Detoks w izbie wytrzeźwień de luxe

Pod pięciogwiazdkowym aniołem
Wieść o pierwszej prywatnej izbie wytrzeźwień w Sosnowcu, oferującej detoks w wersji Premium, podzieliła zainteresowanych.
Osobodoba w pakiecie podstawowym kosztuje 300 zł.
Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta

Osobodoba w pakiecie podstawowym kosztuje 300 zł.

W progu wózek inwalidzki dla klienta w niedyspozycji ruchowej. Jest wieziony nim do poczekalni, gdzie przesiada się na skórzaną sofę.
Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta

W progu wózek inwalidzki dla klienta w niedyspozycji ruchowej. Jest wieziony nim do poczekalni, gdzie przesiada się na skórzaną sofę.

Obsesyjnie polerowany pawilon wychodzi z ofertą trzeźwościową dla obywateli niechcących sobą pomiatać.
Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta

Obsesyjnie polerowany pawilon wychodzi z ofertą trzeźwościową dla obywateli niechcących sobą pomiatać.

Na prawo od holu strefa VIP: sale 2-osobowe, z łazienką, dostępem do bezprzewodowego Wi-Fi i plazmową telewizją u sufitu, by klient czuł się jak u siebie w domu.
Dawid Markysz/Edytor.net

Na prawo od holu strefa VIP: sale 2-osobowe, z łazienką, dostępem do bezprzewodowego Wi-Fi i plazmową telewizją u sufitu, by klient czuł się jak u siebie w domu.

audio

Audio Polityka Edyta Gietka - Pod pięciogwiazdkowym aniołem

Terakota na wysoki połysk w holu przy ul. Moniuszki w Sosnowcu jest polerowana co kwadrans rytmicznym ruchem w ósemki. Wchodzący czuje zażenowanie, zostawiając za sobą ślad na podłodze, znane z wizyt w sterylnych stomatologicznych klinikach. Konferencyjny pokój wykończony detalami w nienarzucającym się turkusie.

Ten obsesyjnie polerowany pawilon wychodzi z ofertą trzeźwościową dla obywateli niechcących sobą pomiatać. Wytyczanie nowych standardów jest spowodowane faktem, że nadużywanie nie jest dziś już tylko domeną chama. Zeszło pod willowe sufity zziajanych biznesowo kapitalistów, alkoholizujących się na wysokim poziomie. Byłoby wizerunkowo nieadekwatnie, gdyby trzeźwieli w warunkach murzyńskiej chaty, polewani zimnym szlauchem za arogancję.

Idea usługi zrodziła się u jednego ze współwłaścicieli po zgonie przyjaciela zajmującego wysokie stanowisko, który nie potrafił wyjść z ciągu o własnych siłach, a dostępne publicznie oferty uwłaczałyby mu. Gdyby miał możliwość trzeźwieć w warunkach nastawionych na klienta indywidualnego, nie jest wykluczone, że byłby tutaj z nami. Koniecznością stało się wejść w niszę i wyjść naprzeciw.

Wyjścia

Planowano ruszyć z usługą z początkiem roku, lecz opinia publiczna dąsała się, iż biznes jest nastawiony na okołosylwestrowe żniwa. Odczekano dwa tygodnie. Po czym rozdzwoniły się telefony z pytaniami o szczegóły.

Zatem: jest przyjaźnie, poczynając od usytuowania. W ścisłym centrum śląskiej aglomeracji, 10 minut od dworca PKP w linii prostej, tak aby wychodzący był dogodnie skomunikowany z miastami ościennymi. Dla porównania: izby publiczne, zlokalizowane nagminnie na uboczu, zostawiają wypuszczanych w szczerym polu. Drugi ze współwłaścicieli, emerytowany policjant z 27-letnim stażem, zabezpieczający w przeszłości imprezy masowe, obserwował notorycznie, jak zdezorientowani nie wiedzieli, dokąd pójść.

W oknach żadnych krat budzących skojarzenia z aparatem opresji. Jedynie szyba w zapewniającym dyskrecję przyjaznym odcieniu mlecznym. Idąc w głąb: w progu wózek inwalidzki dla klienta w niedyspozycji ruchowej. Jest wieziony nim do poczekalni, gdzie przesiada się na skórzaną sofę (Dlaczego miałby użytkować drewnianą ławkę tylko dlatego, że jest pijany?). Po badaniach parametrów życiowych w zabiegówce – zapraszany na pokoje.

Na prawo od holu strefa VIP: sale 2-osobowe, z łazienką, dostępem do bezprzewodowego Wi-Fi i plazmową telewizją u sufitu, by klient czuł się jak u siebie w domu. Po lewej pokoje 6-osobowe, wytapetowane fotopejzażami plaż w myśl najnowszych trendów relaksacyjnych, z sufitu sącząca się wyciszająca muzyka. Jest także sala kobieca, dysponująca ustawowymi 6 m kw. przypadającymi na jedną trzeźwiejącą. To o trzy metry więcej w porównaniu z trzeźwiejącym, gdyż panie, agresywniejsze po spożyciu, potrzebują więcej przestrzeni.

Nad każdym łóżkiem systemy przywoławcze brzmiące przyjemnie dla ucha, jak w hotelowych recepcjach. Drzwi identyczne z tymi w części biurowej, co z kolei ma dawać klientowi poczucie, iż nie ma tu lepszych i gorszych. Na korytarzach dostępny gratis szwedzki bufet płynny typu mineralna, kawa, herbata.

Osobodoba w pakiecie podstawowym kosztuje 300 zł. Indywidualnie dobrana terapia regenerująca, m.in. wątrobę, leki poprawiające nastrój, psychiatra, psycholog, catering, dodatkowo odpłatne. Przy czym ten ostatni raczej nie będzie obciążał finansowo, gdyż klient detoksykacyjny odczuwa znikomą potrzebę posiłku. Pobyt trwa od jednego do trzech dni. Przy minimalnym wysiłku na kurację może odłożyć nawet bezrobotny górnik.

Gdyby klienta indywidualnego jednak zabrakło, rozesłano trzeźwościową ofertę na kontrakty do okołośląskich gmin. Bo choć blisko pięć milionów Polaków w stanie niekomunikatywnym zatacza się codziennie na ulicach, samorządy zamykają lawinowo swoje izby. Otóż nie samofinansują się. Doprowadzani nie są skłonni uiszczać opłat za przymusowe 24-godzine zniewolenie. Argumentują, że każdy ma w domu lepszą izbę, gdzie może odespać przy empatycznej żoninej obsłudze. Jeszcze nie podpisano umów, gdyż gminy do oferty – jak do każdej nowinki – podchodzą sceptycznie. Przekonuje się je, że nie będą stratne. Przyjazna atmosfera wzbudzi wstyd w trzeźwiejących, wywołując w ich sumieniach przymus odpłatności.

Wracając do estetyki obiektu: przestrzeń robi takie wrażenie, że aż chce się pić. Jest jeszcze niewspomniana izolatka, ale to tylko na wypadek nadzwyczajnych zajść.

Zajścia

Nisza w prywatnych usługach trzeźwościowych jest tym głębsza, że trend w nadużywaniu u lepszych zbiegł się z drążeniem w narodzie swoich świętych praw człowieka, narzuconych odgórnie z Brukseli. Ledwie wzmianka w gazecie o delikatesowym rozwiązaniu sosnowieckim w kilka minut zdobyła tysiąc polubień. Niektórzy zostali z traumą po ubiegłorocznym powrocie z firmowej wigilii. Otóż – stawiają wykrzykniki – skończyło się Guantanamo bez klimatyzacji. Do tej roboty trzeba mieć wymaganą unijnie wrażliwość helsińskiego intelektualisty. Sponiewierani prześcigają się w dramaturgii przeżyć.

Przeżycia: Zostałem wyjęty z autobusu za to, że tylko bujałem się na boki. Zażądałem odstawienia mnie do domu, gdzie czekała żona. Niestety. To był początek długiej nocy. Wypuszczono mnie około południa z rachunkiem na kwotę 250 zł. No, ludzie złoci! Choć od tamtej pory minęły lata, panicznie boję się wychodzić z przyjaciółmi, piję tylko przy zasłoniętych oknach; Kazali mi przy wejściu rozebrać się do majtek, dali do przykrycia koc zalatujący moczem. Po piwie chce się sikać, więc waliłem w drzwi zamknięte od zewnątrz, ale nie mogłem doprosić się obsługi.

Albo: o fakcie, gdzie jestem, dowiedziałem się z napisu na plecach zbyt krótkiej tuniki sąsiada. Wszyscy mieliśmy je dobrane nieodpowiednio do wzrostu, świecąc pośladkami. Że o przodzie nie wspomnę; Leżałem na celi przypominającej psychiatryk z taniego horroru, z panami o bogatym życiu zewnętrznym pod postacią wszy, świerzbu, et cetera; Obok mnie spał facet, który po sprzedaży pola opijał z kontrahentką udaną transakcję. Trafił na izbę wypchany pieniędzmi, a rano nie miał nawet na autobus.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną