Sprawa Charliego jest ekstremalna etycznie, duchowo, egzystencjalnie
Zabrakło mu tygodnia, by dożył roku. Charlie Gard nie zmarł w szpitalu, tylko w hospicjum.
Charlie Gard
REX/Shutterstock/EAST NEWS

Charlie Gard

Rodzice chcieli, żeby odszedł w swoim domu, ale to było technicznie niemożliwe. Nieuleczalnie chory chłopczyk żył tylko dzięki medycznej maszynerii. Respirator nie zmieściłby się w drzwiach.

Sprawa Charliego przykuła uwagę światowych mediów, gdy zabrali głos papież Franciszek i prezydent Trump. Obaj stanęli po stronie rodziców dziecka. Rodzice weszli w spór sądowy ze szpitalem w Londynie, w którym był najpierw leczony, a później podtrzymywany przy życiu.

Szpital, jeden z najlepszych pediatrycznych szpitali na świecie, uważał, że nic więcej dla dziecka nie można zrobić, jak tylko pozwolić mu godnie odejść.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną