Społeczeństwo

Sejmowa komisja za wzrostem renty socjalnej. Ale 500 zł w gotówce nie będzie

20. dzień protestu rodziców dorosłych osób niepełnosprawnych. 20. dzień protestu rodziców dorosłych osób niepełnosprawnych. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Puste, niemożliwe do spełnienia obietnice, gra pozorów. Posłowie opozycji punktowali poselski projekt wspierający osoby o znacznej niepełnosprawności.

Do prawie 1 w nocy trwało posiedzenie sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. Komisja pozytywnie zaopiniowała rządowy projekt, który przewiduje wzrost renty socjalnej dla osób ze znaczną niepełnosprawnością do 1029 zł. Nowe przepisy mają wejść w życie 1 czerwca 2018 roku. Tym samym jeden z postulatów rodziców osób niepełnosprawnych, którzy protestują w Sejmie, został spełniony. Według szacunków liczba osób pobierających rentę socjalną wynosi 280 tys., a podwyżka będzie w tym roku kosztować 315 mln zł. W kolejnych latach – 540 mln rocznie.

Odbyło się też pierwsze czytanie projektu o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności. Za przyjęciem projektu głosowało 20 posłów, nikt nie był przeciw, a 14 posłów PO wstrzymało się od głosu, bo w ich ocenie projekt jest niezgodny z konstytucją i regulaminem Sejmu. Projekt opiera się na czterech punktach:

1. Zniesieniu okresów użytkowania wyrobów medycznych, na podstawie których np. dofinansowanie do wózka elektrycznego było możliwe tylko raz na pięć lat.
2. Zagwarantowaniu prawa do korzystania poza kolejnością ze świadczeń opieki zdrowotnej oraz usług farmaceutycznych.
3. Zagwarantowaniu prawa do korzystania ze świadczeń specjalistycznych bez skierowania.
4. Bezlimitowym finansowaniu przez Narodowy Fundusz Zdrowia rehabilitacji leczniczej.

„Proponujemy kompleksowe rozwiązania, które są realizacją postulatów zgłaszanych przez środowiska osób niepełnosprawnych. Jako rząd musimy to robić w sposób odpowiedzialny, nie możemy doprowadzić do zaburzenia stabilności państwa” – przekonywała na posiedzeniu rzecznik rządu Joanna Kopcińska, która ten projekt przedstawiała.

Dyskusja w komisji polityki społecznej

„To bez wątpienia krok w dobrą stronę. Ale nie można oprzeć się wrażeniu, że to krok pozorny, bo jeżeli nie ma nic o zwiększonych środkach na realizację tych celów, to są to puste obietnice. Nie rozumiem, jak można poważnie przedstawiać taki projekt i poważnie mówić, że jest to rozwiązanie systemowe” – podkreślił Sławomir Piechota z Platformy Obywatelskiej. Wskazał, że gdyby projekt miał przedstawiać rozwiązania systemowe, musiałby zawierać informację, o ile rzeczywiście wzrosną wydatki budżetu państwa na wspomniane cele.

Czytaj także: Nie odsyłajmy protestujących niepełnosprawnych z Sejmu

Piechota zauważył także, że zapis w projekcie o bezlimitowym zaopatrzeniu w wyroby medyczne i pomoce techniczne jest niejasny. „Co to znaczy bezlimitowe? Bo prosta jest sprawa pieluchomajtek, ale jak dochodzimy do bardziej skomplikowanych urządzeń typu aparaty słuchowe, to czy oznacza to, że będę mógł co miesiąc przyjść i prosić o nowy aparat słuchowy?” – dopytywał.

Poseł przypomniał wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący zrównania świadczeń opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych i dzieci. „Elementem systemu byłoby zapewne wykonanie tego wyroku. To, co jest dla mnie niepojęte, i staram się ważyć słowa, to fakt, że o ten wyrok występowali posłowie PiS. Gdy TK uznał zawarte w państwa wystąpieniu racje, to do tej pory nic nie zrobiliście, żeby ten wyrok wykonać” – dodał. Jak powiedział, aby mówić o rozwiązaniach systemowych, należałoby zrównać zasiłek pielęgnacyjny i dodatek pielęgnacyjny.

„Mam głębokie wrażenie, że powinien się, niestety, nazywać »puste obietnice«” – mówił z kolei poseł Michał Szczerba (PO). „Była mowa o krokach i jak w piosence Anny Jantar: najtrudniejszy jest pierwszy krok. Prawda jest niestety taka, że nawet tego kroku nie wykonaliście, bo projekt ma się nijak do postulatów protestujących, którzy oczekują godnego życia. Dodatek rehabilitacyjny to także rehabilitacja społeczna. Ten projekt ma wyłącznie charakter deklaracyjny”.

Z kolei Magdalena Kochan (PO) zwróciła uwagę, że w projekcie nie ma słowa o tym, skąd będą pochodziły pieniądze na realizację propozycji. O koszt realizacji ustawy dopytywała także była premier Ewa Kopacz. „Jak rozmnożycie specjalistów, rehabilitantów? Jeśli dostęp do świadczeń będzie bezlimitowy, a przyjęcia będą się odbywać bez skierowania, to co z kontraktami i wypłacaniem nadwykonań? Czy zadłużenie placówek się zwiększy? Czy szpitale będą zadłużać się bez końca?” – pytała.

Posłanka Nowoczesnej Kornelia Wróblewska zwróciła uwagę, że projekt ustawy jest nieprecyzyjny. „Propozycja zniesienia okresów użytkowania wyrobów medycznych do wysokości limitu finansowania ze środków publicznych... Jaki to jest limit? Czy to oznacza, że dostaną tylko niektórzy – ci, którzy się w limicie złapią? Czy to oznacza, że wszyscy, w zależności od tego, jakie mają potrzeby, jak np. wózek elektryczny, czy te osoby też w sposób nieograniczony będą mogły korzystać, czy jednak mamy limity?”.

Posłanka odnosiła się też do prawa do korzystania ze świadczeń specjalistycznych bez skierowania. „To, do czego się państwo odnosicie w ustawie, to jest ginekologia i położnik, dentysta, wenerolog, onkolog, psychiatra, dla osób chorych na gruźlicę, dla osób zakażonych wirusem HIV. Gdzie są potrzeby osób naprawdę niepełnosprawnych, ze znacznym stopniem niepełnosprawności? Gdzie są ci specjaliści, którzy faktycznie ich obsługują na co dzień?”.

Czytaj także: W sprawie niepełnosprawnych nie chodzi o to, by budżet się dopiął

Posłanka PiS Bernadeta Krynicka zwróciła uwagę, że każdy rodzic osoby niepełnosprawnej powinien dbać o to, by jego dziecko mogło żyć w społeczeństwie. „A nie zamykać go w czterech ścianach. I 500 zł na pewno w tym nie pomoże” – powiedziała, dodając, że jej zdaniem „jest nieludzkie i niegodne, że rodzice przetrzymują swoje dorosłe dzieci. Nie wierzę w to, że te dzieci dobrowolnie chciały przyjść. To jest dla mnie wykorzystywanie i manipulacja dorosłymi niepełnosprawnymi dziećmi przez rodziców”.

Odnosząc się do wielu pytań w dyskusji, rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska podkreślała, że projektowana ustawa pomoże dostać się bez skierowania do wszystkich lekarzy specjalistów dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. „Ten projekt nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale pomaga rozwiązać problemy nierozwiązane” – oświadczyła.

Dyskusję zakończył prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Jacyna, zapewniając, że „będą pieniądze nie tylko na ten projekt, ale na szereg innych działań, które chcemy podjąć w drugim półroczu, również na zakup większej liczby świadczeń”.

Drugie czytanie obu projektów ma odbyć się we wtorek 8 maja.

Krok do tyłu

Protestujący zaprezentowali w poniedziałek stronie rządowej nową wersję propozycji w sprawie 500-złotowego dodatku na „życie”. „Chcieliśmy, aby od września 2018 roku osoby niepełnosprawne otrzymywały 250 zł, od stycznia 2019 roku – dodatkowo 125 zł i od stycznia 2020 roku również 125 zł, co nam daje łączną kwotę 500 zł” – poinformowała Iwona Hartwich, liderka protestu.

Inna z protestujących matek, Marzena Stanewicz, która opuściła spotkanie przed jego zakończeniem, krytykowała przedstawicieli rządu: „Nie mają żadnej propozycji. Usłyszałam, że jeśli moje dziecko zostanie samo, to dostanie rentę po ojcu lub matce. Takiej renty mój syn nie dostanie, bo nie ma takiego zabezpieczenia”.

Czytaj także: Rozliczamy prezesa PiS. W 2014 roku popierał strajk rodziców niepełnosprawnych dzieci

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy jelita mogą konkurować z mózgiem?

Czy jelita – tzw. drugi mózg człowieka – mają swój własny rozum.

Eliza Koźmińska-Sikora
14.05.2019
Reklama