Społeczeństwo

Grzech Lisińskiego to nie grzech fundacji Nie lękajcie się

Marek Lisiński, prezes fundacji Nie lękajcie się Marek Lisiński, prezes fundacji Nie lękajcie się Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Zachowanie Marka Lisińskiego zaszkodzi fundacji, ale też walce o ujawnienie i rozwiązywanie problemu pedofilii w Kościele oraz o zadośćuczynienia dla ofiar. I to jest prawdziwa szkoda, jaką wszystkim wyrządził.

Marek Lisiński, założyciel i szef fundacji Nie lękajcie się pomagającej ofiarom księży pedofilów, wyłudził od jednej z podopiecznych pieniądze. Napisała o tym dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”. W związku z publikacją Lisiński ustąpił z funkcji prezesa i przeprosił. Po kilkunastu godzinach zaprzeczył swojej winie.

Po pożyczkę Lisiński przyjechał osobiście

O wyłudzeniu pieniędzy – 30 tys. zł – poinformowała Katarzyna, kobieta, która była więziona i gwałcona przez księdza, za co w zeszłym roku dostała od Kościoła wyprocesowane zadośćuczynienie wysokości miliona złotych i dożywotnią rentę (Kościół złożył w tej sprawie kasację, ale pieniądze musiał wypłacić, bo wyrok jest prawomocny). Pani Katarzyna powiedziała, że Lisiński poprosił ją o pieniądze na nowatorską operację raka trzustki: 10 tys. zł darowizny i 20 tys. pożyczki. Po pieniądze przyjechał osobiście, nie chciał ich na konto. I prosił ją o zachowanie całej sprawy w tajemnicy.

Katarzyna nabrała podejrzeń, kiedy Lisiński cały czas pokazywał się publicznie – m.in. był w Watykanie na spotkaniu z papieżem (Franciszek pocałował go wtedy w rękę), a twierdził, że jest w szpitalu. Kiedy odmówił przysłania jej dokumentacji lekarskiej, nabrała pewności, że ją oszukał. Opowiedziała o tym dziennikarkom „Gazety Wyborczej” Katarzynie Włodkowskiej i Katarzynie Surmiak-Domańskiej, bo, jak tłumaczyła, trzeba reagować na zło. Wiele osób wiedziało, że jest wykorzystywana przez księdza, ale nie reagowało. Ona postanowiła na zło reagować. Obawiała się, że może to nie być odosobniony przypadek.

200 tys. zł w zamian za wycofanie się z działalności

Nic nie wiadomo, żeby Marek Lisiński domagał się czegoś od innych podopiecznych fundacji. Wiadomo, że chciał 200 tys. zł od diecezji płockiej za molestowanie go w dzieciństwie przez księdza. Było to w 2014 r. Miał obiecywać, że wycofa się z działalności w fundacji i nie złoży pozwu o zadośćuczynienie, bo chciałby „zamknąć już ten rozdział swojego życia”. Pieniędzy nie dostał. W 2015 r. wniósł pozew cywilny o odszkodowanie i zadośćuczynienie – i przegrał.

„Wyborcza” ujawniła, że za udział w filmie braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” chciał 25 tys. zł dla siebie i drugich 25 tys. na konto fundacji. Sekielscy wycięli jego wypowiedź i nie zapłacili.

Roszczenie wobec diecezji nie jest niczym nielegalnym. Chociaż oferowanie wycofania się z działalności na rzecz ofiar pedofilii nie brzmi dobrze wobec jego zaangażowania w sprawę. Ale każdy może być zmęczony. Podobnie oczekiwanie honorarium (prawda, że gigantycznego) za udział w filmie nie jest nielegalne. I też wygląda fatalnie w kontekście misji społecznej, jaką – wedle kreowanego przez siebie publicznego wizerunku – kierował się Lisiński.

30 proc. z wygranej dla prawnika ofiary

„Wyborcza” ujawniła też, że prawnik pracujący dla fundacji – adwokat Marek Mielewczyk – zanim podjął się prowadzenia sprawy pani Katarzyny, zagwarantował sobie w razie wygranej 30 proc. od zasądzonej sumy w ramach wynagrodzenia. Też nie ma w tym nic nielegalnego, ale wygląda gorzej, niż gdyby robił to pro bono. Natomiast darowizna i pożyczka wyłudzone od pani Katarzyny podpadają już pod kodeks karny. Chyba że Lisiński natychmiast zwróci pieniądze i wyrazi tzw. czynny żal.

W związku z publikacją „Wyborczej” Lisiński początkowo – i to trzeba docenić – zachował się honorowo. Uderzył się w piersi: „Niestety swoim zachowaniem zawiodłem zaufanie samych ofiar duchownych, które zwróciły się do mnie po pomoc, jak i osób działających w Zarządzie i Radzie Fundacji, które nie wiedziały o moich działaniach. (...) Bardzo proszę o niełączenie moich działań z działalnością fundacji Nie lękajcie się. Wszystko, co robiłem, robiłem tylko i wyłącznie we własnym imieniu” – tak brzmi oświadczenie, które przesłał „Gazecie Wyborczej”.

I na żądanie rady fundacji złożył dymisję. Postąpił tak, jak powinien postąpić odpowiedzialny lider organizacji: chronił ją. Nie poszedł w ślady Mateusza Kijowskiego, który zniszczył wielki, ogólnopolski ruch społeczny, nie rezygnując z przywództwa, gdy padły oskarżenia o wykorzystywanie finansowe KOD. I miesiącami walczył z kierownictwem organizacji, prowadząc do rozłamu w ruchu.

Najpierw przeprasza, potem się wycofuje

Niestety, teraz Lisiński się wycofuje. Być może skontaktował się z prawnikiem i postępuje według jego porad. Na Facebooku napisał: „W związku z artykułem w »Gazecie Wyborczej« oświadczam, że nigdy nie wyłudziłem od nikogo pieniędzy. Jeśli pożyczka zawarta pomiędzy dwoma podmiotami prawnymi z terminem zwrotu do grudnia 2019 jest wyłudzaniem? Zostawiam do Państwa oceny. (...) Dlaczego nie została ujawniona umowa, tylko fragment korespondencji. Z Kasią chciałem się spotkać i porozmawiać, a nie ukryć nasze spotkanie. Kłamstwem też jest, jakby [Marek Mielewczyk z fundacji Nie lękajcie się] nie miał dostępu do konta fundacji. Marek Mielewczyk zawsze miał i ma dostęp do finansów. Po powrocie pokażę umowę pomiędzy mną a Kombinatem Medialnym braci Sekielskich. Filmik do reklamowania ich filmu dostępny na portalu WP był kręcony w 2018, a nie, jak twierdzą, w 2017, i to państwo oceńcie, jaki ma charakter to nagranie, wycofane czy dramatyczne. Zawsze dobro Ocalonych było nadrzędnym celem w moim życiu. Nigdy nie stanąłbym po przeciwnej stronie. Fundacja to Ocaleni, a nie politycy”.

Czyli: oskarża panią Katarzynę i Sekielskich o kłamstwo i sugeruje, że cała sprawa ma charakter polityczny. Oczywiście, ma prawo się bronić, choć nie wygląda to już honorowo.

Rada fundacji robi, co się da, by minimalizować straty. Wydała oświadczenie, w którym informuje o dymisji Lisińskiego, zablokowaniu kont i decyzji o zleceniu zewnętrznej kontroli w fundacji „w celu potwierdzenia, że działalność byłego prezesa jako osoby prywatnej nie miała żadnego wpływu na przepływy finansowe i realizację działań statutowych fundacji”. O wnioskach poinformuje po zakończeniu audytu.

Fundacja nie ponosi winy

Fundacja to nie Marek Lisiński. Na razie nie ma żadnych informacji ani poszlak, żeby sądzić, iż o jego zachowaniu wiedzieli inni działacze fundacji. Dlatego ani moralnie, ani formalnie fundacja nie ponosi w tej sprawie winy. Podjęła wszystkie kroki w celu wyjaśnienia sprawy. Zapewne może też oczekiwać kontroli ze strony Komitetu Pożytku Publicznego działającego w ramach powołanego przez PiS Narodowego Instytutu Wolności, kierowanego przez wicepremiera Piotra Glińskiego. Taka kontrola może zablokować na miesiące działalność fundacji.

Ale i bez tego zachowanie Marka Lisińskiego zaszkodzi nie tylko fundacji, ale i sprawie walki o ujawnienie i rozwiązywanie problemu pedofilii w Kościele. I zadośćuczynieniu ofiarom. I to jest prawdziwa szkoda, jaką wszystkim wyrządził.

Takie, niestety, jest ryzyko, gdy organizacją niepodzielnie rządzi jeden człowiek. Jest jej twarzą, tworzy sytuację organizacyjnej i emocjonalnej zależności innych od siebie. Tak wyglądała sytuacja w przypadku Mateusza Kijowskiego i KOD. Podobnie było z ks. Jackiem Stryczkiem, założycielem fundacji „Szlachetna Paczka”, który – jak ujawnił portal Onet.pl w zeszłym roku – mobbingował pracowników. Został usunięty, a teraz usiłuje odbić fundację, co może ją uśmiercić. Tak było z założycielem fundacji Kidprotect (zajmującej się promowaniem ochrony dzieci w internecie) Jakubem Śpiewakiem, którego w 2014 r. sąd skazał za defraudację blisko 300 tys. zł. Popularna fundacja straciła społeczne zaufanie i sponsorów.

Prorządowe i kościelne media tematu nie odpuszczą

Gdyby zachowanie Marka Lisińskiego miało podobnie wpłynąć na wizerunek stworzonej przez niego fundacji, stałoby się naprawdę fatalnie. A rządowe, prorządowe i kościelne media z pewnością tematu nie odpuszczą. Będą go miesiącami „grzać”, jak „grzały” Mateusza Kijowskiego. Będą poddawać w wątpliwość świadectwa ofiar księży pedofilów, bo na wszystkie spadnie odium oszustwa.

Pozostaje wierzyć, że ludzie nie dadzą się zwariować. Temat pedofilii wśród duchownych jest niezwykle ważny, szczególnie w Polsce, gdzie pozycja Kościoła katolickiego jest silniejsza niż w jakimkolwiek innym państwie w Europie, szczególnie dzięki jego związkom z partią rządzącą. Bez społecznego nacisku, także nacisku wyspecjalizowanych organizacji obywatelskich, niczego się nie wywalczy. Biskupi dalej będą kryli księży krzywdzących dzieci, a prokuratura nie będzie tego zauważać.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną