Matthew Bolton o tym, jak skutecznie protestować

W proteście i po proteście
Matthew Bolton, wicedyrektor brytyjskiej organizacji Citizen UK, o tym, jak protestować i co zrobić, aby manifestacje, strajki i marsze przyniosły sukces.
Protest argentyńskich dziennikarzy przeciwko zwolnieniu 300 pracowników z publicznej agencji prasowej Telam w Buenos Aires.
Martin Acosta/Forum

Protest argentyńskich dziennikarzy przeciwko zwolnieniu 300 pracowników z publicznej agencji prasowej Telam w Buenos Aires.

„Uwolnij się od plastiku” — protest Greenpeace w Rzymie.
Stefano Montesi/Corbis/Getty Images

„Uwolnij się od plastiku” — protest Greenpeace w Rzymie.

„Power Protest. Jak protestować skutecznie” Matthew Bolton, Wydawnictwo Muza.
mat. pr.

„Power Protest. Jak protestować skutecznie” Matthew Bolton, Wydawnictwo Muza.

Matthew Bolton.
materiały prasowe

Matthew Bolton.

JACEK ŻAKOWSKI: – Od ponad dwóch lat tysiące Polaków protestują, demonstrują, pikietują. I nic. Władza nie reaguje. Co jest z nami nie tak?
MATTHEW BOLTON: – Pewnie to, co jest potem. Bo protest sam z siebie nie przynosi zmiany. Dlatego brytyjskie wydanie mojej książki ma podtytuł „Od sprzeciwu do sprawstwa”.

Nie warto protestować?
Warto, kiedy protest jest częścią strategii budowania siły lub jej ujawniania. Lepsze samopoczucie nie wydaje mi się wystarczającym efektem protestu.

Co jest wystarczające?
Przynajmniej nagłośnienie przesłania. Zgromadzenie podobnie myślących ludzi. Stworzenie im okazji do zorganizowania się w trwalsze struktury albo do włączenia się w struktury, które już istnieją. Jeśli to się udaje, można zdobyć poparcie mediów, różnych środowisk, polityków i czasem nawet władzy. Ale jeżeli protest jest tylko symbolem sprzeciwu, z którego nic więcej nie wynika, to nie jest wart wysiłku, którego wymaga organizowanie go, a nawet sam udział. Protest wyłącznie symboliczny tylko zużywa energię i inne kapitały, których można by użyć z lepszym skutkiem.

Jest przeciwskuteczny?
Protest bezskuteczny faktycznie może być przeciwskuteczny. To zależy, jak bardzo będzie rozczarowujący. Istnieje ryzyko, że ludzie się zniechęcą, staną się apatyczni i będą się coraz łatwiej godzili na zło. Teraz to jest szczególnie ważne także w brytyjskim kontekście.

Po Occupy?
Po Occupy, po marszach kobiet na fali #MeToo, po protestach studentów przeciw podniesieniu czesnego, po protestach przeciwko brexitowi. Mamy za sobą wiele nieudanych fal masowego sprzeciwu. W młodym pokoleniu jest dużo politycznej energii, ale rośnie ryzyko, że jeżeli protesty nie będą obudowane dobrą polityczną strategią, to przyniosą falę rozczarowania, która spowoduje pokoleniową epidemię cynizmu. W tym sensie nawet masowy protest może być nie tylko nieskuteczny. Może też stać się źródłem większego politycznego zła. Bo dobrą społeczną energię może zamienić w złą.

Jak się nie ma dalej sięgającego planu, to lepiej nie organizować protestu?
Kiedy się wie „dlaczego?”, trzeba się zastanowić „po co?” i „jak to osiągnąć?”. Jaki jest w istocie nasz cel? Bo bardzo rzadko jeden, choćby bardzo udany, protest rozwiązuje problem. Nawet seria udanych akcji musi prowadzić do rozczarowania, zniechęcenia, cynizmu, jeżeli się nie ma pozytywnego projektu, którym chce się zastąpić to, przeciw czemu protestujemy.

Zachęcająco to nie brzmi.
Ale zasadniczo jednak lepiej jest protestować, niż nie protestować! Trzeba jednak pamiętać, że samo rozładowanie frustracji czy złości to mało. Nawet jeżeli uczestnicy protestu mogą czuć się lepiej i mieć satysfakcję, że wyrazili swój sprzeciw, to organizatorzy zawsze są odpowiedzialni za dalej sięgające efekty. Dobre intencje nie wystarczą. Żeby się sensownie buntować, trzeba mieć kompetencje.

Czyli?
To, co się dzieje potem, trzeba nie tylko starannie zaplanować i zorganizować, ale też dobrze weryfikować.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną