„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Społeczeństwo

Wszyscy są zmęczeni. Uda się naprawić szkołę po pandemii?

Uczniowie klas 1-3 szkoły podstawowej Uczniowie klas 1-3 szkoły podstawowej Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Narastająca frustracja nauczycieli i uczniów oraz bliższy niż kiedykolwiek kontakt rodziców z edukacją ich dzieci mogą stworzyć masę krytyczną, niezbędną do głębokich przemian w polskiej szkole.

W marcu minął rok od przejścia polskich szkół do funkcjonowania – w przeważającej mierze – w realiach internetowych. W tym czasie odbyły się egzaminy końcowe i rekrutacyjne. Teoretycznie można uznać to za sukces, jednak badania wskazują na niską efektywność edukacji zdalnej, a nawet nowe zdrowotne zagrożenia. Jednocześnie ze względów epidemicznych powrót do nauki w pełni stacjonarnej wciąż odsuwa się w czasie. Niezbędne jest więc rozwiązanie problemów, które zostały zdiagnozowane na przestrzeni ostatniego roku.

Poznać ucznia, zrozumieć problemy

Przejście na edukację zdalną wymaga twardej infrastruktury: sprzętu (komputera, kamery internetowej, drukarki itd.) i nieprzerwanego dostępu do sieci. Sytuacja pod tym względem nie była taka sama dla wszystkich – w wielu rodzinach trzeba współdzielić laptop lub smartfon z rodzeństwem czy rodzicami. Część rodziców nie przeszła na pracę zdalną, co w niektórych przypadkach negatywnie wpłynęło na uczestnictwo ich dzieci w lekcjach szkolnych. Niektórzy wypadli z systemu i nie ma z nimi kontaktu. Tymczasem zaległości rosną i coraz trudniej je nadrobić.

Na spadek efektywności edukacji przekłada się też stan zdrowia dzieci i młodzieży – zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Negatywnie odbiła się na nich izolacja od rówieśników i odarcie szkoły z jej społecznych funkcji. W różnych badaniach dzieci i nastolatki często wspominają o osamotnieniu. Tylko nieliczni lepiej funkcjonują w realiach zdalnego nauczania, które zasadniczo przyczynia się do pogłębiania różnic w wynikach edukacyjnych.

W Polsce coraz więcej uczniów z klasy średniej „odpływa” do szkół prywatnych; młodzież bardziej zasobna i mająca uwagę rodziców może mieć większe szanse dzięki korepetycjom, zajęciom dodatkowym czy wyjazdom zagranicznym. Szkoły publiczne, podstawowa opcja dla osób najmniej zarabiających, cierpią przez niedofinansowanie i odpływ wykwalifikowanych, młodych nauczycieli. Funkcji wyrównawczej szkół – przez tworzenie miejsc spotkań dzieci z różnych klas społecznych czy bezpłatne dodatkowe lekcje – nie da się teraz spełnić.

Przenieść podstawę programową do XXI w.

Innym problemem polskiego systemu oświatowego „zastanym” przez koronawirusa i przez niego zwielokrotnionym jest rozbuchana podstawa programowa. Na domiar złego dyskusje na ten temat najczęściej dotyczą sporu symbolicznego o treść kanonu lektur (w opinii polityków prawicy wciąż nie dość „patriotycznego”). Praktyczne problemy pozostają więc nierozwiązane od lat. Uczniowie są przepracowani, a duża część nauczycieli podziela przekonanie, że nie wszystko, czego uczą, jest im rzeczywiście niezbędne.

Do tego program nie został dostosowany do specyfiki narzędzi cyfrowych, co powoduje, że nie wykorzystujemy w pełni ich potencjału. Nauczyciele nie zawsze mają kompetencje, by aktywizować uczniów za pomocą narzędzi zdalnych czy zachęcić ich do samodzielnego korzystania ze źródeł. Zdalna nauka to wyścig z czasem i programem, zwłaszcza że utrzymano niemal 100 proc. przedpandemicznych wymogów, np. związanych z podejściem do egzaminów.

Nieodzowna wydaje się redukcja programu choćby na czas edukacji zdalnej, a najlepiej docelowa. Nauczyciele mieliby większą autonomię w dobieraniu treści i więcej przestrzeni na eksperymenty z metodyką nauczania, która dziś jest podporządkowana wyłącznie przekazaniu wiedzy pod testy egzaminacyjne.

Więcej autonomii dla szkół i samorządów

Dziś o tym, jak ma funkcjonować szkoła, decydują organy centralne: Ministerstwo Edukacji i Nauki i podległe mu kuratoria. Samorządy, które prowadzą szkoły dla ok. 90 proc. uczniów, mają tylko wdrażać decyzje, które zapadają ponad ich głowami, często z pominięciem ich opinii. W czasie pandemii na szczeblu centralnym pojawił się jeszcze jeden aktor – resort zdrowia i podległy mu sanepid. Jesienią 2020 r. to inspektorzy sanitarni decydowali o przenoszeniu uczniów na naukę zdalną lub hybrydową, często wykazując większą tolerancję dla ryzyka zakażeń, niż chcieliby tego dyrektorzy.

Zwiększenie autonomii samorządów i samych szkół pozwoliłoby na bardziej elastyczne, czyli efektywne zarządzanie nimi. W okresie stopniowego przywracania stacjonarnej nauki sanepid powinien wyznaczać niezbędne minimum bezpieczeństwa, ale nie bronić dyrektorom, którzy najlepiej znają swoje placówki i ich możliwości, podejmowania bardziej restrykcyjnych kroków. Ministerstwo powinno też wyznaczyć ogólne zasady, w ramach których szkoły mogłyby organizować część zajęć na świeżym powietrzu lub z zachowaniem odpowiedniego dystansu, tak by nawet te osoby, które dalej uczą się zdalnie, mogły mieć namiastkę kontaktu z rówieśnikami i nauczycielami.

W dalszej kolejności należałoby systemowo wzmocnić rolę organów prowadzących szkoły, tak by samorządy poza odpowiedzialnością miały decyzyjność. Organy prowadzące powinny też mieć większy wpływ na różnicowanie poziomu wynagrodzeń, stosownie do sytuacji na lokalnym rynku pracy.

Podnieść wynagrodzenia i wymagania

Dobra szkoła nie może opierać się wyłącznie na pasji nauczycieli, skłonnych pracować więcej i ciężej niż wyznaczone standardy i za nieadekwatną do ich kompetencji pensję. Chwała bohaterom, ale nie można godzić się na to, by system trzymał się dzięki nim. Aby ścieżka kariery była atrakcyjna dla błyskotliwych i ambitnych, wynagrodzenia powinny rosnąć w podobnym tempie co w gospodarce, a te najniższe utrzymywać stałą relację do płacy minimalnej. Subwencja oświatowa musi gwarantować pokrycie kosztów wynagrodzeń przynajmniej do poziomu wyznaczanego przez ministerstwo – w przeciwnym razie nieadekwatnie obciąża się tym zadaniem samorządy, nie zawsze zdolne to udźwignąć.

W procesie kształcenia i awansu trzeba kłaść większy nacisk na kluczowe kompetencje przyszłości: umiejętności cyfrowe, radzenie sobie ze stresem, prowadzenie dialogu z uczniami i rodzicami. Nauczycieli należy także przygotować do styczności z uczniami o szczególnych potrzebach edukacyjnych. System awansu i wynagradzania musi motywować do stałego dokształcania i doskonalenia – dziś 40 proc. nauczycieli ma najwyższy stopień awansu i w praktyce brak im motywacji do szkolenia.

Zmiany muszą nastąpić jak najszybciej

Zmiany w systemie edukacji nie będą łatwe. Po turbulencjach wywołanych likwidacją gimnazjów i zaraz potem nauką zdalną zmęczeni są uczniowie, ich rodzice i nauczyciele. Wszyscy obawiają się kolejnych zmian. Dlatego ważne jest przeprowadzenie systemowych reform w oparciu o dialog i konsensus, z uwzględnieniem trendów, głosu rodziców i uczniów. Nie wszystkie zmiany należy odkładać. Najpilniejsze działania, zwłaszcza związane ze zdrowiem psychicznym i powstrzymaniem narastania nierówności w edukacji, trzeba podjąć jak najszybciej.

Szczegółowe rekomendacje przedstawiamy w raporcie Polityki Insight i Fundacji Przyjazny Kraj „Usługi publiczne w kryzysie: edukacja do zmiany”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną