Polacy wydają rekordowe sumy na suplementy leczące choroby, które nie istnieją

Zmora doktora znachora
Masowe oszustwo polega na tym, że reklamy skonstruowane są tak, byśmy byli przekonani, że kupujemy właśnie lek. I to lek o cudownym działaniu.
Freestocks.org/StockSnap.io

Masowe oszustwo polega na tym, że reklamy skonstruowane są tak, byśmy byli przekonani, że kupujemy właśnie lek. I to lek o cudownym działaniu.

Oferta cudownych, przez nikogo niebadanych specyfików na wymyślone i prawdziwe choroby jest coraz bogatsza.
Getty Images

Oferta cudownych, przez nikogo niebadanych specyfików na wymyślone i prawdziwe choroby jest coraz bogatsza.

audio

AudioPolityka Joanna Solska - Zmora doktora znachora

Na razie producenci suplementów z GIS także bawią się w kotka i myszkę. Kiedy inspektor sanitarny poprosił producenta o przedstawienie wiarygodnych badań, że suplement zawierający śladowe ilości miłorzębu japońskiego rzeczywiście poprawia pamięć, reklama po prostu zniknęła. Suplement w aptekach nadal jest sprzedawany, bo ludzie reklamę pamiętają.

Marek Posobkiewicz, główny inspektor sanitarny, może karać do 30-krotności średniej krajowej. To już nie są niskie kary, a jednak nie odstraszają. Zwłaszcza że nikt tak poważnie po kieszeni nie dostał. Producenci kilkutysięczne mandaty wkalkulowują w koszty albo się od nich odwołują. Z danych GIS wynika, że ściga on głównie tych, którzy wprowadzają na rynek suplementy nielegalnie, nie zgłaszając tego w urzędzie. Im bardziej ich reklama jest agresywna, tym specyfik lepiej się sprzedaje. Posobkiewicz odbija piłeczkę, bo nie uważa, że lekarze GIS znają się na reklamach lepiej niż prawnicy UOKiK.

Zna się na nich Rada Reklamy. Konrad Drozdowski uważa jednak, że reklamy suplementów powoli się cywilizują. W minionym roku nie było przypadku, żeby eksperci rady uznali zasadność kierowanych przeciwko reklamom zarzutów.

Konsument może się w tym pogubić. Marek Posobkiewicz upiera się, że żaden suplement diety nie ma prawa zawierać żadnej substancji poprawiającej potencję. Jeśli zawiera (był taki przypadek i producent musiał specyfik z rynku wycofać), to jego producent popełnia przestępstwo. Konsumentowi sprzedaje się złudzenia. Ciągle jednak bezkarnie.

Zarówno UOKiK, jak i GIS więcej spodziewają się po organizacjach branżowych. W Europie Zachodniej to one nie pozwalają swoim członkom na reklamowe oszustwa. Kodeksy etyczne w Wielkiej Brytanii czy Francji na takie ekscesy reklamowe jak w Polsce nie pozwalają. Po pierwsze – nie wolno oszukiwać konsumentów, że suplementy leczą, bo nie leczą. Żadne, nawet te najbardziej cudowne. To tylko dodatek uzupełniający dietę, jak sama nazwa wskazuje. Po drugie – reklamować ich nie mają prawa nie tylko lekarze, lecz także udające ich osoby w białych fartuchach. Po trzecie – producent w reklamie musi wyraźnie zaznaczać, że suplement to suplement. I nie wolno mu powoływać się na nieistniejące badania.

Więc UOKiK, jeszcze za prezesury Adama Jassera, zobligował branżę producentów i dystrybutorów suplementów diety, żeby również się samoograniczyła. Według Doroty Karczewskiej na razie idzie to słabo. Projekt wprawdzie jest gotowy, ale kodeks żadnych kar za jego złamanie nie przewiduje.

Wygląda więc na to, że kilkanaście różnych urzędów powołanych do ochrony konsumentów nic nie może. Niedawno w jednej ze stacji telewizyjnych pojawiła się reklama cudownego środka na usunięcie żylaków. Za jedyne 430 zł. Każdy jednak, kto zamówi go nie później jak 15 minut po emisji, zapłaci „tylko” 89 zł. UOKiK, który zaniepokoił się nieuczciwym przekazem, okazał się bezsilny. Reklamę wykupił wprawdzie polski milioner, ale prowadzący swoje interesy poza krajem. Zniknęła tylko dlatego, że umowę z biznesmenem, po sugestii urzędu, zdecydowała się zerwać telewizja.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj