Społeczeństwo

Projekt zakazu aborcji ze względu na nieodwracalne wady płodu trafił do Sejmu

Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina podczas konferencji prasowej „Zatrzymaj aborcję” pod Sejmem. Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina podczas konferencji prasowej „Zatrzymaj aborcję” pod Sejmem. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Ale nie tylko o aborcję tu chodzi. Chodzi o zakazane słowo na „s”.

Do Sejmu trafiło dziś ponad 830 tys. podpisów pod projektem zakazującym aborcji ze względu na ciężkie, nieodwracalne wady płodu. To jeden z trzech jeszcze obowiązujących wyjątków od zakazu aborcji (dwa pozostałe to czyn zabroniony oraz zagrożenie życia i zdrowia kobiety). Poparcie dla projektu zadeklarowało już wielu polityków z obozu władzy, w tym premier, prezydent i marszałek Senatu.

Miesiąc wcześniej złożono w parlamencie zupełnie inny projekt, liberalizujący przepisy aborcyjne – zebrał 500 tys. podpisów. Gwarantuje on, oprócz prawa do przerwania ciąży do 12. tygodnia, także refundację antykoncepcji oraz swobodny dostęp do antykoncepcji awaryjnej. Jest to projekt nowoczesny, kompleksowy, jakiego w naszym kraju nigdy nie było.

Wydaje się, że szykuje się nowa odsłona walki o aborcję w Polsce. Ale czy na pewno chodzi tylko o aborcję?

Aborcja nie, antykoncepcja nie

Porównywanie aborcji do Holocaustu, m.in. na pojawiających się coraz częściej w polskich miastach akcjach billboardowych. Pigułka antykoncepcyjna? „Jesteśmy przeciwni tego typu środkom. Tak samo, jak zabija się człowieka w 20. czy 24. tygodniu ciąży, tak samo dziecko, które ma kilka dni, też jest dzieckiem i też jest zabijane”. Antykoncepcja to „środki dzieciobójcze”, „zabójcze tabletki”.

To cytaty z przeciwników prawa do aborcji, między innymi Kai Godek, którzy przynieśli dziś do Sejmu projekt całkowicie zakazujący aborcji w Polsce. A to przecież dzięki stosowaniu antykoncepcji, nie tylko w wyniku ustawy z 1993 roku, doszło do spadku liczby zabiegów. Mimo to ani jedna z najważniejszych fundacji antyaborcyjnych nie działa na rzecz zwiększenia dostępności środków antykoncepcyjnych. A to jedna z najskuteczniejszych metod zapobiegających zachodzeniu w niechcianą ciążę.

Przez rozszerzenie pojęcia aborcji stała się nią także antykoncepcja. To dlatego zakazano w Polsce pigułki „dzień po”, bo według „obrońców życia poczętego, niezagnieżdżonego” pigułki antykoncepcyjne powodują poronienia. Nie dociera do nich, że antykoncepcja awaryjna zapobiega owulacji, a nie zagnieżdżeniu się zarodka. Za chwilę farmaceuci otrzymają od Sejmu prawo do odmowy sprzedaży antykoncepcji. Środki z antykoncepcją awaryjną i środki do aborcji farmakologicznej utknęły dziwnym trafem na Poczcie Polskiej. Przypadek?

„Nie” dla prezerwatyw, nie dla edukacji seksualnej

To może zamiast aborcji i antykoncepcji hormonalnej i awaryjnej chociaż prezerwatywa? Nie, niestety nie ma w Polsce utożsamianego z prawicą polityka, który zakazywałby aborcji i wręczał prezerwatywę. Oni wszyscy ulegli ekstremistom ideologicznym. Według najnowszych pomysłów rządu ma wzrosnąć podatek VAT na prezerwatywę oraz na smoczki dla dzieci.

Edukacja seksualna? Tak, w postaci namawiania do całkowitej abstynencji. Tylko 2 proc. katoliczek praktykuje naturalne planowanie rodziny, a więc kto będzie się takimi zasadami kierował?

Jakie kroki podejmują przeciwnicy aborcji, aby ułatwić kobietom gorzej zarabiającym donoszenie ciąży i wychowanie dziecka? Pomoc jest niewielka. Według wyliczeń Ryszarda Szarfenberga około 83 proc. samotnych/samodzielnych matek z jednym dzieckiem nie skorzystało z 500+ w 2016 roku. Nie spełniły kryterium dochodowego. 51,4 proc. samodzielnych matek z jednym dzieckiem nie otrzymywało w 2016 roku alimentów ani żadnego z następujących świadczeń: 500+, zasiłek rodzinny, świadczenie alimentacyjne.

Dlaczego zlikwidowano program in vitro? Zamiast niego mamy krucjatę przeciwko poronieniom. Około 10–20 proc. ciąż, z których ciężarne nie zdają sobie sprawy, kończy się poronieniem. Co teraz?

Katha Pollitt uważa, że przeciwnikom aborcji chodzi o jedno. O słowo na „s”. „Faktycznym powodem ich sprzeciwu jest po prostu seks bez ryzyka ciąży i związane z tym zmiany w społeczeństwie. Czyli możliwości dłuższego kształcenia kobiet, dodatniego wpływu na zdrowie, niższej śmiertelności okołoporodowe, lepszych możliwości pracy zawodowej, spadku wczesnych, pospiesznych małżeństw, zmniejszenie stresu wśród par”. Okropność, prawda?

Ale nie padł tu jeszcze najważniejszy argument. Żeby zmniejszyć liczbę aborcji, trzeba więcej równości, sprawiedliwości, wolności. „Kobiety powinny mieć wszystko, czego potrzebują, żeby uniknąć niechcianej ciąży i porodu, jak i wychować chciane dziecko. Macierzyństwo, aby było szczęśliwe, musi być dobrowolne”. Do zabiegów przerywania ciąży dochodzi nawet w najzamożniejszych państwach. Dlaczego? „Bo życie zawsze będzie skomplikowane, antykoncepcja nie działa ze stuprocentową pewnością i ludzie nie są doskonali. Musimy być w stanie powiedzieć, że to nic złego”.

***

Pisząc komentarz, korzystałam z książki Kathy Pollitt „PRO odzyskajmy prawo do aborcji”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną