Społeczeństwo

W Polsce tortury na policji to codzienność. Są stosowane nawet wobec... świadków

Kodeks karny nie sankcjonuje wprost tortur. Kodeks karny nie sankcjonuje wprost tortur. Flickr CC by 2.0
Grozę tortur kojarzymy najwyżej z Amerykami i bazą w Gauntanamo, ewentualnie z wydzieloną dla nich strefą w Kiejkutach. Okazuje się, że sami możemy stać ich ofiarą. Na najbliższym komisariacie polskiej policji.

„Policjantom w Polsce zdarza się stosować tortury wobec zatrzymanych i świadków. Trzeba temu przeciwdziałać, a jednym z rozwiązań jest dostęp do adwokata od momentu zatrzymania” – napisał Rzecznik Praw Obywatelskich do ministra sprawiedliwości.

„Dlaczego musimy o tym rozmawiać? Po pierwsze, konstytucyjny zakaz tortur wynika z doświadczeń przeszłości, z pamięci o tym, co się działo w Berezie Kartuskiej przed wojną, czy w więzieniach stalinowskich” – dowodzi Adam Bodnar. Po czym argumentuje: „Tortury w Polsce dotykają najsłabszych i najuboższych, tych, którzy nie poradzą sobie sami z systemem prawa. Państwo ma wobec nich obowiązki. To im powinno zapewnić pomoc od samego momentu zatrzymania”. I wreszcie: „Tortury pozostawiają w człowieku stały ślad. Proces leczenia traumy jest długotrwały, niszczy zaufanie do państwa”.

Torturom są poddawani nawet świadkowie

Wystąpienie RPO podaje przykłady tortur: bicie po całym ciele – najczęściej pałką w pięty – rażenie paralizatorem po całym ciele, także w miejsca intymne, używanie gazu służbowego, zakładanie worka foliowego na głowę i duszenie, rozbieranie i wystawianie na widok publiczny, grożenie zgwałceniem, podrzucenie narkotyków, sprowokowanie sprawy karnej, pogryzienie przez psa, przyprowadzenie osoby bliskiej i przestrzelenie kolan w trakcie ucieczki, długotrwała izolacja bez kontaktów z rodzicami, zmuszanie do przebywania w powodującej ból pozycji, ściskanie jąder, chwytanie za członka oraz doprowadzenie do poddania się innej czynności seksualnej.

Rzecznik zwraca uwagę, że tortury zwykle nie dotyczą ciężkich przestępstw. Przeciwnie – ofiarami są podejrzani jedynie o wykroczenia i… świadkowie.

Znamienne, że do tortur dochodzi często na początku postępowania, nawet przed pierwszym przesłuchaniem – na komendzie, w czasie transportu, przy zatrzymaniu, w czasie przesłuchań. Tyle że obowiązujące rozwiązania (np. możliwość zbadania zatrzymanego przez lekarza, dostęp do obrońcy, pouczenie o prawach itd.) są niewystarczające, bo policjanci mogą fałszować protokoły, wpisywać nieprawdziwe informacje o stanie zdrowia zatrzymanego, poświadczać nieprawdę, pisząc, że pouczyli o prawach, stosować zmowę milczenia.

Dostęp do pomocy adwokata jest iluzją

Realizacja praw zatrzymanego zależy dziś w dużej mierze od postawy policjanta. Konieczne są dodatkowe gwarancje prawne. Bo zagrożenie dotyczy przecież praktycznie każdego obywatela.

Tymczasem dostęp do pomocy adwokata jest iluzją. Przykładowo: aby wezwać taką pomoc, osoba zatrzymana musi znać nazwisko i telefon adwokata. Nie ma systemu pomocy z urzędu już w momencie zatrzymania. W praktyce więc adwokata „załatwia” zatrzymanemu rodzina. Ale najpierw musi się dowiedzieć, że do zatrzymania doszło, zareagować i znaleźć adwokata. Ten zostaje ustanowiony jako pełnomocnik warunkowo – pełnomocnictwo musi potwierdzić klient. I zdarza się, że policjanci informują na komendzie, że zatrzymany nie chce adwokata.

Zależność jest prosta: tam, gdzie możliwa jest pomoc adwokata, spraw o złe traktowanie jest mniej.

Co też ważne, kodeks karny nie sankcjonuje wprost tortur. Sprawy o pobicie, wymuszanie zeznań i straszenie mogą być najwyżej kwalifikowane jako „nadużycie uprawnień służbowych”. A przecież sprawa jest dużo poważniejsza.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gdzie na świecie aborcja jest legalna, a gdzie kobiety muszą ją wykonywać w podziemiu?

Co roku na świecie dokonuje się ponad 40 mln aborcji – głównie w tych krajach, gdzie poziom wiedzy na temat antykoncepcji jest niski.

Redakcja
22.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną