Społeczeństwo

Miejsce na policzku, po lewej stronie

Domowe hospicjum na Podlasiu

Walenty od 9 lat niestrudzenie opiekuje się swoją żoną Niną. Walenty od 9 lat niestrudzenie opiekuje się swoją żoną Niną. Hanna Musiałówna / Polityka
Na wsi inna jest śmierć niż w mieście. Uczy się doktor Paweł Grabowski tej prawdy każdego dnia od nowa. Każdego dnia od pięciu lat, od kiedy jego domowe hospicjum działa 40 km na wschód za Białymstokiem.
Walenty ze zdjęciem wykonanym z okazji ślubu syna.Hanna Musiałówna/Polityka Walenty ze zdjęciem wykonanym z okazji ślubu syna.

Od początku nic nie było tu tak, jak sobie zaplanował. Jako wykształcony i wyspecjalizowany w chirurgii szczękowo-twarzowej i medycynie paliatywnej lekarz, porzucający Warszawę na rzecz prowincji, chciał osiąść bliżej Supraśla, tam gdzie muzeum ikon. Ale w końcu wyszła wieś Nowa Wola i budynek starej szkoły dzielony z tutejszym batiuszką Jarosławem, który robił w niej warsztaty terapeutyczne dla upośledzonych.

Po dwóch latach był już skompletowany zespół – doktor Paweł, dwie pielęgniarki, psycholog i fizjoterapeuta – oraz potrzebny sprzęt medyczny do wypożyczania: inhalatory, wózki inwalidzkie, koncentratory tlenu.

Polityka 44.2016 (3083) z dnia 25.10.2016; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Miejsce na policzku, po lewej stronie"
Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001