozostający pod opieką rodziców, ale sami już z przychówkiem, wspomagają się w życiu, czym się da. Ostatnio miasto rozsmakowało się w preparacie pod nazwą piko. To prawdopodobnie dopalacz przywożony z Czech. Jak dobrze dopali, to człowiekowi łeb urywa i dostaje małpiego rozumu. Laudyn eksperymentował, łączył gorzałę z prochami. Piko też zażywał. Tak pewnie tłumaczy sprawę prokurator: dostał małpiego rozumu i podpalił.

Prokurator jest trochę w szachu. Mógłby postawić zarzut współudziału w zbrodni Mateuszowi Pazubowi i Mike’owi Sielawie, przecież towarzyszyli głównemu sprawcy. Nie robi tego, bo woli ich mieć jako świadków oskarżenia. Obciążają Laudyna. Jako podejrzani prawdopodobnie szliby w zaparte i prokurator musiałby się sporo nagimnastykować przed sądem, aby uzyskać skazanie. Może go jednak spotkać przykra niespodzianka, gdyby podczas procesu Pazub i Sielawa zmienili swoje wersje. W środowisku zgorzeleckich szumowin prawda to rzecz umowna, a umowy nie są po to, aby ich dotrzymywać.

 ***

PS Wszystkie użyte w tekście imiona są prawdziwe, zmieniłem jedynie nazwiska, ale tak, aby przypominały autentyczne, bo one też tworzą klimat mrocznego Zgorzelca.

Polityka 36.2015 (3025) z dnia 01.09.2015; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "W Zgorzelcu gore"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną