Zaawansowany wiek nie oznacza, że automatycznie jest się gorszym kierowcą. Wiele starszych osób świetnie prowadzi, cechuje je doświadczenie i umiar. Ale bywa inaczej. Doktor Dorocie Ussorowskiej skóra cierpnie, gdy widzi, jak pacjenci z zaawansowanymi chorobami zwyrodnieniowymi mózgu podjeżdżają autami pod Centrum Medyczne Senior w Sopocie. Mieści się tutaj Dzienny Oddział Psychogeriatryczny, a Ussorowska jest internistą, geriatrą i psychiatrą. Wie, że ci chorzy już dawno powinni się pożegnać z kierownicą. Kiedyś, zdiagnozowawszy pana w głębokim otępieniu, któremu żona towarzyszyła w aucie jako pasażerka, poprosiła ją na rozmowę. – Pani mąż nie powinien prowadzić auta. Pani na to: – No nie, myśmy dopiero niedawno ten samochód kupili. Jeździmy na zakupy i będziemy jeździć, bo ja nie mogę dźwigać. Lekarce udało się skontaktować z córką pacjenta. Ta stwierdziła, że o wszystkim wie, ale nie jest w stanie nic zrobić. Bo będzie wojna.
Wcale nie jest tak, że wszyscy kierowcy w słusznym wieku są niebezpieczni. Nawet jeśli osoby starsze miewają dużo różnych przypadłości, które nie sprzyjają kierowaniu autem, to nie ograniczają ich zdolności do oceny sytuacji. Zauważają moment, w którym nie należy już siadać za kierownicą. Jednak jest spory odsetek niedostrzegających swoich ograniczeń.
Wersje destrukcji
Nie jest też tak, że starsi jeżdżą autami tylko do kościółka, ostrożnie i defensywnie. Przeciwnie, nowe pokolenie starszych nierzadko jeździ ostro, a brak krytycyzmu nasila to zjawisko. Jeden z pacjentów dr Ussorowskiej tak się irytował, gdy jakieś duże auto zasłaniało mu widok, że natychmiast przyśpieszał, by wyprzedzić. Kilka razy wyjechał na czołówkę. Cudem uniknął zderzenia. Żona, żeby towarzyszyć mężowi w podróżach, faszerowała się środkami uspokajającymi.