Społeczeństwo

Burza spod Tęczy

Jak konkurs plastyczny zburzył chwiejny układ między kaliską lewicą i prawicą

Do lewicowo-prawicowego sporu w kaliskiej mikroskali wtrącił się ktoś trzeci, zupełnie niespodziewany. Do lewicowo-prawicowego sporu w kaliskiej mikroskali wtrącił się ktoś trzeci, zupełnie niespodziewany. Mirosław Gryń / Polityka
Każdy w Kaliszu może się czuć podejrzany, od kiedy organizowany przez narodowców konkurs plastyczny dla dzieci zaatakowała podstępnie świetlica socjoterapeutyczna.

W tej historii, jak to w Polsce, są trzy wersje wydarzeń – wersja strony prawej, wersja strony lewej i wersja strony postronnej, ale o niej potem.

Strona prawa to narodowcy, którzy w Kaliszu występują pod nazwą Kaliscy Patrioci i zrzeszają w swoim gronie propagatorów polskości różnego autoramentu – oenerowców, Młodzież Wszechpolską, jak również kibiców lokalnego klubu piłkarskiego. Drobne ideowe różnice między sobą odkładają na bok, w końcu w jedności siła.

Strona lewa to kimowcy, stronnicy KIM, czyli Kaliskiej Inicjatywy Miejskiej. Działają razem na rzecz spraw miasta, ale podkreślają, że ich siłą jest to, że różnią się od siebie. Jedni bardziej konserwatywni, inni z anarchistyczną przeszłością, rowerzysta, Żydówka, a nawet wspierający ruchy LGBT znawca kaliskich zabytków.

Narodowcy z kimowcami raczej się nie lubią. Ich stowarzyszenia powstały mniej więcej w tym samym czasie, cztery lata temu, ale od początku nie było im ze sobą po drodze. Kaliscy Patrioci nie mogli zrozumieć, jak można nie popierać patriotycznych inicjatyw i krytykować marsze ku czci bohaterów, ale tłumaczyli to sobie: czego spodziewać się po kimś, kto bierze pieniądze od Sorosa i fundacji Batorego?

Kimowcy z kolei, zamiast powrotów do przeszłości, woleli się skupiać na praktycznych sprawach – rewitalizacji, inwestycjach, wprowadzeniu transmisji na żywo z obrad rady miasta, ale gdy gdzieś pojawiał się symbol falangi, nie mogli być obojętni, musieli protestować. Szczególnie że w ostatnim czasie nie mogą oprzeć się wrażeniu, że od kiedy PiS doszedł do władzy, narodowcy w oczach miejskich włodarzy są jakby bardziej u siebie.

I wszystko pewnie trwałoby tak dalej, w swojskim i przewidywalnym wzajemnym podzieleniu, gdyby pod koniec zeszłego roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, do lewicowo-prawicowego sporu w kaliskiej mikroskali nie wtrącił się ktoś trzeci, zupełnie niespodziewany.

*

Miało być jak co roku – wspominają narodowcy – przedświąteczna zbiórka żywności dla Polaków z Kresów, a do tego konkurs patriotyczno-plastyczny dla dzieci ze szkół podstawowych, na kartkę dla bohatera ze Wschodu, która dołączona miała być do każdej paczki żywnościowej. Szczytna idea. Chyba nikt przyzwoity, w odczuciu narodowców, nie może temu zaprzeczyć. To wyraz pamięci o tych, o których państwo polskie przez tyle lat zapominało i zamiast swoich wolało przyjmować uchodźców. Na szczęście nie doszło do tego.

Jako oficjalni organizatorzy, Kaliscy Patrioci z sercem przyłożyli się do przygotowań imprezy. Już we wrześniu 2016 r. zaczęli starania o pozyskanie sponsorów. Następnie powstał plakat z grafiką ukazującą mapę wielkiej Polski (kształt obecny plus Kresy), logo partnerów (m.in. ONR, Młodzież Wszechpolska) oraz informacją o honorowym patronacie zaprzyjaźnionego posła Kukiz’15 Jerzego Kozłowskiego. Specjalne delegacje zaniosły je do dyrekcji każdej kaliskiej szkoły podstawowej. Obojętne na ideę nie pozostało również miasto – po pisemnej prośbie Kaliskich Patriotów dofinansowało nagrody dla dzieci kwotą 2 tys. zł, co organizatorzy z dumą podkreślali, gdy oficjalnie ogłaszali konkurs w listopadzie 2016 r.

*

O konkursie rozpisały się media, najpierw lokalne, potem ogólnopolskie. Kimowcy wydali oświadczenie „NIE dla skrajnej prawicy w szkołach”, które umieścili na swojej internetowej stronie. Interweniował też Adam Szłapka, poseł Nowoczesnej z okręgu kaliskiego. W sprawie konkursu wysłał interpelację do MEN, apel do prezydenta Kalisza Grzegorza Sapińskiego oraz listy do dyrektorów szkół, do których trafiły plakaty.

MEN odpowiedziało, że ONR jest organizacją legalną i nie widzą problemu. Prezydent Kalisza natomiast zasugerował posłowi, żeby zamiast czepiać się kaliskich stowarzyszeń, które hołdują wartościom patriotycznym, zajął się raczej działaniami na rzecz budowy obwodnicy, bo to jest Kaliszowi potrzebne o wiele bardziej.

I to by było na tyle. Żaden apel nie poskutkował, nikt się nie wycofał, nikt się nie zawstydził nawet odrobinę. Tylko paru nauczycieli po cichu się przyznało, że plakaty schowali do szuflady. Kimowcy mogli sobie najwyżej powzdychać we własnym gronie.

*

Dziękujemy za donos i darmową reklamę – podśmiewali się Kaliscy Patrioci wraz z sympatykami podczas dyskusji na kanałach komunikacji internetowej, których nierzeczywistość zbawiennie wpływa na odwagę.

Był początek grudnia, więc do stowarzyszenia zaczęły spływać pierwsze konkursowe prace. Patriotyczne choinki, polski żołnierz ostrzeliwujący wroga, „Wesołych Świąt”, „Drogi Rodaku” wykaligrafowane dziecięcym pismem obok biało-czerwonej flagi. Ale pojawiły się też dzieła nad wyraz dojrzałe, przysłane przez podopiecznych świetlicy socjoterapeutycznej Tęcza. Uskrzydlona Polonia na Kresach w sukni biało-czerwonej autorstwa Urszuli Bader, starowinka trzymająca list na tle sentymentalnego pejzażu Alicji Kropotkin czy pięknie odwzorowana mapa wielkiej Polski Mateusza Piotrowskiego z zaznaczoną Warszawą, Wilnem oraz Lwowem.

No, może przy tych świetlicowych pomagał trochę ktoś starszy, kreska trochę niedziecięca, jakby Marek Raczkowski, wspomina swoje wrażenia Paweł Dymitr Kijanowski, oenerowiec, a zarazem rzecznik prasowy Kaliskich Patriotów, absolwent politologii o wprawionym artystycznie oku.

Ale i tak wszystkie nadesłane prace niezbicie świadczyły o tym, że rodzice i pedagodzy wiedzą lepiej, co jest dobre dla dzieci, a kimowcy pewnie dostają spazmów, że w naszym kraju jest tylu wspaniałych ludzi kochających Polskę – podsumowali internetowo konkurs organizatorzy i rozpoczęli przygotowania do finałowej gali.

Werdykt ogłoszony, dzieci zawiadomione, nagrody przygotowane, ich pula wzrosła nawet o cyfrową lustrzankę i profesjonalne przybory malarskie, bo w wyniku medialnej wrzawy grono sponsorów wrażliwych patriotycznie jeszcze się powiększyło. Tylko ze świetlicą Tęcza ciężko było się skontaktować. Organizatorzy chcieli pogratulować laureatom zdobycia drugiego miejsca i kilku wyróżnień w konkursie, oraz zaprosić na uroczystość wręczenia cennych nagród. A tu ani maila, ani numeru telefonu. Prezes Kaliskich Patriotów Michał Bangrowski do spółki z rzecznikiem Pawłem nie są jednak z tych, co łatwo odpuszczają. Podzwonili po kuratoriach, popytali znajomych, pogooglowali w sieci. I dopiero wtedy zrozumieli, że zostali wrobieni. Bo pod podanym kaliskim adresem świetlicy socjoterapeutycznej Tęcza mieści się fryzjer i hurtownia rybna, a po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwiska Kropotkin pojawia się biogram rosyjskiego, anarchistycznego księcia. Werdykt jury szybko został zmieniony.

*

Pierwszym naturalnym podejrzanym stała się Hila z KIM. Opiekunka żydowskiego cmentarza w Kaliszu związana z Gminą Żydowską, przez złośliwych nazywana w mieście cmentarną klucznicą. Spytała Patriotów, co się stało z pracami, które nagrodzono przed zmianą werdyktu. Odpowiedź dostała dość jednoznaczną: „Ciekawe, że to Pani pyta. Przypadek?”.

Hila przyznaje, lubi się z Patriotami wirtualnie spierać. W realu okazji ma na szczęście niewiele. Kilka lat temu na drzwiach mieszkania zastała namalowaną gwiazdę Dawida na szubienicy, a niedługo później podobna, z dopiskiem „Kalisz bez Żydów”, pojawiła się na budynku na terenie cmentarza żydowskiego. No i jeszcze w kwietniu 2015 r., wynegocjowaną po wielu latach umowę z miastem dotyczącą zwrotu Gminie Żydowskiej terenu starego cmentarza, na którym stoją budynki szkoły, a pod nimi zasypane leżą trzy pokolenia kaliskich Żydów, skutecznie zablokowała obywatelska petycja m.in. od Kaliskich Patriotów.

Podejrzewano też Macieja, wspierającego ruchy LGBT znawcę kaliskich zabytków, któremu narodowcy zarzucają internetowo, że za bardzo gwiazdorzy. Maciej to dla narodowców dość niejednoznaczny przypadek, bo gdy zaprosili go kiedyś, w charakterze przeciwwagi dla pozostałych prelegentów oraz publiczności, na jedną ze swoich dyskusji na temat pamięci historycznej, to przyszedł. Gdy zadzwonili do niego z pytaniem, kto stoi za prowokacją i czy wie, kim był Kropotkin, to wiedział. Przypadek?

Kaliscy patrioci nie mają wątpliwości, że za prowokacją, której padli ofiarą, stoi ktoś mniej lub bardziej związany z kimowcami w Kaliszu. W końcu to nie był pierwszy atak na ich dobre imię. Wystarczy wspomnieć o całej serii zniszczeń patriotycznych murali, które zbezcześcili anonimowi sprawcy, domalowując orłowi białemu męskie genitalia koloru czarnego oraz znak transgender, związany w prostej linii z ideologią lewaków.

Patrioci rozważali przez moment zgłoszenie sprawy konkursowej prowokacji na policję lub do prokuratury – w końcu była to próba wyłudzenia cennych nagród oraz podszywanie się pod inne osoby – postanowili jednak, że nie mają na to czasu. Twierdzą, że zgłasza się teraz do nich wielu chętnych, którzy chcieliby dołączyć do stowarzyszenia. Kaliscy Patrioci są z tego faktu bardzo zadowoleni, choć podkreślają, że weryfikacja kandydatów stała się obecnie niezwykle szczegółowa.

*

Tymczasem, mieszkająca daleko poza Kaliszem, 25-letnia artystka, niedoświadczona i niepowiązana, ani politycznie, ani stowarzyszeniowo, opowie nam o swojej pierwszej prowokacji w życiu. To ona jest świetlicą Tęcza, choć ze względów bezpieczeństwa więcej na swój temat nie zdradzi.

O konkursie przeczytała w mediach i szybko doszła do wniosku, że żadne inteligenckie petycje, protesty ani listy nic nie dadzą. Jedyne, co można zrobić, to z tego zażartować.

Personifikacja Polonii, znak Polski Walczącej, Kresy to tylko figury stylistyczne, których ludzie zbliżeni do skrajnej prawicy używają instrumentalnie, jak pionków na szachownicy. Przecież w ich wypadku to też tylko pastisz. Mogą oni, mogę i ja – przekonuje artystka. – Wystarczyło jedynie wymyślić, w jaki sposób to zrobić.

I dodaje, że gdyby wiedziała, że organizatorzy konkursu odwołującego się do historii są z tej historii tak słabi, byłaby znacznie śmielsza w opatrywaniu prac historycznymi nazwiskami, nie kończyłaby na Baaderze, niemieckim terroryście, i rosyjskim anarchiście Kropotkinie. – Brak czasu i kłopoty ze zdrowiem spowodowały, że prac nie powstało tyle, ile chciałam – dodaje. – Nie była to przecież jakaś zorganizowana akcja, a jednostkowy zryw wynikający z bezradności.

I to już chyba wszystko. W sprawie konkursu w Kaliszu. Bo nie była to ostatnia akcja sabotażu obywatelskiego.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną