Społeczeństwo

Bezrobocie w Polsce... spadło. Ale tylko na papierze

Bulwary wiślane w Krakowie Bulwary wiślane w Krakowie Jakub Włodek / Agencja Gazeta
Stopa bezrobocia w marcu spadła. Tak wynika z cząstkowych danych z Powiatowych Urzędów Pracy. Na tym optymistyczne informacje się kończą, bo spadek jest fikcyjny.

Większość urzędów pracy od 16 marca fizycznie jest zamknięta. Urzędnicy pracują, ale tylko w trybie online. W związku z tym fala świeżo zwolnionych z pracy odbiła się od zamkniętych drzwi. Nie wszyscy byli w stanie złożyć wniosek, bo do tego nie wystarczy zwykły mail. Żeby zarejestrować status bezrobotnego, trzeba skorzystać z profilu zaufanego albo mieć podpis elektroniczny. O ile profil zaufany można stosunkowo prosto i w całości przez internet założyć za pośrednictwem niektórych banków, o tyle z podpisem jest już gorzej. A właściwie w czasie pandemii absolutnie beznadziejnie.

Pat dla bezrobotnych

Kolejną barierą jest potrzeba posiadania skanera: do wniosku należy dołączyć świadectwa pracy z całego okresu zatrudnienia oraz dokument potwierdzający wykształcenie. W tym wypadku tylko ten ostatni, np. dyplom uniwersytecki albo świadectwo maturalne, jeśli edukację zakończyło się na poziomie średnim. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że część pracowników nie przebrnie procedury. Nie bardzo wiadomo, jak im pomóc, tym bardziej że wniosku nie można wysłać pocztą. Urząd musi pracować na oryginałach. I nie może zapewnić, że będzie w stanie je odesłać adresatom. Dla osób starszych i nieobeznanych z nowoczesnymi technologiami sytuacja jest więc patowa.

Kolejnym wąskim gardłem są same urzędy, na które rządzący przerzucili większość obowiązków związanych z wdrożeniem tarczy antykryzysowej. W efekcie rejestracja odbywa się z opóźnieniem, bo urzędy nie dość, że są zawalone pracą, to jeszcze zdziesiątkowane przez urlopy macierzyńskie. Tylko na terenie PUP w stolicy na rejestrację czeka ponad 800 wniosków. W innych większych miastach jest podobnie. – Jestem już po rozmowach z władzami miasta, które dały nam pomoc kadrową i finansową na zwiększenie zatrudnienia. Robimy, co możemy, żeby nikogo nie zostawić bez pomocy i środków do życia – mówi Wanda Adach, szefowa PUP w Warszawie.

Tysiące Polaków pozbawionych pracy

W statystyce zwolnień nie ma tysięcy osób, które straciły źródło utrzymania, ale zatrudnione były na formach innych niż etat. Jedna z ogólnopolskich sieci kin nie przedłużyła umów z 1600 studentami. Tej cyfry w oficjalnym sprawozdaniu Ministerstwa Rodzin, Pracy i Polityki Społecznej nie zobaczymy. Podobnie jak setek osób pracujących na samozatrudnieniu, którym również podziękowano za pracę. Falę takich zwolnień przeżyli zatrudnieni w hotelarstwie. Skali zwolnień w tej branży jeszcze nikt nie oszacował, ale branża podaje wynik z co najmniej trzema zerami. Jeszcze gorzej jest w gastronomii. Zwolnienia rozpoczęły się już nawet w samorządach. W Bytomiu w ciągu jednego dnia zostało sparaliżowane Centrum Sztuki Współczesnej Kronika. Z większością pracowników nie przedłużono umów.

Specjaliści rynku pracy szacują, że największa fala zwolnień dopiero przed nami. W kwietniu stopa bezrobocia z obecnego poniżej 5,5 proc. może wystrzelić na liczbę dwucyfrową. Tym bardziej że część firm weszła właśnie w negocjacje ze związkami zawodowymi na temat zwolnień grupowych.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną