Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Księgowa wyliczyła dobrze, to Czarnek nas oszukał. Zarabiamy coraz mniej

Pikieta nauczycieli pod UM w Łodzi Pikieta nauczycieli pod UM w Łodzi Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Pomylił się minister Czarnek, gdy oburzony chciał poznać nauczyciela, który stracił na reformie podatkowej. Nie trzeba takich ludzi szukać ze świecą po całym kraju, są w każdej szkole.

Tyle razy Czarnek zapewniał, iż nauczyciele nie stracą na Polskim Ładzie, że mu uwierzyliśmy. Jak zresztą mogłoby być inaczej?! PiS zmienia system podatkowy, jednak nie kosztem osób zarabiających niewiele więcej od minimum krajowego. Byłoby niesprawiedliwe, aby za zmiany zapłacili nauczyciele. Podwyżek w oświacie wprawdzie nie ma, ale obniżek też nie może być. Przecież mniej już się nie da zarabiać. Tak rozumowaliśmy. Szybko okazało się, że błędnie. Mniejsze pensje pedagogów stały się faktem.

Kiedy na początku stycznia zajrzałem na konto, zdziwiłem się, iż wynagrodzenie jest mniejsze od grudniowego. I to całkiem sporo mniejsze. Pomyślałem, że księgowa musiała się pomylić. Zanim jednak zwróciłem jej uwagę, dowiedziałem się, że w innych szkołach jest podobnie. Wszędzie nauczyciele otrzymali mniejsze pobory. Jedna księgowa mogłaby się pomylić, ale przecież nie wszystkie. PiS nas znowu oszukał?

Przed kamerami Czarnek wołał, aby pokazać mu nauczyciela, który stracił na Polskim Ładzie. Żądał podania choćby jednego nazwiska, pokazania paska wynagrodzeń, jakiegoś namacalnego dowodu. Tymczasem takich nauczycieli były tysiące. W każdej szkole znaleźli się ludzie, których pobory styczniowe okazały się mniejsze od grudniowych. I to nie była wina księgowej, lecz pisowskiego systemu, który na to pozwalał. Podejrzewam, że ani premier, ani minister edukacji i nauki, ani żaden pisowiec, który chwalił zmianę, nie rozumiał, jak działa Polski Ład. Zdziwienie Czarnka wydawało się szczere. Naprawdę nie miał pojęcia, jaki pasztet przygotował rząd dla nauczycieli?

Księgowa wyliczyła dobrze, Czarnek się pomylił

Nauczyciele zarabiają tak mało, że dorabianie stało się dla nich koniecznością. Ja też pracuję nie tylko w jednej szkole, bo przecież za 3484 zł (tyle do ręki dostaję po ok. 30 latach pracy na najwyższym stopniu awansu – wyżej już nie podskoczę) nie utrzymałbym siebie i rodziny. Dorabiam więc w drugim miejscu i jakoś wiążę koniec z końcem. Tak postępuje wielu nauczycieli. Jeśli ktoś nie dorabia, to tylko dlatego, że jeszcze nie znalazł sposobu albo ma dobrze zarabiającego małżonka, więc nie musi.

W styczniu moja pensja z pierwszego miejsca pracy była identyczna jak w grudniu. Tu nie było zmiany. Jednak w drugim miejscu pracy dostałem o 9 proc. mniej. Dokładnie tyle, ile wynosi składka zdrowotna. Dawniej była odliczana od podatku, a po zmianach już nie. Każdy nauczyciel, który pracuje w kilku miejscach, traci na Polskim Ładzie, gdyż kwotę wolną od podatku ma odliczaną w pierwszym miejscu pracy (tu rzeczywiście dyplomowany po zmianach wychodzi na zero), natomiast w drugim i kolejnym miejscu jego pobory są mniejsze o 9 proc. Księgowa nie pomyliła się zatem, kiedy wyliczyła mi mniej za styczeń niż za grudzień. Pomylił się za to Czarnek, gdy oburzony chciał poznać nauczyciela, który stracił na reformie podatkowej. Nie trzeba takich ludzi szukać ze świecą po całym kraju, są w każdej szkole.

Gdy do Czarnka dotarło, że wygaduje głupoty, zaczął zapewniać, iż rząd pracuje nad zmianami, aby nauczycielom zrekompensować stratę. Już w lutym dostaną pensję z wyrównaniem. PiS szykuje więc reformę reformy. Niestety to nie takie proste. Trzeba by zawrócić Wisłę kijem, odkręcić wszystkie zmiany, aby nauczyciele nie tracili. W lutym i w kolejnych miesiącach będziemy zarabiali mniej niż w poprzednim roku. Żadne zapewnienia Czarnka tego nie zmienią. Polski Ład został tak pomyślany, że nie uwzględnił specyfiki pracy nauczycieli. Z każdym miesiącem będziemy tracili coraz więcej.

Po co nam kolejna tarcza antyinflacyjna?

Za kieszeń złapali się też pracujący w szkołach emeryci. A takich w polskich szkołach są tysiące. Najpierw ucieszyli się, że Polski Ład dał im wyższą emeryturę. Rzeczywiście urosła o ok. 200–300 zł. To jednak, co PiS dał im jedną ręką, natychmiast zabrał drugą. Okazało się bowiem, że ich wynagrodzenia w szkole są mniejsze o znacznie więcej niż to, ile zyskali na emeryturach. Pracujący nauczyciele emeryci stracili w pensji ok. 400 zł. Wyszli więc na minus ok. 100–200 zł. Dorabianie do emerytury w 2022 r. stało się mniej opłacalne niż przedtem. Dyrektorom trudniej będzie przekonać seniorów do podjęcia pracy w szkole.

Stracili też nauczyciele prowadzący własną działalność. Kto udzielał korepetycji i chciał być uczciwy wobec państwa, a tacy w gronie pedagogicznym przeważają, ten rejestrował działalność i odprowadzał podatki. Nikt się nie spodziewał, że PiS oprócz wzięcia podatku od nauczycieli za udzielanie korepetycji obciąży ich dodatkowym haraczem. Od 1 stycznia wynagrodzenie nauczycieli pracujących w szkole i prowadzących własną działalność jest mniejsze o 300–400 zł miesięcznie. Jeśli ktoś nie udziela korepetycji na potęgę, może się narobić i nie zarobić nic. Koleżanka, która uczy języka obcego w moim liceum i dodatkowo ma zajęcia w szkole języków obcych (prowadzi własną działalność), zarobiła w styczniu 362 zł mniej wyłącznie z powodu zmian w przepisach. Kto dopiero zaczął udzielać korepetycji i zastanawia się, czy zarejestrować działalność, ma nie lada dylemat. Musi mieć bowiem świadomość, że zapłaci podwójnie: podatkami i mniejszą pensją w szkole.

PiS udaje zaskoczenie

W zapewnienia Czarnka, że rząd zrekompensuje nauczycielom tę stratę, nie ma co wierzyć. Zresztą po co nam kolejna tarcza? Niech PiS przestanie zmieniać system, skoro sam nie ma pojęcia, jak negatywne skutki wywoła. A może rząd ma pełną świadomość, tylko udaje zaskoczenie i zasłania się niespodziewaną anomalią? W grudniu, gdy księgowa w mojej szkole liczyła wynagrodzenia styczniowe, zorientowała się, że wypłaci nam mniej. Szukała sposobu, jak temu zapobiec. Alarmowała, pisząc maile przed i po świętach, abyśmy poznali Polski Ład i przemyśleli, z jakich ulg chcemy skorzystać, a z jakich nie, żeby obniżka była jak najmniejsza.

Wydawało nam się, iż księgowa niepotrzebnie panikuje. Przecież premier zapewnia, że na zmianach nie tylko nie stracimy, ale wręcz zyskamy. Najbardziej zyska nauczyciel stażysta i kontraktowy, trochę zyska mianowany, a nie straci dyplomowany. Na początku stycznia okazało się, że księgowa nie panikowała, tylko miała świadomość strat, jakie poniosą nauczyciele. Wiedziała to, o czym PiS nie mówił, a potem udawał zaskoczenie.

Minister Czarnek nie wie, co mówi

Platon pisał, że są dwa rodzaje kłamstw. Kłamstwo rzeczywiste, kiedy człowiek wie, jaka jest prawda, ale mówi co innego. Oraz kłamstwo wynikające z braku wiedzy. Czarnek nie wysilił się, aby sprawdzić, jaki jest stan rzeczy, a pochopnie zapewniał nauczycieli, że na zmianach nie stracą. Minister nie zna się na nowym prawie podatkowym, jednak przekonuje, że reforma jest korzystna dla pracowników oświaty. Okazało się, że to kłamstwo.

Na własnej skórze odczułem, że minister nie wie, co mówi. Wprowadził nauczycieli w błąd. Straciłem 9 proc. wynagrodzenia w drugim miejscu pracy. Im więcej tam zarabiam, tym większa moja strata. Wolałbym nie dorabiać wcale, zadowalać się godną pensją w jednej szkole i wcale też nie tracić na zmianach w podatkach. Niestety nieprędko to się nie stanie. Na razie cieszę się, że mam możliwość dorobienia do chudej nauczycielskiej pensji. Przyszło mi za to zapłacić dodatkowy haracz na rzecz budżetu. Kwotowo nie jest to wielka sprawa, jednak moralnie wręcz ogromna. Znowu pisowskie państwo oszukało nauczycieli.

W rok 2022 wchodzę z lękiem, że takich pozornie korzystnych zmian dla nauczycieli PiS szykuje więcej. Kłamliwy minister Czarnek będzie przekonywał, iż nauczyciele nie stracą, lecz zyskają. Albo kłamie świadomie, albo nie poświęcił czasu na poznanie prawdziwych skutków zmian. Dla ministra to tylko słowa, a dla nas skutki będą bardzo realne. Poczujemy je, gdy pójdziemy kupić chleb i okaże się, że nie mamy za co. Trzeba się więc bardzo pilnować, aby PiS nie oszukał nas znowu. Jak minister Czarnek będzie przekonywał, że nauczyciele zyskają na zmianach w pensum, to bądźmy pewni, że kłamie. Kłamie świadomie albo z niewiedzy, ale jednak kłamie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną