Społeczeństwo

Mobilizacja ulicy nie słabnie. Ale co robi Strajk Kobiet?

Strajk Kobiet otwiera nowy sezon protestacyjny, Warszawa, 20 stycznia 2021 r. Strajk Kobiet otwiera nowy sezon protestacyjny, Warszawa, 20 stycznia 2021 r. Maciej Łuczniewski / Forum
Tak naprawdę na ulicach są teraz dwie grupy: Strajk Kobiet i młodzież z pewnym anarchistycznym zacięciem. Gdy opadną emocje wywołane utarczkami z policją, może się okazać, że mają różne cele.

Ostatnie dni pokazały, że mobilizacja protestujących przeciwko antykobiecej polityce rządu nie słabnie. Blokada Warszawy 20 stycznia ściągnęła do centrum tysiące osób, które z werwą stawiały czoła zarówno nieprzychylnym warunkom pogodowym, jak i policji. Zgodnie i gromko rozbrzmiewały okrzyki podczas „solidema”, demonstracji solidarności z osobami przetrzymywanymi na komisariatach. Jak zazwyczaj anarchistyczny kolektyw prawniczy Szpila miał pełne ręce roboty – podczas demonstracji i po niej zatrzymano kilkanaście osób.

Czytaj też: Co napędza strajki kobiet?

Młodzież walczy o swoje

W ten wesoły obraz wkrada się jednak kłopotliwa nuta: choć Strajk Kobiet bez wątpienia pozostaje największą i najbardziej medialną organizacją, to ściągająca na demonstracje i blokady publiczność coraz mniej przypomina grupy demograficzne, które zwykliśmy kojarzyć z OSK: kobiety i pary od trzydziestki wzwyż, dobrze ubrane i raczej stateczne. Tymczasem na ulicach Warszawy 20 stycznia pojawiła się przede wszystkim młodzież płci obojga, z pewnym anarchistycznym zacięciem, dla której policyjna agresja to swoiste zaproszenie do gry w walce o swoje.

Bo tak naprawdę 20 stycznia demonstracje były dwie. Jedną organizował Strajk pod hasłem „Otwarcie sezonu”, na drugą zapraszały Federacja Anarchistyczna, Warszawska Federacja Antyfaszystowska, Anarchistyczny Czarny Krzyż, Koalicja Antyfaszystowska, Koalicja Wolnościowa, Kolektyw OPÓR, Warszawski Autonomiczny Licealny Komitet Antyfaszystowski i Studencki Komitet Antyfaszystowski pod hasłami „Wyłącz program Wina+” i „Stop państwu policyjnemu”. Zwołane, a może raczej należałoby mówić: skrzyknięte w sąsiadujące miejsca w centrum Warszawy zgromadzenia szybko zaczęły się mieszać. Zbliżone hasła i ogólna sympatia OSK dla środowisk anarchistycznych i odwrotnie przysłoniły fakt, że w istocie chodzi o środowiska o nieco odmiennych celach i kierujące przekaz do różnych pokoleń.

Czytaj też: Sondaż w sprawie protestów. Kto bierze udział w spacerach?

Strajk Kobiet łamie sobie język

Pod koniec ubiegłego roku Marta Lempart pospieszyła do Brukseli z wizytą do Donalda Tuska. Ich wspólne zdjęcie w identycznych maseczkach z błyskawicą obiegło kodowskie i antypisowskie grupy; niedługo potem do Rady OSK zaproszono osoby, głównie mężczyzn, związane z KOD, Platformą Obywatelską, a nawet opozycją demokratyczną z czasów PRL. W opublikowanym drafcie programowym w części „prawa kobiet” nie znalazł się najbardziej kontrowersyjny dla tych środowisk postulat aborcji na żądanie. Czy było to niedopatrzenie, czy celowe działanie celem zaciemnienia sytuacji – trudno powiedzieć. Choć wypytywane o sprawę liderki Strajku zarzekają się, że owszem, jak najbardziej są za powszechnym dostępem do aborcji, to wciąż nie wzięły tego hasła jednoznacznie na sztandary, a w wywiadach zdradzają pewną ambiwalencję wobec „stylistyki” sformułowania „aborcja na żądanie” (pozostaje spytać: jaka inna ma być? na receptę?).

Powstała inicjatywa Legalna aborcja bez kompromisów, której pełnomocniczką mianowano Martę Lempart, jednak nie zaangażowała ona jednoznacznie OSK w zbiórkę podpisów pod projektem ustawy liberalizującej dostęp do zabiegu usuwania ciąży. Ponadto chaos komunikacyjny od wielu miesięcy doprowadzał do nazywania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji z przyczyn embriopatologicznych „delegalizacją aborcji”, z wygodnym pominięciem faktu, że znakomita większość aborcji została zdelegalizowana już w 1993 r. „Legalna aborcja bez kompromisów” to w tym kontekście wciąż zupełnie co innego niż „aborcja na żądanie”, na której Strajk jak gdyby łamie sobie język.

Czytaj też: Referendum aborcyjne w Polsce? To się nie uda

Dwa ruchy, dwa kierunki

W gruncie rzeczy trudno się temu dziwić. Postulat „aborcja na żądanie” oznacza jednoznaczne, bezdyskusyjne zerwanie z porządkiem politycznym kształtowanym przez 27 lat na „kompromisie aborcyjnym” i sceną polityczną, na której przez lata obowiązywała naczelna zasada „lewicy wolno mniej” – lewicy raz, a dobrze skojarzonej z postulatem aborcji z przyczyn społecznych, na krótko przywróconej staraniami wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej i obalonej następnie przez Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Andrzeja Zolla. Jak długo Strajk Kobiet flirtuje z okolicami PO i dawnymi działaczami opozycji demokratycznej, sprzeczność ta wydaje się nie do przekroczenia.

Jednak dla młodszego pokolenia, tego, które dziś tłumnie wylega na ulice, to wszystko brzmi jak bajka o dinozaurach. Młodzi chcą dostępnej i bezpiecznej aborcji dla wszystkich osób (nie tylko kobiet), które tego potrzebują, szacunku dla praw osób LGBT+, sprawiedliwości społecznej i klimatycznej... Kiedy opadnie dreszcz podniecenia wywołany utarczkami z policją, może okazać się, że te dwa ruchy niekoniecznie podążają w tę samą stronę.

Posłuchaj: Kobieco-dziecięca rewolucja. Suchanow o przyszłości strajku

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną