Społeczeństwo

Dzień Sakkala

Polska-USA: dziwne ekstradycje

Zatrzymanie w Alejach Ujazdowskich – fotografia z materiałów policyjnych Zatrzymanie w Alejach Ujazdowskich – fotografia z materiałów policyjnych cbsp.policja.pl
Amerykańscy agenci ściągnęli do Polski przestępców, którymi sami przez lata sterowali, po to tylko, żebyśmy ich tu zatrzymali i następnie im wydali. Czy to nie dziwne?
Pomysłodawcą i organizatorem spotkania był tajny agent „pod przykryciem” amerykańskich służb specjalnych, a konkretnie Amerykańskiej Agencji Narkotykowej DEA.Jonathan Ernst/Reuters/Forum Pomysłodawcą i organizatorem spotkania był tajny agent „pod przykryciem” amerykańskich służb specjalnych, a konkretnie Amerykańskiej Agencji Narkotykowej DEA.

Środek dnia. Aleje Ujazdowskie, blisko parlament i ambasada amerykańska, i nagle sceny jak z sensacyjnego filmu. W jednej chwili kilka nieoznakowanych aut z kogutami na dachach blokuje ulicę. W huku wystrzałów i wybuchów grupa mężczyzn w czarnych kominiarkach biegnie chodnikiem. Przechodząca akurat kobieta w panice rzuca się do ucieczki, a oni wpadają, jeden za drugim, w ciemną bramę pobliskiej kamienicy. Widać, jak kogoś obezwładniają i po chwili wyprowadzają.

„Działali w tym miejscu nasi policjanci. Przeprowadzili zatrzymania, użyliśmy granatów hukowych, żeby wykorzystać element zaskoczenia” – mówiła po akcji Agnieszka Hamelusz z Centralnego Biura Śledczego Policji portalowi TVN, który zawiadomili świadkowie. Nic więcej nie chciała powiedzieć. Dopiero dwa dni później Centralne Biuro Śledcze Policji publikuje lakoniczny komunikat, że zatrzymano trzech obcokrajowców podejrzewanych o handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy. Policjanci zostali poinformowani przez amerykańskie służby specjalne, że w Warszawie ma dojść do spotkania i sprzedaży 50 kg kokainy.

Naprawdę pomysłodawcą i organizatorem tego spotkania był tajny agent „pod przykryciem” amerykańskich służb specjalnych, a konkretnie Amerykańskiej Agencji Narkotykowej DEA. To on wyznaczył czas i miejsce. On zaproponował, że kokainę dostarczy. Jako zaliczka na konto założone specjalnie przez Agencję Antynarkotykową wpłynął właśnie milion dolarów, bez paru groszy. Wysłał je zatrzymany w Warszawie obywatel Izraela Jalal A. Agent poprosił go o przyjazd do Warszawy pod pretekstem zapoznania się z jego zmiennikiem Pedro, jako tym, który przekaże mu zamówioną kokainę w Izraelu.

Ale ważniejszą postacią, którą planowano zatrzymać, był Nabeel Sakkal, alias Nabil Al Sakkal, alias Bazul Siggal, alias Tryacho Marinov, alias Mitchov itd. Jordańczyk z Cypru, podejrzewany o handel bronią na wielką skalę. Jemu agent powiedział, żeby przyjechał do Warszawy, bo ma do przekazania 200 tys. euro do „wyprania”. Amerykańskie służby kręciły się wokół niego od lat.

Prezentuj broń

Historia zaczęła się w 2008 r. Amerykański agent działający pod przykryciem w Kolumbii szukał kontaktu do kogoś z Bliskiego Wschodu, kto mógłby prać pieniądze z narkotyków w Europie i przekazywać je do USA. Rozsiał informację, że ma na Cyprze 220 tys. euro do wyprania. Tak dostał nazwisko 51-letniego, mieszkającego na Cyprze, Jordańczyka Nabeela Sakkala i hasło do kontaktu.

Do spotkania doszło od razu w 2008 r., w Nikozji. Sakkal najpierw chętnie zgodził się wyprać pieniądze, opowiadał o własnych możliwościach, ale potem nagle się wycofał, a transakcję przekazał komuś innemu. W aktach ta osoba występuje jako „Podmiot 1”. Agent spotkał się z nim w Kopenhadze. Z Sakkalem utrzymywał sporadyczny kontakt, pisał maile, dzwonił, ale nie ma śladu, by coś z tych kontaktów wynikało.

Aż w czerwcu 2012 r. – jak wynika z akt sprawy – „Podmiot 1” przekazał nagle agentowi, że Nabeel Sakkal zwrócił się do niego o „takie same dokumenty, o których rozmawiali na spotkaniu w Sofii w maju 2010 r.”. O co chodzi? – dociskał agent. „Podmiot 1” odesłał go do samego Sakkala, a ten odpowiedział krótko: „Chodzi o broń”. Agent wszedł w grę: „Ile? co?”. I odpowiedź: „Szukam broni przeciwczołgowej, przeciwlotniczej, teleskopów z noktowizorem, broni snajperskiej z tłumikiem i noktowizorem”. „Czy mówisz poważnie o broni?” – dopytywał agent. „Bardzo poważnie” – brzmiała odpowiedź. To był moment, gdy głównym przedmiotem dochodzenia stało się nie pranie pieniędzy, lecz potencjalne transakcje zakupu broni oraz zidentyfikowanie wspólników.

28 listopada 2012 r. spotkali się w Wielkiej Brytanii. Jordańczyk wyjaśniał wówczas agentowi, że chodzi o broń do użycia w innych krajach, dostarczoną do Turcji. Że może ją też odebrać w Wielkiej Brytanii. Umówili się, że kupiec przyśle zdjęcia i dokładny opis, czego potrzebuje, i 22 grudnia 2012 r. nadeszła długa lista, a w niej m.in. sowiecki pocisk kumulacyjny PG-7L 93 mm i 105 mm, moździerz 120 mm, karabin DShK, kałasznikowy, karabiny M-16, wyrzutnie przeciwlotnicze itd.

Agent umówił więc kolejne spotkanie: w sierpniu 2013 r., tym razem w Budapeszcie. Wszystko obstawione przez amerykańskie służby. Do Amerykanina dołączył jeszcze jeden agent, przedstawiony jako wspólnik – i przez Skype’a demonstrował rodzaje broni, które może dostarczyć.

W tym miejscu w dokumentach wątek sprzedaży broni się urywa. W lutym 2014 r. jest mowa o mailu z „drobnym zamówieniem broni do Libanu” – prośba o rakiety przeciwlotnicze, granatniki przeciwpancerne, inne rodzaje broni i lornetki noktowizyjne. Na koniec sugestia, że wkrótce będzie duże zamówienie do Turcji. O tym, co dalej, w raporcie jest tylko jedno enigmatyczne zdanie: „Do transakcji sprzedaży broni nie doszło”.

Agent wrócił więc do tematu prania brudnych pieniędzy. We wrześniu 2015 r. napisał do Sakkala, że ma w Paryżu 200–300 tys. euro z narkotyków do wyprania. To jest ważne, bo według amerykańskiego prawa wymagana jest świadomość, że uczestniczy się w praniu pieniędzy właśnie z narkotyków, kary są wówczas wysokie, do 20 lat.

Nabeel zgodził się przyjechać do Paryża po pieniądze. Umówili się w lobby hotelu Le Meridien o 9 rano. Wszystko było obstawione przez amerykańskie służby – pełna rejestracja audio i wideo, podsłuch w lokalu, obserwacja. Francuzi przechwycili i nagrali dla Amerykanów rozmowy telefoniczne Sakkala. Spotkanie było krótkie, agent przyniósł 180 tys. euro w plecaku, Sakkal wziął pieniądze i wyszedł, przez nikogo nie niepokojony. Po potrąceniu ustalonych 8 proc. prowizji pieniądze wróciły z firmy w Dubaju na konto założone specjalnie przez DEA do USA, wraz z fałszywą fakturą za aparaturę do rezonansu magnetycznego.

Dwa miesiące później, na początku października 2015 r., to Nabeel Sakkal zwrócił się do agenta, że ma kupca na dużą ilość kokainy. Klientem tym okazał się zatrzymany w Al. Ujazdowskich Izraelczyk Jalal A. Agent pojechał za nim do Bogoty, omówili trasę kokainy i cenę, wszystko nagrywano. Późniejsze rozmowy telefoniczne Izraelczyka z tajnym agentem toczyły się jeszcze przez prawie pięć miesięcy i głównie dotyczyły problemów z zebraniem miliona dolarów zaliczki na koszty.

Najważniejszy nie przyjeżdża

I wtedy agent wyznaczył spotkanie w Warszawie, na 15 marca 2016. Od dłuższego czasu namawiał samego Sakkala na przyjazd do Polski, mówił, że tu są bardzo ważni ludzie, których powinien poznać. Sakkal próbował zmienić miejsce spotkania z Warszawy na Turcję, ale agent odmówił.

Dlaczego amerykańskie służby na miejsce finału wieloletniej operacji i aresztowania wybrały akurat Polskę? Przedstawiciel DEA w Warszawie odmówił rozmowy. Może przyczyną jest to, że amerykańskie wnioski ekstradycyjne są w Polsce traktowane życzliwie? Że służby amerykańskie poczynają sobie u nas nadto swobodnie. Bez procesu, przy interwencji FBI, przebiegło wydanie Amerykanom aresztowanego przez CBŚ słynnego fałszerza, który po kilku miesiącach wrócił do Polski, wypuszczony przez amerykański wymiar sprawiedliwości. Sprawa wyszła na jaw, gdy ponownie został aresztowany.

Podobnie było w niedawnej historii Mateusza Z., który został zaproszony przez funkcjonariuszy FBI na spotkanie do hotelu w Krakowie i tam został przesłuchany, pobrano od niego materiał biologiczny do badań i na tej podstawie następnie oskarżono go o zabójstwo i wystąpiono o jego ekstradycję do USA. Pierwszy sąd wydał zgodę, po apelacji proces o wydanie zacznie się od nowa.

Gdy padła nazwa: Warszawa, amerykańska maszyneria poszła w ruch. 4 marca na wniosek Agencji DEA i prokuratora federalny sędzia wydał potrzebną skargę karną – co równa się naszemu wszczęciu formalnego postępowania, umożliwia wydanie nakazu zatrzymania i ściganie. Jeszcze tego samego dnia do polskiej prokuratury trafił wniosek o zatrzymanie Sakkala i innych w celu ekstradycji. Jednak Nabeel Sakkal przesunął spotkanie, tłumacząc się problemami z uzyskaniem polskiej wizy. Agent zaproponował nowy termin – 20 kwietnia. Tuż przed tą datą ambasada amerykańska przypomniała polskiej prokuraturze, że wniosek z marca jest nadal aktualny. Pismo przekazano do Biura Międzynarodowej Współpracy Komendy Głównej Policji, do Centralnego Biura Śledczego, z prośbą o udzielenie pomocy prawnej i o skoordynowanie działań policji, prokuratury i ambasady.

Wszystko zgrano co do minuty, nawet nadanie zarezerwowanej dla najniebezpieczniejszych przestępców czerwonej noty przez Interpol na wniosek biura w Waszyngtonie ukazało się dokładnie w dniu spotkania – wyznaczonego w Warszawie na godz. 13. Do akcji zabrano 14 funkcjonariuszy wydziału III, antyterrorystycznego, CBŚP. Czekali rozstawieni. Ruszyli, gdy o 14.30 przyszedł sygnał, że obserwowani wychodzą po spotkaniu. Było ich trzech. Izraelczyk Jajal A. i bracia Sakkalowie: Essam i najmłodszy Amjad Sakkal, niezwiązany ze sprawą.

Głównego poszukiwanego Nabeela Sakkala nie było. Okazało się, że tuż przed wylotem został zatrzymany w Jordanii w związku z praniem brudnych pieniędzy, ale już jest na wolności. Jordania nie ma umowy ekstradycyjnej z USA. Z drugiej strony – w bazie Interpolu nie figuruje nawet jako poszukiwany przez USA.

Amerykanie idą na skróty

Najmłodszego z braci Sakkal – Amjada – zwolniono. Nie było żadnych podstaw do zatrzymania. Dowody na przestępczą działalność aresztowanego Essama, jakie znalazły się we wniosku ekstradycyjnym, są takie, że raz powiedział do agenta: „Ja i Nabeel to jedno” i raz, gdy agent DEA spytał go przez Skype’a, czy pamięta transakcję w Paryżu, odpowiedział, że tak. Co ma według Amerykanów być dowodem, że współuczestniczył w przestępczej działalności brata. Mówi się, że Eseem ma stać się dla amerykańskich służb zakładnikiem, przez którego dobiorą się do brata. Takie negocjacje mają nawet już trwać – o czym Eseem powiedział w sądzie: 17 maja został z aresztu przywieziony do prokuratury, gdzie obok polskiego prokuratora obecni byli ci, którzy namawiali go do składania zeznań obciążających brata. To może wskazywać, że mimowolnie staliśmy się areną gry amerykańskich służb.

Adwokaci zatrzymanych mówili na rozprawie ekstradycyjnej o zastosowanej tu przez Amerykanów prowokacji, u nas niedopuszczalnej i sprzecznej z prawem – bo też w zasadzie wszystkie zarzucane Nabeelowi Sakkalowi przestępstwa były wywołane przez służby. Podkreślali, że koniecznie trzeba ustalić, na jakiej podstawie operacja prowadzona przez tajnego agenta USA odbywała się w Polsce? Potrzeba na to zgody polskich władz. Czy więc nie doszło do nielegalnej działalności służb amerykańskich na terytorium RP?

Sąd stwierdził jednak, że procedura ekstradycji nie daje podstaw do weryfikowania materiału dowodowego, a zasadą jest domniemanie dobrej intencji ze strony wnioskującego o ekstradycję, i wyraził zgodę na przekazanie zatrzymanych do Stanów. Ich adwokaci zaskarżyli tę decyzję. – Sprawa o ekstradycję wymaga choćby zbadania podstaw wniosku, dowodów, czy stawiane zarzuty mają podstawę. Relacja agenta to za mało. Sędzia amerykański rozprawił się z naszym wnioskiem o wydanie Edwarda Mazura, uznając, że jest zbyt ogólny, oparty na domniemaniach. Tymczasem Amerykanie poszli na skróty, piszą np., że „zrobili coś Sakkale”. Ale który z nich? Jeden brat, może drugi, a może ten trzeci? To podważa fundament europejskiego prawa karnego – denerwuje się na takie praktyki dr Łukasz Chojniak, adwokat Essama Sakkala.

Odwoławcza rozprawa o ekstradycję zatrzymanych – 23 sierpnia.

Na posiedzeniu 23 sierpnia 2016 r. sąd apelacyjny podtrzymał zgodę na ekstradycję uznając, jak wcześniej sąd okręgowy, że nie ma potrzeby badać podstaw wniosku, że zaufanie do strony żądającej wydania wystarczy. – To orzeczenie, w mojej ocenie, rażąco narusza wiele przepisów, więc oczywiście wniesiemy o skierowanie kasacji do Sądu Najwyższego wraz z wnioskiem o zawieszenie wykonania tego postanowienia – mówi adwokat Łukasz Chojniak. Czy Sąd Najwyższy zdąży, nie wiadomo, bo formalnie już dzisiaj zgoda sądu na ekstradycję jako prawomocna  może trafić na biurko Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który podejmie ostateczną decyzję o zgodzie na tę ekstradycję. 

Polityka 35.2016 (3074) z dnia 23.08.2016; Społeczeństwo; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Dzień Sakkala"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Polscy autorzy plagiatorzy

Dzisiejszy czytelnik potrafi szybko wytropić podobieństwa i oskarżyć o plagiat. Przekonali się o tym kolejni polscy autorzy.

Aleksandra Żelazińska
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną