Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Czarnek wygrał. Duch protestu nauczycieli powoli wygasa

Protest przeciw lex Czarnek w Gdańsku Protest przeciw lex Czarnek w Gdańsku Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Lada miesiąc, lada rok po korytarzach publicznych placówek będą się snuć resztki uczniów i nauczycieli, którzy z różnych powodów nigdzie indziej nie znaleźli miejsca. Będzie pusto, cicho i bez życia.

Ludzie są zmęczeni, sfrustrowani i zaszczuci, a doniesienia ostatnich dni tylko pogłębiają ten stan – ocenia pedagożka i działaczka oświatowa pytana o nastroje po ujawnieniu kolejnej porcji maili polityków obozu władzy. Tym razem przecieki dotyczą nauczycieli i pacyfikacji ich strajku z 2019 r.

W korespondencji, która ma pochodzić ze skrzynek urzędników i pisowskich ekspertów, pojawiają się zapowiedzi typu: „Nauczyciele jako grupa w następnych kilkudziesięciu godzinach zostaną dobici i poniżeni falą hejtu”, a także dyskusje o możliwych „kierunkach ataku” na szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza. Traf chciał, że wiadomości zostały upublicznione w piątek, dzień po tym, jak przez sejmowe procedury przeszło tzw. lex Czarnek.

Nauczyciele. Duch protestu w nich wygasł

Chodzi o zainicjowane przez szefa MEiN zmiany zaostrzające rządową kontrolę nad szkołami. Bez zgody politycznie nominowanego kuratora oświaty nie będzie możliwe zaproszenie do szkoły zewnętrznej organizacji pozarządowej, by poprowadziła zajęcia. Kurator będzie mógł natomiast samodzielnie i bez ścieżki odwoławczej usunąć ze stanowiska dyrektora. – W pokojach nauczycielskich ludzie są w hibernacji. Aktywni – załamani, a i tak jest ich garstka w całej Polsce. Ta lawina zła jest tak silna i szybka, że ludzie już przestali reagować albo w ogóle nie nadążają za zdarzeniami. Jedna z koleżanek, tych odważniejszych, wieszała dziś w pokoju nauczycielskim kartkę z deklaracją sprzeciwu wobec lex Czarnek. A inna zapytała ją, o co w ogóle chodzi, co to za zmiany? Duch protestu wygasł do zera – opowiada cytowana działaczka.

– U nas w szkole w piątek rano dyrektorka mówiła nauczycielom o zmianach w ustawie o oświacie, jakby lex Czarnek już obowiązywało, choć jeszcze nawet nie przeszło przez Senat – opowiada nauczyciel ze szkoły na Podkarpaciu. I dodaje, że on akurat rozmawia z kolegami i koleżankami. – Przyznają, że teraz dopiero jest powód do strajków. Ale nikt już nie ma na to siły.

– U mnie w pracy tematów politycznych ani innych ważnych się nie porusza także dlatego, że część osób donosi dyrekcji i każdy martwi się tylko o swój etat – dodaje biolożka z liceum w Kujawsko-Pomorskiem. – Od przyszłego roku będzie mniej uczniów, bo odejdą ci po gimnazjum ze zdublowanych klas trzecich. Do tego perspektywa wzrostu pensum z 18 do 22 godzin. Jest nas za dużo, zwolnienia są murowane.

Absolwenci podstawówek są dwa lata do tyłu

Atmosferę chaosu i niepokoju nasilają fatalne wyniki w nauce, spędzające sen z powiek głównie nauczycielom i rodzicom w perspektywie matury. I tegorocznej, i przyszłorocznej, która ma być przeprowadzona według nowej, poszerzonej formuły. Jak wynika z badań Evidence Institute przeprowadzonych na warszawskich licealistach, ci, którzy będą zdawać tę bardziej wymagającą maturę – pierwsi absolwenci ośmioletnich klas podstawowych – są o rok, dwa do tyłu, jeśli chodzi o osiągnięcia naukowe, w porównaniu z kolegami i koleżankami po gimnazjach. Analizy precyzyjnie dowodzą, że jest to skutek tzw. reformy oświaty, na który nakładają się zawirowania związane z pandemią (badacze sprawdzali to według metodologii międzynarodowych badań PISA).

Miejscami to właśnie rodzice zaczynają się budzić. Dociera do nich, że blokowanie działań szkoły i absurdalne polityczne ingerencje w pracę nauczycieli z ich dziećmi w żadnym razie się im nie przysłużą. Pojawiają się apele i inicjatywy, np. by wysyłać maile bezpośrednio na skrzynki konkretnych posłów. Towarzyszy temu argumentacja, że jest jeszcze czas, by na nich wpłynąć – ostateczne parlamentarne głosowanie nad lex Czarnek, po procedurze senackiej, może się odbyć dopiero pod koniec lutego. Ale nie brak też komentarzy, że nawet taka mobilizacja niewiele da – a jeśli tylko ktoś może, najlepiej, żeby po prostu zabrał dzieci z systemowych szkół.

Nauczyciel zmienia zawód

W dyskusjach pracowników oświaty konkluzje są podobne. Według badań młodych warszawskich nauczycieli – wstępne wyniki przekazał w ubiegłym tygodniu stołeczny ratusz – aż połowa z nich myśli o zmianie pracy. W skali kraju może być podobnie. W ostatnim czasie na Facebooku triumfy popularności święci grupa „Nauczyciel zmienia zawód”. Liczba jej członków w kilka dni podwoiła się z 6 do 12 tys. i wciąż rośnie.

Wszystko wskazuje na to, że epoka lodowcowa w szkołach rzeczywiście staje się faktem. Lada miesiąc, lada rok po korytarzach publicznych placówek będą się snuć resztki uczniów i nauczycieli, którzy z różnych powodów nigdzie indziej nie znaleźli miejsca. Będzie pusto, cicho i bez życia.

Chętkowski: Czarnek górą

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną