Jak posłowie chcą zniszczyć metodę in vitro w Polsce
Projekt posłów PiS i Kukiz ′15 spowoduje, że in vitro przestanie być metodą medyczną, a stanie się jak gra w totolotka, mniej pewną nawet niż naprotechnologi.
In vitro tylko dla małżeństw?
Pixabay

In vitro tylko dla małżeństw?

Jak podnieść wiarygodność Kościoła? Może tak: ustawowo sprawić, by to, co głosi, stało się prawdą. Można zacząć od naprotechnologii. Do tej pory in vitro było jedyną skuteczną metodą w przypadku niektórych problemów z zajściem w ciążę, a wymyślona przez Kościół naprotechnologia (czyli nowa nazwa dla obserwacji cyklu i pewnych podstawowych schematów postępowań) nie mogła pomóc.

Minister zdrowia z PiS, który życzliwości Kościoła zawdzięcza sukces wyborczy, zlikwidował finansowanie in vitro, a pieniądze przekazał na naprotechnologię, ale to nie przekonało ludzi starających się o dziecko, podobnie jak wcześniejsze wprowadzenie słowa „technologia” do nazwy. Większość par wciąż wybierała in vitro. Za zabieg płacąc z własnej kieszeni albo korzystając ze wsparcia samorządów, które 30-proc. szanse na dziecko uznawały za grę wartą świeczki.

Czytaj także: Z programu naprotechnologii urodziło się tylko 70 dzieci

Co się znalazło w nowym projekcie dotyczącym in vitro

Teraz nawet to ma się zmienić. Posłowie PiS i Kukiz ′15 wnieśli projekt, który spowoduje, że in vitro przestanie być metodą medyczną, a stanie się czymś jak gra w totolotka, mniej pewną nawet niż naprotechnologia. Posłowie chcą, aby jednorazowo zapładniana mogła być tylko jedna komórka jajowa. Także w sytuacjach, gdy np. wiadomo, że leczenie przeciwnowotworowe zniszczy płodność konkretnej osoby. Chcą zakazu mrożenia zarodków, zakazu anonimowego dawstwa komórek oraz aktu małżeństwa jako warunku dostępu do procedury. Nie ukrywają, że nie chodzi im o medycynę, ale „etykę”. Zamierzają „chronić dziecko i instytucję małżeństwa” – co zresztą wpisali do uzasadnienia. Dla samej metody obostrzenia oznaczają tyle co wyłączenie głównego składnika z masy tabletkowej. Może pomoże – placebo czasem działa.

Polska droga do in vitro

Przez lata z powodu lęku przed reakcjami Kościoła Polska nie miała żadnego prawodawstwa. Panowała pełna wolność. Okupiona wypaczeniami (gdy zarodki, przesłane w paczce, wędrowały po Polsce), ale też będąca źródłem sukcesu tej gałęzi medycyny w Polsce. Do niedawna byliśmy celem dla wielu par europejskich; było i taniej, i skuteczniej. A ponieważ niepłodność powoli staje się chorobą cywilizacyjną i dotyczy już co czwartej pary – przyjeżdżało ich więcej i więcej.

Procedura ma już kilkadziesiąt lat. Z bogatych doświadczeń polskich i międzynarodowych wiadomo, że najlepsze efekty uzyskuje się, pobierając od kobiety od pięciu do 15 jajeczek, że należy próbować zapładniać po kilka komórek, bo skutecznie udaje się z co trzecią, czwartą. Że nawet jeśli zapłodnienie w szkle zakończy się sukcesem, komórka może się nie przyjąć, w naturze też implantuje się co piąte zapłodnione jajeczko, reszta obumiera.

Obumierania w naturze (chyba) nie da się zadekretować ustawowo. Z in vitro, niestety, można sobie pozwolić. Jednak nawet jeśli staraniem posłów naprotechnologia w Polsce stanie się skuteczniejsza od in vitro – co od dawna próbuje wmówić ludziom Kościół – to nie będzie sukces.

***

W pierwszej wersji tekstu napisaliśmy, że pod projektem podpisali się również posłowie PSL. Nie jest to prawdą, za pomyłkę przepraszamy.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną