Społeczeństwo

Rząd zamyka Krajowy Ośrodek Adopcyjny TPD. To szatański pomysł

Ośrodek TPD miał nie tylko know-how, ale też wizję. Ośrodek TPD miał nie tylko know-how, ale też wizję. Aditya Romansa / Unsplash
Kto to wszystko wymyśla, kto obudowuje paragrafami i ustawami ten bełkot, który ma się nazywać nowym podejściem do adopcji?

Adopcjami zagranicznymi mają zajmować się tylko dwa ośrodki w Polsce. Tak się składa, że dwa katolickie. Krajowy Ośrodek Adopcyjny TPD został odsunięty. To oznacza, że adopcji międzynarodowych będzie mniej. Argument ministerstwa – o czym przeczytałam w wywiadzie z dyrektor ośrodka na www.chcemybycrodzicami.pl – Polski nie stać na stratę swoich, nawet najmniejszych obywateli.

Jako matka adopcyjna, ale też jako człowiek, nie życzę sobie, aby dzieci dzielić na Polaków i nie-Polaków. Dla mnie są tylko dzieci szczęśliwe i nieszczęśliwe. Tak samo jak są dobrze i źle prowadzeni rodzice adopcyjni.

Miałam okazję poznać ludzi, którzy adoptowali dzieci dzięki ośrodkowi katolickiemu i porównać jego sposób pracy z „moim”, państwowym. W przypadku ośrodka katolickiego testy psychologiczne czy trwające przez kilka miesięcy rozmowy z rodzicami były skracane m.in. na rzecz testu na wierność prawdom wiary. Nie zabieram ludziom prawa do Boga, ale w przypadku tak trudnego doświadczenia, jakim jest adopcja, dekalog to puste kalorie. Tu liczy się solidna porcja wiedzy o rozwoju dziecka i specyfice pracy z dzieckiem porzuconym. Niezwykle cenne jest też wsparcie doświadczonych psychologów i pedagogów. Taką wiedzę zdobywa się i poszerza przez lata. Nie dostaje się jej z marszu, sprasowaną do kilku prostych prawd.

Ministerstwo zamyka bardzo ważny ośrodek TPD

Ośrodek TPD miał nie tylko know-how, ale też wizję. Przez 27 lat wypracował procedurę adopcji międzynarodowych, jako pierwszy stworzył bank danych o dzieciach oczekujących na przysposobienie. Dzięki niemu rodziny znalazło ponad 2 tys. dzieci. W większości takich, które w Polsce były uznawane za trudne i nierokujące. Czyli w pakiecie z rodzeństwem, chore, upośledzone, kilkunastoletnie.

Ośrodek TPD wypracował również – co powinno uspokajać wszystkich zatroskanych o los „naszych dzieci w obcych rękach” – system kontroli postadopcyjnej. Każda z zagranicznych organizacji podpisywała umowę, w której zobowiązywała się do przysyłania do Polski raportów, jak sobie radzą nowe rodziny. Grzecznościowo, bo w przypadku adopcji krajowej czy zagranicznej nikt nie ma prawa tego wymagać.

Co więc państwo oferuje nam zamiast praktyki wypracowanej przez ośrodek TPD? Z wywiadu na www.chcemybycrodzicami.pl wynika, że pojawił się pomysł, aby do adopcji zagranicznych trafiały dzieci, które są umieszczone w domu dziecka. A co z tymi, które są w pieczy zastępczej? Kto w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wpadł na szatański pomysł dzielenia na te, które mogą, ze względów instytucjonalnych, i na te, które nie mogą? Kto to wszystko wymyśla, kto obudowuje paragrafami i ustawami ten bełkot, który ma się nazywać nowym podejściem do adopcji?

Czy ten ktoś doświadczył na własnej skórze, jak trudny i psychicznie drenujący jest nie tylko sam proces adopcji, ale też czas, kiedy zamykają się drzwi instytucji i człowiek zostaje sam?

Jeśli ten ktoś ma nadwyżkę energii i czasu, niech – zamiast niszczyć ośrodek TPD – zorganizuje system wsparcia dla rodziców adopcyjnych. Niechaj pozwoli im korzystać z wiedzy i mądrości ludzi pokroju założycielki ośrodka, Barbary Passini. Niechaj zorganizuje nieodpłatne grupy wsparcia, sesje wyjazdowe, seminaria. Wtedy będę pierwsza, która napisze ministerstwu: good job. Tymczasem: fuck off.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną