Społeczeństwo

Szkoła niskich nalotów

Jak funkcjonują szkolni kuratorzy pod rządami PiS

Strajk szkolny, 31 marca 2017 r. Strajk szkolny, 31 marca 2017 r. Karolina Misztal / Reporter
Inspekcje wizytatorów w szkołach podczas trwania strajków, awantury z samorządowcami, zastraszanie nauczycieli, historyczno-religijny przechył w tematach konkursów dla uczniów. Oto najświeższy wkład kuratoriów w edukację.
Ministerstwo Edukacji NarodowejMateusz Włodarczyk/Forum Ministerstwo Edukacji Narodowej
Czy polska szkoła cofa się po własnych śladach do czasów PRL?Michał Dyjuk/Forum Czy polska szkoła cofa się po własnych śladach do czasów PRL?

Artykuł w wersji audio

Czas testu już się zaczął. Na 20 kwietnia zaplanowane zostało spotkanie Bartłomieja Wosia, wuefisty z Żagania, z rzecznikiem dyscyplinarnym dla nauczycieli przy wojewodzie lubuskim. Woś mógł uchybić godności zawodu i obowiązkom nauczyciela „poprzez prezentowanie w mediach społecznościowych wypowiedzi pełnych agresji, nienawiści i osądów osób, Kościoła katolickiego i władz państwowych”. Udostępniał na Facebooku serial „Ucho prezesa”.

Rzeczników powołują wojewodowie, zwykle z grona pracowników kuratoriów. Także formalnie przy wojewodach, a praktycznie przy kuratoriach, działają komisje dyscyplinarne, na wniosek rzeczników prowadzące postępowania. Ich kadencje są kilkuletnie, zmieniają się w różnym rytmie, więc zmiana wyborcza nie przyniosła wszędzie automatycznej zmiany kadrowej. W Lubuskiem Iwona Bydłowska została powołana na rzecznika już przez nowego wojewodę w lutym 2016 r. Ale sprawę nauczycielek z Zabrza, uczestniczek Czarnego Protestu, uznała za konieczną do rozpatrzenia przez komisję dyscyplinarną Anna Gamalczyk, śląska rzecznik powołana w lipcu 2014 r. (komisja nauczycielki uniewinniła). Z kolei w innym województwie rzeczniczka, której doniesiono o nieprawomyślnej – z nowej perspektywy – organizacji pozarządowej wpuszczonej na warsztaty do szkoły, nie nadała sprawie biegu. Choć mogła. Sama była z nowego nadania.

Donosów za „dobrej zmiany” najbardziej przybyło w Małopolsce – o prawie jedną trzecią, a także w Lubuskiem i Warmińsko-Mazurskiem. Co ciekawe, w Małopolsce do wzrostu liczby donosów przyczynili się szczególnie dyrektorzy szkół. Zdaniem jednych przezornie wolą oni obecnie odsuwać od siebie wszelkie drażliwe sytuacje. W Żaganiu do rzecznika też wystąpił dyrektor szkoły. Zdaniem innych dyrektorzy wykorzystują okazję, by załatwić różne zadawnione porachunki z podwładnymi. Ale też po prostu chcą się wykazać przed kuratorami.

Dążenie do wykazania się po stronie kuratoriów widać w tematyce proponowanych szkołom konkursów dla uczniów. Wiele z nich ma charakter ogólnopolski, tak jak olimpiada „Myśli Jana Pawła II”, prowadzony równolegle konkurs „Papież Słowianin” czy Przegląd Musztry Klas Mundurowych. Wielu kuratorów chętnie dodaje coś od siebie. Opolski wymyślił ranking „Klasa Mundurowa Roku” i „Test Wiedzy o Żołnierzach Wyklętych”. Część kuratorów zlecała organizację konkursów innym ośrodkom. – U nas siedzi nad tym pani z wydziału z posłem PiS, zainteresowanym tematyką biblijną – przyznaje wizytatorka z północnej Polski. Konkursy umożliwiają uczniom zdobycie dodatkowych punktów w rekrutacji do liceów. Wąski wachlarz tematów skłania więc do skupiania się w nauce na wybranych zagadnieniach kosztem innych.

Z tej perspektywy zmiany w edukacji okazują się świetnie przemyślane i wdrażane systematycznie. Bo zanim zabrano się za szkoły, najpierw zmieniono regulacje prawne dotyczące kuratoriów, powiększając ich władzę. Następnie powołano nowych szefów tych urzędów i dyrektorów delegatur, wymieniła się też część wizytatorów. Zmiany na stanowiskach dyrektorów szkół w tej sytuacji nie przysporzą problemów. Nowe prawo przewiduje obowiązkowe rozpisywanie konkursu po końcu każdej dyrektorskiej kadencji. Można je ominąć tylko w tych szkołach, które przekształcają się w związku ze zmianami struktury oświaty – wcześniej wójt lub prezydent mógł powierzyć dalsze kierowanie placówką dotychczasowemu dyrektorowi bez konkursu i często to robił. W komisjach konkursowych kuratoria mają silniejszy głos niż do niedawna. A to tylko jeden z aspektów wzmocnienia ich wpływów. Pod nowymi rządami te urzędy funkcjonują już rok.

Po własnych śladach w przeszłość

Instytucje podobne do kuratoriów działają w większości systemów oświatowych w Europie. Mają przede wszystkim pilnować jakości pracy szkół. W praktyce jeśli szkoła sobie nie radzi, można np. oddelegować do niej na rok dyrektora z dobrej szkoły, jak w Wielkiej Brytanii.

W Polsce podobnego systemu interwencji nigdy nie udało się dopracować. Jednocześnie to, kto za co odpowiada w oświacie, od ponad dwóch dekad podlegało zmianom. Kolejne uprawnienia kuratoriów oświaty przechodziły na prowadzące szkoły samorządy. To im pozostawiono decyzje dotyczące kluczowych kwestii, takich jak likwidacja szkół czy ustalanie ich obwodów, im też przekazano zarządzanie finansami. W efekcie głównym zadaniem kuratoriów pozostało pilnowanie jakości.

W 2009 r. rząd PO-PSL ujednolicił wymagania wobec szkół w całym kraju, określił najważniejsze obszary ich pracy i ustalił, jak dokładnie mają przebiegać badania wizytatorów (wcześniej każde kuratorium prowadziło je na własną modłę, sprawdzając co innego niż w sąsiednim województwie). Nadzór podzielono na kontrolę – dotyczącą wykonywania przepisów, np. tego, jak wygląda arkusz ocen ucznia, ewaluację – dotyczącą kwestii miękkich, np. aktywności dzieci w szkole, a także wspomaganie. Zobowiązano też szkoły do samooceny swoich działań. Kierunek tych zmian oceniany był pozytywnie, choć nauczyciele narzekali, że z wymogu autoewaluacji wynikła głównie konieczność wypełniania kolejnych papierów, a kuratoryjne ewaluacje poprzedzane były organizowanymi w szkołach przez firmy komercyjne warsztatami z tego, co należy mówić ewaluatorom.

Jesienią 2012 r. Najwyższa Izba Kontroli oceniła nadzór pedagogiczny jako nie dość sprawny i efektywny. Zwracała uwagę na zbyt częste zmiany jego koncepcji, a także na liczne nieprawidłowości po stronie kuratoriów oświaty. „W latach 2008–2010 na jednego wizytatora kuratorium oświaty przypadało około 40 szkół, czyli o 26 więcej, niż pozwalają na to przepisy” – pisano. Miesiąc po publikacji tych wyników kontroli Platforma Obywatelska przedstawiła projekt ustawy przewidujący zastąpienie kuratoriów oświaty krajowymi i regionalnymi ośrodkami jakości edukacji. Pomysł spotkał się z wielkim oporem pracowników oświaty. W międzynarodowych konsultacjach eksperckich sugerowano Polsce, by ten nadzór najbardziej jak się da przekazywać specjalistom – badaczom, oddzielić od Ministerstwa Edukacji, tak by nie podlegał bieżącym naciskom politycznym, bo kurator powoływany przez wojewodę zawsze w mniejszym lub większym stopniu im podlegał. Nie udało się.

Po zmianie ustawy o systemie oświaty, przeprowadzonej przez PiS w grudniu 2015 r., kuratora powołuje i odwołuje minister edukacji (na wniosek wojewody). Kuratoria zyskały nie tylko większy wpływ na wybór dyrektorów. Przypadło im też prowadzenie oceny ich pracy. Na powrót przekazano im opiniowanie tzw. arkuszy organizacyjnych, czyli planów pracy szkół.

Mirosław Sielatycki, wicedyrektor warszawskiego Biura Edukacji, przyznaje, że gdy starsi pracownicy oświaty pytają, jak teraz będzie wyglądać ich codzienność, odpowiada: pamiętasz lata 70.–80.? Cofamy się po własnych śladach do PRL. – Szkodliwość tej zmiany tak naprawdę właśnie teraz zaczyna się objawiać – dodaje Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Bo o ile naciski polityczne – choć bulwersują – zdarzają się (na razie?) to tu, to tam – o tyle wszystkich dotyczy konieczność planowania codziennego szkolnego życia.

Partyjny klucz

Ruch kadrowy w nadzorze pedagogicznym zawsze był duży. O stanowiska w kuratoriach ubiegają się albo nauczyciele, którzy z różnych powodów nie mają godzin, albo tacy, którzy uznali, że codzienna praca z dziećmi nie odpowiada ich temperamentowi. Czasem dyrektorzy, którym kończyła się kadencja i nie chcieli startować na kolejną albo startowali bez sukcesu. Ci kandydaci są nieźli, przyznają w kuratoriach, ale niezbyt liczni. Do dziś w tych urzędach niektórzy to świetni fachowcy, nie ma jednak żelaznej reguły, że kontrolujący jest bardziej kompetentny od kontrolowanego.

Choć udział w kuratoryjnych szkoleniach i przymus czytania przepisów sprzyja zawodowemu rozwojowi, ruch całkiem często idzie w drugą stronę – najlepsi wizytatorzy startują w konkursach na dyrektorów. W kuratoriach mogą zarobić 3,5–4 tys. zł brutto – tyle, co zwykły nauczyciel, mniej niż kontrolowany dyrektor, zwłaszcza w bogatszych samorządach, które szczodrze wypłacają dodatki motywacyjne i funkcyjne.

Po zmianie ujawnił się wyraźny klucz polityczny. Na początku 2016 r. na 16 stanowisk kuratorów sześć przypadło radnym PiS, pięć – kandydatom z list tej partii w rozmaitych wyborach i jedno – żonie pisowskiego radnego (to Ewa Rawa, szefowa lubuskiego kuratorium). Kilkoro kuratorów działało w Solidarności. Z obecnych szefów kuratoriów pięcioro wcześniej poznało te urzędy od środka. Część znanych jest z dość charakterystycznych aktywności i zainteresowań.

Małopolska kurator Barbara Nowak, wcześniej dość dobrze oceniana dyrektorka nowohuckiej podstawówki, od 2014 r. także radna PiS, zaistniała w mediach dzięki ustawieniu na korytarzu swojej szkoły krzyży jako „Ołtarza Solidarności”, a także wystawy „Katastrofa smoleńska” z makietą Polski pękniętej na pół i fragmentem tupolewa. Krzysztof Nowacki, kurator warmińsko-mazurski, wieloletni nauczyciel historii i radny miejski z PiS, to wiceprzewodniczący Ruchu Społecznego im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego na Warmię i Mazury oraz wiceprezes Stowarzyszenia Historycznego im. Gen. Stefana Roweckiego-Grota. Działa także w Akcji Katolickiej. Urszula Bauer, katowicka kurator oświaty, wcześniej dziewięć lat pracowała w jego częstochowskiej delegaturze, a także kandydowała z PiS na burmistrza Myszkowa. Na oficjalnej stronie kuratorium chwali się m.in. zainteresowaniem kinezjologią edukacyjną, metodą terapii zaburzeń, którą ponad 10 lat temu Komitet Neurobiologii PAN skrytykował jako niezgodną ze współczesną wiedzą o funkcjonowaniu mózgu i z punktu widzenia naukowego bezsensowną.

W 2014 r. z 15 kuratoriów (lubuskie KO nie przekazało informacji) odeszło 135 pracowników, zatrudnionych zostało 149. W 2016 r. ruch kadrowy nabrał wigoru – odeszło 187 osób, przyszło do pracy tyle samo. Każdy urząd liczy od ok. 100 do ponad 200 pracowników. Największa wymiana była w Warszawie i w Krakowie. Odpowiedzią na kadrowe niedobory może być zmienione rozporządzenie minister edukacji pozwalające na bardziej elastyczne powierzanie wizytatorom zadań.

Zbrojne ramię

– Pracowników kuratoriów w mniejszym lub większym stopniu zaprzęgano i dawniej do zadań politycznych, choć raczej przez małe „p” – przyznaje była wizytatorka. – Szło się na przykład na konkurs na dyrektora, z góry wiedząc, kto ma go wygrać. Głupio było zwłaszcza gratulować dobrego występu uczestnikowi, którego trzeba było odrzucić. Ale część tej kadry została w podobnych zadaniach przetrenowana. Więc teraz, gdy trzeba zadzwonić do szkoły i zniechęcić do udziału w strajku, nie ma z tym wielkiego problemu.

Główne zadania z pierwszej linii trafiają jednak najczęściej do personelu wyższego szczebla. Tzw. zespoły ds. wdrażania reformy edukacji tworzą głównie wicekuratorzy i szefowie wydziałów. Oni też wykonują co bardziej spektakularne interwencje. – W Zielonej Górze po proteście rodzicielskim 10 stycznia do jednego z gimnazjów przyjechał dyrektor tutejszej delegatury kuratorium Krzysztof Słapczyński z asystentką. Najpierw spotkał się z nauczycielami, a potem poprosił o możliwość rozmowy z uczniami. Został wpuszczony do jednej z klas i wypytywał dzieciaki, czy ktoś z grona pedagogicznego namawiał ich do strajku – opowiada Jarosław Kostecki z Zielonogórskiego Forum Rad Rodziców. – Według relacji dzieci dość szybko zresztą role się odwróciły i to one zaczęły wypytywać pana wizytatora o to, po co ta cała reforma?

W części szkół, na offie, przyznają, że choć nie doznali ewidentnych politycznych nalotów, w codziennych relacjach z wizytatorami wyraźnie zmienił się klimat. – Kiedyś ktoś przychodził, wypełniał tabele i wychodził, jak maszyna. Nawet za mało było takiego ludzkiego kontaktu, emocji – opowiada dyrektor szkoły niepublicznej. – Teraz wizytator też przychodzi z tabelami. I powinien sprawdzać tylko to, co w nich jest. Nie ma znaczenia jego pogląd na to, czy dobrze jest pracować w grupach różnowiekowych czy nie. Ale on uważa, że jego pogląd ma znaczenie zasadnicze i cała kontrola przebiega w atmosferze stresu, przykrości, podważania nowatorskich rozwiązań jako głupich, niemądrych i niepotrzebnych. W zaleceniach na koniec kontroli wizytator odnosi się przy tym tylko do przepisów prawa, więc nawet trudno taką kontrolę zakwestionować.

Albo: spotkana na imprezie branżowej wizytatorka, z którą dyrektor miał w przeszłości nieprzyjemną sytuację na wspólnym szkoleniu, z otwartą przyłbicą cedzi: „Wreszcie będziemy mogli się policzyć”. – Zagęszcza się atmosfera nieufności, lęku. Udział w tym biorą też pisowskie samorządy: „Ktoś z państwa środowiska doniósł do kuratorium, że wywiesiła pani na gazetce informację o strajku ZNP” – referuje gminny urzędnik dyrektorce. Choć wywieszenie tej informacji nie było złamaniem przepisów – opowiada działaczka związkowa.

Rekrutacja do przedszkoli?

Funkcjonowanie kuratoriów dziś niektórym nasuwa skojarzenia z zachowaniami dzieci w przedszkolu, które chcą pokazać się, jakie są grzeczne, i pytają o wszystko panią. – Teraz odbywa się bardzo dużo ocen pracy dyrektorów. Prowadzenie tych ocen przekazano kuratorom, a w terenie – delegaturom. I miałem sygnały, że często trwa spotkanie: dyrektor, urzędnik z samorządu, przedstawiciel delegatury, i nagle ten przedstawiciel delegatury wychodzi: „Przepraszam, muszę wyjść na chwilę, zadzwonić” – opowiada Marek Pleśniar z OSKKO.

Z tym dzwonieniem i konsultowaniem problem staje się szczególnie dotkliwy, bo gdy ktoś chce uzyskać prostą informację, to czeka na nią dniami albo i tygodniami. Choćby w sprawie arkuszy organizacyjnych, które w dodatku niektóre kuratoria (np. małopolskie) każą składać w innym terminie niż podany w rozporządzeniu, i z innymi załącznikami. OSKKO wystąpiło więc do MEN o pilne zajęcie stanowiska, które zobliguje urzędy do ujednolicenia oczekiwań. A oprócz sprawdzania arkuszy ruszą zaraz także konkursy na dyrektorów, już trwa gromadzenie i publikowanie ofert pracy dla nauczycieli. Złośliwi kwitują, że to w kuratoriach najpewniej będą tworzone obiecywane przez minister Zalewską dodatkowe etaty w oświacie. I będą musiały znaleźć się na nie pieniądze. To część tych kosztów reformy, które prawdopodobnie nie zostały policzone.

Polityka 16.2017 (3107) z dnia 18.04.2017; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Szkoła niskich nalotów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną