Społeczeństwo

Żałosne ocenianie online. Uczymy dzieci, jak kombinować

Jak wystawiać oceny w czasie zdalnego nauczania? Jak wystawiać oceny w czasie zdalnego nauczania? Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Skupianie się na ocenach szkodzi. Z matematyki można dostać ocenę, to zrozumiałe, ale ocena z etyki to koszmar, a ocena z WF-u za to, że przesłało się zdjęcie z ćwiczeń, to absurd.

Przed świętami, na miesiąc przed wystawieniem ocen za pierwsze półroczne, nauczyciele muszą powiadomić uczniów oraz rodziców, jakie stopnie planują postawić. W przypadku planowanych jedynek dotrzymanie miesięcznego terminu jest bezwzględnie obowiązujące. Takie mamy prawo oświatowe. Przekroczysz termin, nie będziesz mógł postawić oceny niedostatecznej. Gdy są to wyższe noty, można się nieco spóźnić z przekazaniem tej informacji. Jednak bez przesady.

Brakuje ocen do wystawienia ocen

W mojej szkole dyrekcja uprzedziła, aby nie zwlekać z przekazaniem dobrej bądź złej nowiny aż do Bożego Narodzenia, lecz uprzedzić wcześniej. „Nie róbcie ludziom takiego prezentu na święta. Poinformujcie jak najszybciej, niech się z tym oswoją”. To bardzo uczciwe podejście. Niestety, wielu nauczycieli nie ma z czego wystawić oceny na semestr, a Statut Szkoły nie przewiduje oceniania na koniec semestru bądź roku bez wcześniejszego wystawienia ocen cząstkowych. Do tego co najmniej trzech z każdego przedmiotu. Problem w tym, że z niektórych przedmiotów wielu uczniów wciąż nie ma, po ponad trzech miesiącach uczenia się, ani jednej oceny cząstkowej.

Problem nie dotyczy przedmiotów, które są nauczane w wymiarze wielu godzin w tygodniu, np. języka polskiego czy matematyki. Jednak przy wymiarze jednej godziny na tydzień sytuacja jest naprawdę trudna. A taki właśnie system – godzina na przedmiot – upowszechniła pisowska reforma edukacji (wcześniej też to się zdarzało, ale w mniejszym stopniu). Uczę takiego jednogodzinnego przedmiotu, więc dobrze rozumiem, jak poważny jest to problem, aby wszyscy uczniowie mieli co najmniej trzy oceny. Problem był całkiem spory nawet wtedy, gdy nauczanie odbywało się stacjonarnie. Gdy przeniosło się do internetu, zrobiła się z tego katastrofa. Wciąż nie wszyscy moi uczniowie mają po trzy cząstkowe oceny. Niektórzy nie mają ani jednej. Zatem, formalnie rzecz biorąc, nie ma podstaw, aby wystawić im oceny na koniec semestru. Prawo nie pozwala.

Co nie jest zabronione, jest dozwolone

Na szczęście, Polak potrafi. Kilka razy dyrekcja przypominała mi, abym nie zaniedbywał oceniania. W końcu po kilku takich przypomnieniach uznała, iż nie wiem, jak to się robi, więc przesłała mi instrukcję. Mam tak poprowadzić lekcję, aby każdy uczeń otrzymał stopień. Da się. Tylko dyrekcja nie wie tego, co ja wiem. Otóż uczniowie śmieją się na forach z takiego oceniania. Opowiadają, że oceny otrzymali nie tylko ci, którzy powiedzieli coś sensownego, ale także ci, którzy wygadywali głupoty. To nie koniec. Ocenieni zostali uczniowie, którzy się nie odezwali, a nawet ci, którzy w ogóle nie byli na lekcji. Widocznie nauczyciel zmotywowany przez swojego dyrektora wstawił dzieciom stopnie od góry do dołu, nie patrząc nawet na frekwencję. Oczywiście wstawił same piątki, inaczej wyszłoby na jaw, jak to się odbywa.

Uczniowie śmieją się, że nauczyciele z jednej kartkówki potrafią wystawić dwie, trzy oceny. Oczywiście z takiej kartkówki „na wiele ocen” też muszą być same piątki, inaczej nauczyciel musiałby się tłumaczyć, a z tego raczej nie da się wytłumaczyć. Bardziej przezorni nauczyciele informują, że z danego materiału uczniowie napiszą za jednym zamachem klika kartkówek. Wprawdzie Statut Szkoły nie przewiduje trzech kartkówek naraz z jednego przedmiotu, ale przecież nie zabrania. A to, co nie jest zabronione, jest przecież dozwolone. Wielu nauczycieli wykazuje się niezwykłą pomysłowością w sypaniu ocenami jak z rękawa, nic dziwnego więc, że dyrekcja nie może pojąć, dlaczego niektórzy są takimi gamoniami, że wciąż mają uczniów, którym nie postawili ani jednej oceny.

Jednak nie tylko nauczyciele są pomysłowi. Uczniowie także tryskają innowacjami w tej dziedzinie. Ponieważ większość prac zadawanych jest na zasadzie: „zrób cokolwiek, żebym miał pretekst wstawić ci ocenę”, uczniom nie chce się marnować czasu na porządne wykonanie zadania. Polska szkoła aż się prosi, żeby odpisywać od innych, a niczego nie robić samodzielnie. Jeśli nauczyciel zadaje pracę polegającą na przysłaniu zdjęcia z ekranu na rowerze stacjonarnym, potwierdzającego, iż uczeń nakręcił 10 km, to normalne jest, że takie zdjęcie wykorzystywane jest potem przez wiele osób z różnych szkół. Taka praca uczy tylko jednego: trzeba kombinować.

Polska szkoła ocenianiem stoi

Ponieważ nie mogłem znieść myśli, że dyrekcja ma mnie za gamonia, przeprowadziłem w końcu lekcję, podczas której uczniowie odpowiadali metodą łańcuszkową, im krócej, tym lepiej. Dzieci od razu załapały, o co mi chodzi, więc po prostu odzywały się, dodawały swoje trzy grosze i otrzymywały ocenę. Nagle wszystkie mikrofony zaczęły działać, żaden komputer się nie zawiesił, łącze internetowe też nabrało doskonałej przepustowości. W klasie rozeszła się bowiem wieść, że zbieram oceny. Gdy zebrałem komplet stopni, 30 w ciągu kwadransa, wszystko wróciło do poprzedniego stanu. Znowu komuś przestał działać mikrofon, innych nagle wyrzuciło z lekcji, zaś wezwani do odpowiedzi na pytanie uczniowie prosili, abym je powtórzył, bo nie było mnie słychać. Gdy bowiem nauczyciel nie ocenia na stopień, wszystko przestaje działać.

Polska szkoła ocenianiem stoi. Nauczyciele uczą, aby postawić stopnie, a uczniowie uczą się dla ocen. Są zapewne wyjątki, ale system dba o to, aby takich wyjątków było jak najmniej, najlepiej wcale. Uczenie się dla siebie, z powodu pasji do przedmiotu, nauczanie bez konieczności stawiania ocen nie jest w Polsce możliwe. I nie byłoby w tym obowiązku nic strasznego, gdyby nie skrajnie mała liczba lekcji w tygodniu z danego przedmiotu, np. jedna, oraz specyficzne warunki nauczania online. Nieraz całą godzinę trzeba ucznia wspierać, pocieszać klasę, tworzyć więź z zespołem, aby się nie załamywał, nie popadał w marazm i pesymizm, a tu nagle trzeba przerwać tę terapię i tak pokierować rozmową, aby był pretekst do postawienia oceny.

Zdarza się, że uczniowie protestują. Protestują nawet wtedy, gdy chcę im postawić piątkę. Oni dobrze wiedzą, że za daną czynność nie należy im się żadna ocena. Sumienie nie pozwala im przyjąć stopnia za to, że powiedzieli „be” czy „me”, albo za to, że rozwiązali proste zadanie. Dobrze wiedzą, że to nie jest ćwiczenie, za które należy się ocena. To za mało nawet na otrzymanie „plusa”, a już absurdem jest proponowanie piątki. To ośmiesza system. Na innych, mniej odpornych na pokusę, taki system oceniania działa demoralizująco. Wyrabia w nich bowiem postawę roszczeniową, że za każdą drobnostkę należy się zapłata. Uczy ich, żeby odzywali się na lekcji nie z powodu potrzeby rozwinięcia tematu, przedstawienia swojego poglądu na sprawę, chęci wdania się w dyskusję, polemizowania z innymi, lecz tylko dla oceny. A gdy już tę ocenę otrzymają, wtedy nie widzą powodu, aby dalej uczestniczyć w lekcji. Takim osobom z wymaganą liczbą ocen w dzienniku przestaje działać mikrofon, kamera, a w końcu także internet. Nie czują potrzeby, aby dalej przebywać na lekcji. Dostali ocenę, zatem niech się nauczyciel od nich odczepi i zajmie tymi, którzy jeszcze oceny nie mają.

Prowadzenie lekcji polega więc na ciągłym mówieniu „następny, proszę”. Uczeń wchodzi do mnie jak pacjent do lekarza. Sprawdzam, jak się nazywa, wstawiam ocenę za cokolwiek, wypycham z gabinetu i proszę kolejnego pacjenta. Następny, proszę! Uczeń ma przede wszystkim nie zajmować nauczycielowi czasu, ma odpowiadać krótko, pisać zwarcie, przyjmować ocenę i znikać z pola widzenia. Nauczanie zamieniło się w rozdawanie „cukierków”, w dzielenie ocenami, uczniowie uczą się, jak sprawnie ustawić się w kolejce po oceny. Teraz twoja kolej, dziecko, masz pięć sekund, abym znalazł powód do postawienia ci oceny. Czy są w klasie osoby, które jeszcze nie mają ocen? Co jest z wami nie tak? Gdzie byliście, gdy rozdawałem stopnie? Czy jeszcze nie rozumiecie, na czym polega nauka online?

A nie wszystko powinno być na stopień

Brak ocen jest oceną pracy nauczyciela. To fundament polskiej edukacji. Nauczyciel, który nie ocenia, jest fatalnym pedagogiem. Ponieważ nikt nie chce być w oczach szefa złym pracownikiem, wszyscy zaprawiamy się w stawianiu uczniom ocen za byle co. Specyfika jednego przedmiotu sprzyja ocenianiu, a innego ani trochę. Kiedy na lekcji filozofii pół klasy walczy ze sobą, bijąc się na argumenty niczym na pięści. Kiedy w ruch idą tytuły dzieł, pojęcia, nazwiska, cytaty, a od wymiany słów robi się tak gorąco, że komputer nie nadąża z podświetlaniem inicjałów osób, które biorą udział w dyskusji... Kiedy robi się na lekcji po prostu agora, wtedy muszę zabić ten zapał, prośbą, aby tak mówili, żeby umożliwić mi wystawienie ocen. A po co cząstkowe oceny z filozofii? Dlaczego nie można postawić jednej na koniec cyklu? Dlaczego prawo oświatowe zmusza do wystawiania ocen cząstkowych?

Prawo nie różnicuje przedmiotów. Trzeba oceniać na lekcji matematyki, jak i na religii. Oceny muszą być na lekcji wychowania fizycznego oraz na języku polskim. Czy to jest etyka, czy język angielski, uczeń musi mieć wymaganą liczbę stopni cząstkowych. Wystawienie tylko jednej oceny – końcowej – jest w oświacie przestępstwem.

Rozumiem konieczność systematycznego oceniania z przedmiotu, który kończy się egzaminem: ósmoklasisty po szkole podstawowej czy maturą po szkole średniej. Jednak z pozostałych przedmiotów ocenianie cząstkowe powinno być całkowicie w gestii nauczyciela. Chce, niech stawia stopnie, nie chce, niech nie stawia. Jeśli nauczyciel przedmiotu, który nie kończy się egzaminem, uważa, że żadne oceny nie są potrzebne, nawet na koniec semestru, pozwólmy mu na to. Obdarzmy nauczyciela zaufaniem, że nauczanie bez oceniania ma sens. Może na lekcjach religii, etyki, muzyki, plastyki, filozofii czy wychowania fizycznego są ważniejsze rzeczy do zrobienia, niż wstawianie uczniom stopni. Czy można filozofować na ocenę? Czy można wierzyć na ocenę? Czy można na ocenę przyjmować postawę moralną? Czy można na ocenę spacerować po parku albo uprawiać jogę? Nie przekonujmy dzieci, że wszystko, co jest ważne w życiu: sport, moralność, religia, kultura, musi być zaliczone na stopień.

Przeniesienie nauki do internetu to dobra okazja, aby zmienić zasady, które wydają się być w szkole niezmienne. Uwolnijmy dzieci od obowiązku zdobywania ocen ze wszystkich przedmiotów, jak leci. Przestańmy obciążać nauczycieli obowiązkiem stawiania stopni. Przedmioty egzaminacyjne niech będą prowadzone po staremu, z obowiązkiem regularnego oceniania, ale reszta dyscyplin tego nie potrzebuje. Skupianie się na ocenach wręcz im szkodzi. Z matematyki można dostać ocenę, to zrozumiałe, ale ocena z etyki to bzdura, ocena z religii to koszmar, a ocena z wychowania fizycznego za to, że przesłało się zdjęcie czy filmik z ćwiczeń, to absurd. A przecież są jeszcze oceny wychowawcze – kompletny idiotyzm. Skończmy z tym natychmiast, w tym szaleństwie oceniania nie ma żadnej metody, jesteśmy tylko żałośni.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Smartfonowa rewolucja według Wiśniewskiego

Czy świat wszechobecnych i wszechmocnych smartfonów jest tym, o czym marzyliśmy? A bezprzewodowa ewolucja stale przyspiesza.

Mariusz Herma
19.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną