Społeczeństwo

Lekarze alarmują: Jesteśmy u progu zapaści systemu

Kolejka karetek pogotowia na SOR we Wrocławiu Kolejka karetek pogotowia na SOR we Wrocławiu Krzysztof Zatycki / Forum
Zaczyna brakować wszystkiego: respiratorów, łóżek na oddziałach zakaźnych, leków. Władza przespała pięć miesięcy, zajmując się wyborami i rekonstrukcją rządu – mówią lekarze.

Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że z ponad 11 tys. respiratorów, jakie mamy w kraju, 830 jest zarezerwowanych dla chorych na covid-19. I z tych covidowych zajęta jest na razie tylko jedna trzecia. Jak to możliwe zatem, że dla pana Wojciecha, który zmarł w Szpitalu Bielańskim w Toruniu, respiratora po prostu zabrakło? Wolnego nie było ani w Toruniu, ani we Włocławku, ani w Rypinie. Ile jeszcze jest takich białych plam na mapie Polski, nie wiadomo, bo w Systemie Informacji o Szpitalach są aktualizowane na bieżąco wolne miejsca na oddziałach w większości województw, nie ma jednak wyszczególnionych łóżek respiratorowych.

Respiratory stoją w magazynie

Nie wiadomo też, czy wszystkie wolne respiratory, które liczy ministerstwo, są na oddziałach intensywnej terapii gotowe do podpięcia zaintubowanego pacjenta z niewydolnością oddechową. Bo np. w szpitalu miejskim na Pomorzu niektóre stoją w magazynie, przykryte plandeką, żeby się nie kurzyły. Dokładnie trzy. Pięć jest na internie, wszystkie zajęte. Więc rzecznik szpitala zapewnia obywateli na portalu miejskim, że 60 proc. respiratorów jest wolnych.

Stoją w magazynie, bo nie ma stanowisk respiratorowychtłumaczy anestezjolog, ordynator oddziału intensywnej terapii, który chce zachować anonimowość. Stanowisko respiratorowe to te kabelki podpięte do chorego i monitor, na którym wyświetlane są wszystkie parametry. To system monitorujący czynności fizjologiczne pacjenta: EKG, ciśnienie tętnicze bezpośrednie i automatyczne pośrednie, ośrodkowe ciśnienie żylne, dodatkowy wieloczynnościowy kanał dla pomiaru ciśnienia w tętnicy płucnej, ciśnienia wewnątrzśródczaszkowego, pulsoksymetrii, temperatury centralnej i obwodowej.

Bez tego systemu nie można człowieka podłączyć. A to jeszcze nie wszystkie wymagania maszyny, która oddycha za niego. Pomieszczenie, w którym stoi, musi mieć w ścianie gazy, tlen, sprężone powietrze i podłączenie do generatora, żeby w razie przerwy w dostawie prądu respirator pracował dalej. Inaczej pacjent po prostu się udusi. Każde łóżko na intensywnej terapii powinno mieć zapewnione od 16 do 20 gniazdek elektrycznych, trzy gniazdka z ujemnym ciśnieniem, cztery gniazdka tlenu z regulatorem przepływu i trzy ze sprężonym powietrzem.

W szpitalu miejskim na Pomorzu jest tylko jedna taka sala na oddziale intensywnej terapii z pięcioma stanowiskami respiratorowymi. Od 1 października oddział stał się OIT covidowym. Zapełnił się w 72 godziny. Dalej wszystkie stanowiska są zajęte. Więc kolejnego pacjenta z koronawirusem, który leżał na oddziale zakaźnym i którego stan się pogorszył, tak że wymagał respiratora, trzeba było wysłać aż do Poznania. W Gdańsku nie było miejsc. Grudziądz odmówił, bo mają kilkudziesięciu pracowników na kwarantannie i swoich pacjentów do leczenia. Na lotnisko pojechał karetką na respiratorze przenośnym. Zmarł w drodze, nie doczekawszy transportu do szpitala wyższej referencyjności. Respirator przenośny to nie to samo co respirator na oddziale. – Transport pacjenta w takim stanie to zawsze ogromne ryzyko – mówi anestezjolog.

Następnego dnia mieli kolejnego, który leciał zaintubowany do Kościerzyny, gdzie akurat zwolniło się jedno miejsce na intensywnej terapii.

Nie wszyscy doczekują transportu do szpitala

Pomorze nie jest wyjątkiem. O takim przewożeniu pacjentów w bardzo ciężkim stanie zaczynamy słyszeć codziennie. I o takich, którzy transportu nie doczekali. Jak pacjentka z Kraśnika, dla której szpital przez trzy dni szukał miejsca w placówce drugiego stopnia. Bezskutecznie. Kobieta zmarła.

W szpitalu na Pomorzu oddział intensywnej terapii dla pacjentów z covid-19 powstał niejako przez przypadek. Mieliśmy reanimację na SOR, pacjentka okazała się dodatnia – opowiada anestezjolog. – Osobiście wykonałem ze 30 telefonów, nigdzie nie było miejsca, więc zrobiliśmy dla niej izolatkę na oddziale intensywnej terapii. Potem była decyzja wojewody, że cały oddział przekształcamy w covidowy.

Wbrew oficjalnym danym ministerstwa brakuje też tzw. zwykłych łóżek covidowych na oddziałach zakaźnych. Na papierze wolna jest jeszcze blisko połowa z 8 tys. miejsc. Ale znowu: 8 tys. to wszystkie miejsca dla pacjentów zakażonych koronawirusem, także te na oddziałach ginekologiczno-położniczych, przeznaczone dla zakażonych ciężarnych, czy na oddziałach pediatrycznych. Te są wolne.

W Krakowie, gdzie od kilkunastu dni największy w kraju szpital uniwersytecki leczy chorych z koronawirusem z całej Małopolski, nie ma wolnych miejsc. Powstaje właśnie nowy oddział covidowy w szpitalu MSW. Pacjentów mają zacząć przyjmować od poniedziałku, ale już trzy dni temu, gdy wojewoda powiadomił dyrekcję szpitala, że mają utworzyć 40-łóżkowy oddział, rozdzwoniły się telefony od szpitali z południa i właściwie już miejsc nie ma.

Na oddziale intensywnej terapii mają trzy stanowiska respiratorowe, wszystkie zajęte przez „normalnych” chorych. Sześciu anestezjologów obsługuje także blok operacyjny. Teraz trzeba będzie podzielić zespół i utworzyć drugi OIT dla koronadodatnich.

Lek tylko w 20 szpitalach w Polsce

Ale chorych będą leczyć tylko objawowo. Remdesiviru szpital MSW nie dostanie, bo nie ma oddziału zakaźnego. Jedyny lek, który ma szansę w walce z koronawirusem, jest tylko w 20 szpitalach w całej Polsce i wszędzie zaczyna go brakować. Remdesivir można kupić wyłącznie w przetargach organizowanych przez Unię Europejską.

„W piątek dostaliśmy 1,2 tys. dawek, które rozdysponowano do 20 szpitali, dziś UE poinformowała nas, że dostaniemy jeszcze 400. Na więcej na razie nie ma szans” – powiedział „Gazecie Wyborczej” wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski. To oznacza kurację dla 400 pacjentów. Będą kolejne dostawy w najbliższych miesiącach, ale Unia już zapowiedziała, że produkcja nie wystarczy, by zabezpieczyć potrzeby chorych w całej wspólnocie.

Władza przespała pięć miesięcy, zajmując się wyborami i rekonstrukcją rządu – mówi ordynator pomorskiego szpitala. – Można było zaadaptować jakieś pomieszczenia, żeby chociaż było gdzie wstawić te respiratory. Przeszkolić pielęgniarki. Kurs trwa dwa miesiące. Nawet jeśli zrobilibyśmy stanowiska respiratorowe, nie będzie miał kto tych pacjentów obsługiwać. Pielęgniarka nieanestezjologiczna nie da rady.

Bo personelu, zwłaszcza anestezjologów i pielęgniarek anestezjologicznych, brakuje wszędzie. I to jest kolejny, coraz poważniejszy problem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną