Kontrowersyjni kierowcy 75+

Kwadratura kierownicy
Chorzy kierowcy to temat drażliwy. Zwłaszcza gdy chodzi o osoby wiekowe.
Połowa osób we wczesnym stadium choroby Alzheimera nie jest w stanie zdać standaryzowanego testu w ruchu drogowym.
123 RF

Połowa osób we wczesnym stadium choroby Alzheimera nie jest w stanie zdać standaryzowanego testu w ruchu drogowym.

Choroba Huntingtona ogranicza zdolność kierowania bardzo wcześnie, a parkinson – dopiero w późnej fazie.
Mirosław Gryń/Polityka

Choroba Huntingtona ogranicza zdolność kierowania bardzo wcześnie, a parkinson – dopiero w późnej fazie.

Zaawansowany wiek nie oznacza, że automatycznie jest się gorszym kierowcą. Wiele starszych osób świetnie prowadzi, cechuje je doświadczenie i umiar. Ale bywa inaczej. Doktor Dorocie Ussorowskiej skóra cierpnie, gdy widzi, jak pacjenci z zaawansowanymi chorobami zwyrodnieniowymi mózgu podjeżdżają autami pod Centrum Medyczne Senior w Sopocie. Mieści się tutaj Dzienny Oddział Psychogeriatryczny, a Ussorowska jest internistą, geriatrą i psychiatrą. Wie, że ci chorzy już dawno powinni się pożegnać z kierownicą. Kiedyś, zdiagnozowawszy pana w głębokim otępieniu, któremu żona towarzyszyła w aucie jako pasażerka, poprosiła ją na rozmowę. – Pani mąż nie powinien prowadzić auta. Pani na to: – No nie, myśmy dopiero niedawno ten samochód kupili. Jeździmy na zakupy i będziemy jeździć, bo ja nie mogę dźwigać. Lekarce udało się skontaktować z córką pacjenta. Ta stwierdziła, że o wszystkim wie, ale nie jest w stanie nic zrobić. Bo będzie wojna.

Wcale nie jest tak, że wszyscy kierowcy w słusznym wieku są niebezpieczni. Nawet jeśli osoby starsze miewają dużo różnych przypadłości, które nie sprzyjają kierowaniu autem, to nie ograniczają ich zdolności do oceny sytuacji. Zauważają moment, w którym nie należy już siadać za kierownicą. Jednak jest spory odsetek niedostrzegających swoich ograniczeń.

Wersje destrukcji

Nie jest też tak, że starsi jeżdżą autami tylko do kościółka, ostrożnie i defensywnie. Przeciwnie, nowe pokolenie starszych nierzadko jeździ ostro, a brak krytycyzmu nasila to zjawisko. Jeden z pacjentów dr Ussorowskiej tak się irytował, gdy jakieś duże auto zasłaniało mu widok, że natychmiast przyśpieszał, by wyprzedzić. Kilka razy wyjechał na czołówkę. Cudem uniknął zderzenia. Żona, żeby towarzyszyć mężowi w podróżach, faszerowała się środkami uspokajającymi. Ale nie była w stanie go przekonać, by odpuścił kierowanie.

Najbardziej rozpowszechnionym zespołem otępiennym wyłączającym krytycyzm jest choroba Alzheimera. Według dr. hab. Tomasza Gabryelewicza z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN liczbę chorych na tę chorobę w Polsce można szacować na 300 do 500 tys. osób. Rozpowszechnienie chorób otępiennych rośnie wraz z wiekiem. Szacuje się, że w krajach rozwiniętych występują one u 1,5 proc. osób w wieku 65 lat, natomiast w wieku 90 lat już u ok. 30 proc. osób. W 2013 r. osoby w wieku 65+ stanowiły 14,7 proc. ogółu ludności w Polsce, w 2035 r. w tej grupie wiekowej będzie co czwarty Polak, a 15 lat później co trzeci. Choroby neurozwyrodnieniowe mózgu są postrachem starzejących się społeczeństw. Może większym niż nowotwory. Bo w końcowej fazie odbierają tożsamość, uzależniają od innych. Bo na razie dysponujemy tylko lekami, które negatywne procesy spowalniają, ale nie odwracają.

To nie znaczy, że każdy chory na alzheimera od razu nie jest zdolny do tego, by kierować samochodem. To zależy od zaawansowania choroby. Problemem jest wychwycenie momentu, kiedy należy odłożyć kluczyki. Problem dotyczy także innych chorób otępiennych. Anna Przewłócka na łamach „Polskiego Przeglądu Neurologicznego” opisuje, jak różne typy demencji wpływają na zdolność prowadzenia pojazdów. Jeden wariant choroby Alzheimera powoduje np. ryzyko zagubienia się na drodze i związany z tym niepokój, który utrudnia koncentrację, w innym wariancie tej samej choroby trudności wiążą się z funkcjami wzrokowo-przestrzennymi (np. oceną odległości, percepcją zależności przestrzennych między przedmiotami).

Przewłócka przywołuje badania, z których wynika, że połowa osób we wczesnym stadium choroby Alzheimera nie jest w stanie zdać standaryzowanego testu w ruchu drogowym, na którym polega zaledwie 3 proc. osób zdrowych. Aż 33 proc. osób z tą chorobą, które wciąż prowadzą samochód, w ciągu półrocza poprzedzającego badanie uczestniczyło w kolizji drogowej. Niektórzy specjaliści uważają, że chorzy na alzheimera w ogóle nie powinni prowadzić, inni są za indywidualną oceną i monitorowaniem chorego co 6 miesięcy.

Choroba Huntingtona ogranicza zdolność kierowania bardzo wcześnie, a parkinson – dopiero w późnej fazie. Afazja – znów zależnie od wariantu. Rodziny osób z otępieniem czołowo-skroniowym obserwują u chorych zachowania antyspołeczne na drodze oraz dużą impulsywność jazdy. Ich obserwacje potwierdziły badania na symulatorze – osoby te częściej niż zdrowe przekraczały prędkość, ignorowały znak „stop”, powodowały kolizje. Krótko mówiąc, z tą chorobą wiąże się skłonność do jazdy ryzykownej.

Wiedza medyczno-psychologiczna nijak się nie przekłada na praktykę urzędów, które decydują o uprawnieniach do niezawodowego kierowania pojazdami. Problem oddzielenia chorego od kierownicy spada na rodziny. A te zwykle nie potrafią nic zaradzić.

Bliscy w potrzasku

Ojciec pana A. choruje na alzheimera. Są dni, kiedy funkcjonuje dobrze, a są takie, że nie pamięta, w jaki sposób włączyć telewizor. Płacze nad pilotem. – Gdy jadę z nim samochodem, to cierpnę, bo stwarza zagrożenie – opowiada syn. – Z lękiem czekam, kiedy dojdzie do kolizji. To nie musi być jego wina. Wystarczy, że nie zareaguje tak szybko, jak trzeba. Reakcje ma opóźnione, nie używa drugiego biegu, tylko jedynka, trójka, jedynka, trójka... Na szczęście mieszkamy w małej miejscowości, gdzie droga jest prosta.

Pan A. przez kilka lat słyszał, że wmawia ojcu chorobę, a ojciec myli się i zapomina ze zmęczenia. Aż rodzice pana A. pojechali do centrum handlowego i po zakupach nie mogli odnaleźć zaparkowanego samochodu. Potem wizyta u lekarza, diagnoza, pytanie, czy prowadzi auto. Już nie pracował, ale lekarce powiedział, że potrzebuje samochodu do pracy.

Półtora roku temu miał stłuczkę, otarł się o kogoś przy wyprzedzaniu. Wąska droga. Tamten mówił, że ojciec odbił lekko w lewo. Ale mogło być odwrotnie. Pan A. senior był skołowany. Lecz policjantom nie przyszło na myśl, aby skierować go na badania lekarskie pod kątem zdolności do prowadzenia auta. Bo wiadomo, że stłuczka to nerwy, więc to normalne, że ludzie zachowują się różnie. W tym roku na wiosnę znów doszło do stłuczki.

Lekarka kilka miesięcy temu wystawiła zaświadczenie o chorobie ojca pana A. Żona schowała je do szuflady. Mąż ją wszędzie wozi, a ona uspokaja syna: przecież ja siedzę obok i mu podpowiadam, co ma robić. – Chyba wtedy, gdy jej wygodnie, nie przyjmuje choroby ojca do wiadomości – uważa pan A. – Ja wydeptuję ścieżki. Rozmawiałem z policją. Powiedzieli, że ojciec musiałby spowodować poważną kolizję. W wydziale komunikacji w starostwie też mówią, że nie mają narzędzi, żeby zadziałać. Panią doktor obowiązuje tajemnica lekarska. Zewnętrznie tata nie wygląda na chorego. Mama by wszystkim powiedziała, że ja zabrałem tacie prawo jazdy. Staram się postępować delikatnie, dla taty prawo jazdy jest jedną z ostatnich rzeczy, które mu pozostały z dotychczasowego życia.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną