Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wózkowa

Wspomnienie z Czarnego Protestu: Nas, wózkowych, były w tym tłumie tysiące

Politycy, premierzy, posłowie, prezesowie, ministrowie, biskupi, księża, ordynatorzy, lekarze i położne wiedzą lepiej, co jest dla kobiety dobre. Politycy, premierzy, posłowie, prezesowie, ministrowie, biskupi, księża, ordynatorzy, lekarze i położne wiedzą lepiej, co jest dla kobiety dobre. Pixabay
„Politycy, premierzy, posłowie, prezesowie, ministrowie, biskupi, księża, ordynatorzy, lekarze i położne wiedzą lepiej, co jest dla mnie dobre. Napawa mnie to wstrętem”. Przedstawiamy tekst, który zajął III miejsce w konkursie „Mój #czarnyprotest”.

„Mój #czarnyprotest”, czyli konkurs na najlepsze opowiadanie opisujące osobiste doświadczenia związane z Czarnym Protestem lub Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, został rozstrzygnięty. Przedstawiamy tekst, który zajął III miejsce.

Wózkowa

3 października, poniedziałek

Pada. Śpisz. Czekam, aż się obudzisz. Pięć poniedziałków temu byłeś jeszcze po drugiej stronie brzucha i uparcie chciałeś tam zostać, bo minął już tydzień od przewidywanej daty naszego pierwszego spotkania, a Ty wciąż nie dawałeś żadnych oznak, że Ci się spieszy na ten świat.

Teraz też Ci się nie spieszy. Śpisz. A przecież mamy iść na protest. Pakuję czarną parasolkę, wyciągam z szafy czarny płaszcz. Wciągam przed lustrem pociążowy brzuch. W radiu donoszą, że w Warszawie na ulicach już tysiące. Ciągle pada. Ja czekam, a Ty śpisz.

Pięćdziesiąt poniedziałków temu dowiedziałam się, że raczej Cię nie będzie. W naszym mieście jest kilka prywatnych klinik leczenia niepłodności, wszystkie nowoczesne, ekskluzywne, z uprzejmymi paniami pielęgniarkami i empatycznymi panami doktorami. Jeden z nich po wykonaniu serii kosztownych badań diagnostycznych orzekł: wrogi śluz, przeżywalność plemników statystycznie nieistotna, nikłe szanse na naturalne zapłodnienie. Rozwiązanie: sztuczna inseminacja, ewentualnie in vitro. – Czy Państwo rozważają? Cennik na stronie. Zaczęliśmy rozważać, a właściwie przeliczać, gdy postanowiłeś sprawić nam niespodziankę, a panu doktorowi psikusa, i zamieszkałeś w moim brzuchu, wywołując, na pięćsetnym z kolei teście ciążowym, dwie kreski.

Budzisz się, już późno, jechać czy nie jechać? Karmię Cię, przebieram, pakuję wózek i jedziemy na marsz. Pada, korki nieziemskie, pierwszy dzień roku akademickiego, jak zwykle Armagedon w naszym uniwersyteckim mieście i jeszcze ta pogoda. Mijamy wiele dziewcząt, dziewczyn, dziewuch i kobiet. Chowają się przed zacinającym deszczem pod parasolkami, kapturami, wszystkie idą nie w TĘ stronę. Mam ochotę zatrzymać je wszystkie i zapytać: – No jak to? Nie wierzę! Nie macie tego wszystkiego dość?! Naprawdę się nie boicie?

Ja mam serdecznie dość i boję się, że będzie tylko gorzej. Więc ciągnę Cię, Synu, przez te kałuże i ciągną mnie szwy po tej cesarce, co jej w ogóle miało nie być. W naszym mieście są liczne prywatne szkoły rodzenia, więc z Twoim tatą sumiennie uczęszczaliśmy do jednej z nich i pilnie wysłuchiwaliśmy uśmiechniętych położnych, że tylko poród naturalny zapewni Ci, kochany Synu, najlepszy start w życie. Więc ćwiczyliśmy oddechy, kegle, masaże i podskoki na piłce, aby na ten świat sprowadzić Cię wspólnym siłami, sprawnie, zdrowo i bezpiecznie. Niestety w naszym mieście nie można wynająć położnej do porodu, nie ma prywatnych szpitali i prywatnych porodówek, gdzie za kilka/kilkanaście tysięcy złotych można rodzić z mężem, doulą, w wodzie i w hipnozie. Do wyboru są: wojewódzka, dwie kliniczne oraz „oby tylko nie tam”. Wybieramy tę najbardziej obleganą, uruchamiamy lekarskie znajomości w rodzinie i po znajomych, bo normalnie, z ulicy, dostać się nie idzie.

Pięć poniedziałków temu jeszcze nie zaczęłam rodzić, a już miałam dość. To, co w prywatnym gabinecie jest normą, w państwowym szpitalu jest nieosiągalne. W pakiecie NFZ w najlepszym wypadku dostajesz od lekarza zniecierpliwienie i obojętność, w standardzie lekceważenie i kpinę, ale jak jesteś tzw. trudną pacjentką – czyt.: zadajesz pytania – to upokorzenie i zastraszenie. 25 lat akcji Rodzić po ludzku, standardy opieki okołoporodowej, wykłady i ćwiczenia w szkole rodzenia, wszystko psu na budę – mam pecha, bo pani położna wie lepiej, że niepotrzebne mi znieczulenie, skoro ona sama urodziła czwórkę dzieci bez; wie lepiej, że moje skurcze za słabe, więc podaje wbrew mojej woli dawkę oksytocyny, która prowokuje skurcz tak potężny, że Twoje tętno spada gwałtownie i idziemy pod nóż. Anestezjolog, chirurg, jarzeniowe światło i 20 minut później już jesteś wyszarpywany z mojego brzucha. Płaczę ze szczęścia, że Cię mam. Płaczę z bezsilności, bo przegrałam. Nie obroniłam moich praw, mojej godności, mojego poczucia podmiotowości i sprawstwa.

Wybacz, Synu, że tu głośno i nie możesz spać, wybacz, że pada na Ciebie deszcz, ale ja muszę tu być, bo naprawdę, naprawdę mam dość. I sama nie wiem, czy już płakać, czy jeszcze się śmiać. Jestem tu, Kochany Synku, z Tobą, bo boli mnie to, że w naszym kraju politycy, premierzy, posłowie, prezesowie, ministrowie, biskupi, księża, ordynatorzy, lekarze i położne wiedzą lepiej, co jest dla mnie dobre. Wiedzą lepiej i mają władzę, by odebrać mi prawo decydowania o sobie. Jestem tutaj, bo mierżą mnie lekceważący ton, pogarda sącząca się z ust tych Lepiejwiedzących. Wstrętem napawa mnie fakt, że za ich postawą kryją się wyrachowanie i oportunizm, do których dorabiają pokrętną ideologię. Moim kosztem. Jestem tutaj, bo nie życzę sobie, aby rościli sobie prawo do dysponowania moim zdrowiem, moim bezpieczeństwem, moim życiem i godnością. Jestem tutaj, bo nikt nie liczy się z moim głosem, mimo że płacę podatki i składki zdrowotne od ponad dziesięciu lat, więc utrzymuję tę armię Lepiejwiedzących.

Zasypiasz, rozglądam się dookoła, wzruszam się, bo jest nas, „wózkowych”, kilkanaście w kilkutysięcznym tłumie. O ironio, najwięcej nas stoi pod olbrzymim transparentem tzw. Obrońców Życia. Uśmiecham się, dziękuję sobie i Wam, dziewuchy, że tu jesteśmy. Myślę, że trudno będzie matkę z dzieckiem w wózku nazwać „szaloną lewaczką/zapiekłą feministką/morderczynią płodów” w głównym wydaniu „Wiadomości”.

Idziemy w marszu milczenia, deszcz siąpi, a ja nie mogę przestać myśleć, że chciałabym jeszcze kiedyś sprowadzić na ten świat Twoją siostrę albo brata, chciałabym stworzyć i urodzić nowego człowieka, mieć udział w tym cudzie. Chciałabym też, aby ta decyzja nie wymagała ode mnie heroicznej odwagi. Chciałabym nie musieć się bać. Chciałabym mieć dostęp do bezpłatnej i profesjonalnej opieki medycznej w trakcie ciąży i porodu, chciałabym móc skorzystać bezproblemowo z diagnostyki prenatalnej, chciałabym doświadczyć życzliwości i szacunku od personelu medycznego. Marzę też, by móc wychowywać Cię w kraju, gdzie słowa „dałn” i „pedał” nie są największą obelgą wśród dzieci na podwórku, a matki karmiące piersią w restauracji nie są wypraszane przez kelnerów do toalety. Przeraża mnie perspektywa podejmowania decyzji o usunięciu ciąży, ale tak, chcę mieć taki wybór. I wiem, że nikt nie ma prawa takiego wyboru komukolwiek odmawiać. Dlatego też uczyniłam Cię być może najmłodszym uczestnikiem Czarnego Protestu. Ciiiiii, Syneczku, śpij, już nie pada, wracamy do domu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Tako rzecze Jaki. Reporter „Polityki” incognito na Zjeździe Sympatyków Patryka Jakiego

Odbył się pierwszy w dziejach Polski Zjazd Sympatyków Patryka Jakiego. Aby wziąć udział, należało przejść weryfikację.

Marcin Kołodziejczyk
29.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną