Społeczeństwo

Punkt naprawy rodzicielstwa

Uczą się jeszcze raz ról matki i ojca

W Domu Powrotu dzieci czekają na rodziców. W Domu Powrotu dzieci czekają na rodziców. Anna Musiałówna / Polityka
Krok po kroku uczą się, jak być dobrymi matkami i ojcami. Bo złymi już byli.
Jola pracuje w kuchni w ramach programu.Anna Musiałówna/Polityka Jola pracuje w kuchni w ramach programu.
Stowarzyszenie Droga pomaga potrzebującym i rodzinom pod opieką, już od 7 rano ustawia się kolejka po pieczywo.Anna Musiałówna/Polityka Stowarzyszenie Droga pomaga potrzebującym i rodzinom pod opieką, już od 7 rano ustawia się kolejka po pieczywo.
Podopieczni przedszkola zwanego Aniołkowem.Anna Musiałówna/Polityka Podopieczni przedszkola zwanego Aniołkowem.
Marta i Irek z odzyskanymi dziećmi – Zuzią, Dawidem i KacperkiemAnna Musiałówna/Polityka Marta i Irek z odzyskanymi dziećmi – Zuzią, Dawidem i Kacperkiem
Agnieszka z partnerem Radkiem, pośrodku asystentka rodziny Jolanta Kłusek.Anna Musiałówna/Polityka Agnieszka z partnerem Radkiem, pośrodku asystentka rodziny Jolanta Kłusek.
Julia z bratem Krzysiem chętnie chodzą do świetlicy stowarzyszenia, gdzie odrabiają lekcje. Najstarsza siostra jest w ośrodku wychowawczym.Anna Musiałówna/Polityka Julia z bratem Krzysiem chętnie chodzą do świetlicy stowarzyszenia, gdzie odrabiają lekcje. Najstarsza siostra jest w ośrodku wychowawczym.

Martę i Irka jeszcze nigdy tak nie palił wstyd, jak wówczas, kiedy sąd za picie odebrał im trójkę dzieci. Woleliby zapomnieć, jak pierwszy raz zobaczyli je w domu dziecka – wystraszone, niczego nierozumiejące, zapłakane. Ojciec właśnie tu po raz pierwszy usłyszał od Dawida, pięciolatka: Tato, kocham cię.

Beacie najtrudniej było po weekendzie, kiedy odwoziła całą piątkę do pogotowia opiekuńczego. Nie mogła się pogodzić z decyzją sądu, bo przecież leczyła się z alkoholizmu i nie tułali się już po wynajmowanych kwaterach, bo dostali mieszkanie socjalne. Najbardziej bolał płacz 6-letniego Sebastiana. Zastanawiała się potem na ulicy, sama też zapłakana, po co ma wracać do pustego domu?

Ten wstyd i żal to był pierwszy impuls, żeby odciąć się od dawnego życia. Białostockie Stowarzyszenie Pomocy Rodzinie Droga było dla nich niczym GPS: w jakim kierunku iść, by odzyskać dziecko. Do Drogi przychodzą rodziny, także żyjące w konkubinacie, skierowane przez opiekę społeczną, szkolnych pedagogów, sąd i kuratorów. Czasem zgłaszają się same, często licząc na materialne wsparcie. Skuteczność pracy trenerów i asystentów rodziny doceniło miasto, które dotuje unikatowy w Polsce program „Odzyskać dziecko”. W ciągu minionych dwóch lat do rodzinnego domu wróciło 30 dzieci.

Winni są inni

Anna Tomulewicz, wiceprezeska Drogi, podkreśla, że wstyd to jeszcze za mało, żeby się zmienić: – Nasi trenerzy rodzinni i asystenci rodziny dążą do tego, aby rodzice zrozumieli, dlaczego ich dzieci są w placówce. Bo zwykle gdy sąd im je zabiera, winni są sąsiedzi, kuratorzy, tylko nie oni, matka z ojcem.

Maria też tak myślała. Stoczyła się po śmierci męża, który zmarł na oczach najbliższych, ratując tonącego syna. Maria cierpienie znieczulała alkoholem. Zadłużyła mieszkanie, a kolejne w najgorszej dzielnicy miasta szybko opanowały pluskwy i karaluchy. W depresji zamknęła się przed ludźmi, ale nie dało się ukryć, że dzieci chodziły brudne, bez szczepień, nie miały szkolnych legitymacji, a córka mimo bardzo dużej wady wzroku nie nosiła okularów. Sąd wysłał dzieci Marii do placówki prowadzonej przez Drogę. To nie jest zwykły dom dziecka, ale Dom Powrotu. Czyli taki, z którego można wrócić do swoich.

Maria dała się przekonać, że pierwszym krokiem do odzyskania dzieci musi być wytrzeźwienie. Po leczeniu w szpitalu w Choroszczy bywała u nich dzień w dzień. W Domu Powrotu nie obowiązują sztywne zasady odwiedzania, jak w państwowych placówkach. Na nowo stawała się matką, która zaprowadza dzieci do szkoły i sprawdza lekcje. Włączyła się w codzienne życie domu, w którym wychowawcy wspólnie z dziećmi robią zakupy, sprzątają i gotują. Wygląda jak zwykły dom w osiedlu. Specjalnie nie powieszono na nim tablicy. Niektóre dzieci mówią w szkole, że mieszkają z ciocią i wujkiem. Dzieci Marii, jak wszystkie inne, dostały opiekuna, a ona wsparcie asystenta, który czuwał nad nią przez kolejne etapy jej pracy nad sobą.

Popatrz w oczy dziecku

Najważniejsze jest pierwsze pół roku. Jeśli rodzice dłużej siedzą z założonymi rękami, przyzwyczają się, że dziecko jest w placówce, i motywacja do pracy nad sobą siada. Trenerzy i asystenci podpowiadają im, czego muszą się nauczyć: czy prowadzenia domu – gospodarowania pieniędzmi, sprzątania, gotowania, czy też umiejętności opiekowania się dziećmi, bycia z nimi, rozmawiania. Nierzadko wszystkiego naraz.

Agnieszka, której zabrano dwie córki za zaniedbania – za świerzb i niechodzenie do szkoły najstarszej Anety – zrozumiała, że sama ściągnęła na siebie nieszczęście. Albo pracowała jako pomoc kuchenna 12–14 godzin na dobę i całymi dniami nie było jej w domu, albo rzucała robotę i szukała nowej, popadając w finansowe tarapaty. A że kiepsko też było z dyscypliną w wydawaniu pieniędzy, co trzy–cztery miesiące przeprowadzali się do kolejnego tańszego mieszkania, bo właściciel wymawiał za niepłacenie.

Otworzyły się też Agnieszce oczy na tak oczywiste rzeczy, że nie wystarczy dziecko nakarmić i ubrać. A gdzie rozmowa z nim, słuchanie go, patrzenie mu w oczy? Gdyby umiała dać dzieciom miłość, pewnie byłoby inaczej. Ale sama jej nie zaznała w dzieciństwie w podbiałostockiej wsi. Weszła w dorosłość z przekonaniem, że dla rodziców była tą głupszą córką. Dla ojca bękartem. A później zapłaciła za złe wybory partnerów życiowych – ojców Anety i upośledzonej Julki.

Pomoc za pracę

Pomysłodawcą i współzałożycielem Drogi jest ojciec Edward Konkol, werbista, niedawno nagrodzony za swój życiowy dorobek w konkursie im. Jana Rodowicza „Anody”, organizowanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Prawie 30 lat temu został wysłany z Jastarni na misję do Białegostoku. Tworzył na Podlasiu pierwsze ośrodki pomocy zarażonym wirusem HIV, pomagał narkomanom. Stowarzyszenie, które działa od 1991 r., nadal pracuje z uzależnionymi, ale od blisko 20 lat skupia się na pomocy rodzinom zagrożonym zabraniem dziecka do placówki, a także na scalaniu ich, kiedy już do tego dojdzie. Rocznie do poprawki idzie ok. 50 rodzin. Pomaga się też dzieciom.

Łatwiej odbudować rodzinę, kiedy jest dach nad głową i praca. Stowarzyszenie wielokrotnie pomagało w remoncie mieszkania. – Kiedyś załatwialiśmy rodzicom pracę, ale oni się w niej nie utrzymywali, więc to zarzuciliśmy – mówi Anna Tomulewicz. – Dajemy im pracę u nas, ale w zamian dostają nie pieniądze, tylko paczki z żywnością, artykułami chemicznym i słodyczami – w zależności od przepracowanych godzin. Jeśli ktoś się dobrze wywiązuje z obowiązków, dostaje jeszcze bilet miesięczny na komunikację miejską. Zasada jest taka – pomoc jest na tyle duża, by ludziom chciało się przyjść do nas do pracy, a na tyle mała, by szukali jej na zewnątrz.

Ojciec Konkol nieraz widział, jak bardzo może zniszczyć człowieka bezwarunkowa pomoc. Ludzie się od niej zwyczajnie uzależniają. Dlatego trzeba pomagać tak, aby wydobywać to, co w nich dobre. 30-osobowe przedszkole, zwane Aniołkowem, jest darmowe, ale rodzice muszą odpracować w stowarzyszeniu przynajmniej 8 godzin w miesiącu. Mogą sprzątać, pracować w kuchni, w Centrum Darów, w którym jest second hand z artykułami domowymi i ubraniami, czy przy wydawaniu paczek żywnościowych. Także w pracowni rękodzieła, której wyroby są sprzedawane na potrzeby stowarzyszenia. Dla rodziców, dla których codzienne ranne wstawanie i niespóźnianie się jest problemem, to trening, jak należy podchodzić do obowiązków.

Od poniedziałku do piątku Jola jest pomocą kuchenną w stołówce Drogi. Paczki, jakie za to dostaje, są dla niej sporym odciążeniem. Mąż przecież niewiele zarabia na sprzątaniu w sklepie. Właściwie wystarczy tylko dokupić trochę mięsa, wędlin, warzyw i owoców. Jola, która nie poradziła sobie z ukończeniem szkoły kucharskiej, tu nauczyła się lepiej i bardziej zdrowo gotować. Jej historia dowodzi, że można pokonać własne ograniczenia, jeśli się chce skorzystać z pomocy. Kiedy dzieci poszły do rodziny zastępczej, sama się zgłosiła do Drogi i poprosiła o asystenta. Miała dużo do nadrobienia, bo sąd zarzucił jej, że dzieci chodziły brudne, ubrane nieodpowiednio do pogody i zaniedbane zdrowotnie. Mieszkali wtedy w fatalnych warunkach – z dwójką maluchów w jednym pokoju z kuchnią, bez ciepłej wody i c.o.

Jola, zagrzewana przez asystentkę, ostro wzięła się za siebie. Przeszła przez trening grupowy i indywidualny. Na warsztatach uczyła się budować dobry kontakt z dziećmi. Nigdy by nie przypuszczała, że turlanie się z nimi po podłodze da poczucie niesamowitej bliskości. Dzieci po trzech miesiącach rozłąki wróciły do domu. Dziś jest to już inny, odmieniony dom, dosłownie i w przenośni – wynajmowane dwupokojowe mieszkanie w bloku.

Wpadka na finiszu

Nie zawsze się udaje zawrócić, nawet jak ktoś jest już na finiszu walki o dzieci. Mama Wojtka i Ewy, wydawałoby się, otrząsnęła się – znalazła pracę, udowodniła, że potrafi zająć się domem – posprzątać i nawet ugotować z niczego. Po wakacjach z dziećmi w ośrodku Drogi w Jastarni przepadła. A te nadal czekają w Domu Powrotu. Są pod opieką psychiatryczną. Wojtek się samookalecza.

Nie udało się też w przypadku lekko upośledzonej umysłowo mamy Kamila i Pauliny, wiążącej się z przypadkowymi mężczyznami, wykorzystującymi ją finansowo. Asystentka odkryła, że poiła dzieci alkoholem, żeby szybciej zasnęły. 3,5-letnia Paulinka miała wszystkie objawy odstawienia od alkoholu i leków. U 10-letniego Kamila zdiagnozowano zespół dziecka krzywdzonego. Bał się wyciągniętej ręki chcącej go pogłaskać. Trudno było pracować z matką, która prawie ich nie odwiedzała i nie odbierała telefonów. Do Anny Borowskiej, swojej opiekunki w Domu Powrotu, walczącej jak lwica, by mogli znów być w domu, dzieci próbowały mówić mamo. Dziś tak mówią do swojej mamy adopcyjnej. Kilka miesięcy temu zaadoptowało ich włoskie małżeństwo.

Z rodzicami upośledzonymi umysłowo i chorymi psychicznie pracuje się najtrudniej – przyznaje Anna Tomulewicz. Ale i oni, kiedy się nimi dobrze pokieruje, są w stanie opiekować się dziećmi. Niedawno wróciło do domu dwoje dzieci kobiety cierpiącej na schizofrenię. Cały czas wspiera ją asystent Drogi.

Życie po poprawce

Matki alkoholiczki często biorą się w garść. Choć nierzadko jest to picie z bogatą rodzinną tradycją. Po wytrzeźwieniu jest już z górki, co nie znaczy, że całkiem łatwo. – Najmłodszy, dwuletni Kacper najbardziej przeżył trzy miesiące rozłąki w domu dziecka. Teraz to sobie odbija, gryząc i bijąc rodzeństwo – mówi Marta, która po wychowawczym chce wrócić do pracy jako szwaczka w białostockiej firmie bieliźniarskiej. Oboje z Irkiem nadal się leczą. Marta nie pije już pół roku. Wytrzyma dla dzieci. Irek ma rozchwytywany fach stolarza meblowego, ale teraz musi poświęcić czas na pracę nad sobą w Drodze. Oprócz terapii chodzi na kurs operatora wózków widłowych. Niestety, Kaja Modzelewska, ich asystentka, zauważyła, że ma problemy z utrzymaniem abstynencji. – Widać, że oboje rodzice obudzili w sobie miłość do dzieci, ale przed nimi jeszcze daleka droga – ocenia Anna Tomulewicz.

Maria po leczeniu wróciła do mieszkania już bez brudu i karaluchów, bo wyremontował je budowlaniec, który pojawił się w Drodze z zasądzonymi pracami społecznymi. Dzieci odzyskała po ponad pół roku. Już nie jest samotna, przy jej boku jest trzeźwy alkoholik poznany na terapii. Niedawno urodziło im się dziecko. Jak wszyscy zawróceni jest jeszcze za słaba, by sobie radzić sama. Potrzebuje jeszcze asystenta Drogi. Chociażby treningu w gospodarowaniu pieniędzmi. Nie opłaci czynszu, a kupi córce markową kurtkę, choć mogłaby dostać używaną w Centrum Darów. Nie umie stawiać dzieciom granic. Jest bezradna, kiedy córka opuszcza szkołę. – Ma ogromne poczucie winy za to, co im zrobiła, i wydaje jej się, że jak będzie surowa, jeszcze bardziej je skrzywdzi. A córka to wykorzystuje – mówi Emilia Dźwil, asystentka Marii.

Agnieszka potrzebowała 18 miesięcy, aby przekonać sąd, że można jej oddać Anetę i Julkę. Miało być nowe, lepsze życie, a zaczęło się piekło. Nastoletnia Aneta nie chciała się uczyć, brała narkotyki, a po tym, jak pobiła matkę i siostrę, policja założyła jej Niebieską Kartę. Oskarżyła Radka, konkubenta matki, o molestowanie seksualne. Później, już będąc w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym, przyznała, że kłamała, bo chciała, by matka od niego odeszła. Mimo to Agnieszka nadal jest z Radkiem, ojcem jej najmłodszego syna Krzysia. Nigdy nie wierzyła w jego winę. Piekielny czas już minął. – Aneta podczas ostatniej przepustki wręcz serdecznie odnosiła się do matki – mówi Jolanta Kłusek, asystentka Agnieszki, która do czerwca będzie jeszcze monitorowała jej rodzinę. A Agnieszka zadziwia wszystkich operatywnością w znajdowaniu pracy. Jest teraz kasjerką w dyskoncie, blisko domu, żeby nie tracić czasu na dojazdy. Teraz będzie się starać o mieszkanie komunalne, bo obecne wynajmują. Za rok planują z Radkiem ślub.

Beata, zagoniona pracą na zmywaku i terapią alkoholową, długo wątpiła, czy uda się jej odzyskać dzieci, a potem odbudować to, co wcześniej zawaliła. Ale trzy dorosłe, usamodzielnione już córki prosiły: wytrzymaj, my też chcemy mieć mamę. W Drodze pamiętają, z jaką determinacją stawała się lepszą matką i walczyła o dzieci. Trwało to półtora roku. Wystarała się o nieodpłatną pomoc prawną w warszawskim stowarzyszeniu i wygrała w sądzie. Dzieci wróciły do niej w październiku. Trząsł jej się głos, kiedy na uroczystym spotkaniu w obecności wielu ludzi czytała list z gratulacjami za swoją wytrwałość od prezydenta Białegostoku i ojca Edwarda Konkola.

Po zawróceniu matczyne obowiązki wykonuje z żarliwością neofity. Reaguje na każdy esemes ze szkoły, pilnuje, czy odrobione lekcje, ale też włącza się do zabawy, kiedy dzieciaki wyjmą ulubioną grę planszową. Późno, bo przecież jest już babcią, rozsmakowuje się w rodzinnym życiu.

Joanna Leszczyńska, fotografie Anna Musiałówna

***

Imiona niektórych bohaterów są zmienione.

Polityka 21.2017 (3111) z dnia 23.05.2017; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Punkt naprawy rodzicielstwa"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną