Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Akcja ratowania afgańskich informatyków. Tak to wygląda na granicy

Straż graniczna na granicy polsko-białoruskiej Straż graniczna na granicy polsko-białoruskiej Michał Kość / Forum
Kilka dni tkwili na białorusko-polskiej granicy. Czuli, że to matnia bez wyjścia, rozpaczliwie szukali pomocy. Tak zaczęła się operacja wyciągania Afgańczyków z granicznego lasu.

Mieszkający w pobliżu granicy Andrzej Meller, pisarz i podróżnik, dostaje wiadomość od swojego przyjaciela, nadal mieszkającego w Afganistanie, że po drugiej stronie granicy, ale niedaleko domu Andrzeja, dygocze z zimna, głodu i strachu sześciu młodych mężczyzn. To bardzo uzdolnieni informatycy. W sierpniu zaproszono ich do Moskwy na konferencję naukową. A kiedy władzę w Kabulu przejęli talibowie, informatycy zgodnie uznali, że powrót do ojczyzny grozi im śmiercią. Próbowali uzyskać wizy do kilku państw europejskich, ale bez powodzenia. Dlatego zdecydowali się na wyprawę przez Białoruś do Polski.

Czytaj też: Jak będzie działać „ustawa wywózkowa”?

Jak tworzy się łańcuch dobrej woli

Andrzej opisuje sytuację informatyków na FB i dodaje, że czuje się bezsilny, bo nie wie, jak im pomóc. Rozmawiamy z nim. Dowiadujemy się, że ma z informatykami sporadyczny kontakt. Telefonuje do nich, oni do niego, ale najczęściej tamten telefon milczy, bo oszczędzają baterie.

Następnej nocy Andrzej dostaje wiadomość, że informatycy przeszli na polską stronę granicy, wysyłają mu lokalizację. Siedzą w lesie i boją się ruszać dalej. Zawiadamiamy aktywistów z Grupy Granica, prosimy o wsparcie. Dostajemy odpowiedź, że załoga pomocowa już się skrzykuje, ale to potrwa. Do Afgańczyków dotrą najwcześniej za trzy godziny.

Informujemy o sytuacji posłankę Joannę Kluzik-Rostkowską (PO). Pomagała wyciągać ludzi z Kabulu, ma doświadczenie i kontakty. Docieramy też do zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich dr Hanny Machińskiej. Wspólnie ustalamy, że panie będą rozmawiać z szefem straży granicznej na Podlasiu i przekonywać go, iż informatycy są uchodźcami politycznymi, należy im pomóc.

Komendant SG w Białymstoku obiecuje, że Afgańczyków jego podkomendni nie wyrzucą od razu do lasu, ale poddadzą procedurze i potem zapadnie decyzja co do ich statusu w Polsce. Ale najpierw muszą się zgłosić do placówki SG.

Do uchodźców docierają aktywiści. Wymieniają im odzież na ciepłą i suchą, karmią i dają wodę. Nie decydują się na wezwanie karetki, bo Afgańczycy boją się, że za karetką przyjedzie policja.

Do łańcucha pomocowego dołącza Jolanta Kwaśniewska, żona byłego prezydenta. Sama się zgłasza do Andrzeja. W czasie wizyty byłych pierwszych dam w Michałowie poznała funkcjonariuszki SG, może one pomogą.

Procedura azylowa czy misterna gra SG?

Mija kolejna noc. Nad ranem do informatyków ruszają zawiadomieni przez Andrzeja aktywiści z fundacji Ocalenie. Znajdują informatyków, ale już tylko czterech. Dwóch zostało w nocy schwytanych. Co z nimi, nie wiadomo. Czwórce udzielona jest pomoc, mają wypełnić deklaracje z wnioskami o pomoc azylową w Polsce. A potem aktywiści wzywają SG.

Dr Machińska i Joanna Kluzik-Rostkowska trzymają ręce na pulsie. Natychmiast kontaktują się z SG, dostają wiadomość, że Afgańczycy są już w placówce w Nowym Dworze, że wszczęto procedurę i nikt nie zamierza wyrzucać ich na białoruską stronę. Ale nadal nie wiadomo, co się dzieje z dwoma informatykami zatrzymanymi w nocy. Czy są jeszcze w Polsce, czy już po pushbacku? Odpowiedzi nie padają.

Nie wiemy, czy to połowiczny (bo dwóch ludzi znikło) sukces i afgańscy informatycy pozostaną w Polsce, czy też może padamy ofiarą gry prowadzonej przez SG nawet z posłanką RP i zastępczynią RPO. Na razie do placówki dotarł tłumacz, bo tego wymaga formalna procedura, i czynności trwają. Według zapewnień SG prowadzone są poszukiwania zaginionej dwójki.

Tak w skrócie wyglądała akcja ratowania konkretnych ludzi z lasu. Opowiadamy o tym, aby pokazać kulisy akcji pomocowych i zawiązywanie się łańcuchów ludzi dobrej woli. Ale zaznaczmy, że ta historia nie ma jeszcze finału. Kiedy zdarzy się ciąg dalszy, opowiemy o kolejnych zdarzeniach.

Czytaj też: Szukając ludzi w lesie. Relacja ze strefy stanu wyjątkowego

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną