Społeczeństwo

Stop stygmatyzacji chorych i personelu medycznego – apelują lekarze

Ewakuacja pacjentów z oddziału paliatywnego z potwierdzoną chorobą Covid-19 w Pleszewie Ewakuacja pacjentów z oddziału paliatywnego z potwierdzoną chorobą Covid-19 w Pleszewie Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Polskie Towarzystwo Onkologiczne ruszyło z kampanią przeciwko stygmatyzacji związanej z epidemią koronawirusa – apeluje o solidarność z pacjentami, ich rodzinami, ale też tymi, którzy leczą, diagnozują, pielęgnują, ratują.

Przewodniczący PTO dr Adam Maciejczyk jest onkologiem i dyrektorem Dolnośląskiego Centrum Onkologicznego we Wrocławiu. Jak dotąd nikt do niego nie przyszedł ani z płaczem, ani z wściekłością, choć przyznaje, że w środowisku mówi się o różnych sytuacjach.

Mówi lekarz: Rozumiem dezerterów

Ale to są opowieści z drugiej, czasem nawet trzeciej ręki. Z pierwszej mogę powiedzieć, że mnie osobiście zbulwersował „ranking epicentrów zakażenia”, który pojawił się na jednym z wrocławskich portali. To jest skandal. Podobnie jak tytuły, że ten czy inny szpital to epicentrum zakażenia. Bo to sugeruje, że ludzie zakażają się tylko w szpitalach, a to nieprawda. To już nie jest informowanie, które jest oczywiście potrzebne, to sianie paniki. Efekt był taki, że w szpitalu urywały się telefony od przerażonych pacjentów – mówi zdenerwowany dr Maciejczyk.

Stygmatyzacja, hejt, nękanie

O stygmatyzacji i hejcie mówi też Maria Kłosińska, koordynator mediów Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. OIL cały czas monitoruje sytuację lekarzy, a do zespołu reagującego na hejt, który tworzy część pracowników Izby i lekarze z zespołu ds. monitorowania naruszeń w ochronie zdrowia, zgłaszane są kolejne przypadki, opisy, wysyłane są screeny. Czasem medycy dzwonią, żeby szukać pomocy prawnej, ale czasem po prostu chcą się z kimś podzielić i opowiedzieć, co ich spotkało. Maria Kłosińska przyznaje, że w sieci ludzie tracą hamulce. Kiedy w marcu media poinformowały, że w Szpitalu Bródnowskim jeden z lekarzy jest zakażony, ale przez tydzień pracował, rozpętało się piekło. Medyka nękano SMS-ami (o każdej porze dnia i nocy), telefonami, spadła na niego fala krytyki ze strony kolegów z innych oddziałów.

Czytaj także: Lekarze na froncie

To, co zrobiono temu człowiekowi, przypomina historię sprzed kilku tygodni, kiedy znany ginekolog i położnik, na którego wylała się fala hejtu z powodu podejrzeń o zakażenie koronawirusem, popełnił samobójstwo. Tam sprawę prowadzi prokuratura. Tutaj jeden z lekarzy sam zdecydował się wystąpić na drogę prawną. Padł nie tylko ofiarą hejtu, ale też procedur – mówi Maria Kłosińska.

W połowie marca, kiedy wybuchła opisywana afera, Polska nie była krajem wewnętrznego zakażenia. Jeśli wywiad nie potwierdzał kontaktu z osobą dodatnią, nie było objawów, to taka osoba, czekając na wyniki testu, nie była poddawana kwarantannie.

W przypadku tego konkretnego lekarza, oskarżanego o to, że pojechał do Włoch, wrócił i bezmyślnie zakażał w pracy, okazało się, że pierwszy test wyszedł ujemny, dopiero drugi był dodatni. I po tym pierwszym jego przełożeni zdecydowali, że może pracować. Takie były wtedy procedury – podkreśla dr Kłosińska.

Czytaj także: Niewidzialni umierający

W hejcie fakty nie mają znaczenia

Przez ponad miesiąc życia z koronawirusem koordynator mediów OIL zaobserwowała też zmianę w tym, co podlega krytyce. Początkowo obok głosów wsparcia dla medyków hejtowano ich za to, że roznoszą zakażenie. Teraz atakuje się za to, że mówią prawdę o sytuacji dotyczącej np. zaopatrzenia. Izba w Warszawie w marcu zaczęła zbierać informacje o tym, czego brakuje w szpitalach na Mazowszu. Opracowano formularz zgłoszeniowy, każdy musiał dołączyć numer prawa wykonywania zawodu, telefonu i adres mailowy. Opracowano mapę niedoborów (maski, rękawiczki, kombinezony itd.), ale przed jej publikacją kontaktowano się z każdym, by potwierdzić, czy informacje są aktualne. Okazało się, że i tak nie ma to znaczenia. Po opublikowaniu na stronie Izby mapy z 147 punktami w mediach społecznościowych się zagotowało. Podstawowy zarzut jest jeden – to kłamstwo.

Nawet nie wiem, jak się bronić przed takim zarzutem. Publikujemy sprawdzone, zweryfikowane informacje od osób, które podają swoje dane. Ale najwyraźniej fakty nie mają znaczenia – mówi z goryczą dr Kłosińska i przyznaje, że to, co obserwuje, po prostu ją przeraża. Bo komentarzom pod postami lekarzy czy ratowników na FB i Twitterze towarzyszą coraz częściej nie tylko wyrazy wsparcia, ale też wyzwiska, groźby i zarzuty kłamstwa.

Plakat akcji #niestygmatyzuj Polskiego Towarzystwa OnkologicznegoPolskie Towarzystwo Onkologiczne/•Plakat akcji #niestygmatyzuj Polskiego Towarzystwa Onkologicznego

Zobacz także: Reportaż z „brudnej strony” szpitala

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną