Kiedy symulanci pomagają medykom

Chorzy zawodowo
Ponieważ z fantomem – manekinem edukacyjnym – nie było kontaktu, ludzkich odruchów uczą medyków żywi symulanci.
Jeden z fantomów używanych przez studentów medycyny.
Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

Jeden z fantomów używanych przez studentów medycyny.

Scenka: Do lekarza przychodzi Marian, lat 46. Skarży się na biegunkowe stolce, prezentuje brzuch wzdęty i tkliwy. Pytany o zażywane leki odpowiada, iż coś tam łyka. Zjada wszystko, co mu żona uszykuje w pudełeczka. Pacjent uległy.

To tylko skecz, lecz odgrywany na potrzeby wyższe. Unijni eksperci zauważyli, iż adeptom medycyny, wkuwającym anatomię z podręczników, już nie wystarczą plastikowe atrapy do ćwiczeń, czyli fantomy. Co z tego, że uczą się na piątkach, skoro później nie potrafią nawiązać kontaktu z żywym, nieprzewidywalnym człowiekiem?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj