Ważny wyrok w sprawie psa. Daje trochę nadziei
Sądy rzadko biorą stronę zwierząt maltretowanych przez ludzi, wyroki w takich sprawach są zwykle w zawieszeniu, symboliczne.
Pies jest słabszy, jest trochę jak dziecko, zdane na niełaskę oprawcy.
ccho/Flickr CC by 2.0

Pies jest słabszy, jest trochę jak dziecko, zdane na niełaskę oprawcy.

W tej konfrontacji zwierzę jest słabsze i bezbronne, a człowiek ma nad nim władzę, zwykle nieograniczoną. Człowiek jest panem, a zwierzę własnością, przedmiotem, który można zadręczyć.

Sąd w Pucku postąpił inaczej, stanął w obronie maltretowanego psa i wymierzył jego oprawcom kary bezwzględnego więzienia, wcale nie symboliczne, bo po osiem miesięcy odsiadki. Oraz karę grzywny, po 5 tys. na rzecz obrońców zwierząt. Mają też zakaz posiadania zwierzaków.

Dlaczego psy padają ofiarami ludzi?

Ci bohaterscy obywatele skatowali psa, bo podobno przeszkadzał im, gdy pili alkohol. Bili łopatą, a następnie żywcem zakopali. Lekarze, którzy cudem prawie ocalonego psa wzięli pod opiekę, mówią, że to, co zobaczyli, to był horror. Pies miał martwicę łap i niezliczoną liczbę ran, obrażenia wewnętrzne oraz uszkodzone oko. Przez trzy miesiące trwała walka, nim wyrwano go śmierci. Jednej łapy nie udało się uratować, było już za późno.

Dziś pies patrzy ufnie, a jego opiekun ma nadzieję, że nie pamięta tego, co mu wyrządzono. Bo wydaje się nie do wiary, że po wszystkim, czego doznał od ludzi, potrafi zaufać i merdać ogonem na widok człowieka, każdego człowieka.

Ale takie są zwierzęta, potrafią wybaczać. Nawet gdy mają serce pełne żalu – jeśli napotkają serdeczność i ciepłe gesty, wybaczają. Dlatego są takie bezbronne. Maltretowana kobieta coraz częściej potrafi się bronić, wezwać policję, uciec. Pies jest słabszy, jest trochę jak dziecko, zdane na niełaskę oprawcy. Nie zadzwoni po pomoc, zwykle nawet nie potrafi uciekać.

Sąd wyraźnie podzielił takie stanowisko. Zwierzę nie jest rzeczą, jest istotą, która cierpi, odczuwa ból, nie inaczej niż człowiek. Należy mu się szacunek.

Dziś ochronę zwierząt zapewnia prawo. Tyle tylko, że nawet gdy jest łamane, mało kto zwraca na to uwagę, rzadko reaguje ktoś postronny. A organizacje prozwierzęce są wciąż traktowane jak grono osób nieco stukniętych lub nawiedzonych. Taki wyrok jak ten, który zapadł w Pucku, pewnie nie od razu odmieni świat, ale daje promyk słońca, kawałek nadziei.

Zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, jak ten w miejscowości Dubin w Wielkopolsce, gdzie w miniony weekend pies dotkliwie pogryzł 6-letniego chłopca. Chłopczyk bawił się na podwórzu, bez nadzoru osoby dorosłej, pies był zamknięty w kojcu. Przegryzł ogrodzenie i zaatakował dziecko. Szczegóły nie są znane, bo dziecko było bez opieki, nikt nie widział, co robiło ani co robił pies. Nikt nie zareagował w porę. I to pierwszy błąd człowieka.

Winny człowiek, nie zwierzę

Niestety, w takich przypadkach zawsze winni są ludzie, nie zwierzęta. Dlatego, że go nie socjalizowali odpowiednio, nie uczyli życia wśród ludzi, często natomiast uczyli agresji, szczuli, trzymali latami w zamknięciu, głodzili – bo głodny pies jest czujny i hałaśliwy. Odpowiadając za zwierzę, nie zadbali, by nie wyrządziło komuś krzywdy.

Słyszałam wypowiedź behawiorystki zwierzęcej, która wyjaśniała, że psy nie atakują dla przyjemności. Robią to, gdy są głodne, gdy ktoś źle się z nimi obchodzi, prowokuje. Specjalistka dodała, że nigdy nie zostawia własnych małych dzieci sam na sam z psem, nawet dobrze ułożonym, którego darzy zaufaniem. Nigdy nie wiadomo, jak zareaguje dziecko i jaka będzie odpowiedź psa: może się przestraszyć, może źle zinterpretować zachowanie małego człowieka, poczuć się zagrożony. Łatwo dochodzi do nieszczęścia. To nie wina psa, choć zwykle jego stawia się na cenzurowanym. Zawinił człowiek, bo zabrakło mu wyobraźni.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną