Społeczeństwo

Rządowa rada ds. rasizmu zlikwidowana, a przemocy na polskich ulicach coraz więcej

Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Czy PiS naprawdę nie dostrzega problemu, czy może wzrost nastrojów ksenofobicznych jest mu na rękę, bo flirtuje ze środowiskami nacjonalistycznymi?

„Nie przyjmiemy żadnych ustaw o mowie nienawiści, żadnych tego typu wynalazków” – zapowiedział podczas ostatniego wystąpienia prezes Jarosław Kaczyński. Według niego Polska, w przeciwieństwie do Zachodu, będzie wyspą wolności, nietłamszoną przez żadną poprawność polityczną. Kilka dni wcześniej premier Beata Szydło jednym pociągnięciem pióra zlikwidowała Radę ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji.

Radę powołał w 2013 r. premier Donald Tusk na wniosek jej pomysłodawcy Michała Boniego. Skupiała przedstawicieli wszystkich ministerstw i instytucji zajmujących się tą tematyką. Było to jedyne gremium, które koordynowało działania administracji rządowej, samorządowej i innych podmiotów w zakresie przeciwdziałania ksenofobii i związanej z nią dyskryminacji. Jej przedstawiciele mieli spotykać się co najmniej raz na pół roku, by uzgadniać działania służące zwalczaniu przestępstw z nienawiści.

Rada wdrożyła m.in. program przeciwdziałania rasizmowi na Podlasiu, powołała grupę ds. utworzenia „słownika mowy nienawiści”, miała w planach stworzenie baz danych i mapy ryzyka, a także przeprowadzenia szkoleń dla pełnomocników wojewodów ds. mniejszości narodowych i etnicznych.

Tego samego dnia, gdy prezes Kaczyński mówił o „wynalazkach w typie mowy nienawiści”, w sklepie w centrum Warszawy został ciężko pobity dramaturg i reżyser Paweł Demirski, gdy stanął w obronie obrażanego przez kiboli Pakistańczyka. Doniesień o wyzwiskach, obelgach czy aktach przemocy, jakich na ulicach polskich miast doświadczają ludzie o ciemniejszym kolorze skóry, jest coraz więcej.

Niedawno władze Politechniki Białostockiej poradziły studentom obcokrajowcom, by nie opuszczali gmachu akademika, bo w mieście świętuje swoją rocznicę ONR. Wzrost nastrojów nacjonalistycznych, związanych m.in. z kryzysem migracyjnym, widać gołym okiem.

W ostatnim sondażu Millword Brown dla TVN ponad połowa Polaków przyznała, że dostrzega wzrost sympatii nacjonalistycznych w społeczeństwie. Na pytanie, czy dostrzega pan/pani nasilenie się postaw nacjonalistycznych, 22 proc. respondentów odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a 33 proc. „raczej tak”.

Likwidację Rady skwitowano lakonicznym komunikatem, że jej funkcjonowanie „jest niecelowe” i wynika z reformy kompetencyjnej rządu. Jednak w obecnych czasach i przy tej atmosferze to posunięcie ma walor symboliczny. Pytanie tylko, czy rządząca partia jest ślepa i nie dostrzega problemu, czy może – i to byłoby jeszcze groźniejsze – wzrost nastrojów ksenofobicznych jest jej na rękę, bo nie od dziś flirtuje ze środowiskami nacjonalistycznymi.

Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną