Polak na świętej wojnie

Dżihadyści z Polski
W Polsce nie ma chyba jeszcze punktu werbunkowego do terrorystycznego Państwa Islamskiego – jak w Niemczech czy Belgii – ale Polacy ciągną do dżihadystów. Czy ktoś nad tym panuje?
Dawid Ł., wydalony z Norwegii, przejęty przez polskie służby
Marek Szybka/Newspix.pl

Dawid Ł., wydalony z Norwegii, przejęty przez polskie służby

Nadzieja, że jak nie będzie w Polsce uchodźców, to i nie będzie terrorystów, jest płonna. Mamy swoich.
Łukasz Krajewski/Agencja Gazeta

Nadzieja, że jak nie będzie w Polsce uchodźców, to i nie będzie terrorystów, jest płonna. Mamy swoich.

audio

AudioPolityka Violetta Krasnowska - Dżihadyści z Polski

Dawida Ł., 23-latka, w niedzielę 15 listopada, tuż po zamachach w Paryżu, w blasku kamer i fleszy przejęły na lotnisku Okęcie polskie służby. Został wydalony z Norwegii, należał do organizacji Syryjski Ruch Islamski Świt. To niezbyt licząca się lokalna formacja, nie ma jej na listach organizacji terrorystycznych, ale ostatnio weszła w skład koalicji Ansar al-Din (Obrońcy Wiary) wraz z Al-Kaidą oraz Jaish al Mujahireen wal Ansar (Armią Emigrantów i Wspierających) – najokrutniejszą czeczeńsko-kaukaską organizacją, odpowiedzialną za najkrwawsze zbrodnie: ukrzyżowania, ścinanie głów, masowe rozstrzeliwania i podpalenia. I to już nie jest zabawa w jakąś armię cudzoziemską, tylko działanie pod jedną flagą z największymi terrorystami świata.

Paczka do Syrii

Jak tam trafił Dawid Ł.? – Taki pomysł na życie, z braku lepszego – tłumaczy powody człowiek znający środowisko warszawskich muzułmanów. Dawid Ł. miał za sobą osiem klas, w dalszych planach zawodówkę, a po drodze środowisko meczetu przy ul. Wiertniczej w Warszawie. Wspólne modlitwy, spotkania i rozmowy o wyjeździe do Syrii, by walczyć w obronie islamu. Inicjatorem takich rozmów był Marokańczyk przebywający od kilkunastu lat w Polsce, ostatnio pracujący jako fryzjer. Obiecywał pomóc dostać się do Syrii przez Turcję, miał kontakty na miejscu z właściwymi ludźmi. Już go nie ma w Polsce, wyjechał do Syrii walczyć dla Państwa Islamskiego. Tak samo kilku Polaków z ich paczki. W tym m.in. Kuba, student politologii (wcześniej – jak mówią jego znajomi – myślał jechać do Malezji pomagać dzieciom, co jest dla nich dowodem, że też był zwyczajnie zagubiony).

Dawid Ł. – według obecnej wiedzy ABW i prokuratury – od stycznia 2014 r. podejmował działania terrorystyczne na terenie Norwegii, Polski, Turcji i Syrii, które miały polegać na „przemieszczaniu się w sposób niejawny, jak i na udziale w szkoleniach – w tym szkoleniu strzeleckim – oraz w pewnym zakresie w działaniach wojennych”. Chłopak w ostatnie wakacje był w Polsce, przyjechał z Syrii. Dziś prokuratura łódzka twierdzi, że miał u nas wtedy kupować rzeczy związane z planowaną działalnością terrorystyczną. Jakie, czy były to elementy potrzebne do skonstruowania bomby? – prokurator zasłania się dobrem śledztwa. W każdym razie wtedy Dawid Ł. nie został zatrzymany, wrócił do Syrii. Zainteresowały się nim dopiero służby norweskie, gdy we wrześniu tego roku tam wylądował i trafił do ośrodka dla uchodźców. W jego bagażu znaleziono dokumenty i zapiski mogące wskazywać, że przyleciał z zadaniem budowania w Norwegii siatki terrorystycznej. Tamtejsze władze na wszelki wypadek odebrały mu prawo pobytu i powiadomiły nasze służby.

Został przewieziony od razu do Łodzi, bo tam od czerwca ABW wraz z Prokuraturą Apelacyjną prowadzą jedyne w Polsce śledztwo dotyczące udziału Polaków w strukturach Państwa Islamskiego. Służby się tym śledztwem dotychczas nie chwaliły, bo też nie było specjalnie czym. Wszczęto je w związku z zarejestrowaną przez ABW rozmową przez internet wspomnianego studenta politologii z przyjacielem arabistą, który pozostał w Polsce. Według naszych informacji służby zelektryzował fragment o paczce. Chłopak, który wyjechał do Syrii, mówił przyjacielowi, że ktoś przyniesie mu paczkę, którą on ma z kolei przekazać mu do Syrii. W czerwcu ABW weszła do mieszkania arabisty w Warszawie. Znaleziono paczkę, lecz były w niej tylko przyprawy.

Cała operacja skończyła się więc w efekcie postawieniem warszawskiemu przyjacielowi bojownika zarzutu z odkurzonego na tę okoliczność art. 240 Kodeksu karnego: czyli niezawiadomienie o poważnym dla państwa przestępstwie – do trzech lat więzienia. Z policyjnych statystyk wynika, że przez ostatnie dwa lata nie wszczęto ani jednego postępowania z tego artykułu, a wcześniej – sporadycznie, kilka w roku. Tu zastosowano go wobec „niepowiadamiania o przygotowaniach do dokonania czynu terrorystycznego”, za taki czyn uznając, jak należy rozumieć, wyjazd przyjaciela do Syrii i plan wstąpienia w szeregi Państwa Islamskiego. I do tej pory ów przyjaciel to był jedyny człowiek z zarzutami w tym śledztwie.

Teraz doszedł Dawid Ł. On z kolei usłyszał zarzut z tego samego paragrafu co wcześniej członkowie gangu pruszkowskiego – art. 258 par. 2 kk: udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Kara: do ośmiu lat więzienia. Innego artykułu w Kodeksie karnym penalizującego działalność terrorystyczną w zasadzie nie mamy. Jest jeszcze, co prawda, paragraf o zakładaniu organizacji terrorystycznej – od trzech lat więzienia w górę, ale niezastosowany ani razu.

Z takim prawem nie wygramy

Dr Wojciech Szewko, badający problematykę bliskowschodnią i działalność organizacji terrorystycznych, w tym Państwa Islamskiego, mówi, że z takim prawem nie wygramy z terrorystami. Tłumaczy obrazowo: – Jeżeli w Izraelu zamachowiec wjedzie samochodem w grupę żołnierzy, krzycząc Allah Akbar, nawet nikogo nie zabijając, to jest to akt terroru. W Polsce będzie to traktowane tak samo jak wypadek spowodowany przez pijanego kierowcę. Prawie rok temu ówczesny minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna mówił choćby o możliwości unieważnienia paszportu ludziom walczącym w szeregach Państwa Islamskiego. Nie zrobiono nic. Po zamachach w Paryżu temat wraca, karany ma być sam wyjazd czy udział w szkoleniu strzeleckim.

W Wielkiej Brytanii za organizowanie wyjazdów do Syrii można odebrać paszport i oskarżyć o wspieranie działalności terrorystycznej, a w Polsce można założyć biuro podróży Dżihad Tours, umożliwiające zwiedzanie malowniczej północy Syrii – w końcu utrzymujemy z nią normalne stosunki dyplomatyczne. Do tego korzystamy ze spisów organizacji terrorystycznych sporządzanych przez Amerykanów czy ONZ, gdy tymczasem w naszym regionie częściej będziemy mieli do czynienia z małymi, lokalnymi strukturami bojowo-terrorystycznymi, których liczbę w regionie bliskowschodnim szacuje się na 600–700. Do nich będą coraz częściej trafiali europejscy muzułmańscy neofici, w tym także Polacy.

Ciekawe więc będzie, jak sąd potraktuje przynależność Dawida Ł. do Islamskiego Świtu? I na jakiej podstawie uzna jego działalność za terrorystyczną? Zdjęcia na Facebooku na tle flagi terrorystów? A może sąd zwróci się o pomoc prawną w tej sprawie do Syrii?

Dopiero w tym wszystkim się ćwiczymy. Przed dwoma miesiącami zakończył się przed sądem w Lublinie ważny pod tym kątem proces Artura N., Czeczena oskarżonego o działalność terrorystyczną i przynależność do międzynarodowej organizacji terrorystycznej Emirat Kaukaz podporządkowanej Al-Kaidzie. Organizacja ta w maju 2011 r. została wpisana przez Stany Zjednoczone na oficjalną listę ugrupowań terrorystycznych. Jest odpowiedzialna m.in. za zamach na pociąg Newskij Ekspress, w którym zginęło 27 osób, na podmoskiewskie lotnisko Domodiedowo – 36 ofiar, i za zamach w moskiewskim metrze rok wcześniej – zginęło 40 osób. 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną