Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

W Polsce bez zmian. Agnieszka zmarła, bo lekarze czekali, aż płód obumrze

Oddział ginekologiczny w szpitalu miejskim Oddział ginekologiczny w szpitalu miejskim Andrzej Michalik / Agencja Gazeta
Najpierw 30-letnia Izabela z Pszczyny. Teraz 37-letnia Agnieszka z Częstochowy zmarła w szpitalu działającym na podstawie bezdusznego prawa. Osierociła trójkę dzieci. Lekceważono jej skargi, mówiąc, że przy ciąży bliźniaczej ma prawo tak boleć. „Jesteśmy zdruzgotani, a ból, jaki nam towarzyszy, jest nie do opisania. Bardzo prosimy o pomoc” – apeluje rodzina.

Śmierć Izabeli w szpitalu w Pszczynie, choć wywołała olbrzymie poruszenie w całym kraju, nie przyniosła zmian w traktowaniu pacjentek w ciąży w polskich szpitalach. We wtorek 25 stycznia pojawiła się informacja o 37-letniej Agnieszce z Częstochowy. Była w bliźniaczej ciąży. 23 grudnia 2021 r. zmarł pierwszy z bliźniaków, ale nie pozwolono na usunięcie martwego płodu, ponieważ prawo tego zabrania. Jej rodzina podała w oświadczeniu brutalne szczegóły: „Agnieszka nosiła w swoim łonie martwe dziecko przez kolejne 7 dni (!!!). Śmierć drugiego z bliźniaków nastąpiła dopiero 29 grudnia 2021 r. Następnym karygodnym faktem jest, że ręcznego wydobycia płodów dokonano po następnych 2 dniach (!!!), a mianowicie 31.12.2021 roku”. I dalej: „To kolejny dowód na to, że panujące rządy mają krew na rękach”.

Lekarze czekają, aż obumrze płód

Kilka dni temu Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny informowała o innej utrzymującej się w szpitalach praktyce – coraz częściej zdarza się, że kobieta, która zgłasza się do szpitala z małowodziem lub bezwodziem, po wstępnych badaniach stanu zdrowia jest odsyłana do domu z poleceniem samoobserwacji. W ostatnich miesiącach kilkanaście kobiet w takiej samej sytuacji co Iza kontaktowało się z Federą. Powtarzają się nazwy szpitali i miast: Częstochowa, Rzeszów, Wrocław, Poznań, Ruda Śląska. – Takich przypadków jest zapewne znacznie więcej. Lekarze czekają na ustanie tętna płodu, mimo iż wiedzą, że to nastąpi, a wada ma charakter letalny. Liczyłyśmy na jakąś zmianę po sprawie z Pszczyny, ale ona nie nastąpiła – mówi szefowa Federy Krystyna Kacpura.

Małowodzie występuje częściej niż bezwodzie i jest uważane za mniej groźne. W tym wypadku stwierdza się niewystarczającą ilość płynu owodniowego. Na wczesnym etapie ciąży mała ilość wód płodowych współistnieje z hipotrofią płodu, czyli nieprawidłowym wzrastaniem. W najcięższych sytuacjach dochodzi do wewnątrzmacicznego obumarcia płodu. Bezwodzie to z kolei brak płynu owodniowego, czyli wód płodowych, niezbędnych do prawidłowego rozwoju – płód nie ma szans na przeżycie. Jeśli do przedwczesnego odejścia wód płodowych dochodzi po 32. tygodniu ciąży, konsekwencje raczej nie są dramatyczne, ale dla kobiety to wciąż ryzyko infekcji, zakażenia, sepsy. Nie zawsze tak się kończy, ale tak było w przypadku Izabeli z Pszczyny.

„Nie przeżyje, to kwestia dni”

– Tylko trzeba brać pod uwagę potworny lęk i strach kobiet po śmierci Izabeli. Lekarze każą im czekać, aż ustaną ruchy płodu albo coś się zadzieje samoistnie. Więc kobieta nie wie, czy ma czekać na jedną śmierć czy dwie śmierci i która będzie pierwsza – mówi Kacpura. I dodaje: – Lekarze tego nie rozumieją. I nawet jeśli z medycznego punktu widzenia zrobią badania i stwierdzą, że opanowali stan zakażenia, podali antybiotyk, wskaźniki się poprawiły, więc odesłali pacjentkę do domu, to nie bierze się pod uwagę, w jakim strasznym stanie psychicznym kobieta może być.

Jak wynika z rozmów prowadzonych przez Krystynę Kacpurę, kobiety w ciąży z problemami płynu owodniowego zwykle odwiedzają kilku ginekologów i każdy mówi im co innego. Nie wszyscy od razu przyjmują je do szpitala i chcą monitorować. „Ten płód nie ma szans, płuca nie działają”, „na pewno nie przeżyje, to kwestia dni”, „dziecko urodzi się z wadami”, „jest duża opuchlizna płodu, ale szanse na narodziny widać”. W pewnym momencie zwyczajnie nie wiadomo, na co czekać.

Kacpura: – Gdyby nie było sprawy Izabeli, kobiety wierzyłyby bardziej lekarzom. Ale to się wydarzyło, one nie wierzą. Efekt jest taki, że boją się teraz lekarzy, a lekarze boją się ustawy antyaborcyjnej.

Życie kobiety jest drugie

Sprawą odsyłania do domu pacjentek ze stwierdzonym bezwodziem zainteresował się rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek. Biuro RPO zapytało Narodowy Fundusz Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta o skalę opisywanego przez Federę zjawiska. Powołało się przy tym na rekomendacje medyczne zamieszczone na stronie Ministerstwa Zdrowia z zapewnieniem, że prezes NFZ będzie monitorował wszelkie sytuacje, w których zagrożone może być zdrowie i życie kobiety w ciąży. Rzecznika Praw Pacjenta spytano zaś, czy podejmował w tym zakresie działania, a jeśli tak, to jakie dane zgromadził. Mało prawdopodobne, by rzecznik to wiedział, bo większość kobiet o tego rodzaju traumach chce po prostu zapomnieć.

Resort zdrowia w komunikacie po śmierci Izabeli z Pszczyny na początku podkreślił, że „najważniejsze jest zdrowie i życie kobiety”, ale już następne punkty pokazują, że ważniejszy jest płód, nawet jeśli ma małe rokowania. Tymczasem potrzeba oddzielnej procedury w szpitalach, wnioskują o to sami lekarze. Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku 6 grudnia 2021 r. wystąpił do konsultanta wojewódzkiego ds. położnictwa i ginekologii z prośbą o wytyczne, jakie przesłanki po wyroku mogą uzasadniać przerwanie ciąży. Nie dostał jej. Posłanki Lewicy o to samo poprosiły krajowego konsultanta ds. położnictwa i ginekologii. Bez odpowiedzi.

– Potrzebne są precyzyjne wytyczne również w sprawach, w których kobieta mająca zaświadczenia od co najmniej dwóch psychiatrów jest leczona psychiatrycznie, a jest zmuszona nosić uszkodzony płód. Obracamy się teraz w jakimś chaosie. Czy naprawdę zdrowie psychiczne nie ma znaczenia? Czy musimy czekać, aż płód obumrze, nie zwracając uwagi na kobiety? – pyta Kacpura.

Czarnacka: Zmarła kolejna kobieta. Prawna normalizacja aborcji teraz!

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Król festynów, czyli Elvis według Luhrmanna

„Elvis”, historia kariery najsłynniejszego w dziejach piosenkarza rock’n’rollowego opowiadana z perspektywy jego menedżera, „Pułkownika” Toma Parkera, wpisuje się w tendencję ugrzeczniania wizerunków gwiazd.

Mirosław Pęczak
21.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną