Społeczeństwo

Jeden na jednego

To nie jest kraj dla seniorów

Politycy zdają się nie przejmować. Obniżają wiek emerytalny, choć wiadomo, że przy stosunku 1:1 system emerytalny nie ma szans się zbilansować. Politycy zdają się nie przejmować. Obniżają wiek emerytalny, choć wiadomo, że przy stosunku 1:1 system emerytalny nie ma szans się zbilansować. BEW
Model jeden na jeden, czyli wymagający opieki stary człowiek, mający tylko jednego krewnego, już niedługo będzie społeczną normą. Państwo jest do tego kompletnie nieprzygotowane.
Państwo nie wydaje się zainteresowane wsparciem rodzinnych opiekunów ludzi starszych, mimo że w niedalekiej przyszłości bez nich sobie nie poradzi.123 RF Państwo nie wydaje się zainteresowane wsparciem rodzinnych opiekunów ludzi starszych, mimo że w niedalekiej przyszłości bez nich sobie nie poradzi.

Artykuł w wersji audio

Pani A. jest po siedemdziesiątce. Wyliczanie jej dolegliwości zajęłoby godziny. Ale największą jest zmęczenie życiem. Rano, czyli koło czwartej, stara się dźwignąć z łóżka natychmiast po przebudzeniu, inaczej mogłaby już nie dać rady wstać. A musi. Obok łóżka sąsiad postawił ciężkie krzesło, żeby się mogła przytrzymać, gdy zakręci jej się w głowie. Zwykle rano się kręci. Najchętniej by już umarła, ale kto się zajmie mamą? Lat dziewięćdziesiąt trzy. Demencja. Lista dolegliwości jeszcze dłuższa niż u córki. Zostały na świecie we dwie.

Pani Z., w podobnym wieku, podobnej sytuacji, zdarza się pojechać za miasto do lasu, by tam krzyczeć. Wyje z bezsilności. Pomaga na tyle, że Z. może wrócić do domu i jeszcze trochę pociągnąć. Ojciec nie ma nikogo więcej do opieki.

J. jest jeszcze młoda (patrząc z perspektywy pani A. i pani Z.). Ale sytuację ma podobną. Jest na początku drogi. Nie wiedziała, od czego zacząć, kiedy jej 80-letniego ojca wypisano ze szpitala. Po operacji i kilkutygodniowym leżeniu już nie umiał chodzić. Rehabilitacja? Usprawnianie? Teoretycznie możliwa, ale miejsc brak. Odpłatnie można od zaraz, dwa tygodnie za 3,5 tys. zł. Jakaś pomoc? Lekarz rozłożył ręce: to już resort opieki. Nie wspomniał o finansowanej przez NFZ pielęgniarskiej opiece długoterminowej, ale przynajmniej wypisał skierowanie na wózek inwalidzki.

M. ma dwoje dzieci i matkę. Dzieci wychowuje sama. Na początek ściągnęła mamę, która znów spadła ze schodów w starym domu na Kaszubach, do Warszawy, na kanapę do dużego pokoju. Nie ma pojęcia, co dalej.

T. właśnie zjechała z Londynu. Sąsiadka, której co miesiąc płaciła przelewem za opiekę, powiedziała, że ma dość. T. musi szybko znaleźć dla matki jakąś opiekuńczą instytucję i wracać, nim w Londynie wymówią jej pracę. Pracodawca dzwoni codziennie z pytaniem, kiedy będzie. Gdy T. patrzy na matkę, to albo płacze, albo wpada we wściekłość. To wszystko, mówi, to jest za dużo jak na nią.

Krzywa rośnie

Ludzi w podeszłym wieku przybywa w postępie geometrycznym, 80-latków dwa razy szybciej niż seniorów 65 plus. Co trzeci Polak po sześćdziesiątce piątce nie jest w pełni sprawny i wymaga pomocy. Im później, tym gorzej.

Co szósty stary nie ma nikogo do pomocy (dane GUS). Co piątemu został na świecie jeden młodszy krewny. W 2050 r. proporcja jeden na jednego będzie już normą społeczną: stary będzie co trzeci Polak (dwa razy więcej niż dziś), doliczając dzieci i niepełnosprawnych, też wymagających opieki, będzie jeden do zaopiekowania się na głowę. Jeśli choć część młodszych Polaków zamieszka za granicą, szykuje się nam ponury klub niesamodzielnych.

Politycy zdają się nie przejmować. Obniżają wiek emerytalny, choć wiadomo, że przy stosunku 1:1 system emerytalny nie ma szans się zbilansować. Mówią o zwiększaniu dzietności przy pomocy 500 plus, choć demografowie pukają się w czoła: nie jest możliwe odwrócenie tak silnego, wieloletniego trendu. Nawet jeżeli Polacy będą „mnożyć się jak króliki” (cytat z niedawnej kampanii Ministerstwa Zdrowia), to już jest ich zwyczajnie za mało. Potencjalni opiekunowie się nie urodzili. „Jeden na jednego” właśnie się zaczyna.

Dziś „jeden” na polu boju jest skrajnie osamotniony. – W latach 80. zaczęto odchodzić w opiece długoterminowej i psychiatrycznej od wielkich zamkniętych instytucji – mówi prof. Beata Tobiasz-Adamczyk, socjolog medycyny z Katedry Epidemiologii i Medycyny Zapobiegawczej Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. – Opieka w domu, zapewniana przez bliskich, w wielu przypadkach daje lepsze efekty zdrowotne i psychologiczne. Ale to nie powinno oznaczać, że rodziny osób starszych same muszą się uporać ze wszystkim. A jednak. W praktyce 90 proc. pracy spada na rodzinę. Także w sytuacji, gdy jest nią jedna osoba. Zrzuceniu opieki na barki jedynego bliskiego sprzyja niechęć Polaków do oddawania członków rodziny pod opiekę instytucji; aż 87 proc. badanych zdecydowanie wyklucza taką możliwość. Także gdy zapytać lekarzy czy pracowników ośrodków pomocy społecznej.

Samotny bohater

Dzięki badaniu EUROFAMCARE (międzynarodowy projekt dotyczący opiekunów rodzinnych z 2004 r.) po raz pierwszy udało się oszacować liczbę opiekunów rodzinnych w Polsce. Wtedy to było 2 mln osób. Dziś na pewno więcej. Co dziesiąty – zajęty przez całą dobę. Dla państwa są zupełnie niewidoczni. Nie istnieje nawet definicja „opiekuna rodzinnego”. Dlatego dr Anna Janowicz, specjalistka z zakresu opieki u kresu życia i opieki nieformalnej, zabiegała, by jeden z paneli Kongresu Spraw Obywatelskich poświęcić właśnie im. W zeszłym roku kierowana przez nią Fundacja Hospicyjna z Gdańska napisała list otwarty do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z prośbą o opracowanie i wprowadzenie w życie systemowego programu pomocy opiekunom rodzinnym. – W odpowiedzi dostaliśmy pismo z informacjami o pomocy dla osób niepełnosprawnych i o powołaniu międzysektorowego zespołu do spraw osób niepełnosprawnych i ich opiekunów – mówi dr Janowicz. Większość osób w podeszłym wieku, wymagających opieki, nie ma orzeczenia o niepełnosprawności.

Niewydolnego systemu opieki nad osobami niesamodzielnymi nikt nie próbuje reformować. Badania EUROFAMCARE miały być wykorzystane przez polski rząd do tworzenia programów, ale tak się nie stało. – Również ekspertyzy, które przygotowywało Polskie Towarzystwo Gerontologiczne dla Ministerstwa Zdrowia, trafiły chyba do szuflady – mówi dr hab. Piotr Czekanowski, prof. Uniwersytetu Gdańskiego, socjolog i gerontolog, specjalizujący się w socjologii starości i pracy socjalnej. Prof. Tomasz Grodzicki, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii, były konsultant krajowy ds. geriatrii, podkreśla, że są jakieś działania, ale niespójne, porozrzucane. Mamy resort zdrowia, pomocy społecznej i ubezpieczeń społecznych, są samorządy, w projekty na rzecz osób starszych angażują się organizacje pozarządowe i kościelne. Ale nic tych działań nie spaja.

W tym, co jest, opiekunowie – herosi gubią się. C., lat 55, zwolniła się z pracy, po to, by zająć się mamą. Na własne żądanie, z dnia na dzień. Po kilku miesiącach koleżanka przyniosła gazetę z informacją o zasiłku dla opiekunów. W MOPS poinformowali ją, że świadczenie jej nie przysługuje, bo nie jest zatrudniona. Do tego jej matka musiałaby mieć orzeczenie o niepełnosprawności. – Dlatego jednym z podstawowych obowiązków państwa powinno być tworzenie punktów informacyjnych, np. w szpitalach – mówi dr hab. Piotr Czekanowski, a dr Anna Janowicz dodaje, że może koordynator lokalnej opieki geriatrycznej byłby dobrym pomysłem? Podobny program właśnie rusza w Małopolsce, gdzie Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej, w ramach Małopolskiego Inkubatora Innowacji Społecznej, realizuje projekty pilotażowe finansowane przez Ministerstwo Rozwoju. Każdą osobę starszą, która wychodzi ze szpitala po chorobie lub wypadku, organizator odwiedzi w domu w ciągu 24 godzin od zgłoszenia przez szpitalną pielęgniarkę i pomoże rodzinie lub opiekunom zorganizować pomoc. Powie, co i gdzie mogą uzyskać, zostawi broszurę informacyjną z adresami i telefonami. Projekt małopolski to zawsze jakiś początek. O ile senior ma jeszcze jakąś rodzinę skłonną się nim zająć i podzielić opieką.

Opiekunowie nie mają wiedzy na temat pomocy instytucjonalnej, mają za to ugruntowane przekonanie, że biurokracja i instytucjonalne przeszkody to droga przez mękę, a ostatecznie i tak nic się nie uda załatwić. Stracą tylko czas, a tego najbardziej im brakuje. Z badań EUROFAMCARE wynika także, że przeważająca większość badanych nie czuje się gotowa do roli opiekuna rodzinnego.

Więc poza informacją przydałyby się szkolenia. Choćby takie, jak podnieść ciężkiego, bezwładnego człowieka, nie uszkadzając sobie kręgosłupa. (O tym, że jest taki sposób, M. dowiedziała się dopiero od ortopedy. Poszła do lekarza, gdy ból stał się nie do wytrzymania. Przerażona, kto zajmie się jej matką, gdy ona nie da rady wstać).

I jakiekolwiek umocowanie prawne. Na przykład karta opiekuna rodzinnego umożliwiająca m.in. szybszy dostęp do lekarza. To byłoby najważniejsze dla J., 80-latka, zajmującego się o kilka lat młodszą żoną. Co piąty opiekun osoby starszej to współmałżonek. Równie stary.

Krzyk rozpaczy

Problemów jest więcej. Począwszy od podstawowego – opieka zastępcza, wytchnieniowa. Jeżeli jej nie ma (a nie ma), 24-godzinni opiekunowie, zmuszeni do odejścia z pracy, niemal w nędzy zmagają się ze skrajnym zmęczeniem, zaburzeniami snu i depresją. – Około 450 gmin w Polsce nie ma żadnej placówki dziennej opieki, a niemal jedna piąta gmin nie oferuje w ogóle usług opiekuńczych – mówi senator PO Mieczysław Augustyn, który pięć lat temu opracował Zieloną Księgę opieki długoterminowej, punktującą wszystkie niedomogi systemu pomocy, a właściwie brak takiego spójnego systemu. Dla tych gmin państwo ma dziś 57 mln zł w ramach programu rządowego Opieka 75+ oraz dotacje na utworzenie lub działalność już istniejących Dziennych Domów i Klubów Seniora w ramach programu Senior+. – Zamiast kompleksowego rozwiązania dwa plasterki na te największe rany – mówi Augustyn.

Samorządom finansowo najbardziej opłaca się utrzymywanie domów pomocy społecznej. Koszty pobytu ponosi sam pensjonariusz, oddając do 70 proc. swojej renty lub emerytury, resztę uzupełnia rodzina, od której od paru lat egzekwuje się wpłaty bezlitośnie. Opiekunowie najchętniej skorzystaliby z opieki domowej, co jest dla państwa tańszym rozwiązaniem – bo opiekun jest w stanie łączyć obowiązek względem bliskiego z pracą – ale mniej opłacalnym dla gmin. Zresztą mniejsze, biedniejsze gminy nie radzą sobie nawet z tworzeniem zakładów opiekuńczych, a potrzebujących przybywa.

Specjaliści od opieki społecznej twierdzą, że w innych państwach europejskich było podobnie: w końcu samorządy się zbuntowały i władze były zmuszone zreformować system od góry. – W Krakowie próbują wykorzystać do finansowania usług opiekuńczych w domu mechanizm obligacji społecznych w ramach projektu Małopolskie Obligacje Społeczne, realizowanego przez Wojewódzki Urząd Pracy – mówi dr hab. Jolanta Perek-Białas, gerontolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobne projekty mają być realizowane w kilku innych największych miastach. Socjologowie zajmujący się opieką społeczną widzą w tym jaskółkę nadziei.

Zapaść długoterminowa

Ale zaangażowania w problem profesjonalnej pomocy medycznej nie da się uniknąć. Prawie 90 proc. ludzi starszych to przewlekle chorzy – wynika z raportu senior.gov.pl z 2015 r. Specyfika chorowania po 75. roku życia jest zupełnie inna niż osoby 40–50-letniej; wielochorobowość, inny niż u młodszych przebieg chorób, częsta niesprawność fizyczna i poznawcza. Tymczasem były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł uważał, że geriatria nie jest niezbędna i lekarze tej specjalności, których jest zaledwie ok. 400, ale praktykuje mniej niż połowa, powinni odgrywać jedynie rolę konsultantów dla pacjentów będących pod opieką lekarzy POZ. Za rządów ministra Radziwiłła geriatria miała wręcz wypaść z sieci szpitali (podobnie jak opieka długoterminowa i paliatywna). Po protestach środowiska ministerstwo wycofało się z planów, ale nie wszystkie oddziały w powiatowych szpitalach załapały się na finansowanie.

A oddziały internistyczne bronią się przed pacjentami w podeszłym wieku, twierdząc, że rodziny podrzucają ich na święta albo na wakacje. „Niech się cieszy, że w ogóle do szpitala wzięli, bo tu takich nie przyjmują” – usłyszała od pielęgniarki K., która prosiła o łóżko z zabezpieczeniem dla matki, by nie spadła.

Geriatria jest tańsza niż interna. Według NIK leczenie na oddziale geriatrycznym kosztuje rocznie 1,4 tys. zł mniej, niż gdyby tego samego pacjenta leczyć w ramach interny. Ale w Polsce jest najniższy w Europie wskaźnik dostępności lekarza geriatry na liczbę mieszkańców w starszym wieku. – Ze względu na zbyt małe środki przeznaczone na opiekę zdrowotną koncepcja ograniczenia hospitalizacji seniorów, najdroższego elementu, jest słuszna, ale konieczne jest zbudowanie bardzo silnego systemu opieki ambulatoryjnej, domowej, długoterminowej i rehabilitacji – mówi prof. Grodzicki. – Jeśli tylko ograniczymy lecznictwo zamknięte, to będzie dramat dla chorych i opiekunów.

W opiece długoterminowej jest jeszcze gorzej niż w geriatrii. Publiczna służba zdrowia dostaje na ten cel zaledwie 10 proc. potrzebnych pieniędzy. Średnia liczba łóżek opieki długoterminowej na 1 tys. osób w wieku powyżej 65 lat w 20 wybranych krajach OECD to ok. 50, w Polsce – tylko 17.

Srebrne tsunami

Już jest fatalnie, a będzie gorzej. Demografowie straszą srebrnym tsunami. – A przecież ten tzw. kryzys demograficzny nie dopadł Polski znienacka, ogólna tendencja utrzymuje się od lat i wręcz się nasila – mówi dr hab. Piotr Czekanowski. – I cały czas słyszę nie tylko od decydentów, że trzeba się przygotować do tego, że polskie społeczeństwo się starzeje, ale nie idą za tym wystarczające działania. Politycy obiecują. Mówią, że to „niezwykle ważna część naszej polityki społecznej” (premier Mateusz Morawiecki w telewizji Trwam). Opowiadają o pensjach z budżetu dla opiekunów (premier Donald Tusk, 5 lat temu w deklaracjach o Narodowym Programie Senioralnym i ministerstwie ds. wykluczonych). Najnowsza ich opowieść to Narodowy Program Opieki nad Osobami Starszymi. Ma nad nim pracować powołana przez PiS dwa lata temu Narodowa Rada Geriatrii i Gerontologii. O konkretnych działaniach Narodowej Rady nie słychać. Na inauguracyjnym posiedzeniu uchwalono pilną potrzebę kontynuacji programu badawczego PolSenior i na tym poprzestano. – Po co kolejne badania? – dziwi się senator Augustyn. – Przecież w 2015 r. rząd przedstawił raport o sytuacji osób starszych. Wiemy już, że jest źle, trzeba to próbować zmieniać. To taka strategia na przeczekanie, miną lata zanim się przeprowadzi kolejne badania, zanalizuje je i powstaną jakieś konkretne propozycje.

Parlamentarna Grupa Robocza ds. Opieki Długoterminowej pod przewodnictwem senatora Augustyna jeszcze w poprzedniej kadencji przygotowała projekt ustawy o pomocy osobom niesamodzielnym, przewidujący m.in. wprowadzenie bonów opiekuńczych, rocznych bezpłatnych urlopów w celu opieki nad osobami niesamodzielnymi oraz tak zwaną opiekę wytchnieniową dla opiekunów. Projekt trafił do resortu pracy i polityki społecznej na kilka miesięcy przed wyborami i minister Kosiniak-Kamysz nie zdążył. – Po wyborach, gdy władzę przejął PiS, dałem minister Rafalskiej rok na uporanie się z 500 plus, ale potem przekazałem jej projekt – mówi senator Augustyn. Gdy miesiące mijały i nic się nie działo, postanowił zgłosić projekt jako senacki i zabiegać o to, by znalazł się w programie PO. Powinien w tym roku pójść do dalszych prac.

Ale czy tak się stanie, trudno powiedzieć. Od dwóch lat nie może się doczekać wykonania wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający za niekonstytucyjny fakt, że zasiłek opiekuńczy dla osoby niepracującej zajmującej się niepełnosprawnym dzieckiem jest trzykrotnie wyższy od świadczenia, jakie pobiera opiekun niepełnosprawnego dorosłego. Państwo nie wydaje się zainteresowane wsparciem rodzinnych opiekunów ludzi starszych, mimo że w niedalekiej przyszłości bez nich sobie nie poradzi. Nawet biorąc pod uwagę to, że starzejemy się coraz lepiej, dłużej zachowując sprawność. Nawet mając najwyższe w Europie poczucie odpowiedzialności za swoich starych bliskich.

Polityka 3.2018 (3144) z dnia 16.01.2018; Społeczeństwo; s. 29
Oryginalny tytuł tekstu: "Jeden na jednego"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy jelita mogą konkurować z mózgiem?

Czy jelita – tzw. drugi mózg człowieka – mają swój własny rozum.

Eliza Koźmińska-Sikora
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną