Zrzeszeni w akcji „Jestem chrześcijaninem” chcą zabijać dla Jezusa. A Kościół na to przyzwala
Dumni z tak pojmowanego chrześcijaństwa, gotowi są zabijać i bronić swoich wartości, które siłą ktoś może im odebrać.
Flickr CC by 2.0

Kiedyś symbolem chrześcijaństwa był krzyż, dziś broń palna gotowa do strzału. Przynajmniej do takich wniosków skłania akcja #jestemchrześcijaninem. Deklarację wiary składają ludzie pozujący na zdjęciach z bronią w ręku. Do kogo chcą strzelać?

Inicjatorzy akcji to m.in. Marian Kowalski, szef ruchu narodowego, i Paweł Chojecki, pastor Kościoła Nowego Przymierza, znany z ksenofobicznych wystąpień. Wspólnie zachęcają do publikowania zdjęć z bronią i wyznaniem wiary jednocześnie.

Kto tam pozuje? Bohaterowie zdjęć nie ujawniają swoich nazwisk, ale pokazują twarze. Pozują na strzelnicy, w ogrodowych tujach, na tle prania i ozdobnych serduszek z wikliny. Kto nie ma spluwy – kuca choć przy działku na okręcie wojennym. Są wśród nich głównie mężczyźni (młodzi i w średnim wieku), ale nie brakuje długowłosych dziewcząt, harcerzy i oczywiście przywódcy narodowców.

Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak fotografia przedstawiająca mężczyznę z dziewczynką. On: trzyma broń, na ręku wytatuowany krzyż. Na piersiach Maria i Lech Kaczyńscy, lotnicza szachownica, „pamiętamy”. W tle: obrazek święty, Jezus udzielający błogosławieństwa. Ale jest jeszcze dziecko: kilkuletnia dziewczynka, w skupieniu patrząca w obiektyw. W złączonych paluszkach trzyma polskie godło.

Jaki przekaz ma nieść ta fotografia? Co ma wspólnego z miłością bliźniego, patriotyzmem i rodzicielską miłością nakazującą chronić dzieci? Jak tłumaczy Chojecki: „To ojciec rodziny. Czuje się mężczyzną upoważnionym do obrony rodziny, do tego patriota i wierzący. Promowanie tych postaw jest niezbędne”. Oczywiście głównie w kontekście uchodźców. Ale każdy pretekst jest dobry (rocznica rzezi na Wołyniu, odgrzewanie sprawy Trynkiewicza, Święto Flagi), by zachęcać do zbrojenia się z Bogiem na ustach.

Oficjalnie uczestnicy solidaryzują się z ofiarami masakry w Roseburgu w Stanach. Rok temu szaleniec zastrzelił w szkole dziewięć osób, na swoje ofiary miał wybierać chrześcijan. Wówczas akcja #jestemchrześcijaninem miała niewielki zasięg, skupiła kilkaset ludzi.

W tym roku jest inaczej – to już blisko 10 tysięcy. Co się stało? Czy to pamięć o ofiarach strzelaniny tak porusza sumienia polskich chrześcijan? To raczej klimat przyzwolenia na przemoc. Nie ma tygodnia, by media nie podawały informacji o motywowanych ksenofobią, rasizmem lub homofobią aktach przemocy. Zastraszanie Azjatek w stołecznym metrze, pobicie w tramwaju profesora ośmielającego się mówić po niemiecku, niszczenie auta dziewczyny o ciemniejszej karnacji. To ostatnie dni. I nie są to epizodyczne wyjątki, tylko nasza nowa, brunatna rzeczywistość.

Do tego przykład idzie z góry – wystarczy wspomnieć kazania nienawiści (ks. Międlar i ks. Kneblewski), bezczeszczenie nagrobków żołnierzy, paradowanie głowy państwa na tle proporców organizacji nacjonalistycznych.

Jak zawsze w takich przypadkach, pojawiają się uspokajające głosy (to nic takiego, ludzie dzielą się swoją sportową pasją, nie dyskryminujcie katolików). Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że ksenofobiczne nastroje materializują się poza dyskusjami. Akcja przypomina zawołanie rzymskich legionistów (Deus nobiscum), które po swojemu rozumieli żołnierze Wehrmachtu. Na klamrach od mundurów grawerowali przecież: „Gott mit uns”. Polskim organizatorom do tej retoryki już bardzo blisko.

Sprawą zajął się już Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. – Ja też zajmę się tym ośrodkiem – skwitował Chojecki. Dodał: – Co lewaków denerwuje? Ojciec, który jest odpowiedzialny za swoją rodzinę. Który wychowuje swoje dzieci w duchu patriotyzmu i chrześcijaństwa.

Dumni z tak pojmowanego chrześcijaństwa, gotowi są zabijać i bronić swoich wartości, które siłą ktoś może im odebrać. Kto? Nie bardzo wiadomo, choć w katalogu wrogów wymieniani są tradycyjnie lewacy, islamiści i homoseksualiści.

Tak skrzywiony obraz chrześcijaństwa wpisuje się w retorykę organizatorów. Szermują oni wyjętymi z kontekstu cytatami z Biblii, na siłę szukają autorytetów. Wciągnęli w nią Adama Asnyka („Mężom przystoi w milczeniu się zbroić”) i K.K. Baczyńskiego. To kolejne zawłaszczanie symboli. Uważają, że „pacyfizm to zbrodnicza idea, z piekła rodem”. Uważają się za chrześcijan, ale papieża Franciszka nazywają „orędownikiem fałszywego miłosierdzia”.

Teraz Boga i przemoc chce osobliwie połączyć Polak katolik. Taki, co w imię Jezusa i dla Jezusa nie chce ginąć, ale zabijać. Co na to przedstawiciele polskiego Kościoła? Ostatnio odmówili podania otwartej dłoni, przekazania znaku pokoju osobom homoseksualnym. Teraz, gdy w tej dłoni inni chrześcijanie trzymają broń, Kościół się nie sprzeciwia.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną