Społeczeństwo

Ogniem i mieczem

Bogatynia: kto i dlaczego donosi do prezesa Kaczyńskiego

Elektrownia Turów; jedna z zarządzanych przez Sławomira Zawadę. Elektrownia Turów; jedna z zarządzanych przez Sławomira Zawadę. Vondraussen / Wikipedia
O tym, jak w Bogatyni PiS zamiata śmieci.
Zbigniew Szatkowski na tle miejskiego wysypiska śmieci w BogatyniPrzemysław Woźnica/fotograflubomierz.pl Zbigniew Szatkowski na tle miejskiego wysypiska śmieci w Bogatyni

Nieprawidłowości trzeba wypalać gorącym żelazem – usłyszał od prezesa PiS Zbigniew Szatkowski, emerytowany samorządowiec z Bogatyni, i wziął to sobie do serca. – Nawet najlepszy lider nie jest w stanie orientować się we wszystkim, co się dzieje w terenie – opowiada Zbigniew Szatkowski, przez lata radny, przez dwie kadencje zastępca burmistrza Bogatyni. Usłyszawszy, jak prezes PiS nawołuje do ujawniania biznesowych nadużyć, wysłał do niego list.

Napisał: „Jednym z najbardziej rażących przykładów jest działalność prezesa jednej z największych firm energetycznych – PGE Górnictwo Konwencjonalne i Energetyka S.A. Pana Sławomira Zawady”. Zarządza elektrowniami Bełchatów, Turów, Opole, Zespołem Elektrowni Dolna Odra, Zespołem Elektrociepłowni Bydgoszcz, elektrociepłowniami Gorzów, Rzeszów, Lublin Wrotków, Kielce i Zgierz. I dwiema kopalniami węgla brunatnego: Bełchatów i Turów – które dają 77 proc. krajowego wydobycia węgla brutalnego. W sumie na PGE GKiE przypada 40 proc. krajowej produkcji energii elektrycznej. Poza centralą w Bełchatowie ma 12 oddziałów znajdujących się na terenie dziewięciu województw. Zatrudnia łącznie ponad 16 tys. pracowników.

38-letni Sławomir Zawada jest szefem powiatowych struktur PiS w Zgorzelcu. Z energetyką ma tyle wspólnego, że – zaraz po studiach politechnicznych na kierunku elektrotechnika – przez pięć lat był w Elektrowni Turów operatorem nastawni blokowej. W 2004 r. wstąpił do PiS i zaczął się piąć w strukturach. Był asystentem społecznym posłanki Marzeny Machałek i współpracownikiem Adama Lipińskiego. W 2007 r., w czasie rządów koalicji samorządowej PO-PiS, został prezesem Centrum Sportowo-Rekreacyjnego w Zgorzelcu. W 2009 r. kandydował z listy PiS do europarlamentu, ale nie dostał się, a stracił też stanowisko w miejskim ośrodku sportu. O tym, że to polityczna retorsja, pisał w obronie jego miejsca pracy do samego premiera Donalda Tuska prof. Ryszard Legutko, jedynka z listy PiS do europarlamentu.

Nową pracę Sławomir Zawada znalazł niebawem u burmistrza Bogatyni Andrzeja Grzmielewicza z PiS. W grudniu 2010 r. otrzymał od niego stanowisko członka zarządu – dyrektora ds. ekonomiczno-komunalnych w Gminnym Przedsiębiorstwie Oczyszczania (GPO), z pensją ok. 23 tys. zł miesięcznie.

Pojawiają się i znikają

To właśnie na tym etapie z działalnością przyszłego człowieka numer jeden polskiej energetyki zetknął się radny Szatkowski, wówczas członek Komisji ds. Rozwoju Gospodarczego Gminy, Techniki, Rolnictwa i Ochrony Środowiska Rady Miejskiej Bogatynia. Wcześniej, gdy w 2006 r. kandydował na burmistrza, w drugiej turze wyborów przekazał swoje poparcie właśnie Grzmielewiczowi z PiS. Ale zapowiedział mu, że jak coś będzie nie tak, to nie popuści.

No i było nie tak. Na sesjach Szatkowski wciąż domagał się jakichś informacji. Zdobywał i przynosił protokoły NIK czy Regionalnej Izby Obrachunkowej. Ujawniał ekspertyzy – jak tę, że wybudowane po powodzi w Bogatyni mosty mają błędy konstrukcyjne i parametry odbiegające od wymaganych w dokumentacji, i zawiadamiał prokuraturę. – Było trudno, już wówczas paliły mi się chaszcze pod domem, miałem odkręcone śruby w samochodzie, zresztą w tym czasie płonęły też auta innych radnych oraz osób myślących inaczej niż burmistrz i jego arytmetyczna większość w radzie – twierdzi. Mówi, że tylko głupiec by się nie bał, lecz gdy żona prosiła, by odpuścił, odpowiadał, że ktoś musi to robić.

Spór z burmistrzem wszedł w najostrzejszą fazę właśnie z powodu Gminnego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Zaczęło się w 2013 r. od tirów przyjeżdżających z różnych stron kraju na bogatyńskie wysypiska. Odór był taki, że na teren weszła inspekcja sanitarna, która stwierdziła m.in., że przy jednej z pryzm stwierdzono zastoisko odcieków, a na placu, gdzie składowano odpady, nie było w ogóle systemu odprowadzania wód odciekowych. Spółka, która je tam składowała, zniknęła, zostały zwały 40 tys. ton odpadów niewiadomego pochodzenia. Śledztwo w tej sprawie ciągle trwa. Walcząc o uzyskanie informacji o śmieciach, Szatkowski, wraz innymi radnymi, musiał wynająć kancelarię prawną. Wystąpił do wojewody, do marszałka województwa, by zdobyć sprawozdania z gospodarki śmieciami w gminie. Okazało się, że według tych dokumentów, sporządzanych w GPO, które przekazywał dalej do władz burmistrz, mieszkańcy okolicznych gmin wytwarzać mieli przeszło 20 razy mniej śmieci niż inni mieszkańcy Polski – w każdym razie tylko tyle trafiało do utylizacji oficjalną drogą.

Sprawa zaczęła naprawdę śmierdzieć przy okazji planów wybudowania przez samą Bogatynię własnej instalacji do przeróbki śmieci – nagle okazało się, że jednak śmieci jest 20 razy więcej i że dotychczas prawie 6 tys. ton śmieci rocznie – wedle wszelkich danych – zrzucano nielegalnie na miejskie wysypisko w Bogatyni. Szatkowski właśnie to zarzuca zarządowi GPO – ze Sławomirem Zawadą na czele. To, a także: przestępstwo fałszerstwa polegającego na wielokrotnym poświadczeniu nieprawdy w dokumentach urzędowych, posługiwanie się tymi dokumentami w obrocie prawnym i przestępstwo przeciwko interesom Skarbu Państwa poprzez nieodprowadzanie należnych opłat z tytułu korzystania ze środowiska. Fałszować miał Sławomir Zawada za wiedzą i aprobatą kolegi burmistrza. Układ. Plus nepotyzm. Tak to właśnie opisał Szatkowski w liście do prezesa PiS.

Królik i przyjaciele

Nepotyzm to kwestia odrębna. Padają konkrety: rodzina żony Sławomira Zawady dostała stanowiska – wuj został szefem ochrony w podległej kopalni Turów, bratanek trafił do wydziału ratownictwa w kopalni (mimo braku naboru), szwagierka konkubiny bratanka, a zarazem żona zastępcy burmistrza, która wcześniej pracowała w kwiaciarni i na stanowisku robotniczym w fabryce butów, została dyrektorem jednej ze spółek zależnych. Dyrektorskie stanowisko w spółce zależnej PGE GKiE dostał też brat dawnej współpracowniczki Zawady – pani prezes z GPO, który wcześniej prowadził firmę budowlaną z ojcem, a jej mąż został kierownikiem wydziału w Elektrowni Turów. Dyrektorem elektrowni w Turowie został sekretarz zgorzeleckiego PiS, a kierownikiem działu kadr elektrowni została jego partnerka życiowa – kandydatka PiS w wyborach do Rady Miasta Zgorzelca z 2010 r.

Sławomir Zawada odrzuca zarzuty nepotyzmu, twierdząc, że „dla Bogatyni liczącej ok. 6 tys. mieszkańców oraz okolicznych miejscowości Kopalnia i Elektrownia Turów oraz obsługujące je spółki zależne zatrudniające łącznie 5,5 tys. osób to najwięksi pracodawcy na tym obszarze i de facto, poza urzędami i jednostkami organizacyjnymi gminy – jedyni”. I że w sektorze energetycznym w tym rejonie często zatrudniane są całe rodziny i to od wielu pokoleń – ot, taka specyfika lokalnego rynku pracy. Do tego, że jego rodzina i znajomi u niego awansowali, się nie odniósł. Ani do tego, że prezesem jednej ze spółek został człowiek, który m.in. nadzorował z ramienia gminy Bogatynia inwestycję drobiazgowo badaną obecnie przez CBA. Chodzi o wymianę zniszczonej podczas powodzi instalacji kanalizacyjnej i wodociągowej w Porajowie za dotację państwową w wysokości 2,4 mln zł. To duże śledztwo własne CBA. Biuro złożyło zawiadomienie o przestępstwie i od marca 2016 r. śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Okazało się m.in., że rury nie trzymają standardów, są tańsze, niż wymagał projekt, a na dodatek – co może najważniejsze – władze gminy poświadczyły nieprawdę w dokumentach, że inwestycję zakończono w terminie. Chociaż nie zakończono, o czym świadczy obszerna dokumentacja fotograficzna. Może to być uznane za wyłudzenie dotacji, czyli gmina może stracić pieniądze, a ktoś odpowiedzialny wolność.

Zresztą o decyzjach kadrowych nowego prezesa PGE GKiE mówiono nawet w Sejmie. Poseł Dorota Rutkowska w wystąpieniu do ministra Skarbu Państwa wytykała z mównicy sejmowej: „ten świeży prezes z nadania partyjnego powołuje na dyrektora elektrowni w Opolu, gdzie prowadzone są potężne inwestycje, budowane są dwa nowe bloki energetyczne, byłego sołtysa, do którego mieszkańcy wsi Brzezie stracili zaufanie i który był do tej pory szeregowym pracownikiem elektrowni. Jak państwo wyobrażacie sobie budowanie niezależności energetycznej Polski, oddając w ręce kompletnych ignorantów strategiczne spółki produkujące energię?” – pytała. Ta nominacja stała się na tyle głośna (otarła się ponoć o samego prezesa), że ostatecznie się z niej wycofano.

Swój list do prezesa PiS Zbigniew Szatkowski zakończył zdaniem: „tego typu działalność szkodzi Panu i pańskiej próbie przebudowy kraju. Proszę przemyśleć te sprawy, sprawdzić podane przeze mnie fakty i podjąć odpowiednie działania korygujące”. List posłał także do wiadomości ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i Mariusza Kamińskiego.

Ferment i zamęt

We wrześniu 2016 r. Szatkowski usłyszał, że Sejmowa Komisja do Spraw Energii i Skarbu Państwa zwiększy skalę kontrolowania państwowych spółek i że jest to odpowiedź na wezwanie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do „wypalania żelazem”. Szef sejmowej komisji skarbu Marek Suski z PiS ogłosił, że kilka podejrzanych spraw zostało namierzonych, komisja będzie wzywać prezesów i członków rad nadzorczych, a w razie czego – wnioskować do resortów skarbu i energii o audyty lub do służb specjalnych o śledztwa. Chodzić miało zwłaszcza o odkrywanie przypadków tak zwanego kolesiostwa i nepotyzmu. Szatkowski nie zauważył jednak zainteresowania działalnością prezesa PGE GKiE. Jesienią złożył więc w siedzibie PiS kopię formalnego zawiadomienia o przestępstwie do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Z ministerstwa sprawa trafiła na dół, gdzie trochę wędrowała. Prokuratura w Zgorzelcu nie chciała jej prowadzić z uwagi na to, że sprawa dotyczy władz z jej terenu. Dopiero 3 stycznia 2017 r. Prokuratura Rejonowa w Kamiennej Górze wydała postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków urzędników poprzez niewłaściwy nadzór i w sprawie poświadczenia nieprawdy przez zarząd GPO w sprawozdaniach. Zaczęły się pierwsze przesłuchania.

Tymczasem na Nowogrodzką trafiają kolejne doniesienia – od kolejnych ludzi, ale na ten sam temat. Ostatnio, pod koniec listopada, wpłynęło zawiadomienie do CBA dotyczące podejrzeń poświadczenia nieprawdy w oświadczeniu majątkowym przez burmistrza Bogatyni. Jak informuje CBA, po analizie zostało ono przekazane wraz z wnioskiem o wszczęcie postępowania przygotowawczego do Prokuratury Rejonowej w Zgorzelcu. Chodzi o niewykazanie przez burmistrza zobowiązania 100 tys. zł za wykonaną kampanię samorządową w 2014 r. i nieujawnienie zapłaty tej kwoty w sprawozdaniach majątkowych. CBA dostało nazwiska, daty, nawet samą kopię umowy.

Burmistrz Andrzej Grzmielewicz nie chciał odnieść się do przekazanych mu przez POLITYKĘ konkretnych zarzutów. Zamiast tego na sesji radni usłyszeli od burmistrza zdanie o opozycji, która chce skłócić samorząd Bogatyni z nowymi władzami kopalni. I kontynuację tej myśli w lokalnym radiu: „u nas w Bogatyni ta opozycja, taka naprawdę przez małe o, będzie się imała wszelkich środków, żeby wprowadzić ferment i zamęt”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Tak niszczymy świat

Czas spokoju klimatycznego się skończył, gdyż normy z ostatnich tysięcy lat zostały przekroczone. Można ignorować symptomy, pocieszać się, że nauka się myli, a gorączka sama minie, ale czy jest to zachowanie racjonalne?

Andrzej Hołdys
05.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną