Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Resort zdrowia nie pomoże młodym kobietom chorym na raka

W światowej medycynie jest kilka uznanych metod zachowania płodności. U kobiet polegają na mrożeniu oocytów, u mężczyzn – na mrożeniu nasienia. W światowej medycynie jest kilka uznanych metod zachowania płodności. U kobiet polegają na mrożeniu oocytów, u mężczyzn – na mrożeniu nasienia. Marlon Lara / Unsplash
Ministerstwo Zdrowia po cichu zrezygnowało z pomysłu utworzenia Banku Tkanek Germinalnych, który miał zabezpieczać płodność kobiet z nowotworami. To zaskakująca decyzja – uważa prof. Robert Jach, ginekolog-onkolog.

Miało być nowocześnie, z duchem czasu, na najwyższym medycznym poziomie. Ale nie będzie. Dwa lata temu liczba chorych na nowotwory w Polsce po raz pierwszy wzrosła do 180 tys. Coraz częściej chorują ludzie młodzi, poniżej 35. roku życia, w szczególności kobiety. Jedną z konsekwencji choroby, tych najdotkliwszych, jest utrata płodności.

Współczesna medycyna nie jest w tej kwestii bezradna. W Polsce miał w tym celu powstać Bank Tkanek Germinalnych. Utworzenie takiej instytucji zapowiedział w 2016 r. minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Zadanie zabezpieczenia płodności osobom chorującym na raka zapisano w „Programie kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce 2016–20”. To program, który nie obejmuje – w przeciwieństwie do poprzedniej wersji dokumentu – in vitro, a zapewnia „jedynie” diagnostykę (a więc jego nazwa nie jest adekwatna). Dziś okazuje się, że po cichu – bo tej informacji nigdzie wcześniej publicznie nie udostępniano i piszemy o tym pierwsi – z „Programu kompleksowej ochrony...” usunięto w tym roku punkt, w którym zadanie zabezpieczenia płodności chorym na raka zapisano.

Metoda eksperymentalna zamiast mrożenia zarodków

„Bank Tkanek Germinalnych nie powstał z uwagi na przeszkody prawne. W opinii Departamentu Prawnego Ministerstwa Zdrowia niezbędne jest utworzenie regulacji prawnych w tym zakresie” – wynika z pisma, które prof. Robert Jach, nieformalny lider w tworzeniu zasad oncofertility w Polsce, otrzymał z resortu zdrowia. Prof. Jach jest ginekologiem-onkologiem i od kilku lat działa na rzecz powstania takiej instytucji.

– Decyzja nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego. Jest też zaskakująca. Do tej pory rozmowy z MZ przebiegały dość sprawnie – mówi. Konsultacje trwały dwa lata, Agencja Oceny Technologii Medycznych we współpracy z Grupą Roboczą ds. Zachowania Płodności PTGO publikowała w tym czasie wyniki analiz. Bank Tkanek Germinalnych ma już nawet nieformalną „siedzibę” – zaadaptowano pomieszczenia przy Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Tam czeka sprzęt do badań i zabiegów. I dobrze przygotowani lekarze. Jest też zgoda Komisji Bioetycznej na mrożenie tkanek. W ramach badań przeprowadzono już próbę mrożenia u dwóch kobiet – zakończoną ciążą u jednej z nich.

Zabezpieczenie płodności przy nowotworze

Światowa medycyna zna już kilka metod zachowania płodności u chorych na nowotwory. W przypadku kobiet mrozi się oocyty (dają początek komórkom jajowym), w przypadku mężczyzn – nasienie. Mrozi się też zarodki. Metodą eksperymentalną jest zaś mrożenie tkanki jajnika i ją właśnie wdrażano by w ramach BTG (tylko u kobiet – nie planowano pobierać tkanek jądra).

Czytaj także: Rak jajnika dotyka coraz więcej kobiet. Jak z nim walczyć?

Tkanki pobiera się metodą laparoskopową przed leczeniem onkologicznym, a potem zabezpiecza w niskiej temperaturze. Kobieta, której udaje się wyleczyć z choroby, najczęściej traci możliwość zajścia w ciążę naturalnie. Wówczas w okolice jajnika wszczepia się wcześniej zamrożoną zdrową tkankę, co daje szansę na zajście w ciążę bez zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego (który jest wymagany, kiedy mrozi się zarodki). Na świecie urodziło się w ten sposób już ponad 180 dzieci. Pierwsze w Katolickim Uniwersytecie w Leuven w Belgii, kierowanym przez prof. Jacques′a Donneza. Doniesienia naukowe wskazują na możliwość uzyskania ciąży u 25 proc. pacjentek poddanych tej procedurze, jednak jak oceniają specjaliści, w obliczu lawinowego rozwoju nauki jej skuteczność może szybko i wydatnie się zwiększyć.

Polska mogła być pionierem w rozwoju tej innowacyjnej technologii. Mogła.

Nadzieja na powstanie Banku Tkanek Germinalnych

Według zaleceń lekarze powinni poinformować osoby chore na nowotwór o ewentualności utraty płodności jak najwcześniej, przed rozpoczęciem leczenia. Powinni też wyjaśnić, jakie chorzy mają opcje. Pacjentów chcących zachować płodność należy jak najszybciej skierować do odpowiednich specjalistów. Ale w polskich warunkach staje się to niemożliwe. Z publicznych środków nie finansujemy ani procedury in vitro, ani mrożenia tkanek gonady, oocytów czy plemników. – Trudno namawiać pacjentów, żeby taką procedurę sami sobie fundowali. Jest kosztowna, dwu-, trzykrotnie droższa od in vitro. Etyka lekarska mówi, że jeżeli informujemy pacjenta o możliwości leczenia, powinniśmy wskazać miejsce, gdzie można taką procedurę wykonać. W tym przypadku to niemożliwe, choć z psychologicznego punktu widzenia informacja o tym, że medycyna idzie do przodu, to potężny bodziec do walki z chorobą – przyznaje prof. Jach.

Wyzwanie jest duże. W Polsce żyje od 2 do 3 tys. osób poniżej 35. roku życia, które mierzą się z nowotworem, w wyniku którego prawdopodobnie stracą płodność. Program ministerialny zakładał, że z metody skorzysta blisko 75 pacjentek.

Prof. Jach wciąż ma nadzieję, że departament prawny w ministerstwie w ciągu dwóch lat, które pozostały do zakończenia programu prokreacyjnego, przygotuje regulacje prawne pozwalające na utworzenie Banku Tkanek Germinalnych. Wyposażone w sprzęt gabinety czekają na pacjentów, trzeba tylko trochę politycznej woli. Oby pojawiła się prędzej niż później.

Czytaj także: Ideologiczne piekiełko wokół in vitro trwa już 31 lat

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Sto lat, szmat czasu. Górnego Śląska trudny powrót do domu

Śląsk przechodził przez wieki z rąk do rąk. Dziwny, z niebem niegdyś zasnutym dymami, dziś bujny zielenią. Słyszał różne mowy – czeską, niemiecką, włoską, angielską, francuską, polską. Sam gada swoim językiem, który nie ma prawa głosu, choć uparcie się o ten głos upomina.

Jan Dziadul
25.06.2022
Reklama