Społeczeństwo

W Kanadzie urodziło się pierwsze dziecko bez określonej płci. Samo ją wybierze

To dopiero początek drogi – karta zdrowia jest, ale władze nadal odmawiają wydania aktu urodzenia. To dopiero początek drogi – karta zdrowia jest, ale władze nadal odmawiają wydania aktu urodzenia. Rob / Flickr CC by 2.0
Nie wiem, czy mam chłopca czy dziewczynkę – niech dziecko zdecyduje samo o sobie. Rzut oka na genitalia nie powinien determinować losu mego dziecka – uważa rodzic, który w Kanadzie walczy o nieprzypisywanie płci w żadnym z oficjalnych dokumentów.

Jak informują kanadyjskie media, dziecko nazwane Searyl Atli Doty przyszło na świat w listopadzie ubiegłego roku w miasteczku Slocan Valley w kanadyjskiej prowincji British Columbia.

Urodziło się w zaprzyjaźnionym domu, poza systemem służby zdrowia, i w związku z tym nie przeszło rutynowej kontroli medycznej. Ale to nie znaczy, że jest dla aparatu państwa niewidzialne – jego rodzic chce, by dziecko miało wszystkie oficjalne dokumenty tożsamości, ale bez określania płci.

To nie jest odosobniony przypadek, ale kolejna odsłona debaty nad prawem do tożsamości, która toczy się w Kanadzie – Searyl może być jej wdzięcznym symbolem.

Niech zdecyduje samo

Kori Doty to rodzic niemowlęcia, który nie chce określać się ani jako kobieta, ani mężczyzna. Prowadzi sądową batalię o prawo do usunięcia z dokumentów odniesień określających płeć dziecka – w swojej sprawie walczy o to od 2013 r. Doty wspomina: „Przy moich narodzinach lekarze spojrzeli na moje narządy płciowe i założyli, kim będę. Miało to konsekwencje przez całe moje życie. Co gorsza, przypuszczenia lekarzy nie sprawdziły się, a dopasowanie się [do właściwej płci – przyp. JGO] wiele mnie kosztowało”.

Jak mówi prawniczka reprezentująca Kori Doty, po porodzie unosi się nogi noworodka i tylko na podstawie tego, co tam widać, określa się przyszłość dziecka. Kori Doty chce tego dziecku oszczędzić. Mówi, że na pytanie „masz chłopca czy dziewczynkę” odpowiada: jeszcze nie wiem.

„To Searyl samodzielnie zdecyduje, jak zechce się identyfikować, kiedy podrośnie na tyle, by samodzielne określić swoją płeć społeczną – tłumaczy. – A ja nie będę ograniczać wyboru mego dziecka poprzez arbitralne wpisanie do dokumentów płci stwierdzonej na podstawie inspekcji genitaliów”.

Jak tłumaczy, już na etapie ciąży, podczas badań USG, określa się płeć i rodzice spodziewają się dziecka w całym kontekście społecznym. Wyobrażają sobie, projektują, jakim będzie synem, jaką córką. Ale czasem zdarza się, że oczekiwania rodziców nie pokrywają się z tym, jak siebie samo widzi dziecko. Jeśli już na początku zrezygnujemy z determinowania płci, unikniemy cierpienia wielu ludzi – przekonuje.

Co na to system?

Doty mówi, że chce dać dziecku prawo do samodzielnego określenia swojej płci społecznej. Ale zanim będzie ono na tyle dojrzałe, by dokonać takiego wyboru, minie kilka lat. Przez ten czas nie może być ono zawieszone w próżni, niewidzialne dla systemu.

W Kanadzie można otrzymać dokument uprawniający do korzystania z publicznej służby zdrowia (health card), nawet jeśli nie ma się uregulowanego statusu prawnego, np. w oczekiwaniu na potwierdzenie dokumentów imigracyjnych. Dzięki temu człowiek od razu jest objęty bezpłatną i pełną opieką, opłacaną z podatków. Także Searyl Atli Doty ma prawo do takich świadczeń, ale na karcie, poza imieniem i nazwiskiem, odnotowuje się też płeć pacjenta.

Choć dziecko przyszło na świat w listopadzie 2016 r., dopiero blisko pół roku później otrzymało swoją kartę. W miejscu określającym płeć zamiast „M” lub „F” wpisano mu literę „U”. Może ona oznaczać „undetermined” (nieokreślona) albo „unassigned” (nieprzypisana). Co urzędnicy mieli na myśli, nie wiadomo, bo odmawiają komentarza w tej sprawie.

Ale to dopiero początek drogi – karta zdrowia jest, ale władze nadal odmawiają wydania aktu urodzenia (a bez tego dziecko nie otrzyma kanadyjskiego dokumentu tożsamości, paszportu czy prawa jazdy. Wcześniej będą piętrzyć się trudności z zapisaniem go do żłobka, szkoły, etc.). W prowincji British Columbia mamy tylko dwie rubryki: na płeć męską i żeńską – mówią urzędnicy.

Tymczasem przed Trybunałem Praw Człowieka dla tej prowincji toczy się sprawa o sprostowanie 8 aktów urodzenia poprzez usunięcie określenia płci w dokumentach. Wnioskodawcy, w tym Doty, stoją na stanowisku, że taka zmiana powinna dotyczyć wszystkich dokumentów, nie tylko w ich prowincji, ale i na poziomie federalnym. Określanie płci w momencie urodzenia jest naruszeniem prawa do swobodnego wyrażania własnej tożsamości – uważają.

Ich głosy nie są odosobnione, a także niesłyszane. Można przekonać się o tym choćby w prowincji Alberta albo tej, najludniejszej, Ontario, ze stołeczną Ottawą i największą kanadyjską metropolią – Toronto, gdzie rozważa się rozszerzenie binarnego systemu określania płci. Także na poziomie federalnym przegłosowano wpisanie do Kodeksu Praw Człowieka prawa do tożsamości i jej wyrażania, co otwiera furtkę do takich zmian. To nie znaczy, że wystarczy dorysować trzecią rubrykę w dokumentach – osoby z niej korzystające byłyby narażone na dodatkowe szykany i będą padać ofiarą przestępstw z nienawiści – ostrzegają prawnicy. Dlatego warto w ogóle zrezygnować w określania płci w dokumentach.

Kanada jest jednym z siedmiu państw, które przymierzają się do takich rozwiązań. Na razie świat dowiaduje się o tym od jednego medialnego przypadku do drugiego, ale wygląda na to, że coraz więcej tu zrozumienia dla tych, którzy chcą żyć po swojemu. Nie oznacza to symbolicznej tolerancji, biernego powstrzymywania się od działania na szkodę, ale celowe próby ułatwiania życia, także na poziomie urzędów i formalności.

W dyskusji o sprawie niemowlęcia z Kanady padają znane argumenty o nadużywaniu władzy rodzicielskiej, krzywdzeniu dziecka przez narzucanie mu decyzji rodziców i prawie do radykalnego wychowywania wedle swoich intencji i wartości. Przy okazji warto zastanowić się, dlaczego rodzic Searyl tak bardzo chce odroczyć moment określania płci swego dziecka.

Być może zamiast obarczać winą rodzica, powinniśmy poszukać jej w ksenofobicznym i nietolerancyjnym wychowaniu kolejnych pokoleń? To nasze uprzedzenia i brak tolerancji sprawiają, że rodzice – nawet za tak wysoką cenę – chcą oszczędzić dzieciom cierpienia, z którym sami się musieli zmierzyć.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Polscy autorzy plagiatorzy

Dzisiejszy czytelnik potrafi szybko wytropić podobieństwa i oskarżyć o plagiat. Przekonali się o tym kolejni polscy autorzy.

Aleksandra Żelazińska
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną