Społeczeństwo

Mufti niezgody

Konflikt w społeczności polskich muzułmanów

Mufti – Tomasz Miśkiewicz Mufti – Tomasz Miśkiewicz Piotr Męcik / Forum
Spór między muzułmanami w Polsce zaszedł tak daleko, że sami poprosili ABW o interwencję.
Nowy mufti – Janusz AleksandrowiczArtur Reszko/PAP Nowy mufti – Janusz Aleksandrowicz

Artykuł w wersji audio

Moussa Ali Aboubacar, 37-letni imam z meczetu przy Wiertniczej na warszawskim Wilanowie, obywatel egzotycznych Komorów, chodził po budynku z nożem na kształt tureckiego kindżału, z długim 20-centymetrowym zakrzywionym ostrzem. – Powiedział: ja jestem za muftim Miśkiewiczem i jeśli wy jesteście przeciwko, to ja będę walczył z wami jak Sahaba. To znaczy, że poleje się krew – mówi Tomasz, polski Tatar, członek zarządu warszawskiej gminy muzułmańskiej.

Czyj meczet

„Sahaba” to określenie najbliższych towarzyszy proroka Mahometa, słowem, fundamentalizm. Aboubacar przyniósł nóż pod koniec maja na salę modlitw do meczetu. Tatar Tomasz, wraz z przewodniczącym gminy Nezarem Charifem, zawiadomił o groźbach Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, policję i prokuraturę. Napisali, że Aboubacar „nawołuje do przelewu krwi wzorem czasów okresu kształtowania się islamu na nowych terenach Arabii”. On sam na przesłuchaniu w prokuraturze rejonowej przyznał, że wniósł nóż do meczetu przez przypadek, bo chciał nim ściąć trawę przerastającą kostkę brukową przed wejściem. – Niedawno na mój widok sugestywnie przejechał palcem po krtani, co zgłosiłem także oficjalnie na policję – komentuje Tatar Tomasz.

Ponad rok temu, podczas piątkowej modlitwy, warszawscy muzułmanie stanęli przeciwko Miśkiewiczowi. Był wówczas muftim, czyli przewodniczącym Muzułmańskiego Związku Religijnego (MZR). Uważa, że jest nim także i dziś. – Ludzie wstali i mówili: mufti-halal, mufti biznes robi na nas – opowiada Nezar Charif, pochodzący z Damaszku, w Polsce od 30 lat, w 2016 r. pełniący funkcję imama.

Temat zysków Miśkiewicza z halal, czyli wydawanych przez imamów certyfikatów uboju rytualnego, budził emocje społeczności od dłuższego czasu, bo i pieniądze są niebagatelne. Sam eksport mięsa halal przynosi zyski rzędu 1,5 mld zł rocznie. W 2011 r. mufti Miśkiewicz zawarł umowę z firmą swojej żony na obsługę wydawania zaświadczeń i certyfikatów halal. Od tego czasu pieniądze przepływają przez konto jej firmy. W pierwszej połowie 2011 r., gdy jeszcze nie było umowy z żoną Miśkiewicza, dochody związku muzułmańskiego z tytułu certyfikowania produkcji sięgnęły 200 tys. zł rocznie. Od kiedy obowiązuje umowa z żoną Miśkiewicza, spadły do 60 tys. zł rocznie.

Między innymi właśnie owe niejasności finansowe stały się powodem uchwały z 2012 r. Wszechpolskiego Kongresu Muzułmanów o odwołaniu Miśkiewicza. Ten nie odniósł się do zarzutów. Uważa, że nie musi. Argumentuje, że zgodnie z wciąż obowiązującą ustawą z 1936 r. jest muftim dożywotnio. Podpiera się pismami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o takiej właśnie treści.

Temat interesów na halal pojawił się znowu podczas modlitwy na Wiertniczej w maju 2016 r. – Miśkiewicz straszył wtedy, że wszystkich oponentów zgłosi do Urzędu do Spraw Cudzoziemców i deportują ich z Polski. A ludzie wstali i go wygnali. To był wielki bunt – opowiada Nezar Charif. Następnego dnia Miśkiewicz przysłał Charifowi pismo, że jest zwolniony z funkcji i ma opróżnić pomieszczenia. W odpowiedzi gmina wybrała Charifa na przewodniczącego.

Rankiem 4 lipca 2017 r. Miśkiewicz poprosił egipskiego imama przebywającego jako gość w meczecie o możliwość wejścia do środka. Nie miał kluczy, bo wymieniono zamki. Okazało się, że był to podstęp. Gdy otworzono furtkę, nagle podjechał pod nią czarny wóz, z którego wyskoczyli ochroniarze z agencji, za nimi ślusarze. Wszyscy wpadli za muftim na teren meczetu i zabrali się do wyłamywania i zmieniania zamków w furtce i drzwiach budynku. W tym czasie Miśkiewicz dobijał się do biura, domagając się wydania dokumentów gminy. – Chciał nas stąd usunąć, bo uważa nas za centrum ruchu oporu przeciwko niemu – mówi krótko Tomasz z zarządu gminy, a Charif tylko kiwa głową. Zabarykadowany po drugiej stronie drzwi, wzywał w tym czasie policję.

Funkcjonariusze, którzy nadjechali pięcioma radiowozami, poprosili Miśkiewicza o okazanie nakazu sądowego uprawniającego go do siłowego wejścia i wymiany zamków. Najpierw mówił, że zapomniał zabrać, w końcu przyznał, że nie ma. – Pan Miśkiewicz się pośpieszył – komentował potem krótko rzecznik wilanowskiej policji. Pośpieszył się, okazało się bowiem, że za plecami gminy Tomasz Miśkiewicz przepisał należący do niej obiekt z meczetem przy ul. Wiertniczej – jako darowiznę – na Muzułmański Związek Religijny, czyli de facto sobie. Władze muzułmańskiej gminy dowiedziały się o tym, gdy z sądu ksiąg wieczystych przyszło na Wiertniczą pismo, że nie można dokonać nowego wpisu do hipoteki, bo trzeba jeszcze dosłać mapkę. Zarząd gminy z miejsca złożył zastrzeżenie do księgi wieczystej i wystąpił o unieważnienie aktu darowizny. Miśkiewicz w akcie notarialnym powołał się na uchwałę Najwyższego Kolegium. Gmina podnosi jednak, że Kolegium, z oczywistych powodów, nie mogło podjąć podobnej uchwały.

Gmina zawiadomiła warszawską prokuraturę o podejrzeniu poświadczenia nieprawdy przez Miśkiewicza. Według prokuratury analiza nadesłanych materiałów wskazuje na możliwość popełnienia czynu zabronionego i przekazała sprawę, wedle właściwości, do Białegostoku, siedziby MZR i muftiego.

Tatarzy i Turcy

Nie tylko ta jedna uchwała Najwyższego Kolegium może być nieważna. Z opinii prawnej, jaką dysponuje warszawska gmina, wynika, że wszystkie jego uchwały należy uznawać za nieważne – bo zabrakło w jego składzie drugiej osoby duchownej. A ostatnio Kolegium podjęło sporo uchwał, głównie wobec oponentów i krytyków Miśkiewicza. Zdaniem oponentów w miejsce tatarskich imamów wprowadza Turków, którym płaci dużo lepiej niż wcześniej rodzimym Tatarom.

Była więc np. uchwała o odwołaniu przewodniczącego gminy w Kruszynianach na Białostocczyźnie Bronisława Talkowskiego. Kruszyniany stały się symboliczną stolicą polskich Tatarów muzułmanów, a Talkowski to w prostej linii potomek tatarskiego generała Samuela Krzeszowskiego, którego w XVII w. osadził tu wraz z jego żołnierzami król Jan III Sobieski w uznaniu za zasługi wojenne. Miał on później uratować życie samego Sobieskiego w bitwie pod Parkanami. – Pan Miśkiewicz jest u nas osobą non grata z tego względu, że bardzo szkodzi społeczności tatarskiej i to na różnych szczeblach – i tym religijnym, i tym wizerunkowym – mówi Bronisław Talkowski. – Jest powołany na religijną funkcję muftiego, a jedynie, do czego jest mu potrzebna pieczątka muftiego i przewodniczącego Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego, to jego interesy.

Imama z innego ośrodka tatarskiego chciał w ogóle odwołać. Przestał wypłacać mu pensję – 1 tys. zł miesięcznie. Jednak wierni stanęli murem za swoim imamem.

W Warszawie Miśkiewicz od dwóch lat nie płaci na utrzymanie gminy. A pieniądze bierze z arabskiej Al-Rabity (organizacji z Arabii Saudyjskiej wspierającej finansowo działania islamizacyjne na świecie), a teraz także z rządowej tureckiej TIKA (Tureckiej Agencji Współpracy Międzynarodowej i Rozwoju), służącej budowie tureckiej tożsamości na świecie. Ostatnio TIKA dała 2,5 mln zł na remont Tatarskiego Centrum Kultury Islamu w Suchowoli, gdzie zaraz potem wszedł turecki imam. Tamtejsi Tatarzy wolą teraz dojeżdżać do Kruszynian.

Jedyną uznawaną przez Związek gminą dla południa Polski, włączając Warszawę i całe Mazowsze, jest teraz turecki meczet Warszawa-Fatih w podwarszawskim Raszynie. Turcy zarządzają nawet cmentarzem tatarskim w Warszawie. Są na tym tle spięcia, przyjeżdża policja. Polscy Tatarzy nie mogą wejść na cmentarz, bo pilnują go tureccy muzułmanie, niemówiący po polsku. – No, tragedia – mówi Talkowski i podsumowuje: – Naszych ludzi, Tatarów, jest wystarczająco dużo, żeby się zajęli swoimi cmentarzami.

Wszystko to coraz bardziej nie podoba się polskim Tatarom. Przyrównują sytuację do sprowadzenia Krzyżaków na ziemię chełmińską przez Konrada Mazowieckiego. – Miśkiewicz usuwa wszystkich przeciwników, bo walczy o swoje profity, o nic więcej, o to tylko chodzi. Walczy, żeby utrzymać się na stołku, niszcząc przy tym naszą tatarską społeczność – podsumowuje Talkowski.

Paragraf na paragraf

Napięcie rośnie, a opozycja tatarska jest coraz liczniejsza i zdeterminowana do usunięcia Miśkiewicza z życia społeczności. Nie jest to proste, bo twardo stoi za nim polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, przywołujące za każdym razem zapis o nieusuwalności muftiego w ustawie z 1932 r.

W końcu i Tatarzy sięgnęli głęboko do tej ustawy. I uznali, że w 2004 r. wybrano Miśkiewicza na muftiego, łamiąc wiele jej zapisów. Jak choćby to, że wyboru dokonuje specjalnie tylko w tym celu zwołany kongres elekcyjny, a wtedy, w 2004 r. odbyło się to na zjeździe. Ustawa stawia muftiemu twarde wymogi, poczynając od tego, że ma mieć co najmniej 40 lat, a Miśkiewicz miał zaledwie 27. Nie było wymaganego kontrkandydata, nie miał wymaganego wykształcenia ani znajomości dwóch języków obcych. Jako jedyny z polskich Tatarów miał za sobą krótkie studia religijne w Arabii Saudyjskiej.

Teraz Tatarzy zabrali się do odkręcania tego, co się stało. – Jeśli tak literalnie opieramy się na ustawie, to pozostaje nam uznać, że Miśkiewicz został powołany z jej złamaniem – mówi Talkowski. We wrześniu 2016 r. zwołano Najwyższe Kolegium Muzułmańskie dokładnie w tym samym składzie, który dokonał wyboru Miśkiewicza na muftiego w 2004 r. – i jednocześnie ostatnim składzie zgodnym z porządkiem prawnym i zapisami ustawy z 1936 r. Kolegium to podjęło uchwałę, że ówczesny wybór był nieważny i w związku z tym istnieje wakat na stanowisku muftiego.

Na 15 października 2016 r. zwołano w Kruszynianach Wszechpolski Elekcyjny Kongres Muzułmański – tak jak wymaga ustawa. Jak zaznacza Bronisław Talkowski, nawet liczbę delegatów oparto na przedwojennej ustawie, która mówi: jeden delegat na 100 członków (wtedy było ich w związku dużo więcej). Trzymając się wszystkich rygorów, wybrano nowego muftiego – Janusza Aleksandrowicza, imama z Kruszynian, tatara z dziada pradziada, który studiował islam najpierw w Sarajewie, potem we Francji. Nowego muftiego zaakceptowały wszystkie inne stowarzyszenia muzułmańskie w Polsce.

O wyborze nowego muftiego poinformowano MSWiA. Miśkiewicz od razu wysłał do ministerstwa sprzeciw. A resort znów stanął po jego stronie. 17 lipca 2017 r. wystawił zaświadczenie, że muftim jest Miśkiewicz. Postanowieniem z 20 lipca 2017 r. minister spraw wewnętrznych i administracji odmówił „wszczęcia postępowania w sprawie przyjęcia powiadomienia Pana Janusza Aleksandrowicza z dnia 25 kwietnia 2017 r. o zmianie na stanowisku Muftiego Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej”.

Sam Miśkiewicz komentuje próby odwołania go ogólnikiem, że stoją za tym radykalne środowiska świata arabskiego, a polscy Tatarzy, jak Bronisław Talkowski, stają przeciwko niemu, bo są pod wpływem radykałów. Dla niego to temat zamknięty.

Teraz polscy Tatarzy rozgrywają więc drugą bitwę na paragrafy – z państwem polskim. Pod koniec lipca Janusz Aleksandrowicz napisał do MSWiA, że doprowadzenie do sytuacji, gdy to ministerstwo ma być organem decydującym o władzach religijnych w RP, jest niedopuszczalne. Że dalsze działania MSWiA, negujące legalny wybór, zgodny z zapisami ustawy i Statusu MZR, rażąco naruszy normy prawne, a dodatkowo doprowadzi do innych problemów. Na koniec dodał, że „zmiana na stanowisku Muftiego w RP jest już faktem dokonanym, i jego ewentualne blokowanie doprowadzi do rozłamów w społeczności polskich muzułmanów, czego w obecnej sytuacji politycznej i migracyjnej należy uniknąć za wszelką cenę”.

Ministerstwo jeszcze do tego pisma się nie odniosło.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną