„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Społeczeństwo

Pomoc dla nauczycieli. Czy psycholożka wie, na co się porywa?

Będzie telefon zaufania dla nauczycieli. Będzie telefon zaufania dla nauczycieli. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Związkowcy z ZNP dobrze wiedzą, co się będzie działo po powrocie nauczycieli do szkół. Nic dobrego nas tam nie czeka. Szkoła zmieniła się na gorsze i na jeszcze gorsze będzie się zmieniać.

Wśród nauczycieli pomoc odbierana jest często jako atak. Więc kiedy łódzki okręg ZNP zaproponował telefon do psychologa (działa od początku kwietnia), reakcje był zwykle takie: „Najwidoczniej mają nas za głupich”. Związkowcy mogą udzielać pomocy prawnej w walce z niesprawiedliwym pracodawcą, ale nie psychologicznej. „Niech nam załatwią podwyżki”. Telefon do psychologa jakoś nie kojarzy się z działalnością związkową.

Oferowanie pomocy nauczycielom to proszenie się o kłopoty. – Jakiś gówniarz – mówił kolega – ma mnie uczyć, jak mam żyć? Odpowiedziałem, że podobno zatrudniono psycholożkę. – No to jeszcze gorzej! To pewnie gówniara jakaś jest. Jako związkowiec czułem, że muszę bronić ZNP. Proszę was – mówiłem – może to nie jest zły pomysł. Dajcie psycholożce szansę. Chociaż jako belfer dobrze wiem, że pomaganie nauczycielom to bardzo ciężki kawałek chleba. Trzeba mieć nerwy ze stali i skórę nosorożca. Czy psycholożka wie, na co się porywa?

Psycholog czy pół litra?

U nas opieka zdrowotna wygląda tak, że prędzej człowiek zniesie jajko, niż doczeka się pomocy od właściwej instytucji. Kiedy miałem pilną potrzebę poradzenia się psychologa, może nawet psychiatry, dowiedziałem się, że w tym tygodniu nie ma szans. W przyszłym też nie. W ogóle ten miesiąc odpada. Nie ma wolnych terminów w tym kwartale. Wpiszę pana za pół roku… Zamiast czekać pół roku, wolałem wypić pół litra. Miałem wrażenie, że mi przeszło. W ogóle w naszym zawodzie, jak w każdym zawodzie, gdzie trzeba pomagać innym, ludzie sporo piją, a teraz pewnie pić będą jeszcze więcej, no bo jakoś trzeba te frustracje rozładować.

Związkowcy z ZNP dobrze wiedzą, co się będzie działo po powrocie nauczycieli do szkół. Przecież nic dobrego tam nas nie czeka. Szkoła zmieniła się na gorsze. I na jeszcze gorsze będzie się zmieniać. Powodów jest wiele. Po pierwsze, minister Czarnek, który gotów jest każdy przedmiot zamienić na przygotowanie do życia w rodzinie. Już od tego można zwariować. Po drugie, okrojone do nieprzyzwoitości budżety szkół. Zgłupiejemy od tej nędzy w miejscu pracy. Po trzecie, nasi uczniowie. Dzieci mogą być w znacznie gorszym stanie, niż sobie wyobrażamy. Już na samą myśl o tym wyć mi się chce. A przecież mamy im pomagać wyjść z depresji. A jeśli nie damy rady?

Komu by się tu pożalić?

Wpadłem do szkoły, natknąłem się na panią dyrektor, z radości aż wrzasnąłem. Później dopiero pomyślałem, że moja reakcja jest nienormalna. Cieszyć się na widok szefowej? A jak zechce mnie skontrolować (na pewno zalegam z tysiącem rzeczy)? Nie mogę być tak nierozważny, żeby natykać się na dyrekcję, gdy mam zaległości w pracy. No ale nic. Ucieszyłem się jak głupi, ponieważ chciałem się wyżalić. Komuś przecież trzeba. A w szkole tak pusto, że aż mrówki człowiekowi chodzą po plecach.

Nie zdążyłem jednak nic powiedzieć, gdyż szefowa mnie uprzedziła. Zaczęła opowiadać, że rodzice piszą na nią i na nauczycieli donosy, urzędnicy kontrolują jeden przez drugiego, uczniowie mają pretensje o każde głupstwo. A tu jeszcze fochy robi… „no nie będę wymieniać z nazwiska… jedna nauczycielka”. Dyrektorka mówi, że ma dość i takie tam inne rzeczy, które przyprawiają mnie o mdłości, bo mam strasznie słabą psychikę. Wysłuchałem jednak, czyli pomogłem. A kto pomoże mnie?

W szkole natknąłem się jeszcze na jednego nauczyciela. Nie wiem, kto kogo bardziej się wystraszył: czy ja jego, czy on mnie? Faktem jest, że miałem wrażenie, iż chce mnie obarczyć swoimi problemami. Więc kiedy do mnie się zbliżył, chciałem krzyknąć, że bardzo się spieszę, więc tym razem nie pogadamy. Ale facet mnie uprzedził. Jednak zamiast się wyżalić, jak się spodziewałem, powiedział, że nie ma czasu, bo się spieszy, oraz że pogadamy innym razem. Bał się, że zechcę obarczyć go swoimi problemami? Jasne, że chcę. Może nie problemami, tylko nerwami. Strasznie jestem ostatnio zdenerwowany. Pogadałbym z tobą o tym, co mnie denerwuje, drogi kolego, ale po czymś takim zdenerwowałem się jeszcze bardziej. A w domu czeka pół litra.

Jak trwoga, to do prezeski

Niedaleko szkoły jest oddział ZNP Łódź Polesie. Urzęduje tam prezeska. Otóż prezeska to jest taka osoba, że walą do niej drzwiami i oknami wszyscy ludzie z problemami. Zawsze ktoś u niej jest i się żali. I tak od lat. Ja też byłem tam wiele razy. Jak wściekałem się na uczniów, to przyszedłem pogadać z prezeską. Wysłuchała, poradziła, pośmiała się, ja też się pośmiałem. Jak mnie zdenerwował dyrektor, oj, bardzo zdenerwował, to poszedłem do prezeski. Musiało wtedy wielu nauczycieli być zdenerwowanych na swoich szefów, bo u prezeski był tłum. Każdy czekał na swoją kolej. Opowiedziałem, dostałem dobrą radę, zjadłem dwa pączki, wypiłem kawę i poczułem się lepiej. Jak rodzice na mnie naskarżyli do kuratorium, to też przyszedłem do prezeski. Pomogło. Chodzę do niej, bo to jest złota kobieta. A poza tym fachowiec.

Więc jeśli łódzkie ZNP, które ma takich fachowców, zdecydowało się zatrudnić psycholożkę, to znak, że z nauczycielami jest bardzo źle. Prezeska nie wyrabia się z pomaganiem ludziom. To oczywiste. Też bym do niej poszedł, ale nie mam sumienia. Może sama potrzebuje pomocy? Przecież na nią także wpłynęła pandemia. Może ta życzliwa osoba cierpi jeszcze bardziej niż ja? Nie mam pojęcia, jak jej się żyło przez ten rok, a chcę zrzucić na nią swoje kłopoty? Okropne! Nie wolno obarczać człowieka, co do którego stanu psychicznego nie jesteśmy pewni, swoimi problemami. Najpierw musiałbym się dowiedzieć, czy jest zdrowa, czy nie trapią jej żadne troski. Wszyscy przyzwyczailiśmy się, że jak trwoga, to do prezeski. Tymczasem ZNP zatrudnił psycholożkę. To powinno dać nauczycielom do myślenia. Nie ze wszystkim trzeba iść po pomoc do prezeski. Są problemy, którymi nie wolno jej obarczać. Niby to wiem, ale jakoś dziwnie się czuję. Mam potrzebę zadzwonić do psychologa, ale nie mam śmiałości. Po prostu nigdy tego nie robiłem. Chyba wolę pół litra.

Problemy mają inni, ale nie my?

Teraz narażę się wszystkim kolegom i koleżankom. Ale nie tym, którzy mnie znają osobiście, bo oni wiedzą, że to prawda. Narażę się swojej grupie zawodowej, która uważa, że w imię troski o dobre imię nauczycieli należy udawać, że problemy mają inne zawody, ale nie my. Wypieramy się prawdy, przez co brniemy w kłopoty. Ale nic, raz kozie śmierć. Otóż kiedy jeszcze pracowaliśmy stacjonarnie, przez kilka miesięcy podwoziłem do ośrodka leczenia uzależnień – mam po drodze z pracy do domu – kolegę, który często wybierał pół litra zamiast telefonu do psychologa. W końcu sprawy zaszły tak daleko, że już nie miał wyboru. Został przymuszony do korzystania z pomocy psychologicznej. Nie będę wdawał się w szczegóły, powiem tylko, że w końcu pomogło.

Wielu nauczycieli potrzebuje pomocy psychologa, to w czasie pandemii całkowicie normalne. Jednak niewielu z takiej pomocy skorzysta, gdyż pomoc odbieramy jako atak. Ten tekst także napisałem po to, aby pomóc nauczycielom i nauczycielkom, którzy szukają innych, często bardzo ryzykownych dróg, byle tylko nie zadzwonić do psychologa. A jednak dobrze wiem, że zostanie to odebrane jako atak na środowisko. Nauczyciele piją? Nauczyciele mają problemy psychiczne? Cierpią na depresję? Nauczyciele potrzebują pomocy psychologa? „Chyba ty!” – to usłyszę w odpowiedzi. „Ty masz problemy”. Oczywiście, ja też. Koleżanki i koledzy, witajcie w klubie ludzi, którzy zamiast zadzwonić do psychologa, obarczają swoimi problemami rodzinę, przyjaciół i znajomych. Uważajmy, bo może to być już dla nich nie do zniesienia.

Koleżanki i koledzy, dajcie ludziom spokój, psycholog czeka. Przepraszam, akurat w Łodzi psycholożka.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną